imalopolska

najnowsze wiadomości

November 2019

Polska

Bankdytyzm – czyli Polacy bez gotówki !

Strona główna > Polska > Bankdytyzm – czyli Polacy bez gotówki ! Bankdytyzm – czyli Polacy bez gotówki ! Kasia Polska, Wyróżnione 2

Świat… pojęcie niby jasne dla każdego, a jakże trudne do precyzyjnego zdefiniowania, ale paradoksalnie nikt przytomny (wiem, mam na myśli mniejszość) nie ma problemu z zidentyfikowaniem mechanizmów tym światem rządzących.

Dwa, najbardziej popularne i/bo jednocześnie lapidarne opisy tych mechanizmów to:

a/świat się koło d… kręci
b/pieniądz rządzi światem

Oba się nie wykluczają (a nawet uzupełniają), choć ten pierwszy skupia na sobie uwagę mediów, podczas gdy ten drugi woli się na pierwszym planie nie pojawiać, toteż dziś zajmę się pieniądzem.

***

W barbarzyńskim i subiektywnym skrócie, ja dzielę pieniądz na realny i nierealny.

Ten realny to złota (ew. platynowa czy srebrna) moneta, której cechą fundamentalną jest to, że nie można jej unieważnić.

Tak jest – nie można i już.

Można ją ukraść, ale unieważnić – nie.

No bo proszę sobie wyobrazić dekret jakiejkolwiek władzy, że od dziś złota moneta nie ma wartości – przecież taka władza nie tyle zrobiłaby z siebie idiotę, co by się do przynależnego jej od zawsze idiotyzmu przyznała, a po co?

Nawet w najstraszniejszych czasach i okolicznościach (a wręcz szczególnie w takich) złoto było (jest i będzie) symbolem i miarą wartości.

Pieniądz nierealny, to każdy inny (z dolarami, funtami, frankami szwajcarskimi i euro włącznie).
Nierealny dlatego, że w każdej chwili można go unieważnić.

Wszelkie wojny, okupacje, kryzysy, inflacje nawet hiper i dewaluacje, plus zjednoczenie Niemiec i stworzenie euro dostarczyły (i dostarczają, choćby ostatnia, tzw. wymiana pieniędzy w Indiach) przykładów na to.

***

Ponieważ jesteśmy świadkami fenomenalnego rozwoju świata, globalne żuliki wykombinowały szczególny rodzaj pieniądza nierealnego – a mianowicie elektroniczny, dla niepoznaki zwany obrotem bezgotówkowym.

Ta forma oprócz tego, że można w każdej chwili taki pieniądz unieważnić jednym kliknięciem, ma jeszcze dla tych żulików (globalnych, jak zaznaczyłem) dodatkowy walor:

tzw. obrót bezgotówkowy ma wyjątkową cechę: daje komu trzeba pełną wiedzę na temat tego, co, gdzie, kiedy i za ile przysłowiowy Kowalski kupił (lub sprzedał).

Czyli PEŁNĄ KONTROLĘ DAJE.

***

No to teraz przechodzimy do Polski z listopada 2019.
Mamy tzw nowy rząd.

Wśród tłumu ministrów nieważnych, jest ten jeden, jedyny, o którym można powiedzieć, że jest naprawdę istotny a jest to minister finansów.

Używa nazwiska Kościński, ale to akurat detal, bo w dzisiejszych czasach wszystko (nawet nazwisko) to może być rzecz nabyta.

Wygląda o tak (przez chwilę zastanawiałem się, który z nich jest tym ministrem, ale czy to nie wszystko jedno?),

źródło: WPROST.pl

ma średnie wykształcenie, mówi ślicznie po polskiemu, w związku z czym jego poprzednika, Rostowskiego, „w Bydgoszczu” to był szczyt gramatycznej poprawności.

Ale ponieważ jesteśmy dorośli, wiemy, że nie ważna jest forma (ani jak wspomniałem, nazwisko), ale TREŚĆ.

