imalopolska

najnowsze wiadomości

June 2019

Polska

Czy w Polsce jest miejsce na antysystem?

a-31

Strona główna > Polska > Czy w Polsce jest miejsce na antysystem? Czy w Polsce jest miejsce na antysystem? Stanisław Polska, Wyróżnione 3

Wybory do parlamentu europejskiego, choć mają nieco innych charakter niż parlamentarne, pokazują, że na polskiej scenie politycznej nie ma miejsca na partie antysystemowe. Postaram się udowodnić tę tezę jako ten, który uważa, że w system polityczny III Rzeczpospolitej wpisano „kod błędu” powodujący szereg negatywnych reperkusji w wielu dziedzinach naszego życia.

1. Wyobraźmy sobie, że Polska to komputer, któremu trzeba zmienić system operacyjny. W momencie zmiany jest on najbardziej zagrożony z zewnątrz. Dlatego, instytucje wszystkich poważnych państw świata posiadają odpowiednie służby, które mają stać na straży systemu. W polskim przypadku taką rolę pełni ABW; i czy nam się to podoba, czy nie – stoi na straży państwa i jej zadaniem jest penetrować wszelkie ruchy antysystemowe, kontrolować je, a w razie konieczności rozbijać, ponieważ czas zmiany systemu państwa (lub jego sojuszy) jest największym zagrożeniem. Weźmy postulat wyjścia z NATO i ewentualnego sojuszu z Rosją, który głosi pewna część intelektualistów i grup antysystemowych. Papier zniesie wszystko, podobnie jak burzliwe, aczkolwiek mało ważne bicie piany na portalach społecznościowych. W jaki sposób to zrobić? Zadzwonić do prezydenta Trumpa i oznajmić mu, że wychodzimy z NATO, a potem do prezydenta Putina, że już się nie chcemy przekomarzać i zawieramy sojusz militarny? A może odwrotnie? Najpierw zmienimy system polityczny, a potem wyjdziemy z NATO, czy wszystko naraz? Sojusze i systemy polityczne zmienia się tylko i wyłącznie w czasach ostrych kryzysów i zmian geopolitycznych.

2. W najbliższym czasie żadna partia polityczna, głosząca hasła otwarcie antyeuropejskie, nie ma szans na przekroczenie progu wyborczego. Dlaczego? Na to pytanie nie odpowie analiza politologiczna – trzeba sięgnąć do antropologii kulturowej i pojęcia tzw. „pamięci zbiorowej”. Czy nam odpowiada poziom życia w Polsce, czy nie, takiego dobrobytu jak dzisiaj nie było w polskim przekazie pokoleniowym. Wręcz odwrotnie. Kto nie słyszał opowieści o jednych butach w których chodziło się do kościoła, burakach na przednówku? Kto z dzisiejszych decydentów nie pamięta czasów, kiedy posiadanie samochodu było luksusem? W chwili obecnej, szczególnie na wsiach i prowincji, stoi kilka samochodów na podwórku, w domach mamy po kilka komputerów, komórek, prezent na Dzień Matki to wczasy na greckiej wyspie, a bilety do teatru trzeba kupować z półrocznym wyprzedzeniem. Przeciętny Polak tę sytuację wiąże z obecnością w UE.

Do tego dochodzi skala powiązań gospodarczych z EU na wszelkich możliwych poziomach. Cokolwiek o naszej suwerenności państwowej powiadaliby nasi przywódcy – pod względem gospodarczym jesteśmy w UE tym, czym województwo łódzkie w Polsce – jego częścią. Ruchy i partie antysystemowe nie mogą liczyć na wsparcie i sponsorowanie ze strony polskiego biznesu, który jest zainteresowany pozostaniem w UE, choć to wcale nie oznacza, że bez zastrzeżeń przyjmuje system tam panujący. Te powiązania dotyczą jednak również zwykłych Kowalskich. Rządzący o tym nie mówią, bo trochę wstyd, ale bardzo duża liczba naszych rodaków (szczególnie z prowincji), wsiada w niedzielny wieczór do busa, który wiezie ich do Reichu, gdzie pracują tydzień lub dwa, potem wracają na kilka dni do domu i apiać z powrotem. Kupują samochód, raz do roku jeżdżą do Dubaju. Cena za ten pozorny dobrobyt jest oczywiście ogromna: rozbite rodziny, dramatycznie niski przyrost naturalny, problemy psychiczne wśród dzieci i młodzieży, plasujące nas na czele europejskich statystyk. Chociaż ludzie uważają, że się przystosowali do takiego życia. Nie można wymagać, aby przeciętny biłgorajski Janusz zrozumiał zależność, których nie rozumieją profesorowie belwederscy. Bardzo duża część naszych rodaków wyjechała i osiedliła się za granicą. To rodziny dzisiejszych 50 – 60 latków, którzy tak gremialnie głosowali w wyborach. Wszyscy oni nie zagłosują na żadną partię, która będzie postulować wyjście z UE – bo dla jednych oznacza to stratę zarobku, kolejki na granicach, dla drugich utrudniony kontakt z najbliższymi. Na wsparcie finansowe polskiego biznesu nie ma co liczyć, do tego dochodzi jeszcze punkt pierwszy niniejszego artykułu.

3. Polski naród jest w przerażającej większości chłopski, bądź post – chłopski, elita – post szlachecka lub post – chłopska. Inaczej niż na przykład w Czechach i na Węgrzech, gdzie rolę wiodącą odgrywa mieszczaństwo (inaczej klasa średnia). Chłopskie myślenie jest krótkoterminowe, nieabstrakcyjne i wspólnotowe lub też socjalne. Dlatego PiS wygrywa wybory na wschodzie Polski, bo tam żyje naród zasiedziały od pokoleń, ten dla którego wspólnotowość jest tak samo oczywista, jak niedzielne msza w kościele. Tam funkcjonują straże pożarne, koła gospodyń wiejskich, orkiestry dęte…, ważne jest to, co sobie ludzie pomyślą.. Do tego narodu nie trafią indywidualistyczne i prokapitalistyczne hasła J. Korwina–Mikke. Do tego ludu nie trafia także hasła narodowe, bo ziemie te (mimo nieporozumień etnicznych) zawsze były wielokulturowe. I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Ugrupowania antysystemowe nie wejdą do sejmu pod hasłem sprzeciwu wobec ustawy 447, bo polskie post – chłopskie społeczeństwo nie rozumuje w kategoriach abstrakcyjnych – mam pismo od rejenta, które trzymam w szafie, w którym mam zapisane morgi i co moje, tego mi nie odbiorą. Nie rozumie funkcjonowania mechanizmów finansowych, które pozwalają – mimo posiadania morgów – zrobić z niego współczesnego niewolnika, ale profesura belwederska i eksperci też nie rozumieją. Na wyborców z zachodniej Polski nie ma co liczyć, bo tam retoryka narodowo-katolicka i antyunijna jest wyższym poziomem abstrakcji.

4. Problem elit. W Polsce nie jest tak źle jak na Ukrainie, gdzie elity nie ma w ogólę, ale istota problemu jest podobna. Elity w Polsce są post-chłopskie lub post-szlacheckie. Post-szlacheckie są oderwane od ludu, co przejawiło się po klęsce ugrupowań antysystemowych w wyborach wypowiedziami, że naród nie dorósł do naszej wizji, nie jest dostatecznie patriotyczny. Ale przecież przeciętny Kowalski pracuje po 12 godzin dziennie, nie ma czasu słuchać półtoragodzinnych pogadanek na temat historii, geopolityki czy socjologii. Jedyne wiadomości to radio w samochodzie, albo busie w drodze do pracy. Warto zwrócić uwagę, że intelektualiści związani z partiami antysystemowymi prezentują więcej niż przeciętną inteligencję, wiedzę, erudycję i rozeznanie świata. Funkcjonują jednak w swoich środowiskach, takich swoistych bańkach, będąc przekonanymi, że dla narodu żywotne jest to, co dla nich samych, np. polityka historyczna. Mówią tutaj sami do siebie, we własnym gronie i środowisku. A to nie wystarczy, aby przekroczyć próg 5 proc. Otrzymują duże poparcie wśród młodzieży, bo we współczesnej Polsce właśnie młodsza młodzież może pozwolić sobie na siedzenie w internecie. Próba zbudowania narracji politycznej wokół spraw międzynarodowych jest też raczej skazana na niepowodzenie, ponieważ dla przeciętnego obywatela są to sprawy bardzo dalekie, odległe – właśnie abstrakcyjne.

5. Nie da się wejść do sejmu głosząc hasła antyimigracyjne. Emigranci z Azji są zjawiskiem wielkich miast, a miasta w Polsce nie decydują o wynikach wyborów. Straszenie emigracją ukraińską również nie przeniesie żadnych efektów. W obecnej chwili emigracja z Ukrainy jest „przezroczysta” – nie zgłasza postulatów politycznych, nie rożni się znacząco od Polaków, a w odczuciu wielu polskich przedsiębiorców ratuje ich firmy. Ratuje rolników z prowincji. Ten postulat może trafić do środowisk kresowych, ale to znów za mało, żeby wygrać wybory.

