imalopolska

najnowsze wiadomości

admin

admin

Polska

Premier Morawiecki pochwalił się swoim sukcesem. Zabiera Polakom tylko połowę ich pensji

ax2

Strona główna &gt Polska &gt Premier Morawiecki pochwalił się swoim sukcesem. Zabiera Polakom tylko połowę ich pensji Premier Morawiecki pochwalił się swoim sukcesem. Zabiera Polakom tylko połowę ich pensji Ogarek Polska

Wczoraj w polskim Sejmie odbył się zdumiewający spektakl z premierem Mateuszem Morawieckim w roli głównej. Podczas debaty sejmowej poprzedzającej głosowanie za wotum zaufania dowiedzieliśmy się interesujących rzeczy. Hitem było stwierdzenie, że rząd PiS zabiera Polakom tylko połowę pensji.

Premier Morawiecki pochwalił się tym „sukcesem” w serwisie społecznościowym i wzbudziło to szok u wielu Polaków nieświadomych tego jaka jest skala podatkowej grabieży w naszym kraju. W szkołach uczy się dzieci, że pańszczyzna i dziesięcina w średniowieczu była wyzyskiem, to jak nazwać obecny system polityczny? Nieuświadomionym niewolnictwem?

Taki poziom ograbiania społeczeństwa jest możliwy tylko dlatego, że ludziom wydaje się, że nie ma on miejsca. Dzieje się tak dlatego, że stworzono pojęcie pensji netto i wmówiono pracującym, że to nie oni, tylko paskudni pazerni pracodawcy płacą ich podatki.

To oczywista nieprawda. Pracodawcy zostali tylko zobowiązani do płacenia podatków z pieniędzy wypracowanych przez pracowników. Jeśli ktoś wierzy w to, że te pieniądze idą tak po prostu z kieszeni przedsiębiorstw to jest beznadziejnym przypadkiem.

Najuczciwiej byłoby wtedy gdyby pracodawcy wypłacali pracownikom pensje brutto. Wtedy każdy z nich, który musiałby oddać rządowi połowę zastanowiłby się czego jest uczestnikiem. Władze jednak nigdy się na to nie zgodzą, bo byłby to zacier pod rewolucję.

——————————————————————————————————————————————————-

Kancelaria Premiera

✔@PremierRP

Premier @MorawieckiM w #Sejm: Chciałbym powiedzieć o jednej mierze, która jest zrozumiała dla wszystkich. Ta miara jest miażdżąca dla opozycji. Dzień wolności podatkowej pokazuje, że obniżamy podatki. Połowa pensji zostaje w kieszeni obywatela, dzięki naszej polityce.

159

Twitter Ads info and privacy

288 people are talking about this ——————————————————————————————————————————————————-

Obecna płaca minimalna wynosząca 1530 zł oznacza, że pracownik zarobił 2532 zł, ale 1002 zł z tego kradnie pazerne państwo, powiększając biedę takiego człowieka. Z kolei średnie wynagrodzenie w polskiej gospodarce wynoszące 3410 zł netto oznacza koszt pracodawcy na poziomie 5787 zł, czyli państwo zabiera z tego aż 2377 zł!

Czas obudzić się z letargu i zrozumieć kto jest tym złym pazernym wyzyskiwaczem, bo na pewno nie przedsiębiorcy.

Za: https://zmianynaziemi.pl/comment/450250

Data publikacji: 13.12.2018

grabież majątku narodu polskiegoMorawieckiNWO żydowska Synagoga SzatanaPartia interesów SyjonistycznychPolska neokolonią syjonizmuPolska pod żydowską okupacją
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Czy polskie dziewczynki były molestowane? Wywiad z Joanną Teglund

a-72

Strona główna &gt Polska &gt Czy polskie dziewczynki były molestowane? Wywiad z Joanną Teglund Czy polskie dziewczynki były molestowane? Wywiad z Joanną Teglund a303 Polska

Oczywiście i wręcz podręcznikowo, żydoantypolskie media wyciszają i zamiatają sprawę pod dywan. A teraz zatkajmy uszy, zamknijmy oczy i wyobraźmy sobie ich niemiłosierny skowyt gdyby to dorośli polscy mężczyźni całowali niewinne, bezbronne, małe śniade azjatyckie dziewczynki, gdzieś na odludziu w górach, na tzw. „integracyjnych” euro spędach, i nie daj Bóg pokazywali im na zdjęciach swe dojrzałe, białe penisy? Afera pedofilska murowana i to na cały świat. Tymczasem w „konserwatywnej” i judeokatzolickiej III RP-PiS, rzekomo walczącej z islamskimi nachodźcami, monotonnie głucha cisza, a w elektronicznym żydzie (czytaj: tele-ogłupiaczu) pobrzmiewają tureckie seriale o miłości…

Zobacz także: Euroweek – demoralizacja i indoktrynacja

P.S. Na deser:


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

„Są dwa typy Polek, które wychodzą za muzułmanów” – mówi Anita. W domu męża w Pakistanie przeżyła piekło

a-65

Strona główna &gt Polska &gt „Są dwa typy Polek, które wychodzą za muzułmanów” – mówi Anita. W domu męża w Pakistanie przeżyła piekło „Są dwa typy Polek, które wychodzą za muzułmanów” – mówi Anita. W domu męża w Pakistanie przeżyła piekło a303 Polska

– Europejka, która przeszła na islam, nigdy nie będzie na ich terenie szanowana. Jesteśmy traktowane jak psy, na które można wrzeszczeć i które można bić, jeśli coś się nie podoba, „Allah tak chciał” komentowała rodzina mojego męża kolejne siniaki – opowiada Anita.

Anita jest zniszczona w sposób, który nie wynika z zaniedbania. Kącik oka opada, ma ukruszone niektóre zęby. Na zdjęciach ze ślubu, które mi pokazuje, trudno ją rozpoznać. Posągowa, trochę flirtująca z aparatem blondynka, wielkie czarne oczy podkreślone kredką. Do tego tradycyjny strój pełen ozdób, w żywym karminowym odcieniu. Jak postać z bajki, chociaż raczej z „Tysiąca i jednej nocy” niż z „Czerwonego kapturka”. W tym roku będzie obchodziła 40. urodziny. Zdjęcie jest zaledwie sprzed siedmiu.

Telefony, telefony

Kiedy rozmawiamy w kawiarni w centrum Warszawy, jej telefon dzwoni trzy razy. To były mąż. Nie są razem od kilku lat, uzyskała nawet rozwód religijny, ale uzyskanie rozwodu urzędowego, jeśli ślub był zawarty w państwie arabskim, do łatwych nie należy. Anita w oczach męża wciąż jest jego własnością. Kontroluje ją, mimo że od kilku lat mieszka z kolejną już narzeczoną, która dla niego przeszła na islam. Niebawem ona i Anita będą rodziną. Były mąż planuje wziąć z dziewczyną ślub w którymś z państw, gdzie uznaje się prawo szariatu. Anita nie zna szczegółów.

Rozmawiam z nią, bo trafiła na mój artykuł o 23-letniej Polce, która na islam przeszła jako nastolatka, a do męża do Egiptu wyjechała zaraz po maturze. Oburzył ją. Na tyle że postanowiła opowiedzieć swoją historię, chociaż nie zna jej większość jej znajomych.

– Gdybym w czasach, w którym rozważałam ślub z muzułmaninem i wyjazd do Pakistanu, natrafiła na historię mamy Hassanka, to byłby kolejny kamyczek przeważający szalę „za”. Pewnie zaniosłabym go mamie, która nie chciała ze mną rozmawiać, jak jakiś dowód na to, że ona się myli, a ja mam rację. To nie tak, że nie wierzę, że taki związek może być szczęśliwy. Po prostu to się rzadko zdarza. Znam mnóstwo Polek-muzułmanek, które postąpiły podobnie jak ja i dziewczyna, którą opisałaś w artykule. Wszędzie wcześniej czy później pojawiała się przemoc. Może nie o takim nasileniu, jak w moim małżeństwie, ale umówmy się, że mąż mówiący do ciebie „brudna świnio” zamiast „kochanie” to w Polsce, mimo wszystko, nie jest standard. Oni przekonanie, że kobieta to zwierzę domowe, mają wpajane od dziecka. Taki przykład: pewnie też widujesz w Warszawie śniadych rowerzystów Ubera, którzy czasem zatrzymują się na skrzyżowaniach i rozmawiają. Wielu z nich jest z Pakistanu, chociaż ludzie biorą ich za Hindusów. Rozumiem język urdu, w którym mówią i zapewniam cię, że nie chciałabyś słyszeć, jak komentują kobiety na ulicach. Im młodsze, tym obelżywiej. Te dwie dziewczynki, które tu idą w szortach mają może ze 14 lat. Dla nich one nie są dziećmi, tylko „młodymi kurewkami” – mówi Aneta.