W Polsce 190 mld zł leży w postaci gotówki „w skarpetach”. Inwestując te pieniądze zyskalibyśmy co roku ok 19 mld zł i to jest główny powód, dla którego promujemy płatności elektroniczne – mówi wiceminister przedsiębiorczości i technologii Tadeusz Kościński.

Resort przedsiębiorczości przygotowuje ustawę, która wprowadzi obowiązek przyjmowania płatności w formie elektronicznej: – Wszyscy, którzy posiadają kasę fiskalną, będą musieli przyjmować opłaty bezgotówkowe – mówi Tadeusz Kościński.

Czyli „trynd” (to nie ja – to tow. Grudzień) jest oczywisty: ma być bezgotówkowo.

No tak, w sumie to nic dziwnego, wszak socjaliści (żoliborscy także) zawsze potrzebują cudzych pieniędzy do zrealizowania swoich urojeń.

***

Ale sładkoje na kaniec, jak mawia Władymir Wladymirowicz:

na tym filmiku https://www.youtube.com/watch?v=hptT_1vlYRA&feature=emb_logo nasz minister opisuje zalety elektronicznego paragonu:

” – jak ktoś jest uczulony na orzeszki to można sprawdzić czy konsument nie kupił coś co ma orzeszki, od razu wyskoczy alert: uwaga kupiłeś coś z orzeszkami!

konsument który jest na nisko kolesterelowej diecie może coś kupić z kolesterolem i będzie miał alert: uwaga kupiłeś coś takiego (!)

– paragon elektroniczny nie zblaknie – będzie praktycznie na zawsze (!)

– producenci różnych towarów będą mieli dostęp do agregowanych danych

– sklepy będą wiedziały kto, gdzie, w jakim momencie kupuje dany towar (!)

– dane dla państwa – aspekt podatkowy wchodzi

– GUS: nie będziemy musieli czekać na raporty”

***

Co? Orwell? Jaki tam Orwell? To socjalizm żoliborski w pełnej krasie!

A dlaczego literówka w tytule?
Nie żadna literówka – ja po prostu lubię neologizmy.

Za: https://www.ekspedyt.org/2019/11/18/bankdytyzm-czyli-polacy-bez-gotowki/ 18.11.2019 Kasia apokalipsaczasy ostateczneelektroniczny obóz koncentracyjny AntychrystaIII RPminister KosińskiNWO żydowska Synagoga SzatanaPiS
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Nowy minister finansów: „Społeczeństwo chce płacić bezgotówkowe”. Prawica ostrzega przed banksterką i znajomym Danielsa

Strona główna > Polska > Nowy minister finansów: „Społeczeństwo chce płacić bezgotówkowe”. Prawica ostrzega przed banksterką i znajomym Danielsa Nowy minister finansów: „Społeczeństwo chce płacić bezgotówkowe”. Prawica ostrzega przed banksterką i znajomym Danielsa Kasia Polska 1

W sieci podawane jest nagranie sprzed ponad roku. Widzimy na nim, jak właśnie ogłoszony minister finansów Tadeusz Kościński – nie najlepszą polszczyzną i strasznie obco brzmiącym akcentem – przekonuje, że w Polsce należy zlikwidować transakcje gotówkowe.

Mówił wówczas, że „w Polsce już można płacić za mandaty u policji w obrocie bezgotówkowym”.

– Żeby dojść do 100 proc. [w urzędach – red. KR], myślę, że bardzo ważne jest tutaj edukacja, żeby urzędnicy po pierwsze zrozumieli, że społeczeństwo chce płacić bezgotówkowe, a po drugie, że to jest dużo łatwiejsze dla samych urzędników – przekonywał Kościński.