6. Problem zaplecza intelektualnego, finansowania i mediów. Ugrupowania antysystemowe nie mogą liczyć na pomoc finansową ze strony polskiego biznesu, bo ten nie jest zainteresowany wyjściem z UE, ani nawet poluźnieniem związków. Do mediów ogólnopolskich dostępu nie będzie – a bez nich dobry wynik w wyborach jest niemożliwy, bo ludzie aktywni zawodowo i biorący udział w wyborach zwyczajnie nie mają czasu na słuchanie godzinnych monologów politycznych. Zaplecze intelektualne jest – ale o paradoksie – jest ono w warunkach demokratycznych swoistym „przekleństwem”. Prawicowi intelektualiści prezentują bowiem bardzo wysoki poziom wiedzy i erudycji, potrafią się pokłócić o kwestie zupełnie nie zrozumiałe dla przeciętnego wyborcy. Stąd bierze się defragmentacja prawicy – w przeciwieństwie do „kombinatów władzy”, gdzie deklaracją polityczną na miarę Manifestu Komunistycznego jest odczytanie na wizji instrukcji z centrali. Dla przeciętnego wyborcy monolog polityczny prof. Wielomskiego czy G. Brauna jest niezrozumiały.

7. Ekscentryczni przedstawiciele. Problemem ruchów antysystemowych jest ekscentryczność i, co za tym idzie szybka „zużywalność” przedstawicieli. Sztandarowym przykładem jest tutaj P. Kukiz, dobry skądinąd muzyk rockowy. Jako naturszczyk w nieznanym sobie świecie, ze skłonnością do piątkowej szczerości, zaprzepaścił poparcie, którym obdarzyli go rozczarowani systemem wyborcy. Następnym przykładem jest ważna twarz antysystemu- reżyser Grzegorz Braun. Niewątpliwe erudyta, człowiek dużej wiedzy – ale niestety apokaliptyczny wizjoner. Bez szans na wybór. Do tego dochodzą profesorowie nieznani przeciętnemu wyborcy, który tak naprawdę woli głosować na „babę z sąsiedztwa”. Dobitnym przykładem jest tutaj Pani B. Szydło. W dyskusji na temat systemu politycznego, filozofii, Pani B. Szydło zostałaby zmiażdżona intelektualnie przez przedstawicieli anty-systemu, ale to ona jest w parlamencie europejskim. Bo zaplecze intelektualne PiS (silniejsze niż nam się wydaje) odczytało „wolę ludu”.

Czy warto być antysystemowcem?

Przytłaczająca większość polskich intelektualistów, polityków i działaczy społecznych nie zdaje sobie sprawy z gry, która toczy się wokół naszego kraju. Przebywają w świecie, który przeminął bezpowrotnie. Mają przebrzmiałe wyobrażenia o polskiej niepodległości z czasów zaborów, gdzie walka toczyła się o problem germanizacji czy rusyfikacji, symbole narodowe, itp. Tego świata już nie ma. Dzisiaj mówimy po polsku, mamy polskie szkolnictwo, polski rząd – ale polskie resursy nie pracują na nasze miejscowe, polskie, dobro. Wyjeżdżają za granicę. Jak w XIX wieku. Wtedy trzeba było mieć garnizon wojska w Krakowie, dzisiaj wystarczy system bankowy.

Jeżeli dojdzie do realizacji ustawy 447, Polska straci kontrolę nad własną ziemią. Oddamy pokłady surowców mineralnych, a mamy ich mnóstwo, wodę i kapitał ludzki i będziemy obywatelami drugiej kategorii. To dobry powód, aby zostać antysystemowcem bez widoków na przyszłość.

Witold Pilecki też widoków na przyszłość nie miał.

dr Michał Siudak

Źródło: Geopolityka.net

Stanisław

“Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” – Jezus Chrystus do żydowskich faryzeuszy w Ewangelii św. Jana 8:44


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Nie popierajmy zbrojeń, militaryzacji i myślenia o wojnie

pax-pokoj-mir

Strona główna > Polska > Nie popierajmy zbrojeń, militaryzacji i myślenia o wojnie Nie popierajmy zbrojeń, militaryzacji i myślenia o wojnie Grzegorz Polska, Wyróżnione 5

Z tekstu reklamowanego wymowną grą słów: „Hotel Trump zamiast Fortu Trump” dowiadujemy się, że prezydent Duda „próbował kupić” prezydenta Trumpa, lecz zabiegi te nie zakończyły się pełnym sukcesem.

Z tekstu Sławomira Sowy [1], reklamowanego na stronie „Dziennika Łódzkiego” wymowną grą słów: „Hotel Trump zamiast Fortu Trump” dowiadujemy się, że w trakcie swojej ostatniej wizyty w USA prezydent Duda „próbował kupić” prezydenta Trumpa, lecz niewiele z tego wyszło: „Dodatkowy tysiąc żołnierzy, dla których musimy wybudować infrastrukturę, to trochę tak, jakbyśmy zamiast Fortu Trump dostali hotel Trump, który sami wybudujemy, a później zapłacimy rachunki. Mówiąc poważnie: zamiast dużej stałej bazy amerykańskiej zaangażowanie wojskowe USA będzie mniej spektakularne, co nie znaczy, że mniej skuteczne. Nawiasem mówiąc, prezydent Andrzej Duda chyba przecenił próżność Donalda Trumpa, próbując go kupić owym Fort Trump.”

„Trudno się oprzeć wrażeniu – zauważa dalej tenże autor – że budujemy [uzyskujemy -?] od Amerykanów bezpieczeństwo na zasadzie kupieckiej, co w czasach Trumpa staje się powoli normą. Ale wielki kupiec, to nie znaczy jedyny kupiec…” – czyli, jak można to zrozumieć – istnieją też inni „wielcy kupcy”, którzy w każdej chwili mogą przebić cenę płaconą Ameryce przez ekipę Dudy – Morawieckiego – Kaczyńskiego za dalszą pomyślność nadwiślańskich beneficjentów „okrągłego stołu”.

Sowa stwierdza też przytomnie, że przedstawiany w mediach jako wielki sukces zakup niedopracowanych amerykańskich myśliwców F-35 będzie w rzeczywistości bardzo kosztownym zakupem „na wyrost”, gdyż myśliwce te „zostaną w pełni wykorzystane tylko wtedy, gdy pozostałe rodzaje sił zbrojnych będą w stanie w czasie rzeczywistym przejąć od nich dane, np. o wskazanych celach lub wykorzystać błyskawicznie wyłom zrobiony w obronie przeciwlotniczej przeciwnika.”

Tymczasem, jak pisze Witold Jurasz (ur. 1975) – publicysta i b. chargé d’affaires na Białorusi (2010-2011), syn Witolda Jurasza (1931-2004), PRL-owskiego ambasadora w Wenezueli (1968-1973), Nigerii (1978-1983), Iraku/Kuwejcie (1986-1990) oraz ambasadora RP w Libii (1996-2001) – „Polskie wojsko AD 2019 to wyspy nowoczesności na morzu zacofania.”, „Marynarka Wojenna RP de facto przestała istnieć.”, a konsumowanie wydatków na siły zbrojne przez wojskowych („przeznaczanie ich nie na “modernizację” sił zbrojnych, ale na ich utrzymanie oraz koszty osobowe”) prowadzi do tego, że – pomimo tracenia w ten sposób 2 proc. PKB – „nigdy nie doczekamy się naprawdę nowoczesnych i sprawnych sił zbrojnych” [2].

Co prawda, zaniepokojeni tym obywatele radzą sobie jak mogą, przygotowując się do „samoobrony” – co skutkuje już nawet przejazdami prywatnych czołgów „bez ubezpieczenia komunikacyjnego” po ulicach polskich miast [3] – ale b. dowódca Wojsk Lądowych RP gen. broni Waldemar Skrzypczak zadaje po waszyngtońskim „sukcesie” Dudy przygnębiające pytanie: „Czy przy tak dużych kontraktach – bo przecież Patrioty, HIMARS-y, teraz F-35 – które kosztują dziesiątki miliardów dolarów, Amerykanie nie mogą wydać jednego miliarda dolarów na polską zbrojeniówkę? Mogą, tylko trzeba umieć to załatwić. Jeśli nasz rząd nie zadba o polską zbrojeniówkę, to będzie katastrofa. Wkrótce będzie można o niej całkowicie zapomnieć.” [4]

Jednak już we wrześniu 2018 roku, w rozmowie z Edytą Żemłą („Jesteśmy na progu wojny”), gen. Skrzypczak ubolewał, że unowocześnianie Wojska Polskiego w oparciu o „polską zbrojeniówkę” to prawdziwie syzyfowa praca: „Nawet jeśli powstaje innowacyjny projekt i pojawia się prototyp, to proces wprowadzania go do wojska trwa tak długo, że w momencie zatwierdzenia sprzęt jest już przestarzały”, i że gorsza od zawalenia się owej „zbrojeniówki” może być b. prawdopodobna sytuacja, gdy na skutek problemów wewnętrznych „stara Unia z kilkoma wiernymi sobie państwami wróci do swojej dawnej struktury. To będzie też pierwszy krok do osłabienia NATO. Zawalą się więc podstawowe elementy naszego bezpieczeństwa” [5].

W grudniowym wywiadzie dla „Wprost” (nr 49/2018) ten emerytowany generał stwierdził autorytatywnie, że „Polska powinna mieć świadomość dwóch rzeczy: po pierwsze, że jest nieprzygotowana do jakiejkolwiek wojny, bo nie mamy wystarczającego potencjału obronnego, armii, która byłaby zdolna do wzięcia udziału w konflikcie na szeroką skalę.”, i że w razie wzięcia udziału w takiej hipotetycznej „jakiejkolwiek wojnie” nie tylko jako państwo i jego siły zbrojne, ale przede wszystkim jako społeczeństwo zamieszkujące obszar tego państwa „Będziemy skazani na wielką katastrofę, [a] straty ludzkie będą niewyobrażalne” [6].

Po cóż nam w takim razie taka powtórka z historii?