Idiotka jakich wiele

Kiedyś opowiadała swoją historię nowym znajomym. Oduczyła się. Jest na tyle kuriozalna, że ludzie jakoś zapominają o współczuciu. Raczej pukają się w czoło, prychają. Anita ma już dosyć pogardliwych grymasów i słuchania teksów w stylu „ale z ciebie idiotka” albo „coś ty sobie wyobrażała”. W zasadzie się z nimi zgadza, też uważa, że była idiotą. Tyle że niczego to nie zmienia, a dostawanie w twarz od rozmówców, za każdym razem, gdy opowiada o najboleśniejszych chwilach w życiu, nie jest jej potrzebne.

Zgadza się ze swoimi znajomymi jeszcze w jednym punkcie. Nie każda kobieta jest na tyle „naiwna”, żeby wyjść za faceta z drugiego końca świata i z innej kultury. W dodatku poznanego online.

– Moim zdaniem są dwa typy Polek, które przechodzą na islam. Bo zazwyczaj takie historie wyglądają podobnie. Najpierw odnajdujesz Allaha, a potem – już jako konwertytka – swojego „arabskiego księcia”. Pierwsza grupa to młode, zagubione dziewczyny, które mają zły kontakt z rodzicami. Często są nielubiane w szkole, czują, że nigdzie nie pasują, żyją głównie w internecie. Druga to kobiety takie jak ja. Po trudnych związkach, ze zdeptanym poczuciem własnej wartości, które czują się nieatrakcyjne i mają dojmujące przeświadczenie, że już do końca życia będą same – opowiada Anita.

Nowy wspaniały internet

Sama pierwszych znajomych z krajów muzułmańskich poznała w 2007 roku. Była przed trzydziestką, a jej małżeństwo istniało już tylko na papierze. Z pierwszym mężem rozstała się, delikatnie mówiąc, niezbyt elegancko. Po rozwodzie przeniosła się z kilkuletnią córeczką z Warszawy do 20-tysięcznej miejscowości w innym województwie. Odziedziczyła tam dom. Pomyślała, że dobrze jej zrobi zmiana środowiska. Nie znała nikogo w okolicy, trudno było o pracę. Żyła z oszczędności.

W dzień zajmowała się Kają, a noce spędzała w sieci. Założyła profil na jednym z raczkujących portali społecznościowych, o którym gdzieś przeczytała. Był tym ciekawszy, że zupełnie nieznany w Polsce. Te 11 lat temu ekscytująca była sama perspektywa pisania z kimś oddalonym o setki, a nieraz tysiące kilometrów. Nie chodziło wcale o łączenie się z ludźmi, których znało się na co dzień. Jednego wieczoru pisała z dziewczyną z południa Francji, następnego z chłopakiem z Meksyku.

– To były raczej takie gadki-szmatki: „Jaka jest u was pogoda?”, „Co jadłaś na śniadanie?”, „Znasz piosenkarza X?”. Nawet ciekawe, ale ja byłam wówczas permanentnie zdołowana. Bardzo potrzebowałam, żeby ktoś mnie wysłuchał, a wiadomo, że ludzie nie lubią być obarczani problemami obcych. Dla większość znajomych z tego portalu to była rozrywka, dystansowali się, kiedy przebąkiwałam o tym, że „u mnie naprawdę źle” – zwierza się Aneta.

Zaczęła do niej pisać dziewczyna z Arabii Saudyjskiej. Potem kolejna. Były zupełnie inne od wyobrażeń, jakie miała o muzułmankach. Uśmiechnięte, wymalowane, z odkrytymi włosami, a nawet lekko rubasznym poczuciem humoru. Najpierw były przyjęte na portalu small talki. Gadały o różnicach kulturowych, muzyce i filmach. Ale potem, kiedy Aneta nieśmiało zaczęła mówić o sobie, nie uciekły.

Otwierała się przed nimi coraz bardziej, zaczęła się zwierzać. Wiedziały, że jest po rozwodzie, że sama wychowuje Kaję i są takie dni, kiedy nie ma siły wstawać z łóżka. Zawsze umiały zadać odpowiednie pytania. Aneta miała wrażenie, że naprawdę się nią przejmują.

-To cały system zdobywania nowych wiernych, nikt nie pisze do ciebie „Witam, jestem przedstawicielem Ligi Muzułmańskiej, zostałaś wytypowana na nową wierną”. O islamie na początku żadna z moich nowych koleżanek nie zająknęła się nawet słowem. Potem pojawiają się mimochodem jakieś wtręty typu: „twoja sytuacja jest straszna, w społeczeństwie muzułmańskim to nie byłoby możliwe, nie zostałabyś sama w trudnych chwilach”. Nikt cię do niczego nie namawia, nie mówi „islam jest najlepszy”. Z czasem widzisz, że ludzie są dla ciebie zwyczajnie dobrzy i zaczynasz łapać się na myśleniu, że może urodziłaś się w nieodpowiedniej religii – wyjaśnia Anita.

W Dubaju, jak w raju

Po niemal dwóch latach codziennej korespondencji Aneta postanowiła polecieć na wakacje ze swoimi znajomymi. W międzyczasie poznała jeszcze kilka innych osób z krajów arabskich, wszystkie były równie zabawne, troskliwe i empatyczne. Okazało się, że cała grupa zna się świetnie między sobą. Niby z portalu. Anita miała „dołączyć do paczki”. Spotkali się w Dubaju. Podróż do Emiratów w 2009 roku, zanim zaczęło tam latać pół Europy, to było olbrzymie przeżycie.

Z perspektywy czasu Anita myśli, że nawet wybór akurat tej lokalizacji nie był przypadkowy. To nie był stereotypowy kraj arabski. Wszystko porażało rozmachem i nowoczesnością, a nowi znajomi okazali się jeszcze fajniejsi niż online. Bawiła się świetnie, ciągle coś zwiedzali, wychodzili jeść na mieście, opalali się. Nie zabrakło też miejsca na spotkania religijne. Były „bardzo ważne” dla jej towarzyszy, więc Anita taktownie w nich uczestniczyła, tym bardziej, że zdążyła zainteresować się islamem. Bardziej kulturowo niż religijnie.

– Patrzyłam na tych ludzi i zastanawiałam się, jak to się dzieje, że są jednocześnie zwykłymi 30-latkami, trochę rozrywkowymi, a trochę ambitnymi, a do tego są tak strasznie troskliwi i empatyczni. Byli jak barometr nastroju. Zorientowali się nawet, gdy zaczęłam tęsknić za Kają i potrafili ze mną o tym porozmawiać. Nigdy wcześniej nie znałam takich ludzi. Przyglądając się im z boku doszłam do wniosku, że chodzi o religię. Zwierzyłam się z tego przypuszczenia. Oczywiście usłyszałam, że „tacy właśnie są wyznawcy Allaha” – opowiada.

Po miesiącu wróciła do Polski, z myślą, że powinna przejść na islam. Znajomi podsunęli jej szereg opracowań i artykułów, które powinna przeczytać, co oczywiście zrobiła. Do dziś uważa, że w założeniach to piękna i mądra religia. Gorzej z praktyką.

Rok później była już muzułmanką, po ulicach chodziła w czadorze. W miasteczku, w którym zdecydowała się zostać, budziła sensację, ale raczej w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Ludzie po prostu się nią interesowali.

Arabski książę

No i wtedy, znowu w sieci, choć już na innym portalu, poznała jego. Służył w armii w Pakistanie, był od niej kilka lat młodszy. Znowu zaczęło się od rozmów, nieraz całonocnych. Anita cały dzień czekała, żeby tylko wrócić do domu i włączyć komputer. Potem zaczął z nią flirtować, ale zupełnie inaczej niż robią to Polacy.

– Widzisz, ja byłam z tych kobiet, które nigdy nie były łasa na komplementy. Miałam w domu lustro i wiedziałam, co mam „na swoim miejscu”, a co mniej. Ale on robił to w taki sposób, że po raz pierwszy w życiu, poczułam się naprawdę piękna. Godna pożądania. Adorował mnie, mężczyźni z krajów arabskich naprawdę to potrafią. Pamiętał o każdym szczególe, o którym kiedykolwiek wspominałam. Kiedyś wspomniałam mimochodem, że bardzo lubię chabrowy. Za tydzień dostałam wielką paczkę z Pakistanu pełną drobiazgów w tym kolorze. Wiedział, jaką kawę piję, pamiętał, kiedy Kaja ma urodziny, imieniny. To był endorfinowy haj. Wreszcie, po raz pierwszy od nie pamiętam jak dawna, byłam szczęśliwa – mówi Anita.

Po roku znajomości zdecydowała się pojechać z córką do Pakistanu, żeby wyjść za mąż za mężczyznę, którego widziała tylko na skype’ie. Czerwonej lampki nie zapaliły jej nawet prośby o pieniądze. Tutaj na operację mamy, a tam na przygotowanie wesela. Prośby wystosowywał bardzo subtelnie, do tego sam wysyłał jej prezenty albo ni z tego ni z owego robił przelewy. A przecież zakochana kobieta nie będzie porównywała kwot i wyciągała wniosków. „Pieniądze zawsze można zarobić” – myślała, gdy stan konta topniał.