Nowy minister finansów PiS, łamaną polszczyzną opowiada jak chce pozbawić nas możliwości płacenia gotówką i doprowadzenia nas do niewolnictwa bezgotówkowego. Rodakom na opamiętanie póki jeszcze nie jest za późno…..a może już jest? https://t.co/AFHSL23nK7

— Raczej Niezbyt Lubię Mateusza Morawieckiego (@BywaloLepiej) November 9, 2019

Jak się też okazuje, zna się z Jonnym Danielsem. – Kolejny minister finansów rządu RP jest przedstawicielem banków. Po raz kolejny więc, jak zawsze w poprzednich przypadkach ostrzegam, że to bardzo zły kierunek: interesy banków są często sprzeczne z interesem finansowym państwa i obywateli; taka osoba ma więc konflikt interesów – napisał Jacek Wilk udostępniając wspólne zdjęcie Danielsa z Kościńskim.

– Taka osoba na takim stanowisku ma więc ewidentny konflikt interesów – pilnować tego by działo się lepiej z naszymi pieniędzmi, czy z pieniędzmi bankierów. Jak myślicie – co będzie ważniejsze? – dodał Wilk.

Kolejny minister finansów rządu RP jest przedstawicielem banków.
Po raz kolejny więc, jak zawsze w poprzednich przypadkach ostrzegam, że to bardzo zły kierunek: interesy banków są często sprzeczne z interesem finansowym państwa i obywateli; taka osoba ma więc konflikt interesów. pic.twitter.com/155uWd4Gy6

— Jacek Wilk (@JacekWilkPL) November 10, 2019

– Nowy min. finansów Tadeusz Kościński: – bankier do szpiku kości; – urodzony i długo pracujący w Londynie, najwyraźniej słabo mówi po polsku; – odmówił ujawnienia majątku; – w delegacje rządowe chętnie zabiera Jonny’ego Danielsa; Idealny kandydat banksterskiej międzynarodówki – napisał Michał Wawer.

Nowy min. finansów Tadeusz Kościński:
– bankier do szpiku kości,
– urodzony i długo pracujący w Londynie, najwyraźniej słabo mówi po polsku,
– odmówił ujawnienia majątku,
– w delegacje rządowe chętnie zabiera Jonny'ego Danielsa.

Idealny kandydat banksterskiej międzynarodówki. pic.twitter.com/zE6qwGwne8

— Michał Wawer (@MichalWawer) November 10, 2019

– Nowy minister finansów i jego zamiary „edukowania Polaków” żeby przejść w 100% na obrót bezgotówkowy. Realizacja tego celu to program globalistów – a dla nas, sił niepoprawnych politycznie, koniec wolności. Na Zachodzie banki czy firmy finansowe odcinają wg klucza ideologicznego. Zero zaufania do ludzi z finansjery wrzucanych do rządu. Jeśli nie stawimy im oporu na wczesnym etapie próby ubezwłasnowolnienia naszego społeczeństwa to późnego etapu walki w ogóle nie będzie – zwrócił uwagę poseł Krzysztof Bosak.

– Ostrzegałem przed Morawieckim, będę także ostrzegał przed jego (?) ludźmi. Jeśli ktoś był zaufanym człowiekiem międzynarodowych korporacji finansowych w Polsce to nie może być zaufanym człowiekiem dla zwykłych Polaków. Za duża władza, za duże różnice interesów – podsumował.

Nowy minister finansów i jego zamiary „edukowania Polaków” żeby przejść w 100% na obrót bezgotówkowy. Realizacja tego celu to program globalistów – a dla nas, sił niepoprawnych politycznie, koniec wolności. Na Zachodzie banki czy firmy finansowe odcinają wg klucza ideologicznego https://t.co/9Xvp2PCAvZ

— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) November 10, 2019

Zero zaufania do ludzi z finansjery wrzucanych do rządu. Jeśli nie stawimy im oporu na wczesnym etapie próby ubezwłasnowolnienia naszego społeczeństwa to późnego etapu walki w ogóle nie będzie