Jest to pytanie retoryczne, jeśli uwzględni się fakt, że stary konflikt Zachód – Wschód jest w istocie sztucznie zaprojektowanym przez nie-Słowian, ponad stuletnim już konfliktem wewnątrzsocjalistycznym, wskutek którego ludność słowiańska poniosła zdecydowanie największe straty osobowe i materialne, a kultura i tradycja życia chrześcijańskiej Słowiańszczyzny zostały w dużej mierze zniszczone i zastąpione socjalistycznymi ersatzami.

W tym konflikcie – jak mówią doświadczeni generałowie – Polska nie liczy się jako samodzielny podmiot wojny, choćby nawet miała już swoje nieliczne „Patrioty” i F-35 na pozycjach bojowych i w hangarach. Historia uczy, że pomimo zakupów różnych Browningów i Hurricane’ów – decyzje w sprawie przyszłości Polski zapadają zawsze ponad głowami Polaków, a tymczasem współcześni politycy nadwiślańscy zachowują się tak, jakby historia nie miała prawa się powtórzyć. Nie tylko zresztą politycy rządzącej obecnie partii, ale i znani przedstawiciele jej systemowej opozycji.

Świadomość rosnącego zagrożenia (jak w roku 1863: „Obok Orła znak Pogoni, poszli chłopcy w bój bez broni” czy w roku 1944: „Pomocy nam nie przysłali, na łup wroga wydali, Zamiast wolności mamy dziś śmierć”) nurtowała swego czasu byłego wicepremiera z ramienia LPR w rządzie J. Kaczyńskiego, Romana Giertycha. W marcu 2015 r. opublikował on na swoim fb krótki tekst pt. „Czy wygralibyśmy wojnę z Rosją?” [7], w którym czytamy: „Dzisiaj Polska na zbrojenie przeznacza prawie 2 % swego PKB, co daje sumę prawie 10 mld dolarów rocznie. Jest to sporo (ok. 20. miejsce na świecie). (…) Jednak sytuacja obecna wymaga, abyśmy w szybkim tempie zwiększyli wydatki obronne przynajmniej o 25 %, czyli do 2,5 % PKB. (…) Zapowiedź prezydenta Komorowskiego, że w 2016 zwiększymy wydatki do 2 % PKB jest absolutnie niewystarczająca. Rosja wydaje ok. 60 mld USD rocznie.”

Pan Giertych wołał o pieniądze na odparcie mitycznego „ataku ze strony Rosji (bo żaden kraj inny wokół nas nie ma potencjału do ataku)”, chociaż powinien był dobrze wiedzieć, że tzw. polski dług państwowy osiągnął już wtedy niebotyczny poziom ok. 300 mld dolarów (nie licząc olbrzymiego zadłużenia firm prywatnych i osób fizycznych) i Polska żadnych zbędnych pieniędzy na zbrojenia nie miała. Doświadczenie historyczne uczy, że nawet skrajna ofiarność narodu polskiego (niezwykle zbiedniałego pod rządami prozachodnich prokapitalistycznych socjalistów liberalnych) i osiągnięcie przez Wojsko Polskie szóstej pozycji w światowym rankingu sił zbrojnych – nie zapobiegły błyskawicznej klęsce II Rzeczypospolitej w 1939 roku, z której Polacy nie podnieśli się pod pewnymi ważnymi względami po dziś dzień.

Roman Giertych wołał także o „broń zdolną zburzyć Kreml” (1152 km w linii prostej) – a więc również i Berlin (500 km), ale już nie Paryż (1368 km), czy Londyn (1451 km), nie mówiąc już o Waszyngtonie (7189 km) i Władywostoku (7526 km). Czyżby z tych dwóch ostatnich miejsc (nie licząc mórz i oceanów) nie dało się zniszczyć rakietami Warszawy, a nawet całej Polski?! Autor rozważań o możliwościach wygrania wojny z Rosją zakładał, „że użycie sił atomowych na lokalną wojnę z Polską, na chwilę obecną Rosji nie opłacałoby się w ogóle” – ale równie dobrze moglibyśmy sobie założyć, że Polacy zburzyli by jednak zakupionymi od Ameryki rakietami Kreml (w reakcji np. na jakąś nową „smoleńską” prowokację, nie wiadomo czyją, może nawet amerykańską?), Rosja dokonała by uderzenia odwetowego (likwidacja polskiej armii, paraliż państwa i gospodarki), a zachodni „sojusznicy” poprzestaliby na wysłaniu not protestacyjnych i dogadaliby się z Rosją „na trupie Polski”. Czyż np. Anglia nie podniecała nas w 1939 r. do wojny, czyż nie sprzedała nam w tym celu nowoczesnej broni (parę samolotów), czyż nie osiągnęła natychmiastowych korzyści politycznych i wojennych na skutek zagłady naszego państwa, i czyż nie dogadała się w 1941 r. ZA NASZYMI PLECAMI z naszym ówczesnym wrogiem, stalinowską Rosją? Przypomnijmy, że głównym powodem klęskotwórczego rozciągnięcia polskich wojsk wzdłuż granicy z Niemcami było we Wrześniu 1939 właśnie to, że Marszałek Śmigły-Rydz obawiał się, iż Niemcy uderzą znienacka, zajmą określony teren i… ogłoszą koniec konfliktu z Polską. Przy biernej postawie „sojuszniczego” Zachodu!

W tym miejscu upada inny argument byłego wicepremiera, który przewrotnie twierdził, że pomimo tkwienia w „najsilniejszym pakcie militarnym na globie” Polska musi intensywnie się zbroić, bo jej zachodni sojusznicy „bronią tylko tych, którzy sami potrafią się obronić”, albowiem „Nie ma chyba w dziejach przykładów, aby ktoś ryzykował wojnę w obronie kogoś, kto jest z góry na straconych pozycjach.” – jak objaśnia to Giertych. Czy jednak posiadanie dobrze uzbrojonej i patriotycznie nastrojonej armii, oraz niedostępnej, dobrze ufortyfikowanej granicy uchroniło w 1938 r. Czechosłowację od zdrady tzw. zachodnich demokracji i niezasłużonego rozbioru? A może to niechęć ponadmilionowej armii polskiej do walki z Niemcami była przyczyną faktu, że nasi zachodni „alianci” kazali nam w końcu sierpnia 1939 r. zrywać świeżo rozlepione obwieszczenia o mobilizacji, a następnie przez wiele dni oszukiwali polskie władze polityczne i wojskowe, że zamierzają dotrzymać zobowiązań sojuszniczych i otworzyć drugi front? (zob.: L. Wyszczelski, O czym nie wiedzieli Beck i Rydz-Śmigły, Warszawa 1989).

Nawiasem pisząc, można wysnuć z tego prosty wniosek, że skoro warunkiem realności i skuteczności sojuszu wojskowego z Zachodem jest dla Polaków… samoobrona, to może należałoby w końcu odwrócić sojusze, zlikwidować w ten sposób jedyne – zdaniem R. Giertycha – bezpośrednie zagrożenie dla Polski, i przypieczętować ten sukces zakupieniem w Rosji rakiet zdolnych zniszczyć nie tylko Berlin i Moskwę, ale i znacznie dalej położone stolice i obiekty. Ileż to pieniędzy, krwi i bezprzykładnych klęsk Polska mogłaby sobie zaoszczędzić rezygnując z polityki wrogości wobec Rosji i dobrowolnie ją wybierając – jak radził Dmowski – na swojego najważniejszego partnera, przyjaciela i sojusznika! Lecz – niestety – dominuje u nas ta sama, co i na przełomie XVIII/XIX w. zgubna „poniatowszczyzna” i widzimy forsowanie tych samych złych rozwiązań: próby wzmacniania własnej armii (i państwa) na drodze albo współudziału w rosyjskiej agresji na muzułmańską Turcję, albo też na drodze współudziału w zachodnioeuropejskiej (nie tylko bowiem francuskiej) agresji na chrześcijańską Rosję. Ten schemat ma już ponad dwieście lat i próby te kończą się zawsze tragicznie.

Do zmilitaryzowania narodu nie wystarczą pieniądze i nowoczesna broń. Nie wystarczy samo wskazanie sojuszników i wroga. Widzieliśmy przecież członków ruskiego narodu ukraińskiego, którzy występowali przeciwko kolejnym falom przymusowej mobilizacji i masowo uchylali się od rzekomego „obowiązku” zabijania słowiańskich braci-Rosjan na wojnie w Donbasie, tak ochoczo spełnianego tutaj przez „majdanowy” element sfanatyzowany. Podobne problemy mieli organizatorzy secesji Donbasu, obrońcy ruskości spod prawosławnych sztandarów Striełkowa – nie znaleźli zbyt wielu chętnych do użycia broni.

Roman Giertych (katolik) też zastanawiał się nad problemem: jak zmusić ludzi do walki? Uderzał w tony patriotyczne („Ten jest niepodległy, kto chce nim być. Musimy po raz kolejny udowodnić, że Polacy chcą niepodległości i że są gotowi za to zapłacić. A jeżeli będziemy posiadać zdolność samodzielnego powstrzymania przez długi czas agresji rosyjskiej, to nigdy się ona nie zdarzy, a nasze relacje może nawet się poprawią.”), ale także Polakom groził: „musimy odejść od ciągle obecnego pacyfizmu, który zatruwa poglądy naszych elit. Proponowałbym konkretne zmiany prawne np. w odniesieniu do nawoływania do dezercji, które było obecne w wypowiedziach niektórych lewicowych polityków. Głoszenie takich poglądów winno się kończyć na ławie oskarżonych. Już dzisiaj wiemy, że ZSRR finansowało większość grup pacyfistycznych na Zachodzie podczas Zimnej Wojny. Nawoływanie do dezercji, sianie defetyzmu itp. musimy wyeliminować.”