Zaściankowe Polaczki

Kiedy miała już bilety w jedną stronę dla siebie i dla Kai, rodzina zaczęła robić jej karczemne awantury. Matka groziła, że pozbawi ją praw rodzicielskich.

– W pewnym momencie poczułam nad moją rodziną coś na kształt moralnej wyższość i postanowiłam się nie przejmować. Myślałam, że teksty o bezpieczeństwie czy naiwności to tylko przykrywka dla ich rasizmu i islamofobii. Zakochanej trudno cokolwiek przetłumaczyć. Zawsze myślisz, że twoja historia taka nie będzie – opowiada Anita.

Na lotnisku ją i Kaję powitała cała rodzina ukochanego. Kilkanaście osób, kilka samochodów. Mało kto z nich mówił po angielsku, ale wszyscy byli ujmująco sympatyczni. Jeszcze tego samego dnia odbył się ślub. Kobiety z rodziny męża wykąpały ją, ubrały w przygotowany strój, umalowały. Matka jej męża płakała ze wzruszenia i raz po raz ją przytulała. Czuła się jak we śnie. Zamieszkała z rodziną męża. Do swojej dyspozycji mieli jeden pokój, reszta domu była wspólna. Pierwsze tygodnie były sielankowe. Zwiedzała z nową rodziną Pakistan, kobiety uczyły ją gotować, ubierała się w bogato zdobione szaty, a między nią a mężem układało się dobrze.

Po pierwsze: będziesz słuchała męża swego

Po raz pierwszy podniósł na nią rękę po trzech miesiącach. Wstając z dywanika do modlitwy, Anita się podparła, a to w islamie zabronione. Była tak zaskoczona spadającymi na jej głowę razami, że nie powiedziała ani słowa. Do końca dnia schodziła mu z drogi. Na początku usiłowała z nim o tym rozmawiać. Mąż powiedział, że usiłuje ją wychować na dobrą żonę i dobrą muzułmankę. Następnym razem już sama wytłumaczyła sobie w ten sposób jego napad złości. Wmawiała sobie, że połączenie dwóch kultur jest trudne i w ten sposób szybciej „nadrobi zaległości”. Po jakimś czasie doszedł temat jej wcześniejszych doświadczeń seksualnych.

-Islam naucza, że to, co działo się w życiu konwertyty wcześniej nie ma znaczenia. Że przyjmując tę religię, rodzisz się na nowo. Czyli mogłaś być nawet prostytutką, ale po przejściu na islam jesteś, zgodnie z nauką, dziewicą. Tyle w praktyce. Dla większość muzułmanów, których poznałam, Europejki i Amerykanki to zdziry. Po pół roku po ślubie mąż dusił mnie i wrzeszczał, żebym przyznała się „ilu miałam”. Prawda go nie satysfakcjonowała. Przed nim spałam z dwoma facetami. Mogłam przysięgać na wszystko. Jego zdaniem było ich piętnastu i za piętnastu byłam karana. Wymuszał seks, był wtedy bardzo brutalny – opowiada Anita.

Tak chce Allah

Anita chorowała na padaczkę, ale od lat nie miała ataków. Po roku małżeństwa potrafiła mieć ich nawet kilka dziennie. Była w rozsypce. I psychicznie i fizycznie.

Zaczęła błagać braci męża o pomoc. Mówiła wielokrotnie, że nic od nich nie chce, ale żeby pozwolili jej wrócić do Polski. Wzruszali ramionami, a kiedy wspominała o przemocy, odpowiadali, że widocznie taką drogę przygotował jej Allah.

To samo usłyszała, gdy poroniła w ostatnim trymestrze. Allah tak chciał, Anita nie jest jeszcze dość dobrą muzułmanką, żeby mieć dziecko z muzułmaninem. Żałobę po tamtym dziecku przeżyła długie miesiące później, na terapii. Płakała przez rok, śniło się jej niemowlę z oczami jak węgielki. Mówiło coś do niej, ale nie rozumiała. Wcześniej „tamto dziecko” było ukryte za grubymi ścianami, tak jak Anita w domu w Pakistanie, który okna miał tylko od strony wewnętrznego dziedzińca.

Zbawienie przyszło przez wi-fi

W domu było wi-fi. Anita nie mogła korzystać z niego bez nadzoru, ale kilka razy znalazła sposób, żeby podłączyć się niepostrzeżeni do sieci. Napisała do siostry w Polsce, żeby skontaktowała się z ambasadą.

Okazało się, że wyciągnięcie jej z Pakistanu będzie ekstremalnie trudne. Nie zgłaszała przemocy domowej, bo i nie miała jak. Niemal nie wychodziła z domu, a jeśli już to zawsze pod nadzorem. W grę wchodziło w zasadzie tylko natychmiastowe wywiezienie z kraju, ale jako żona obywatela kraju muzułmańskiego to, że napotka problemy na granicy, było więcej niż pewne.

Nie wspominając już o tym, że nie miała pojęcia, gdzie znajdują się paszporty jej i Kai, zniknęły zanim zaczęło być źle. Jej siostra w Polsce stawała na rzęsach, chodziła od fundacji do fundacji. W końcu jedna pani w konsulacie poradziła, żeby Anita nakłoniła męża do wyjazdu z Pakistanu. W Europie prawo będzie po jej stronie.

– Namawiałam go długo i bezskutecznie. Nieoczekiwanie moją sojuszniczką okazała się jego matka i to przechyliło szalę. Myślę, że ona doskonale wiedziała, że ja w ten sposób chcę uciec i w ten sposób chciała mi pomóc. Kiedy mnie bił, tylko ona go odciągała, reszta przechodziła, jak gdyby nic się nie działo. Ta kobieta sama miała straszne życie, za mąż wyszła jako 14-latka. Nie miała zupełnie dzieciństwa. Płakała, gdy wyjeżdżałyśmy i to nie tyle z nim się żegnała, co z nami – mówi Anita.

Ludzie się nie zmieniają

Po powrocie do kraju nie mogła się zdobyć, żeby odejść od męża. Od dwóch lat nie utrzymywała kontaktu z nikim, nawet ze swoimi muzułmańskimi znajomymi, którzy po zaręczynach niespodziewanie zamilkli. O rodzinie nie wspominając.

Przez jakiś czas w małżeństwie znowu zaczęło się układać. Oboje szukali pracy, zaczęli rozmawiać jak dawniej. Miesiąc miodowy nie trwał długo. Aneta miała mocne postanowienie, że tym razem się nie da. Kiedy znów ją pobił chwyciła za telefon i wezwała policję.

Funkcjonariusze ociągali się z przyjazdem, a kiedy się pojawili, wyglądali na rozbawionych. Mężowi Anity pogrozili palcem z dobrotliwym uśmiechem.

– Nie zapytali, czy chcę założyć niebieską kartę. Zaczęli szydzić, że skoro tak się nie szanowałam i wyszłam za Araba, to sama jestem sobie winna – mówi.

Czuła się jak w matni. Kobieta pracująca w lokalnym MOPSie, widziała, że z nią jest źle. Skierowała ją na terapię. Krok po kroku dojrzewała, żeby odejść od męża. Tyle że tkwiła w toksycznym związku tak długo, że nie było to wcale łatwe. Nawet po tym, co przeszła, nie wyobrażała sobie, że zostawia go bez pieniędzy i bez języka.

– To obrzydliwe, co powiem, ale prawda jest taka, że uratowało mnie to, że on w między czasie poznał pierwszą ze swoich dziewczyn. Mówiąc „obrzydliwe” nie mam wcale na myśli, że jego zdrada dała mi wolność, ale raczej to, że doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że czeka ją taki los, jak mnie. I wcale nie miałam ochoty jej ostrzegać. Spakowałam się i wyjechałam z Kają do Warszawy. Potem ruszyło mnie sumienie. Zadzwoniłam do tej dziewczyny, żeby porozmawiać jak kobieta z kobietą. Usłyszałam, że jestem stara, brzydka i z zazdrości usiłuję zniszczyć ich związek. To było tak kuriozalne, że aż śmieszne – wspomina Anita.

Never hide

Mniej więcej rok później związek męża Anity z tamtą kobietą się rozpadł, a jemu udało się jakimś cudem odnaleźć żonę w Warszawie. Nachodził ją w mieszkaniu. Straszył, że jeśli nie pozwoli mu do siebie wrócić, porwie Kaję. Z czasem zaczęły się telefony od innych Pakistańczyków, którzy mieszkali w Polsce. Po doświadczeniach z policją nie chciała szukać pomocy instytucjonalnej. Zmieniała kilka razy adres i numer telefonu. Zawsze w końcu udawało mu się ją odnaleźć, ale nie był już tak zacięty w swoich groźbach i żądaniach. Zajął się zakładaniem własnej firmy remontowej. Potem były kolejne dziewczyny.

Pytam Anity, dlaczego nie zniknie. Wydaje się na to gotowa. Bardziej niż „tamta Anita”, o której opowiada ze współczuciem, ale też żalem. Jest po psychoterapii, dokonała aktu apostazji, tyle o ile odkuła się finansowo. Z precyzją tłumaczy zależności, które sprawiły, że dała się uwikłać w taką historię.