Tymczasem papież Franciszek – co by o nim nie mówiono – nie jest „lewicowym politykiem finansowanym przez ZSRR”, a jednak głosi publicznie poglądy zdecydowanie antymilitarystyczne i antywojenne. W czasie swojej wizyty na włoskim cmentarzu wojennym w Redipuglia (13.09.2014) wyjaśnił on katolikom aktualną sytuację w świecie i poprosił ludzi o zmianę postawy wobec orędowników zbrojeń i wojen: „Także i dziś, po drugiej katastrofie kolejnej wojny światowej, trzeba nam być może mówić o trzeciej wojnie (światowej) rozgrywanej „na raty”, pełnej przestępstw, mordów i zniszczenia… (…) Także i dziś jest wiele ofiar… Jak to możliwe? A możliwe jest dlatego, ponieważ dzisiaj także istnieją zakulisowe interesy, plany geopolityczne, żądza pieniędzy i władzy, istnieje przemysł zbrojeniowy, który wydaje się być (w tej kwestii) tak ważny! I są planiści terroru, organizatorzy starć, a także właściciele firm zbrojeniowych, którzy mają wypisane w sercach: „Co to mnie obchodzi?”. (…) Z sercem syna, brata, ojca, proszę was wszystkich i dla nas wszystkich o nawrócenie serca: o zamianę (postawy) „Co to mnie obchodzi?” w płacz. Za wszystkich poległych w „bezsensownych rzeziach”, za wszystkie ofiary szaleństwa wojny we wszystkich czasach. Płacz. Bracia, ludzkość powinna płakać, i to jest godzina płaczu.” (tłum. GG.).

W chwili obecnej, w tej naszej „godzinie płaczu”, przestańmy myśleć o bombach i rakietach, które – jakoby – trzeba nam na gwałt zakupić, by wystrzelić je następnie na uśpione miasta naszych wschodnich braci-Słowian, na ich kobiety i dzieci. Najważniejszy jest dzisiaj pokój na świecie, a zwłaszcza trwały pokój z Rosją.

Jedna z czytelniczek dopisała pod omawianym tekstem R. Giertycha swój komentarz: „Si vis pacem, para pacem” – „Chcesz pokoju, szykuj pokój”.

To jasne i oczywiste – zwłaszcza w roku 2019.

Grzegorz Grabowski

.

„Na dzień dzisiejszy w świecie szanuje się tylko tych, którzy są silni. Chcesz pokoju – szykuj wojnę!” – pisał Roman Giertych. – Czy słusznie?

Przypisy:

[1] – Sławomir Sowa, Myśliwce F35 dla Polski to konieczny i bardzo dobry zakup. Ale same F35 to za mało https://dzienniklodzki.pl/mysliwce-f35-dla-polski-to-konieczny-i-bardzo-dobry-zakup-ale-same-f35-to-za-malo/ar/c15-14210069 (15.06.2019).

[2] – Witold Jurasz, Polskie wojsko to wyspy nowoczesności w morzu zacofania [ANALIZA] https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/polskie-wojsko-to-wyspy-nowoczesnosci-w-morzu-zacofania-analiza/rx0f0j1 (14.06.2019).

[3] – Czołg na ulicach Pajęczna. Pijany kierowca zatrzymany przez policję https://twojepajeczno.pl/wiadomosci/pajeczno/czolg-na-ulicach-pajeczna-zatrzymany-przez-policje/ (14.06.2019).

[4] – Gen. Waldemar Skrzypczak: ujawnienie tych informacji jest dla mnie zaskakujące [Wywiad Kamila Tureckiego z gen. Waldemarem Skrzypczakiem] https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/gen-waldemar-skrzypczak-ujawnienie-tych-informacji-jest-dla-mnie-zaskakujace/rymnc0h (13.06.2019).

„Z naszych szacunków wynika, że w najbliższej dekadzie możemy wydać na amerykański sprzęt co najmniej 30 mld zł. Środki będą pochodziły wyłącznie z budżetu MON.” – piszą Marek Kozubal i Zbigniew Lentowicz w tekście pt. „USA – Polska: Skok w nowoczesność” https://www.rp.pl/Kraj/190619698-USA—Polska-Skok-w-nowoczesnosc.html (13.06.2019).

[5] – Joanna Stanisławska, Przerażająca wizja polskiego generała. W tej wojnie nie daje nam szans https://www.fakt.pl/wydarzenia/polityka/gen-waldemar-skrzypczak-rosja-bedzie-niszczyc-i-palic-wszystko-co-stanie-jej-na/e5fdqsn (29.09.2018).

[6] – Gen. Skrzypczak dla „Wprost”: Nie jesteśmy przygotowani do wojny. To będzie katastrofa, hekatomba [Rozmowa Anny Gielewskiej z gen. Waldemarem Skrzypczakiem] https://www.wprost.pl/tygodnik/10172979/Gen-Skrzypczak-dla-Wprost-Nie-jestesmy-przygotowani-do-wojny-To-bedzie-katastrofa-hekatomba.html (03.12.2018).

[7] – Roman Giertych, Czy wygralibyśmy wojnę z Rosją? https://pl-pl.facebook.com/permalink.php?story_fbid=946439885396367&id=215392231834473 (22.03.2015).

Grzegorz PaxPeacepokójМир
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Sukces rządu PiS ! Zapłacimy za obecność obcych wojsk na terenie Polski !

zydzi-tanczacy

Strona główna > Polska > Sukces rządu PiS ! Zapłacimy za obecność obcych wojsk na terenie Polski ! Sukces rządu PiS ! Zapłacimy za obecność obcych wojsk na terenie Polski ! AdRo203 Polska 0

Dzisiaj dowiedzieliśmy się ile będzie nas kosztować ochrona USA, które będzie nas strzec przed zakusami zimnego czekisty Władimira Władimirowicza Putina. Izrael jako państwo frontowe dostaje co roku 38 mld dolarów bezzwrotnej pomocy militarnej. Polska zapłaci za 1000 żołnierzy zaledwie 2 mld dolarów.

Zapewne sukces, którym jest rozlokowanie w Polsce 1000 dodatkowych żołnierzy za jedyne 7 mld złotych, spowoduje, że Putin dwa razy się zastanowi zanim nas napadnie. Z pewnością będzie to siła skutecznie odstraszająca wszelkich agresorów.

Po tej deklaracji prezydenta Trumpa i prezydenta Dudy, o wzajemnej współpracy, jasne staje się jak rośnie znaczenie Polski w świecie. Rosja zapewne wkrótce straci swój status mocarstwa, a Polska zyska całkowite bezpieczeństwo. Ten tysiąc żołnierzy to zapewne ostateczny cios, argument siły, zapewnia zwycięstwo nad dowolnym wrogiem.

Nieco niepokojące może być to, że stacjonujące w Polsce rotacyjnie amerykańskie wojsko ćwiczy głównie ewakuację do Niemiec. Pasuje to do deklaracji, wedle których artykuł 5 traktatu NATO wcale nie zobowiązuje do działania, najwyżej wysłania listu z wyrazami oburzenia. Trzeba jednak ufać sojusznikowi, który niesie kaganek demokracji tocząc bohaterskie wojny na wszystkich kontynentach

Ten wielki sukces polskiego rządu wskazuje jak ważna była jego bezalternatywna polityka zagraniczna. Dzięki temu mogliśmy wynegocjować najlepsze warunki obecności US Army w naszym kraju. Tylko 7 mld złotych rocznie za 1000 żołnierzy rozproszonych po Polsce to wspaniała wiadomość i pewność bezpieczeństwa Polski. Pozostaje cieszyć się z sukcesu i powrócić do chocholego tańca.

Za: https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/sukces-rzadu-pis-zaplacimy-za-obecnosc-obcych-wojsk-na-terenie-polski

12.06.2019

AdRo203 andrzej dudagrabież majątku narodu polskiegoIII RPPartia interesów SyjonistycznychPolska neokolonią syjonizmuTrump
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii!

a-26-e1560440260405-1100x630

Strona główna > Polska > Jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii! Jesteśmy członkiem NATO drugiej kategorii! Stanisław Polska 3

Zwiększenie liczby amerykańskich żołnierzy w Polsce to przełomowa decyzja – ocenił generał Roman Polko w „Faktach po Faktach” w TVN24. „Siły sojuszu przesunęły się na wschodnią flankę, co pokazuje, że nie jesteśmy już członkiem NATO drugiej kategorii. Dla nas jest to wzrost bezpieczeństwa” – dodał były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.

Co naprawdę się dzieje?

Obecność amerykańskich żołnierzy na terenie naszego kraju staje się poważnym problemem dla Polaków. Ciężkie transporty blokują i rozjeżdżają lokalne drogi i nie ma tygodnia bez awantury i wypadków na drodze. Polacy skarżą się, że Amerykanie zachowują się jak „szarańcza”, piją za dużo alkoholu, biją, gwałcą i poniżają obywateli!

Fakty wskazują na to, że obecność baz amerykańskich w Polsce ostatnio wywołuje napięcie nerwowe wśród Polaków. Według informacji przekazanych PAP przez Prokuraturę Krajową, między 2015 a 2018 r. 41 członków sił zbrojnych państw obcych, było lub nadal jest podejrzewanych o popełnienie przestępstw w 28 sprawach w Polsce. Najwięcej spraw (22 sprawy) dotyczy 35 członków sił zbrojnych USA.

Najgłośniejszy wypadek z udziałem żołnierzy USA odbył się w 2017 roku w Żaganiu. Nocą trzej żołnierze, korzystając z wolnego dnia, bawili się w centrum miasta. W drodze do koszar spotkali Justynę M. (19 l.), która wracała sama z dyskoteki do domu. Mężczyźni złapali ją za ręce i próbowali zaciągnąć do ciemnej uliczki. Dziewczyna próbowała wzywać pomocy. Hałasy usłyszał Mirosław R, który wracał od przyjaciela. Pobiegł pomóc dziewczynie. Został jednak uderzony w głowę i skopany przez żołnierzy.

Jeden z mieszkańców pobliskiego bloku zadzwonił na policję. Z uwagi na agresywne zachowanie Amerykanów, policja została zmuszona do użycia gazu. Okazało się, że żołnierze byli kompletnie pijani. Mieli od 1,5 do 2,3 promila alkoholu w wydychanym powietrzu.

Mirosław R. trafił do szpitala. Amerykanie zostali aresztowani, ale już rano ich wypuszczono. W Polsce sprawa została umorzona.

Podobne problemy mają obywatele w Skwierzynie, gdzie stacjonują amerykańscy żołnierze. Mieszkańcy opowiadają że wojskowi piją alkohol w miejscach publicznych, zataczają się, zaczepiają inne osoby, zdarzają się, wymiotują, biją obywateli, zachowują się skandalicznie. Tak w październiku zeszłego roku doszło do skandalicznego zdarzenia. Grupa amerykańskich żołnierzy pobiła miejscowego stomatologa oraz jego dwóch dorosłych synów. Znany w Skwierzynie stomatolog, mieszkający na osiedlu Grunwaldzkim, dostrzegł przez okno swojego mieszkania grupkę awanturujących się czarnoskórych mężczyzn (kopali w drzwi klatki, w której mieszkał stomatolog oraz głośno krzyczeli). Mężczyzna wraz ze swoimi dwoma synami zszedł na dół, by ich upomnieć. Żołnierze rzucili się na stomatologa oraz jego synów. Dotkliwie ich pobili. Jeden z potomków lekarza stracił przytomność. Amerykańscy żołnierze pozostali na służbie po pobiciu Polaków.

Polacy są bezbronni wobec „amerykańskiej agresji”. Żołnierze USA nie podlegają Polskiemu prawu. W umowie o statusie sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych na terytorium Rzeczpospolitej Polskiej jest zapis o odpowiedzialności prawnej amerykańskich żołnierzy. Zgodnie z nim Amerykanie podczas służby w bazie nie podlegają polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. Naprawdę istnieje podpunkt, zgodnie z którym w niezwykle ważnych sytuacjach dla państwa, Polska zachowuje pierwszeństwo jurysdykcji. Jednak nie określono kto, oraz w jakich przypadkach będzie to wyznaczać. Dlatego często przed wszczęciem postępowania sądowego Stany Zjednoczone wycofują swoich żołnierzy z kraju, ponieważ władze USA nie są oczywiście zainteresowani w tym, żeby pogorszyć reputację swoich sił zbrojnych.

Autorstwo: Jan Radžiūnas

Źródło: Dziennik-Polityczny.com

Stanisław

“Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” – Jezus Chrystus do żydowskich faryzeuszy w Ewangelii św. Jana 8:44


Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Prof.  M Majewska: Pieczenie Polaków mikrofalami 5G?

a-25

Strona główna > Zdrowie > Prof. M Majewska: Pieczenie Polaków mikrofalami 5G? Prof. M Majewska: Pieczenie Polaków mikrofalami 5G? Ola Gordon Zdrowie 1

W Polsce panują obecnie afrykańskie upały, temperatura jest dużo wyższa niż na południu Europy. Ponieważ Polska stała się poligonem testowania ludobójczej mikrofalowej technologii komunikacji bezprzewodowej – 5G, bardzo prawdopodobne, że obecne piekielne upały są właśnie efektem tych testów. Na orbitach ziemskich ma być umieszczone 20.000 satelitów, które mają bombardować Ziemię i Ziemian mikrofalami. Wygląda, że Polacy są pierwszym narodem przeznaczonym do mikrofalowej eksterminacji. Same przymusowe toksyczne szczepienia widać zabijają zbyt wolno.

http://healthimpactnews.com/2019/20000-satellites-for-5g-to-be-launched-sending-focused-beams-of-intense-microwave-radiation-over-entire-earth/

Każdy powinien przeczytać poniższe demaskujące teksty o tej zabójczej technologii i o związanej z nią globalnej konspiracji. Musimy się bronić przed ugotowaniem mikrofalami 5G. Sposobem jest masowe porzucenie najnowszych urządzeń “smart” – telefonów, I-padow, itp. i powrót do klasycznych komunikacji 3-4 G oraz kablowych. Współczesna korpo-technologia i korpo-medycyna nie usprawniają, ani nie przedłużają naszego życia, raczej nas okaleczają, ogłupiają i zabijają. I to się dzieje, niestety za naszym przyzwoleniem, bo kupujemy i konsumujemy te technologie. Musimy zrezygnować z technologicznego blichtru, żeby ratować nasze i młodych pokoleń zdrowie i życie. Polacy jak i inne narody aktywnie protestują przeciw tej technologii, ale za tymi protestami musi pójść globalny bojkot wszystkich nowych gadżetów bezprzewodowych, a nawet spektakularnego niszczenia smartfonów i, I-padów.

https://www.emfoff.com/wp-content/uploads/2019/06/WHO-cover-up.pdf

http://www.5gappeal.eu/wp-content/uploads/2019/05/eu-comm-environ_may20_2019.pdf

Prof. M. D. Majewska

Ola Gordon

http://chomikuj.pl/OlaGordon


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Banderowska symbolika “znaczkiem identyfikującym Lwów i Ukrainę”. Prokuratura umarza postępowanie

ar60

Strona główna > Polska > Banderowska symbolika “znaczkiem identyfikującym Lwów i Ukrainę”. Prokuratura umarza postępowanie Banderowska symbolika “znaczkiem identyfikującym Lwów i Ukrainę”. Prokuratura umarza postępowanie AdRo203 Polska 4

Biegli z IPN jednoznacznie stwierdzili, że banderowska naklejka na aucie zatrzymanym przez Polaka w Przemyślu to propagowanie zbrodniczej ideologii OUN-UPA. Prokuratura dała jednak wiarę zeznaniom Ukraińców, którzy powiedzieli śledczym, że nie wiedzieli, co oznacza tryzub w czerwono-czarnych barwach, tłumacząc, że to jeden ze „znaczków identyfikujących Lwów i Ukrainę”. Postępowanie umorzono.

W listopadzie ub. roku w Przemyślu, jak informowaliśmy, polski kierowca zablokował samochód prowadzony przez Ukraińców. Powodem była banderowska symbolika na ukraińskim aucie. Samochód Nissan Juke, którym jechali Ukraińcy, miał z tyłu naklejkę z tryzubem w czerwono-czarnych barwach OUN-UPA. Na miejsce wezwano policję. Przemyślanin złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa publicznego propagowania innego ustroju totalitarnego (art. 256 par. 1 kk), poprzez umieszczenie tego emblematu na karoserii samochodu. Nissanem podróżował „29-letni mieszkaniec Lwowa”, czyli Ołeś Kuczyćkij, którego przesłuchano w charakterze świadka i wszczęto postępowanie przygotowawcze.

Samochodem jechał m.in. Iwan Kulczyćkij, wykładowca Uniwersytetu Narodowego „Lwowska Politechnika”. Pojazd należał do jego syna, Ołesia. Opisując zdarzenie na portalu społecznościowym twierdził, że spotkał się w Polsce z „naruszeniem praw człowieka”. Jak pisze ukraiński portal vgolos.com.ua, po akcji Polak, „szowinista oświadczył, że to jest zabronione zgodnie z ich nowym prawem i wezwał policję”. Portal ten podał w tytule, że powodem zatrzymania i interwencji była „patriotyczna symbolika” ukraińska. Zdaniem Iwana Kulczyćkiego, ukraińskie MSZ „powinno dać Ukraińcom jasne wyjaśnienia o tym, co ich czeka w Polsce”. Zaznaczył, że na taką sytuację powinny zwrócić uwagę ukraińskie służby konsularne i politycy.

W maju br. Prokuratura Rejonowa w Przemyśla zdecydowała się jednak umorzyć postępowanie przeciwko Ołesiowi Kulczyckiemu, podejrzanemu o propagowanie faszystowskiego, totalitarnego ustroju państwowego. Decyzją prok. Anny Szczerby, p.o. Prokuratora Rejonowego w Przemyślu uznano, że nie stwierdzono znamion czynu zabronionego.

W dokumencie z 23 maja, do którego dotarł portal Kresy.pl, opisano sytuację związaną z zatrzymaniem samochodu Kuczyckiego przez jednego z mieszkańców Przemyśla, który zwrócił mu uwagę, że ma na karoserii przyklejony zabroniony, propagujący banderyzm symbol i wezwał policję.

Pismo stwierdza, że w toku postępowania prowadzonego przez Komendę Miejską Policji w Przemyślu, uzyskano dwie biegłych – pracowników naukowych IPN w Warszawie i Rzeszowie. Stwierdzili oni, że „ujawniona na karoserii pojazdu Ołesia Kulczyckiego [oryg. Oles Kultchytskyy – red.] nalepka to symbol UPA, którą była flaga czerwono-czarna i noszona na czapce stylu wojskowego przedstawiająca tryzub w kolorze czerwonym na czarnym tle”.

„Biegli wskazali, iż publiczne pokazywanie i reklamowanie takiego symbolu w postaci chociażby naklejki na karoserii pojazdu jest propagowaniem zbrodniczej ideologii OUN-UPA i gloryfikowaniem w ten sposób szerzonej przez tę formację nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych i wyznaniowych” – napisano w uzasadnieniu decyzji o umorzeniu.