– Chodzi o moją mamę. Pogodziłyśmy się, chociaż dla nas obu było to cholernie bolesne. Jest schorowana, potrzebuje codziennej opieki. Wprowadziłam się do niej, żeby być z nią do końca. Kiedy umrze zmienię imię i nazwisko, wezmę Kaję i wyjedziemy. To nie powinno być chyba trudne – zastanawia się.

Źródło: https://kobieta.wp.pl


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Rolnicy protestowali przeciwko polityce rządu

ai5

Strona główna &gt Polska &gt Rolnicy protestowali przeciwko polityce rządu Rolnicy protestowali przeciwko polityce rządu AdRo203 Polska

Nowa organizacja rolnicza AGROunia zablokowała dzisiaj rano autostradę A2 pod Pruszkowem, mając na sobie między innymi żółte kamizelki odblaskowe znane doskonale z protestów we Francji. Demonstracja była głównie głosem sprzeciwu wobec nieskutecznej walki służb sanitarnych z afrykańskim pomorem świń, odbywającej się przy jednoczesnym imporcie wieprzowiny z zakażonych litewskich terenów, a także wezwaniem do lepszego znakowania zagranicznych produktów. Jednocześnie rolnicy wyśmiali ministra rolnictwa Jana Ardanowskiego, który przybył na miejsce protestu.

Manifestację mającą zwrócić uwagę na problemy polskiego rolnictwa zorganizowała AGROunia, czyli powstała niedawno organizacja społeczno-polityczna pod przywództwem Michała Kołodziejczaka. Młody rolnik ochrzczony przez mainstream’owe media mianem „nowego Leppera” już wcześniej organizował podobne protesty, prowadzone pod szyldem Unii Warzywno-Ziemniaczanej skupiającej głównie mniejsze organizacje rolnicze niezależne od partii politycznych. Około stu działaczy AGROunii pojawiło się więc dzisiaj rano na autostradzie A2 prowadzącej do Warszawy.

Rolnicy domagają się głównie skutecznej walki z afrykańskim pomorem świń (ASS), połączoną z rekompensatami dla rolników, których trzoda chlewna została wybita w wyniku dotychczasowej działalności służb weterynaryjnych. Dodatkowo AGROunia zwraca uwagę na fakt, iż do naszego kraju importowana jest między innymi wieprzowina z Litwy, pochodząca z regionów ogarniętych wspomnianym ASF. Ściąganie towarów z innych państw jest zresztą jednym z najważniejszych czynników dobijających polskie rolnictwo, dlatego protestujący rolnicy chcą też bardziej restrykcyjnego oznakowania obcych produktów.

Ciekawie brzmi także jeden z pozostałych kilku postulatów nowego ruchu dotyczący „audytu wydatkowania publicznych środków finansowych przekazanych rolniczym organizacjom branżowym, związkom rolniczym oraz wszelkim innym podmiotom uznawanym za reprezentujące środowisko rolnicze”. Już podczas organizowanych w okresie letnim protestów, Unia Warzywno-Ziemniaczana zwracała uwagę na fakt uzależnienia stowarzyszeń rolniczych od partii politycznych, co powodowało brak realnej walki o interesy polskiej wsi.

Około godziny 10 do protestujących przyjechał z kolei minister rolnictwa Jan Ardanowski. Demonstrujący zareagowali jednak śmiechem na jego stwierdzenie, iż przyjechał do nich nie jako polityk, lecz rolnik. Kołodziejczak zarzucił mu arogancję i stwierdził, że nie jest on obecnie partnerem do rozmów dla środowiska rolniczego. Z tego powodu chce ono podejmować jedynie negocjacje z premierem Mateuszem Morawieckim, podczas gdy Ardanowski obiecuje jedynie zajęciem się problemami wsi przez sejmową komisję rolnictwa.

Na podstawie: agropolska.pl, polsatnews.pl.

Zobacz również:

  • Upadają gospodarstwa hodujące świnie
  • Ciężki los polskiego rolnika

Za: http://autonom.pl/?p=24482

13.12.2018

Partia interesów SyjonistycznychPolska neokolonią syjonizmuPolska pod żydowską okupacjąreżim demonokratyczny
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Euroweek – demoralizacja i indoktrynacja

euroweek-wtf

Strona główna &gt Polska &gt Euroweek – demoralizacja i indoktrynacja Euroweek – demoralizacja i indoktrynacja AdRo203 Polska, Wyróżnione

Od kilku dni różne mniej lub bardziej prawicowe serwisy z oburzeniem informują o wydarzeniach, które miały miejsce na obozach pewnej fundacji o nazwie Euroweek. Wszyscy oczywiście rozpisują się, że miały tam miejsce akty pedofilskie, co niewątpliwie jest prawdą – wystarczy spojrzeć na fotografie instagramowych małolat, wklejających swoje fotki z 30-letnimi barbarzyńcami, ściągniętymi specjalnie na tą okazję z najdalszych zakątków świata. Jednak nikt do tej pory nie przeanalizował tej sytuacji na spokojnie, bez kierowania się usprawiedliwionymi z punktu widzenia tego co tam się działo, lecz zbędnymi emocjami. Stąd ten artykuł.

Wchodząc na stronę tej fundacji już na pierwszy rzut oka można zwymiotować, widząc trzydziestokilkuletnich brodatych osobników w towarzystwie 11 czy 12-letnich polskich dzieci. Można by w tym momencie pier…yyy to znaczy walnąć czymś w monitor lecz konsekwencją tego będzie jedynie konieczność wydania ok. 2 tys. złotych na nowy sprzęt, co dla niejednego Polaka może się okazać bardzo, bardzo kosztowne. Będąc rodzicem jednej z tych molestowanych dziewczynek można też pojechać do siedziby tej bandy degeneratów, którzy odpowiadają za całe to przedsięwzięcie, jednak można się domyśleć, że po wyjściu na jaw tego co działo się w tych „ośrodkach wypoczynkowych” Ci państwo już prysnęli gdzieś wgłąb Eurokołchozu, który sponsorował owe „zajęcia integracyjne”.

Kiedy zaglądam na stronę tej organizacji pierwsze co rzuca mi się w oczy to miejsca, gdzie owa integracja ma miejsce. Jako fan polskich gór nie raz bywałem w Kotlinie Kłodzkiej. Są to niewątpliwie piękne rejony. Oprócz niewątpliwego uroku mają jeszcze jedną specyficzną cechę, którą wyczuwa się będąc tam: izolacja. Kiedy komunistyczny reżim nie radził sobie z pewnymi osobami a nie mógł ich zamordować, zsyłał ich gdzieś daleko wgłąb Syberii czy do innej Komańczy. Celem tego była izolacja danej jednostki, mająca na celu to, aby ta osoba nie miała już żadnego wpływu na życie społeczne w kraju.

Będąc w Kotlinie Kłodzkiej nie raz wyczuwałem swego rodzaju izolację od cywilizacji. Czułem, że jestem w miejscu gdzie mnie nikt nie widzi ani nie słyszy. Miało to swoje zalety ale również wady: co by się stało gdyby mnie ktoś napadł? Albo zaatakował mnie dziki zwierz? Nikt by nie usłyszał mojego wołania o pomoc. Kto więc usłyszy wołanie o pomoc 12-letniej dziewczynki, do której pokoju w nocy wchodzi 30-letni barbarzyńca, z jakiegoś półdzikiego kraju czwartego świata…?

Ale to tylko jeden aspekt problemu izolacji tych ośrodków. Bo przecież są tam też starsze dzieci, już bardziej świadome. Je już nie trzeba do niczego zmuszać. Wystarczy stworzyć odpowiednie warunki „integracji międzykulturowej”, aby inżynieria społeczna zadziałała bez przymusu. Jakie to warunki? Nie potrzeba wiele: odizolowany od cywilizacji ośrodek, brak kontroli rodzicielskiej i wpływu rodziców na zachowanie dzieci, uczucie nieskrępowania wynikające z nieznajomości osób na obozie. I do tego przysłani specjalnie na tą okazję, starannie wyselekcjonowani, uśmiechnięci, zabawni, przyjacielscy panowie o ciemnej karnacji. No właśnie dlaczego o ciemnej karnacji a nie np. biali Szwedzi albo biali Niemcy? Heh, pytanie retoryczne.

A teraz troche z innej beczki: czym był właściwie sowiecki Gułag, system obozów koncentracyjnych w których zginęło kilkadziesiąt milionów ludzi? Czy był to tylko system obozów zagłady, pracy niewolniczej, upodlenia człowieka? A może to była wyrafinowana inżynieria społeczna?