Z treści dalszej części pisma wynika jednak, że tak jednoznaczne opinie ekspertów z IPN nie miały decydującego wpływu na postępowanie, a tym bardziej na decyzję prokuratury.

Dokument relacjonuje też przesłuchanie Iwana Kulczyckiego, który zeznał, że samochód z nalepką nie należy do niego, lecz do jego syna. Dalej tłumaczył się tym, że jego synowa prowadzi działalność gospodarczą i w związku z tym kilka lat temu „firma zewnętrzna nakleiła na ich samochodzie reklamę oraz serię znaczków identyfikujących Lwów i Ukrainę”. Ukrainiec przyznał, że „wielokrotnie wcześniej przekraczali granicę tym samochodem” i zaznaczył, że nikt nie robił żadnych problemów z powodu naklejki.

Iwan Kulczyćkij zeznał, że ani on, ani jadąca z nim rodzina „nie wiedzieli, iż (…) nalepka jest propagowaniem jakiejkolwiek opcji, nawoływaniem do nienawiści”. Twierdził też, że jego syn nie interesuje się „organizacjami UPA” i nie należy do żadnej organizacji, która odwoływałaby się do banderyzmu.

Ponadto, Kulczyćkij z synem „przejrzeli publikacje w internecie i w prawie polskim”, dochodząc do wniosku, że nigdzie nie ma konkretnego wzoru zakazanych symboli. Podkreślał też, że obaj mają „bardzo dobry kontakt z organizacjami w Polsce” i zależy im na rozwiązaniu sprawy w sposób służący lepszemu porozumieniu między Polska a Ukrainą oraz, że zaraz po zdarzeniu usunął naklejkę z samochodu.

Matka Ołesia Kulczyckiego, Daria, również zeznała, że samochód został oklejony przez „firmę zewnętrzną” i mimo wielokrotnego przekraczania granicy nikt nigdy nie zwracał im uwagi na naklejkę. Twierdziła też, że nikt z nich nie wiedział, że „znak ten jest zakazany na terytorium RP” ani, że znajduje się na samochodzie i że jest zakazana.

Sam Ołeś Kulczycki powiedział śledczym, że niedługo po zakupie samochodu przekazał go firmie zewnętrznej do oklejenia „reklamami firmy turystycznej prowadzonej przez [jego] żonę, naklejkami identyfikującymi miejsce prowadzenia działalności gospodarczej”. Zapewnił, że sam niczego nie doklejał, a ponadto nikt nigdzie nie zwracał mu żadnej uwagi. Kulczycki twierdził też nigdy nie interesował się „organizacjami nacjonalistyczno-totalitarnymi” ani „nie zagłębiał się w tematykę symboli i znaków organizacji OUN-UPA i do dnia feralnego zdarzenia nie wiedział jak te herby wyglądają”. Dodał, że „dopiero po tym zdarzeniu zaczął przeglądać strony internetowe” i dowiedział się, że są to barwy flagi banderowskiej, „ale nic nie znalazł na temat herbu”.

W oparciu o to prokuratura uznała, że nie miało tu miejsca nawoływanie do nienawiści, gdyż samego faktu posiadania naklejki na samochodzie nie można traktować w ten sposób. Zaznaczono też, że przestępstwo z art. 256 par. 1 można popełnić jedynie umyślnie, a prokuratura przychyliła się do wyjaśnień Ukraińca, który twierdził, że nie wiedział czego symbolem są banderowskie barwy.

Jak informowaliśmy, we wrześniu 2018 roku w wyniku działań Straży Granicznej w Dorohusku zatrzymano Ukraińca, który na przedniej szybie ciężarówki miał zawieszoną czarno-czerwoną, banderowską flagę. Twierdził, że nie są to barwy OUN-UPA, lecz ukraińskiej drużyny piłkarskiej. Sprawą zajęła się prokuratura, ale szybko umorzyła ją z braku znamion czynu zabronionego. Tego rodzaju sprawy, wszczynane z art. 256 par. 1 kk, praktycznie zawsze kończą się właśnie w ten sposób.

Przypomnijmy, że od kilku lat w Polsce notowano coraz większą liczbę incydentów związanych z obecnością w samochodach prowadzonych przez Ukraińców flag banderowskich. W 2016 roku komendant przejścia granicznego w Dorohusku zaznaczał, że polscy pogranicznicy proszą wjeżdżających do Polski Ukraińców, by ściągali flagi UPA umieszczane za szybami przednimi, żeby symbole te nikogo w Polsce nie prowokowały. Jednak po przekroczeniu granicy są one wyciągane i przyczepiane z powrotem.

W niektórych przypadkach prokuratura wszczynała postępowanie w takich sprawach. Według dostępnych informacji, wszystkie skończyły się umorzeniem.

Przeczytaj: Ukrainiec eksponuje banderowską flagę w polskiej ciężarówce [FOTO]

Czytaj również: Straż Graniczna zmusiła mera Czortkowa do zdjęcia banderowskiej flagi w samochodzie

Kresy.pl

Za: https://kresy.pl/wydarzenia/banderowska-symbolika-znaczkiem-identyfikujacym-lwow-i-ukraine-prokuratura-umarza-postepowanie/

11.06.2019

AdRo203 nienawiść ukraińska do Polakówprzyjmowanie ukraińskich neo-nazistówukraińska psychopatiażydobanderowska Ukraina
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

UWAGA, pilne !

ahik

Strona główna > Polska > UWAGA, pilne ! UWAGA, pilne ! Jerzy Ulicki-Rek Polska 1

Za każdym razem, kiedy MY używamy skrótu „lgbt” – ONI osiągają swój cel…
Przestańmy legitymizować homo-terror przez bezrefleksyjne powtarzanie jak papugi skrótu „LGBT” ! Propozycja: (skuteczne, nic nie kosztuje, należy stosować od zaraz!)

Po pierwsze: Przetłumaczmy to na polski, bez upiększeń:
Lesbijki-Pederaści-Transwestyci-Obojnacy, czyli po polsku: LPTO!
(Obojnactwem określa się zaburzenie różnicowania płci)
Powtarzam: LPTO!
Niech każdy powtórzy to 20 razy i zapamięta!

Przy każdej okazji, gdy padnie w publicznej przestrzeni homo-wytrych „LGBT” – czyli produkt marketingowy wymyślony specjalnie dla prania mózgów i budowania akceptacji dla homoseksualistów i ich peryferiów – NALEŻY GRZECZNIE PRZERWAĆ I ZAPYTAĆ, czy chodzi o „LPTO”?

Po czym wyjaśnić znaczenie skrótu po polsku: „Lesbijki-Pederaści-Transwestyci-Obojnacy”.
Zwróćmy uwagę, że kluczowe jest nie tylko spolszczenie, ale zastąpienie angielskiego słowa „GAY” – polskim „pederastą”, ewentualnie „homoseksualistą”!

„Gay” – to po angielsku „wesoły, radosny”.
Zastąpienie słowa „homosexual” przez „Gay” – było świadomym zabiegiem kilkadziesiąt lat temu – dla złagodzenia wizerunku pederastów w USA.

Dlatego czas odwrócić proces prania mózgów przez kartel tęczowego homo-terroru i zacząć używać adekwatnej nomenklatury: nie „LGBT” – tylko: „LPTO” (Lesbijki-Pederaści-Transwestyci-Obojnacy).

Tak wiele i tak niewiele. Nic nie kosztuje. Od czegoś trzeba zacząć!

Łowca pedałów Za: https://dorzeczy.pl/105258/Maciej-Musial-poparl-Parade-Rownosci-Jak-to-godzisz-ze-swoja-wiara.html?fbclid=IwAR2cFiXNYHf8ywhF9xSLLxx_8vKKplpFxctc48_QEzSdH_c7pcypRyv0yYk

Za: http://kin-rchristusrex.blogspot.com/2019/06/uwaga-pilne.html#more

11.06.2019

Jerzy Ulicki-Rek

https://www.polskawalczaca.com/


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Ustawa 447 – triumf rasizmu

ahf

Strona główna > Polska > Ustawa 447 – triumf rasizmu Ustawa 447 – triumf rasizmu Jacek Polska, Wyróżnione 6

Wszystkie aspekty ustawy 447 Kongresu USA mają charakter negatywny. To rażąco zła ustawa pod każdym względem – nie tylko prawnym, moralnym i politycznym, ale również cywilizacyjnym.

Jej determinantą jest teza o nierówności ofiar niemieckiego nazizmu i II wojny światowej zarówno w sferze prawa i sprawiedliwości, jak i prawdy oraz moralności – czynników kształtujących nie tylko politykę oraz relacje społeczne, ale również kulturę i cywilizację.

Ustawa mówi o zadośćuczynieniu finansowym jedynie dla ofiar holokaustu – również w sytuacji, gdy nie pozostawiły one spadkobierców – a więc o mieniu bezspadkowym.

Trzeba więc mocno podkreślać, że mówi jawnie o haraczu, gdyż roszczenia spadkobierców żydowskich – w tym wypadku z USA – zostały zaspokojone już w 1960 roku, kiedy Polska wypłaciła na ten cel 40 milionów dolarów rządowi amerykańskiemu na mocy umowy międzypaństwowej.

Na jakiej podstawie Kongres USA dokonał segregacji ofiar hitlerowskich Niemiec według narodowości i podzielił te ich miliony na lepszych i gorszych? Lepszym czyli reprezentującym naród żydowski należy się wszystko.