Co odróżniało Gułag od niemieckich obozów śmierci? Jedna podstawowa rzecz: zmiksowanie wszystkiego ze sobą i upchnięcie w jednym obozie. W niemieckich obozach wszystko musiało być starannie uporządkowane a ludzie podzieleni według płci, narodowości itp. Sowieckie obozy były tego dokładnym zaprzeczeniem. Komunistyczna inżynieria społeczna mieszała ludzi wszystkich narodowości, ras, płci, statusów społecznych, inteligencji w jedną, bezmyślną papkę, zamykała za drutem kolczastym i resztę zawierzała spontaniczności. Cel tego był jeden: stworzenie nowego człowieka. Człowieka bez tożsamości. Człowieka radzieckiego, bezmyślne podporządkowanego bolszewickiemu systemowi zniewolenia.

Kiedy patrzę na owe obozy Fundacji Euroweek widzę tą samą inżynierię. Tyle że bez NKWDzistów, bez drutów kolczastych, bez głodu, zimna i niewolniczej pracy. Mentalność ludzka się przez 100 lat zmieniła. Kiedyś, aby stworzyć nowego człowieka potrzeba było trzymać nad nim bat. Dzisiaj ludzie już sami, jak potulne baranki prowadzą na rzeź swoje narody. Wystarczy ich wciągnąć w wir demoralizacji a nowy europejczyk bez tożsamości wykreuje się sam. Machiavelli mawiał, że państwo stosuje terror w zależności od potrzeb. Dzisiaj państwo nie istnieje. Mimo, że pseudoprawicowi politycy wmawiają nam, że państwo polskie wstaje z kolan to nic takiego nie ma miejsca. Polska tonie w bagnie globalizacji. Oczywiście tego typu wydarzenia pokazują, że dzieje się to zbyt wolno. Fakt, że w dużej części polskiego społeczeństwa odżyły uczucia narodowe powoduje, że wykorzenianie ich trzeba rozpocząć możliwie jak najwcześniej. Stąd integracja brodatych barbarzyńców z 11-letnimi polskimi dziewczynkami.

I tutaj nie chodzi o pedofilie drodzy prawi i sprawiedliwi publicyści. Tutaj chodzi o ideologie. Pedofilia, mająca miejsce na tych spędach jest tylko pochodną zamykania w wyizolowanych obozach ludzi różnych narodowości, płci, o różnym wieku i stopniu dojrzałości psychicznej. Celem tego jest przyzwyczajenie tej dziatwy, że do Polski będą sprowadzani już nie tysiącami, albo dziesiątkami tysięcy ale setkami albo milionami barbarzyńcy z najdalszych zakątków świata a Polaków trzeba do tego przyzwyczajać od najmłodszych lat, żeby nie wyrosło już nigdy żadne pokolenie, które 11 listopada zamiast na „integracje” z innymi kulturami, pójdzie na Marsz Niepodległości i zarazi się narodowymi i antyglobalistycznymi ideami.

Oczywiście jest jeszcze jeden aspekt tych działań. Jest nim handel ludźmi. W polskiej kryminalistyce i kryminologii istnieje podział handlu młodymi dziewczynami na 3 metody. Jedną z nich, która dzięki rozwojowi technologii i metod komunikacji staje się coraz popularniejsza jest metoda na miłość. Werbownik pracujący dla mafii zajmującej się handlem żywym towarem (najczęściej o egzotycznym wyglądzie) rozkochuje w sobie małoletnią dziewczynę, zwabia do innego kraju a następnie porywa, zamyka w domu publicznym, gdzie jest faszerowana narkotykami i gwałcona 15 razy dziennie, aż do kompletnego wyeksploatowania.

Biorąc pod uwagę, że Ci barbarzyńcy ściągani na te spędy pochodzą z krajów, gdzie występuje gigantyczna nadwyżka mężczyzn nad kobietami (a więc występuje ogromne zapotrzebowanie na usługi seksualne) można z dość dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że któryś z nich pracuje dla jakiejś zorganizowanej grupy przestępczej, trudniącej się handlem żywym towarem.

bolszewizmdemoralizacjaeurokołchozpedofiliaUnia Europejska
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Studio eMisja: Rocznica podwójnej zdrady narodowej

ai9

Strona główna &gt Polska &gt Studio eMisja: Rocznica podwójnej zdrady narodowej Studio eMisja: Rocznica podwójnej zdrady narodowej Ogarek Polska

13 grudnia to prawdziwy „piątek trzynastego” polskiej historii. Nawet jeśli wypada innego dnia tygodnia ewidentnie mamy pecha do tej daty. Najpierw marzenia Polaków o suwerennym kraju przekreślił generał Jaruzelski, wprowadzając w 1981 r. stan wojenny, co definitywnie zakończyło tzw. „karnawał Solidarności”, a następnie w 2007 r. naszą Ojczyznę wywłaszczył z suwerenności Lech Kaczyński, podpisując wówczas haniebny Traktat Lizboński.

Choć obaj przywódcy już nie żyją, konsekwencje ich decyzji będą pokutować w Polsce jeszcze przez długie lata. Stan wojenny nie był bowiem jedynie dramatycznym aktem wstrzymującym wszelką działalność niepodległościową środowisk związanych z NSZZ „Solidarność”. Dał on komunistom także niezbędny czas, aby uwłaszczyć się na majątku narodowym. Kilka lat później prominentni działacze PZPR władzę oficjalnie utracili, ale ich umocowania w nowej rzeczywistości były tak silne, że jeszcze dziś ich organizacje, spółki i konsorcja szkodzą polskim patriotom. Kiedy wydawało się, że Polska nabiera wreszcie gospodarczego rozpędu i ma szanse stać się równorzędnym graczem europejskiej polityki, prezydent Lech Kaczyński zgodził się podpisać traktat Lizboński. Dokument ten stawiał prawo europejskie ponad prawami narodowymi, co w praktyce oznaczało, że państwa o dominującym głosie w UE, w tym przede wszystkim Niemcy i Francja, otrzymały możliwość sterowania naszą Ojczyzną. Znakomicie widać to dziś, kiedy rząd Prawa i Sprawiedliwości, ugrupowania z którego przecież wywodził się prof. Kaczyński, musi tłumaczyć się w Brukseli z każdej próby reformy państwa polskiego. W tym kontekście hasło: „Wczoraj Moskwa, dziś Bruksela” jest bardzo aktualne. Pytanie tylko, dlaczego ludzie, którzy uważają gen. Jaruzelskiego za zdrajcę, stawiają dziś pomniki prezydenta Kaczyńskiego? Czy suwerenność państwa zaczyna się od umysłowej suwerenności narodu? A może jest jakaś zasadnicza różnica między dyktatem Związku Sowieckiego a Unii Europejskiej? O tych i innych zagadnieniach związanych z marksizmem kulturowym i zdradą 13 grudnia już dziś w „Studiu eMisja”. Gośćmi Piotra Korczarowskiego będą: Krzysztof Bosak publicysta i działacz narodowy oraz Jakub Zgierski, autor profilu FB „Młot na marksizm”.

eMisjaTv

Nadawane na żywo 4 godziny temu


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy w Pałacu Prezydenckim zapalono świece chanukowe

akla-1200x630

Strona główna &gt Polska &gt Z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy w Pałacu Prezydenckim zapalono świece chanukowe Z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy w Pałacu Prezydenckim zapalono świece chanukowe Ogarek Polska

Prezydent Andrzej Duda wziął udział w uroczystości zapalenia świec chanukowych, która odbyła się w Pałacu Prezydenckim.

– Ponad 2150 lat, kiedy to naród żydowski znajdował się pod jarzmem ciemiężców, Antioch IV próbował zmusić naród wybrany do wyrzeczenia się swojego Boga. Skutek był taki, że wybuchło powstanie Machabeuszy i pod wodzą Judy Machabeusza powstańcom udało się przepędzić Hellenów, odbić świątynię. W świątyni znaleziono tylko jeden dzban oliwy, który zwykle starczał na jeden dzień. Zapalili go, złożyli ofiary, modlili się i stał się cud, bo jeden dzban oliwy pozwolił, by lampka płonęła przez osiem dni – mówił Andrzej Duda. – Cieszę się, że możemy się spotkać jako wspólnota ludzi mieszkających w Polsce, wspólnota tych, którzy stanowią polskie społeczeństwo, jako wspólnota tych, którzy chcą być razem – podkreślił. – Żydzi polscy to wielka polska tradycja, to przeszło tysiąc lat naszej wspólnej historii. To momenty piękne i momenty trudne, ale to także wielu ludzi, którzy na trwałe wpisali się w historii Polski, stali się ważnym elementem polskiej kultury, polskiej tradycji, ważnym elementem tego, o czym mówimy, że jest polskie. Jest polskie i w jakiejś części jest też żydowskie. To właśnie wpływ tej wspaniałej kultury także naszą kulturę i tradycję kształtował – zaznaczył prezydent Duda.