Bezzspadkowe mienie w postaci rekompensaty finansowej miałyby przejąć organizacje żydowskie z USA i Izraela. Pytania nie tylko Polaków, ale także uczciwych Żydów – również w Izraelu i USA – wyrażające sprzeciw, są oczywiste: a co z ofiarami ludobójstwa innych narodów – np. z Polakami zamordowanymi przez Niemców czy banderowców na Wołyniu i we Wschodniej Małopolsce? Na jakiej podstawie Kongres USA dokonał segregacji ofiar hitlerowskich Niemiec według narodowości i podzielił te ich miliony na lepszych i gorszych? Lepszym czyli reprezentującym naród żydowski należy się wszystko – nie tylko cześć i nimb wyjątkowości, ale również bezspadkowe mienie, które dla pamięci o nich mają przejąć nieuprawnione do tego instytucje. Cała reszta ofiar – z polskimi na czele – jest gorsza tylko dlatego, że jest innej narodowości.

Skalę tego rasizmu powiększa nałożony ustawą 447 na „gorsze” ofiary – a nade wszystko na ich spadkobierców – obowiązek finansowego zadośćuczynienia lepszym ofiarom. Polacy mają więc płacić żydowskim instytucjom za to, że są gorszymi ofiarami. To triumf rasizmu w sferze nie tylko prawa, ale również moralności i kultury, a co za tym idzie – cywilizacji. Jest on zaprzeczeniem podstawowych elementów cywilizacji chrześcijańskiej, które Feliks Koneczny niezwykle trafnie ujął jako quincunx – prawda, dobro, piękno, zdrowie i dobrobyt. Wszystkie te kategorie współtworzą dobro wspólne, Wszystkie wykluczają wszelkie formy rasizmu.

[Cywilizacja w USA już dawno nie ma nic wspólnego z cywilizacją chrześcijańską/lacińską. Jest to „cywilizacja” bandytyzmu i grabieży, oparta na satanizmie – admin]

Przyjęta przez Kongres USA ustawa 447 jest absurdem w sferze historii i polityki: wbrew prawdzie i faktom wskazuje jako winnego – który ma zapłacić za holokaust – nie Niemcy, lecz Polskę. Wskazuje nie sprawcę, lecz ofiarę.

Ten rewizjonizm historyczny jest antyaksjologicznym precedensem w historii światowej. Oparty jest bowiem nie tylko na antywartościach: niesprawiedliwości, fałszu moralnym i historycznym, odrzuceniu zasad demokracji i obowiązującego w naszej cywilizacji prawa – ale również na stojącej za ustawą potędze militarnej USA.

Stany Zjednoczone zdecydowały się temu precedensowi patronować, gdyż uległy ideologii głoszącej nie tylko wyjątkowość holokaustu, degradującą wszystkie ludobójstwa innych narodów i wywołane nimi ich cierpienia, ale również uznać wyjątkowość narodu żydowskiego i jego państwa Izrael, zwalniającą go z odpowiedzialności za zagrażającą światu zbrodniczą politykę na Bliskim Wschodzie.

Istotę tej polityki wyraża najpełniej pojęcie rasizmu. Rasizmu totalnego, eksponowanego w ustawie 447 na płaszczyźnie ekonomicznej. Oto Polacy jako naród, społeczeństwo, wspólnota obywatelska stają się w majestacie amerykańskiego prawa nie tylko gorsi, zasługujący na poniżenie, ale również na ograbienie.

Ustawa obnaża prawdziwe oblicze nie tylko roszczeniowych środowisk żydowskich, ale również Kongresu USA. Oblicze wrogie wobec Polski. Posiadając gwarancję militarną Stanów Zjednoczonych, ustawa mówi nam wyraźnie: nie miejcie żadnych złudzeń!

Dla polskiego społeczeństwa – zniewolonego mitem Ameryki jako imperium dobra z czasów zimnej wojny, utrzymywanego do tej pory w politycznym posłuszeństwie dla tej iluzji – to poznawczy szok. Przeciętni polscy obywatele boją się prawdy o największym „sojuszniku” Polski.

A tymczasem prawdziwe oblicze Ameryki narzucającej światu ateistyczną cywilizację rasizmu, zostało szeroko opisane już w latach 90. przez autorów zachodnich i rosyjskich różnych opcji politycznych. Wystarczy w tym miejscu przypomnieć Patricka Buchanana, Alaina Bluma, Plinio Corrêę de Oliveira, Naomi Klein, Aleksandra Dugina, Aleksandra Panarina. Wszystkie te analizy cywilizacyjnej roli USA we współczesnym świecie zostały w Polsce zlekceważone, a niektóre – np. Dugina – napiętnowane jako wrogie.

Warto więc w tym miejscu przypomnieć prace Aleksandra Panarina, m.in. jego książkę Pokusa globalizmu (Iskuszenije głobalizmom – 2000), gdzie autor wykazuje, że narzucana światu przez USA cywilizacja jest sprzeczna z chrześcijaństwem. Z perspektywy tej sprzeczności jest ona antycywilizacją. Z punktu widzenia chrześcijańskiej etyki oparta na skrajnym liberalizmie ideologia amerykańskiego globalizmu – realizowana z irracjonalną determinacją przez USA i ich sojuszników – jest według Panarina nihilistyczną i jednocześnie rasistowską utopią. Ustanawia bowiem porządek świata w interesie bogatych przeciwko biednym.

W porządku tym dominują jako instrument jego realizacji: manipulacja, fałszowanie prawdy, podwójne standardy. Konieczny jest powrót do moralno-religijnego fundamentalizmu. Stanie się on – prognozuje Panarin – podstawą mobilizującej kultury, dzięki której możliwa będzie w XXI wieku obrona biednych przed bogatymi.

Takie poglądy są w Polsce z góry skazane na odrzucenie, mimo iż można je wykorzystać dla naszej obrony przed realizacją ustawy 447. Potężne lobby proamerykańskie i proizraelskie, agentura amerykańsko-izraelskiego wpływu zrobiły wszystko, aby zniewolenie amerykańskim mitem w Polsce trwało do dziś.

Wszelka krytyka panującej opcji politycznej i próba budowania alternatywy traktowane były i są nadal jako zdrada Polski, czego dowodem jest uwięzienie ponad dwa lata temu Mateusza Piskorskiego, któremu sformułowano bez dowodów prawnych zarzut, iż służył interesom Rosji i Chin.

Tymczasem udokumentowane zarzuty służenia interesom amerykańsko-izraelskim można postawić tysiącom osób z rządzącego Polską układu politycznego i jego zaplecza intelektualnego, medialnego, biznesowego. To rzesza wyznawców – z obecną władzą na czele – tej samej ideologii, która zniewoliła amerykański establishment polityczny i będący jego emanacją Kongres USA. To oni, a nie Amerykanie pilnują ideologicznego status quo w Polsce i nie dopuszczają do przyjęcia zgodnej z polskim interesem narodowym i naszymi normami cywilizacyjnymi polityki zagranicznej. Oni odpowiadają za zwasalizowanie Polski wobec tandemu USA-Izrael i za wyobcowanie jej w UE, gdzie odgrywamy rolę konia trojańskiego tego tandemu.

Obecnie odpowiadają za to, że Unia Europejska nie staje po naszej stronie i nie stanie w konfrontacji z ustawą 447. Także za to, że nie stanie po naszej stronie nade wszystko Rosja, mająca środki nacisku zarówno na USA, jak i Izrael. Działający w Polsce bez żadnych przeszkód obóz amerykańsko-izraelski uczynił z nas bowiem jej największego w Europie wroga.

A tak niewiele trzeba było zrobić, aby teraz uzyskać przychylność Moskwy. Wystarczyło nie wychodzić przed unijny szereg w sferze militarnej i budować własną defensywną armię. Wystarczyło odrzucić rolę podżegacza wojennego i ideologa euromajdanu w Kijowie, zostawić w spokoju pomniki czerwonoarmistów, które przypominały Moskwie, że była i być powinna gwarantem zachodniej granicy Polski.

Aby wyjść z geopolitycznej pułapki, w jakiej Polska znalazła się na życzenie własnych rządów – a także dużej części zniewolonego amerykańskim mitem społeczeństwa – i nie tylko stawić czoła ustawie 447, ale również nie dopuścić do prowokowanej przez USA i NATO wojny z Rosją na naszym terenie, trzeba potężnego zrywu Polaków. Takiego zrywu, który w pierwszym rzędzie osłabi wpływy obozu amerykańsko-izraelskiego w Polsce, a w konsekwencji odsunie go od władzy.

Początkiem powinno być odrzucenie ustawy 447 na fundamencie cywilizacji chrześcijańskiej, a następnie wypracowanie na wybory parlamentarne programu, który nie tylko obroni nasze aktywa przed rasistowską cywilizacją, ale pozwoli zapoczątkować nasz suwerenny rozwój. . Program zabezpieczający polskie dobra naturalne – wody, lasy i złoża – przed wyprzedażą, koncesjami i dzierżawą dla zagranicznych firm jest realny. Jego gwarancją jest nasza cywilizacja Na takiej bazie jest realne również zjednoczenie wszystkich pozasystemowych środowisk narodowo-patriotycznych.

Anna Raźny
https://konserwatyzm.pl

KOMENTARZ BIBUŁY: Zawsze powtarzaliśmy i powtarzamy: we wszelkich tego typu dyskusjach, opisach, analizach na temat tzw. holokaustu należy żądać dowodów na potwierdzenie utwierdzonych w świadomości społecznej mitów, w tym wyssane z palca astronomiczne liczby ofiar żydowskich.