Odpowiedź ks. Isakowicza:

[email protected] Czy tym samym czasie prezydent #Izrael zapala w u siebie świece adwentowe lub światła na choince? Przy okazji, na dzisiejszym Bazarze Charytatywnym Współmałżonków Ambasadorów w #Polska było ponad 50 stoisk rożnych państwa., w tym Palestyny, ale stoiska @IsraelinPoland nie było. Za: https://www.magnapolonia.org/z-udzialem-prezydenta-andrzeja-dudy-w-palacu-prezydenckim-zapalono-swiece-chanukowe/?fbclid=IwAR1mU0Zy1rcxPTtTGCmgpaf79Vpa-ix2Y_eIIX4s6ZDMucoe9sJSd0QxfoI 9.12.2018

andrzej dudaPartia interesów SyjonistycznychPolska neokolonią syjonizmuPolska pod żydowską okupacją
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Polska historia po żydowsku

asma

Strona główna &gt Polska &gt Polska historia po żydowsku Polska historia po żydowsku AdRo203 Polska

Duda otrzymał rolę polskojęzycznego narratora nowej wersji historii. Analizując treść tego, co powiedział, być może, już niedługo, okaże się, że Żydzi byli w Polsce przed Polakami, a „Polin” powstało przed państwem polskim.

To zmierza w kierunku narracji, że to my znaleźliśmy u nich schronienie i, że to oni byli tolerancyjni… Dziadowie nasi popełnili grzech naiwności, który podszyty był dobrymi intencjami…

Jeszcze chwilą a okaże się, że korzenie Piastow sięgają do Palestyny, pierwsze pługi w Polsce zbudowali żydzi i nauczyli Polaków siać, orać i doić krowy…

Na koniec jedno pytanie do Prezydenta. Czy wolno nam jeszcze wyrazić opinie?
Czy kwestionowanie fetowania żydowskich świat religijnych w polskich urzędach jest już „antysemityzmem”?
Obserwujemy te „symetrie” czekając na choinkę i świece adwentowe w Knesecie.

Nowa wersja polskich dziejów, czyli historia po żydowsku w wykonaniu Andrzeja Dudy

Wszystkim, którzy znają naszą historię, a także potrafią myśleć logicznie i są uczciwi, polecam analizie fragmenty z przemówienia prezydenta Dudy, wygłoszonego z okazji palenia żydowskich świeczek w Pałacu Prezydenckim. Według mnie widać wyraźnie, że Duda otrzymał rolę polskojęzycznego narratora całkiem nowej wersji historii. Analizując treść tego, co powiedział, być może, już niedługo, okaże się, że Żydzi byli na terenach naszej Polski na długo przed Polakami, a coś, co jest stręczone nam pod nazwą „Polin” powstało na długo przed państwem polskim.

Cytat pierwszy

Dziękuję, że przyjęli Państwo zaproszenie do Pałacu Prezydenckiego, bo polscy Żydzi to wielka polska tradycja (!), przeszło tysiąc lat (!) naszej wspólnej historii.

Nie wiem, co ma na myśli Duda mówiąc o polskiej tradycji, ale Żydzi kolaborujący z zaborcami, a potem sprzeciwiając się próbom odzyskania przez Polskę niepodległości, następnie próbując wymusić podział państwa polskiego na część żydowską i polską w 1919 roku, uczestniczący potem w mordowaniu Polaków razem z sowieckimi komunistami, biorący udział w stalinowskim terrorze po stronie sprawców, tworzący fundamenty komunizmu w Polsce, przestali być raz na zawsze częścią polskiej wspólnoty. Te i inne haniebne historie na pewno nie należą do „wielkiej polskiej tradycji”

„Joahim Lelewel w roku 1832, a więc blisko sto lat przed odzyskaniem przez Polskę niepodległości, pisał do Żydów: W dniu zwycięstwa chcemy się dokładnie z wami obliczyć, każdy syn Polski, żyd czy katolik stanie tutaj, by złożyć rachunek z tego, co uczynił dla dobra ogółu, o ile się przyczynił do odbudowania ojczyzny.

Ponieważ Żydzi polscy – poza chlubnymi wyjątkami – odmówili wspólnej ojczyźnie krwi i majątku, gdy w dniu zwycięstwa 1918 roku przyszło do dokładnych obliczeń, stanęli przed Polakami z pustymi rękoma.

Mimo iż polscy Żydzi, parafrazując słowa Joachima Lelewela wypowiedziane w 1832 roku, nie mieli zbyt wiele do powiedzenia o tym, co uczynili dla dobra ogółu, o ile się przyczynili do odbudowania ojczyzny, bo przez 123 lata niewoli – poza symbolicznymi wyjątkami szacowanymi na nie więcej niż 1-2% – nie okazali Polakom solidarności i nie włączyli się w walkę o odbudowę wspólnego państwa, pierwsi stanęli w szeregu tych, którzy usiłowali sięgnąć po płynące z niepodległości profity, z żądaniem współwłasności Państwa Polskiego włącznie. W ocenie pokolenia Polaków żyjących w dwudziestoleciu międzywojennym nie była to w żadnym wypadku postawa obywatelska; tak wobec odbudowanego Państwa Polskiego mogli zachować się tylko cudzoziemcy” (1).

Cytat drugi

To momenty piękne i trudne, ale także wielu ludzi, którzy na trwałe wpisali się w historię Polski, stali się ważnym elementem naszej kultury, tradycji, tego, o czym mówimy dzisiaj, że jest polskie. I w jakiejś części jest też żydowskie.

Bo to właśnie wpływ tej kultury – wspaniałej, niezwykle starej – kształtował także naszą kulturę i tradycję. Nie wspomnę już o wierze katolickiej, którą Polacy wyznają, gdzie przecież Stary Testament jest jej niezwykle ważnym elementem.

Czy może chodzi o taki udział w historii?

Warto wiedzieć, że tak plugawą działalnością jaką jest handel niewolnikami zajmowali się prócz Żydów, Tatarzy, Turcy, i ludy chazarskie przechodzące na judaizm. Pod tym względem, a także w wielu zasadniczych aspektach tradycja i kultura polska różni się diametralnie od żydowskiej. Nie przypuszczam, że prezydentowi chodziło o lichwę, która jest podstawą funkcjonowania współczesnych banków.

Grzegorz Braun swego czasu dokonał uprzejmego założenia, że „Andrzej Duda jest idiotą”, a więc nie wie, co czyni. Przyznam szczerze, że nie chce mi się wierzyć, że Duda nie wie, że żydzi palący chanukę w polskich instytucjach, to w dużej części członkowie kabalistycznej sekty Chabad Lubawicz, nie uznający Chrystusa, twierdzący, że „mesjasz” dopiero się pojawi. Pozostali są ateistami lub wyznają judaizm talmudyczny, a więc antychrześcijańską wersję swojej religii powstałą po chrześcijaństwie.

Za: https://www.ekspedyt.org/2018/12/09/nowa-wersja-polskich-dziejow-czyli-historia-po-zydowsku-w-wykonaniu-andrzeja-dudy/

Data publikacji: 9.12.2018

fałszywy Izraeljudaizmkabalistyczna cywilizacja Talmudużydowskie kłamstważydowskie łgarstważydzi
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Integracja z innymi rasami czy zagrożenie multikulturową pedofilią?

a-63

Strona główna &gt Polska &gt Integracja z innymi rasami czy zagrożenie multikulturową pedofilią? Integracja z innymi rasami czy zagrożenie multikulturową pedofilią? a303 Polska

Na internecie zawrzało, kiedy wypłynęły zdjęcia z zajęć organizacji „Euroweek Szkoła Liderów” prowadzonych przez Europejskie Forum Młodzieży. Która organizuje obozy edukacyjne dla dzieci i młodzieży.

Poszło o powyższe zdjęcia (te i inne, więcej można znaleźć w internetach/red. W-P) na których widać jak polskie dzieci, a zwłaszcza dziewczynki „integrują” z dorosłymi mężczyznami pochodzenia pozaeuropejskiego. W tym także z krajów i kultur, gdzie kontakt z ośmio, czy dziesięcioletnią dziewczynką nie jest ścigany przez prawo, a popierany przez kulturę i religię. Mam tu na myśli państwa arabskie i afrykańskie, choć i Indie, z których pochodzą wolontariusze też pod tym względem są ostoją przemocy seksualnej. A biorąc pod uwagę, że to są „wolontariusze” z takich krajów, jak Egipt, Syria, Irak, Pakistan, Maroko, czy Czarna Afryka.

„W obecnych czasach świat można nazwać globalną wioską, w związku z tym istotnym jest, aby uczniowie mieli świadomość różnorodnych transkulturowych zagadnień istniejących w tym świecie. Dlatego też Euroweek jest prowadzony przez wolontariuszy z całego świata, którzy mają za zadanie pomagać uczestnikom w poszerzaniu ich horyzontów w zakresie różnych kultur oraz podnosić umiejętności potrzebne do międzynarodowej współpracy” czytamy na oficjalnej stronie Euroweek pod adresem: https://euroweek.pl/pl/o-nas/

Oprócz siania multi-kulti i zagrożenia uczestniczek pedofilią mamy także do czynienia tam z klasycznym praniem mózgu: „Dodatkowo, aby podnieść sprawności intelektualne i kreatywność uczestników, program obejmuje różnorodne warsztaty i zadania z zakresu rozwiązywania problemów, zarządzania grupą, kreatywności, zarządzania projektami, debat, uchodźstwa, stereotypów, porównań tematycznych i wielu, wielu innych”. – to też oficjalny profil organizacji.

Na tych obozach polskie dziewczynki w wieku 8-15 lat (a więc takie które powinny być pod szczególną ochroną państwa polskiego przed zbrodnią pedofilii) przebywają w tym samym czasie z wyraźnie starszymi dojrzałymi mężczyznami. Na portalu instagram pod tagiem #euroweek można znaleźć bardzo dużo zdjęć polskich dzieci z mężczyznami, na których widoczny jest wyraźny kontakt fizyczny. Dużo wyższy wiek „wolontariuszy” wskazuje na to, że te zaloty dorosłych murzyńskich i arabskich mężczyzn do niedojrzałych płciowo i emocjonalnie dziewczynek trafiają na bardzo podatny grunt. Wystarczy poczytać, co te małolaty piszą na forach portali społecznościowych.

Jakoś nie wydaje mi się, żeby polski nauczyciel całował dzieci na takich zajęciach. Również nie spotkałem się, aby młoda uczennica pisała do nauczyciela, że „zostawi mu otwarte okno w hotelu”. Czy wyznaje mu publicznie na Instagramie, że jest jej mężem. To wszystko kwalifikuje się do wjazdu Policji i sprawdzenia ich pod kątem innych czynności seksualnych wobec osób nieletnich. Ponieważ taka miękka pedofilia raczej miała miejsce, skoro są zdjęcia gdzie arabscy „nauczyciele” obejmują nieletnie na wysokości klatki piersiowej, czy organów płciowych. A zajęcia ruchowe na przykład z yogi również często wyglądają, jak wyjęte z podręczników seksu multikulturowego, które się ostatnio propaguje w Niemczech, czy Francji.

Pytanie czy rodzice są świadomi tego że podczas Euroweek ich dzieci przebywają z wyraźnie starszymi mężczyznami, a podczas wspólnych zabaw padają również podteksty seksualne, o czym mogą świadczyć liczne wpisy na portalach społecznościowych publikowanych przez dziewczynki. Pojawił się już front obrony „Euroweek” w którym jest sporo rodziców i nauczycieli, a zwłaszcza nauczycielek. Szczególnie te ostatnie, z których duża część sama zdradza mocne, erotyczne fascynacje „obcymi kulturami” i „wzbogaceniem kulturowym” nie widzą nic złego w tego typu zajęciach. Co do rodziców broniących idei „Euroweek Szkoła Liderów” i opowiadających, że takie zdarzenia wcale nie miały miejsca, to ze swojej strony pragnę przypomnieć, że jak za pedofilię aresztowano dyrygenta „Polskich Słowików” Wojciecha Kroloppa, to część rodziców dzieci z chóru też go broniła. Że to taki wspaniały pedagog i przyjaciel dzieci. Tutaj mamy całe watahy „przyjaciół” polskich dzieci ze szczególnym uwzględnieniem mocno nieletnich dziewczynek. Szanowna Prokuraturo na co czekasz? Może czas podjąć na początek działania wyjaśniające?

Piotr Stępień

Źródło: https://prawy.pl/100294-integracja-z-innymi-rasami-czy-zagrozenie-multikulturowa-pedofilia-foto-6556/


Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Elektrosmog zabija powoli, podobnie jak papierosy. A branża telekomunikacyjna kłamie, tak jak kiedyś przemysł tytoniowy.

as1

Strona główna &gt Zdrowie &gt Elektrosmog zabija powoli, podobnie jak papierosy. A branża telekomunikacyjna kłamie, tak jak kiedyś przemysł tytoniowy. Elektrosmog zabija powoli, podobnie jak papierosy. A branża telekomunikacyjna kłamie, tak jak kiedyś przemysł tytoniowy. AdRo203 Zdrowie

Życie na Ziemi ewoluowało w otoczeniu pola elektromagnetycznego (PEM), pochodzącego od: pola magnetycznego naszej planety, promieniowania Słońca oraz pól powstających przy wyładowaniach atmosferycznych. To pole, występujące w naturze, charakteryzowało się i nadal się charakteryzuje bardzo niskim natężeniem. I do takiego natężenia my, ludzie, jesteśmy przystosowani, podobnie jak cała otaczająca nas przyroda.


Niestety, w ostatnich czasach obserwujemy nasilenie sztucznego pola elektromagnetycznego w naszym otoczeniu, generowanego przez nasze wynalazki: linie energetyczne, domową instalację elektryczną wraz z urządzeniami takimi jak: lodówki, pralki czy suszarki do włosów; stacje nadawcze radia i telewizji, anteny telefonii komórkowej, radary, wifi, telefony komórkowe, kuchenki mikrofalowe, itp.

Ani my, ani cały nasz świat ożywiony, nie mieliśmy czasu, by przystosować się do otaczającego nas dziś tzw. elektrosmogu. A dowodów na jego szkodliwe działanie nie trzeba daleko szukać: to obserwowany wzrost zachorowań na nowotwory (m.in. glejaki, nerwiaki, czerniaki, białaczkę), schorzenia sercowo-naczyniowe, cukrzycę, astmę, chorobę Alzheimera i inne choroby neurodegradacyjne, a także problemy z prokreacją i zaburzenia rozwoju mózgu u dzieci. Pojawiła się także nowa jednostka chorobowa: zaburzenie określane jako nadwrażliwość elektromagnetyczna. Jej objawy są bardzo różne, najczęściej jednak wymienia się: zaburzenia snu, koncentracji i pamięci, zmęczenie, rozdrażnienie, objawy grypopodobne, bóle lub zawroty głowy, zaburzenia rytmu serca. Mogą pojawić się również bóle stawów lub mięśni, podwyższony poziom cukru we krwi, szumy lub dzwonienie w uszach i wiele innych, mniej lub bardziej uciążliwych dolegliwości. Ocenia się, że ok. 5% ludności krajów rozwiniętych cierpi na tę przypadłość w postaci ostrej, a dodatkowe 35% ma objawy umiarkowane. Ludzie ci często nie zdają sobie nawet sprawy, że przyczyną ich dolegliwości jest właśnie PEM.

Trochę teorii

Najważniejszymi cechami promieniowania elektromagnetycznego są częstotliwość i długość fali oraz jej moc. Jednostką częstotliwości jest herc (Hz), który określa ilość drgań na sekundę. Długość fali jest odwrotnie proporcjonalna do częstotliwości, czyli im wyższa częstotliwość, tym krótsza fala. Moc promieniowania można określić w różnych jednostkach, najczęściej używaną jest mikroWat na metr kwadratowy (µW/m2).

W kontakcie z żywą materią fala promieniowania elektromagnetycznego może oddziaływać na nią na dwa sposoby:

1. poprzez efekt termiczny, co oznacza, że w napotkanych częściach ciała powstaje ciepło.
2. przez efekt biologiczny. Ciało człowieka to wysoce złożony układ, w którym w każdej chwili zachodzą miliony procesów

sterowanych przez ładunki elektryczne o niezmiernie słabym natężeniu. Sztuczne PEM zakłóca wiele tych procesów, co potwierdza współczesna nauka.

Niby bezpiecznie, a jednak bez ochrony

Dziś znamy już praktyki stosowane kiedyś przez przemysł tytoniowy. Polegały ona na stworzeniu szeroko zakrojonej strategii PR, prawdziwej kampanii dezinformacyjnej, która miała na celu zdyskredytowanie niezależnej nauki, wywołania wrażenia wątpliwości i niepewności co do jej odkryć. Koncerny starały się przekonać społeczeństwo, że wyniki dotychczasowych badań nie są rozstrzygające, zatem należy je kontynuować, po czym finansowały własne badania, które dawały jeszcze bardziej nieczytelny obraz całej sytuacji. Dzięki obranej w ten sposób taktyce, przez lata branża tytoniowej udawało się skutecznie wpływać na media, a przez nie na opinię publiczną, polityków i ustawodawców.

Zaraz, zaraz? Nie przypomina Wam to czegoś? Tak, przemysł agrochemiczny wykorzystuje dokładnie tę samą strategię. Podobnie jak branża telekomunikacyjna…

Obecne przepisy regulujące bezpieczeństwo PEM dla ludzi i środowiska opierają się w większości krajów na wytycznych Międzynarodowej Komisji Ochrony przed Promieniowaniem Niejonizującym (ICNIRP – International Commission on Non-Ionizing Radiation Protection) z 1998 r. Komisja określiła wtedy najwyższy dopuszczalny poziom promieniowania wwielkości 1.000 µW/cm2 (61 V/m). Wytyczne te stały się podstawą Rekomendacji 1999/519/CE Rady UE z 1999 r. (Polska i kilka innych krajów, głównie z byłego bloku socjalistycznego, ma dużo niższą normę – 10 µW/cm2 (7 V/m), gdyż to tutaj prowadzono pierwsze badania nad wpływem PEM na ludzki organizm).