Przypomnijmy, że liczba “6 milionów” po raz pierwszy pojawiła się w 1946 roku na stole sędziego Roberta Jacksona (głównego oskarżyciela amerykańskiego podczas Procesu norymberskiego), kiedy to delegacja żydowska wręczyła mu kopertę z “podsumowaniem liczby ofiar”. I od tego czasu magiczne “6 milionów” zrobiło karierę, wspomagane przez nachalną i bezwzględną propagandę syjonistyczną, nakręcaną przez coraz bardziej wpływowe środowiska żydowskie w USA. Wręczenie sędziemu Jacksonowi “podsumowania liczby ofiar żydowskich”, miało miejsce w czasie gdy nie było żadnej możliwości potwierdzenia tej liczby, żadnej weryfikacji naukowej, czy po prostu zliczenia ludności żydowskiej. Wszak cały czas trwała migracja ludności wewnątrz Europy, emigracja poza Europę, nie odbył się żaden spis ludności, a w granicach władzy Związku Sowieckiego nie wiadomo co się działo z ludnością – zresztą do tej pory nie wiadomo ile tak naprawę zginęło tam ludzi. Powoływanie się na infantylne argumenty, że przed wojną w Polsce mieszkało tyle i tyle Żydów, a po wojnie mniej, nie oznacza nic, dosłownie nic, poza tym że określona w nowych granicach Polska Ludowa posiadała mniejszą liczbę Żydów. Natomiast co się stało z przedwojennymi Żydami i gdzie zostali przesiedleni, gdzie w trakcie przesiedlania zginęli, gdzie i ile zginęło w obozach przesiedlenia i obozach koncentracyjnych, ile przeżyło wojnę znajdując się nawet tysiące kilometrów od swego poprzedniego miejsca zamieszkania – to wszystko pozostaje nadal do opracowania. Niestety, badania są niemożliwe przy obecnie obowiązującej penalizacji, cenzurze oraz przy cały czas ograniczonym dostępie do archiwów (z kluczowymi dokumentami jeszcze utajnionymi).

Tak więc dopóki nie ustali się liczby ofiar żydowskich, nie oceni się obiektywnie przebiegu II wojny światowej – nie wolno używać określenia “Holokaust” w znaczeniu nam narzucanym. Niestety, smutne że wszyscy publicyści, a nawet naukowcy – jak Autorka powyżej – swobodnie i bez zastanowienia stosują tą ideologiczną i całkowicie nie-naukową terminologię.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: [wybór linków generowany komputerowo przez serwer BIBUŁY]

  • Ustawa 447 – triumf rasizmu – prof. Anna Raźny
  • Raport Departamentu Stanu USA: Polska to kraj korupcji, antysemityzmu i rasizmu
  • Izrael – Polska: potrzeba redefinicji
  • Niebezpieczna ustawa 447 przegłosowana w Kongresie USA
  • Dwie strony rasizmu?
  • Nieudana prowokacja dziennikarza Gazety Wyborczej. Szukał rasizmu na Marszu Niepodległości
  • Ustawa 447 jest kolejnym krokiem, by kontynuować długo-planowe działania przeciwko Polsce
  • Inżynieria społeczna, 13 grudnia, wędrówki ludów i katolickie parafie.

Za: http://www.bibula.com/?p=108316 8.06.2019 Jacek
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Eurosodoma – Handel dziećmi w Polsce – protest 14 czerwca pod sejmem

akp

Strona główna > Polska > Eurosodoma – Handel dziećmi w Polsce – protest 14 czerwca pod sejmem Eurosodoma – Handel dziećmi w Polsce – protest 14 czerwca pod sejmem Jacek Polska 0

Natychmiast wstrzymać wszystkie adopcje zagraniczne do wyjaśnienia, jak i odnaleźć każde dziecko, które pod przykrywką adopcji zagranicznej w ciągu ostatnich kilkunastu lat zostało wywiezione z kraju. O takie rzeczy ponownie Polacy będą apelować do rządzących pod przewodnictwem organizatora Dariusza Peruna Dobrzańskiego, który to od 2 lat nawołuje pomoc dla tych dzieci. Manifestacja odbędzie się 14 czerwca o godz. 16.

Handel dziećmi ciągle trwa

Dzieci muszą być bezpiecznie.

Niejednokrotnie ukazywaliśmy przed państwem dramatyczną sytuację polskich dzieci, które to niczym towar na targu, są sprzedawane do najprzeróżniejszych miejsc.

Brak kontroli państwa nad takimi dziećmi to świetna pożywka dla ludzi, którzy zajmują się m.in. handlem organami.

Dramat porzuconych dzieci

Dzieci trafiają do burdeli, zboczeńców, a w najgorszym przypadku na rytualne msze.

Pan Paweł Bednarz nieustannie od czterech lat zgłasza zawiadomienia do prokuratury, organom ścigania, jak i składa dokumenty na ławę samego prezydenta Andrzeja Dudy.

Jednak porażający jest fakt, że nikt z tym absolutnie nic nie zrobił, a pisma składane przez Pawła Bednarza, odbijają się głuchym echem, co tylko ukazuje skale procederu.

Milczenie władz

Poseł Piotr Liroy Marzec, jak i poseł Robert Majka, złożyli oficjalne interpelacje w tej sprawie do premiera i prezydenta, jednak tak samo, jak w przypadku Pawła Bednarza, panowie nie dostali żadnej odpowiedzi.

Ukazuje to tylko skalę procederu, którą ciężko oszacować.

Od 1992 roku w ten sposób, mogło zostać wywiezionych nawet kilkadziesiąt tysięcy dzieci.

Milczenie władz i przedstawicieli wszystkich ugrupowań politycznych to spektakl fałszywego teatru, jakim każdego dnia karmione jest nasze społeczeństwo, DLATEGO NAJWYŻSZY CZAS Z TYM SKOŃCZYĆ.

Manifestacja odbędzie się 14 czerwca o godz. 16 pod sejmem.

Kontakt do organizatora: 578 200 018

Za: https://www.odkrywamyzakryte.com/handel-dziecmi-protest/

10.06.2019

Jacek handel dziecięcymi organamiNWO żydowska Synagoga Szatanaostatni etap rewolucji-judeosatanizmPartia interesów Syjonistycznychpolskojęzyczna syjono-żydomasoneriasatanistyczny handel dziećmi
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Europejska mapa raka – Polacy umierają !

ang

Strona główna > Zdrowie > Europejska mapa raka – Polacy umierają ! Europejska mapa raka – Polacy umierają ! Jerzy Ulicki-Rek Zdrowie 4

Europejska mapa raka, a dokładniej mapa obrazująca umieralność na nowotwory w poszczególnych krajach Europy została zaprezentowana przez Eurostat – Europejski Urząd Statystyczny. Przykre dla nas informacje są takie, że pod tym względem Polska niestety znajduje się w niechlubnej, ścisłej czołówce tego zestawienia.

World map on hands with red ribbon , world aids day concept,Elements furnished by NASA

Polacy umierają!

W zamieszczonej na Twitterze infografice Eurostat zobrazował ilości osób umierających na raka na 100 000 mieszkańców w całej Europie.

Już na pierwszy rzut oka widać, że różnica między wschodem a zachodem Europy jest olbrzymia.

Niestety w tym zestawieniu Polska i inne państwa wschodniej Europy nie mają się czym pochwalić i wypadają bardzo źle.

Według badań NIK i WHO w Polsce rośnie liczba zachorowań na raka, a sama śmiertelność jest zatrważająco wysoka.

Każdego roku na nowotwór umiera w Polsce ok. 100 tys. osób.

Według szacunków do 2025 r. rak będzie najczęstszą przyczyną zgonów Polaków.

Gdzie leży wina?

Dlaczego zachód Europy może pochwalić się statystycznie niższą umieralnością na raka?

Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka.

Po pierwsze chodzi o szybkość i dostępność do diagnostyki raka na wczesnym etapie jego rozwoju.

W raporcie NIK z 2018 roku pt.: „Dostępność i efekty leczenia nowotworów” dowiadujemy się, że:

Duże znaczenie ma wczesne wykrycie choroby nowotworowej. NIK w 2017 r. wykazała, że odsetek pacjentów, którzy przeżyli co najmniej trzy lata, od pierwszego rozpoznania nowotworu, w przypadku osób z chorobą wykrytą podczas badań przesiewowych, był o ponad 20 punktów procentowych wyższy, niż w przypadku pozostałych pacjentów, którzy nie uczestniczyli w takich badaniach.

Polacy wciąż wolą przyjmować strategię „lepiej nie wiedzieć” niż być świadomym swojej choroby i podjąć z nią walkę.

Po drugie chodzi o dostępność i skuteczność leczenia onkologicznego.

Podczas gdy w Polsce NFZ na wszystkie choroby i leki wydaje kilkanaście miliardów euro rocznie, na Zachodzie taką sumę przeznacza się tylko dla pacjentów onkologicznych.

Poza tym u nas pacjentowi nie daje się możliwości wyboru – albo chemioterapia i naświetlania, albo nic i pożegnaj się z życiem.

Onkolodzy są sceptycznie nastawieni do alternatywnych metod leczenia nowotworów.

Kiedy słyszą o wlewach dożylnych z witaminy C, z kpiną i pogardą odsyłają pacjenta do domu.

A ten potem rozpoczyna terapię na własną rękę lub szuka pomocy wśród ośrodków poza granicami kraju, w bardziej cywilizowanych i otwartych na naturę państwach.

I w końcu fakt większej umieralności na nowotwory we wschodniej Europie wiąże się z dostępem do produktów gorszej jakości, szczególnie jedzenia i kosmetyków, które zatruwają nasze organizmy.

Za: https://www.odkrywamyzakryte.com/europejska-mapa-raka/

13.06.2019

Jerzy Ulicki-Rek

https://www.polskawalczaca.com/


Read the full article – wolna-polska.pl