Co ciekawe, limit określony przez ICNIRP jest od 100 do 1000 razy wyższy niż moc energii emitowanej przez jedną antenę telefonii komórkowej. Inaczej mówiąc, można postawić w jednym miejscu od 100 do 1000 takich anten, zanim osiągniemy poziom PEM uznany przez tą komisję za dopuszczalny!

Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że pomimo szumnej nazwy, która sugeruje, jakobyśmy mieli do czynienia z międzynarodową komisją składającą się z niezależnych ekspertów dbających o nasze zdrowie, ICNIRP jest w rzeczywistości organizacją prywatną, złożoną wyłącznie z inżynierów. Nie ma w niej specjalistów z dziedziny medycyny czy biologii. Jakby tego było mało, większość jej członków ma powiązania z przemysłem telekomunikacyjnym i elektrycznym. Źródła finansowania Komisji są niejasne, a ona sama nie odpowiada przed żadnym rządem czy instytucją publiczną. Członkowie ICNIRP zdominowali również sekcję w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) odpowiedzialną za bezpieczeństwo PEM .

Poza wskazaniem bezpiecznego dla nas poziomu promieniowania elektromagnetycznego, ICNIRP zdefiniowała również wskaźnik odnoszący się tylko do urządzeń bezprzewodowych, takich jak np. telefon komórkowy. Jest to współczynnik absorpcji swoistej: SAR. SAR wskazuje nam poziom nagrzania się tkanki w skutek pochłaniania energii PEM pochodzącej np. z telefonu. Czyli uwzględnia tylko efekt termiczny PEM, całkowicie przemilczając jego wpływ na biologiczne procesy zachodzące na poziomie komórkowym naszych ciał.

Co więcej, do określenia wielkości SAR używa się sztucznej głowy wypełnionej cieczą wykonanej z plastiku, a nie prawdziwej ludzkiej głowy. Ma ona rozmiary czaszki amerykańskiego żołnierza, czyli postawnego mężczyzny (180 cm wzrostu i 100 kg wagi). Tylko 10% mężczyzn w Stanach Zjednoczonych ma głowę tej wielkości i tej grubości kość czaszkową. Wszystkie kobiety i dzieci plasują się poniżej tych kryteriów, więc ich głowy będą pochłaniać więcej energii z telefonu. W dodatku SAR to wartość uśredniona z ekspozycji trwającej zaledwie 6 minut. Nie jest więc miarodajna dla dłuższych rozmów. SAR nie uwzględnia także efektu kumulacyjnego PEM jednocześnie emitowanego z kilku różnych źródeł, jak to ma miejsce w życiu współczesnego człowieka. Istniejące przepisy pozwalają również producentom testować telefon w odległości od 0,5 cm do 1,5 cm od ucha, a nie przy samej głowie, jak używa go większość z nas. Mogłoby się wydawać, że półtora centymetra to niewiele, a jednak ma to ogromne znaczenie, bo moc PEM maleje proporcjonalnie do kwadratu odległości. Francuska agencja ANFR, odpowiadająca za regulacje częstotliwości PEM, przebadała w latach 2012-2016 telefony komórkowe pod kątem ilości emitowanego przez nie promieniowania. Okazało się, że większość z nich przekracza dopuszczalną moc, gdy są testowane tuż przy ciele (w niektórych przypadkach aż trzykrotnie!). Co więcej, 9 na 10 telefonów przekraczało również poziom promieniowania deklarowany przez producenta.

A co mówią niezależni naukowcy? I jak reagują na to ci, którzy odpowiadają za nasze bezpieczeństwo?

Grupa niezależnych naukowców: renomowanych ekspertów w dziedzinie zdrowia publicznego, onkologii, immunologii, polityki środowiskowej, podjęła się systematycznego przeglądu badań naukowych na temat wpływu PEM na żywe organizmy. Wyniki swojej meta-analizy opublikowali w postaci raportów BioInitiative: pierwszy w 2007 r. i kolejny w roku 2012. Do raportu z 2007 r. przeanalizowano 2000 badań, do raportu z 2012 r. ponad 1800 – w sumie to prawie 4000 publikacji.

Zawarte w tych dokumentach wnioski są bardzo niepokojące. Stwierdzono, że promieniowanie elektromagnetyczne uszkadza DNA, powoduje raka, chorobę Alzheimera, autyzm, ADHD, perforację bariery krew-mózg (na skutek czego do mózgu dostają się toksyny), poronienia, bezpłodność i wiele innych zaburzeń i problemów zdrowotnych.

Wyniki badań naukowych są alarmujące, a decydenci powinni natychmiast przystąpić do weryfikacji obowiązujących norm bezpieczeństwa dotyczących ochrony ludności przed szkodliwym działaniem PEM. Niestety, w większości krajów obserwuje się tendencję odwrotną – mamy do czynienia z niekontrolowanym wzrostem poziomu promieniowania elektromagnetycznego, na co nie reagują ani politycy, ani instytucje, które powinny nas chronić.

Zacznijmy od tego, że jest co najmniej dziwne, iż rządy krajów zachodnich, w tym Unia Europejska, oraz międzynarodowe instytucje takie jak WHO opierają swoje decyzje na zaleceniach prywatnej organizacji o niejasnych źródłach finansowania i powiązaniach z przemysłem telekomunikacyjnym i elektrycznym, jaką jest ICNIRP. Jak już wspomniano, określony przez nią bezpieczny poziom PEM: 1000 µW/cm2 jest całkowicie nieracjonalny z punktu widzenia ludzkiego zdrowia i ochrony środowiska. Niestety, jest on także pożądany z punktu widzenia biznesu telekomunikacyjnego i wojska, ponieważ pozwala na niczym nie skrępowany rozwój ich technologii. ICNIRP do dziś nie przyjmuje do wiadomości istnienia efektów biologicznych, podtrzymując z uporem maniaka dogmat, że jedynym możliwym oddziaływaniem PEM na żywe organizmy jest wytwarzane pod wpływem tego promieniowania ciepło.

Również instytucje poszczególnych państw nie podejmują działań mających na celu zmianę obecnej sytuacji. Poniżej przytoczono przykłady kilku z nich:
– Gdy w 2011r. agencja IARC zaklasyfikowała radiofale jako czynnik potencjalnie rakotwórczy dla człowieka, amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) nie poinformowało o tym społeczeństwa. Podano ten fakt do wiadomości publicznej dopiero w 2014r., jednak i wówczas pominięto informację o zwiększonym ryzyku dla dzieci i usunięto z tekstu zalecenie dotyczące redukcji ekspozycji na promieniowanie z telefonów komórkowych.
– Kalifornijski Departament Zdrowia Publicznego (CDPH) od 2010 roku ukrywał przed opinią publiczną dokument zawierający porady dotyczące bezpieczeństwa korzystania z telefonów komórkowych. Opublikował go dopiero w 2017 r., gdy został do tego zmuszony wyrokiem sądowym.
– Również we Francji miał miejsce skandal, określony przez prasę jako francuski „Phone gate”. Wyżej w artykule wspomniano o agencji ANFR, która stwierdziła, że większość telefonów komórkowych przebadanych w latach 2012-2016 przekraczała dopuszczalną moc promieniowania, gdy były testowane tuż przy ciele. Otóż ANFR nie przekazała tej informacji do wiadomości publicznej. Dopiero nakaz sądowy zmusił ją do tego posunięcia.

W naszej Polsce wcale nie jest lepiej. Choroba mikrofalowa została wykreślona z listy chorób zawodowych dla osób cywilnych już w 2002r. Nie wiadomo na jakiej podstawie. Na pewno nie podjęto tej decyzji w oparciu o dowody naukowe, bo te jasno wskazują na szkodliwość PEM.

W 2007r. uproszczono system kwalifikacji stacji bazowych, przez co nie można już wymagać od operatorów ocen oddziaływania anten na środowisko.

Jak wykazała kontrola NIK z 2015r., obowiązujące w Polsce regulacje prawne nie gwarantują należytego badania wpływu anten telefonii komórkowej na zdrowie mieszkańców, nawet w przypadkach wielokrotnego zwiększania mocy nadawanego sygnału lub zwiększania ich liczby.

Co gorsza, nasz kraj chce być liderem w Europie w uruchomieniu technologii najnowszej generacji: 5G, dzięki której połączymy się z internetem zawsze i wszędzie. Niestety, jest to technologia całkowicie nieprzebadana pod kątem wpływu na świat ożywiony, która drastycznie zwiększy i tak już wysoki poziom otaczającego nas elektrosmogu. Świadomość społeczeństwa w tym temacie jest mała, a tempo prac ministerstwa cyfryzacji – ogromne. Na fb powstała nieformalna grupa: POLSKIE NIE DLA 5G!, na której można znaleźć informacje oraz propozycje działań, które mogą pokrzyżować plany naszym rządzącym. Trzeba działać, bo jak nie my, to kto nas ochroni?…

Opracowano na podstawie broszury: „Elektrosmog”, autorstwa: Anna Mika,

opublikowanej na stronie: zdrowapolska.org

Źródło: xebola.wordpress.com


Read the full article – wolna-polska.pl