— Krzysztof Bosak 🇵🇱 (@krzysztofbosak) November 10, 2019

Za: http://kontrrewolucja.net/gip/nowy-minister-finansow-spoleczenstwo-chce-placic-bezgotowkowe-prawica-ostrzega-przed-banksterka-i-znajomym-danielsa

11.11.2019

Kasia elektroniczny obóz koncentracyjny AntychrystaIII RPminister KosińskiNWO żydowska Synagoga SzatanaPiS
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Trzy dni w Polin

Strona główna > Polska > Trzy dni w Polin Trzy dni w Polin Jerzy Ulicki-Rek Polska 0

Do Muzeum Historii Żydów Polskich ściągnęła mnie tym razem międzynarodowa konferencja edukacyjna „Polsko-żydowskie dziedzictwo Rzeczpospolitej”. Chociaż adresowano ją do nauczycieli, przyjęto również moje zgłoszenie. I tak, w czwartek koło południa wkroczyłem między falujące mury Polin.

Architektonicznie ten budynek to czysta magia. Nawet konieczność poddawania się przy wejściu kontroli osobistej nie psuje specyficznego wrażenia „bycia u siebie”. Na szczęście bramki i ochroniarze szukają tylko niebezpiecznych przedmiotów i materiałów wybuchowych. „Antysemityzm” można póki co wnieść bez przeszkód.

Wszystko jest zorganizowane perfekcyjnie. Uprzejma i kompetentna obsługa kieruje mnie do rejestracji, potem na aulę.

Dzień pierwszy

Na widowni około 200 osób. Kilka krótkich, otwierających wystąpień to głównie laudacje (Polin to światowa atrakcja turystyczna, w okresie letnim odwiedza je więcej gości zagranicznych, niż miejscowych), ale dość szybko pojawia się też charakterystyczne pouczenie, że „otwartość na różnorodność i inność” to po prostu otwartość na innych ludzi. Podkreślona zostaje rola Żydów polskich nie tylko w historii Polski, ale całej żydowskiej diaspory – ten wątek będzie wracał w wykładach. Przykładem umniejszania znaczenia Żydów jest mówienie, że „Muzeum Polin zbudowane zostało na terenie getta”. Zbudowane zostało na terenie istniejącej przez 150 lat dzielnicy żydowskiej!

Inauguracyjny wkład wygłasza profesor Antony Polonsky, pochodzący z RPA brytyjski historyk żydowskiego pochodzenia. Z równą swadą jedne tematy przedstawia (np. zestaw – jego zdaniem – stereotypów, jakimi Polacy ujmują siebie i Żydów), innych unika (choćby postawionej z sali kwestii odmówienia przez amerykańskich Żydów pomocy europejskim pobratymcom). Trudno się oprzeć wrażeniu, że wbrew wplatanym w tok wykładu deklaracjom o rzetelności akademickiego podejścia, także uprawiana prof. Polonsky’ego historia jest jedynie służką polityki.

Dowiadujemy się też, że żydowska populacja na ziemiach polskich od XIII wieku rosła nie dzięki jakiejś specjalnej gościnności, ale dzięki ich własnej prężności demograficznej. Bo Żydzi byli zawsze postrzegani jako gorsi – bo nie mieli swojego kraju, bo nie uznawali Jezusa. Wprawdzie królowie przydzielili im pewne zadania, ale dopiero oświecenie przyniosło gruntowniejszą zmianę wraz z pojawieniem się statusu obywatela. Żydzi siłą rzeczy musieli skorzystać na polityce zaborców, którzy na wszelkie możliwe sposoby podminowywali żywioł polski.

Nie trzeba upiększać historii ani „wybierać między Westerplatte a Jedwabnem” – zapewnia Pan Profesor. W trudnych sytuacjach ludziom zdarza się podejmować złe decyzje. Ci, co powinni przeprosić za Jedwabne albo nie żyją, albo wcale przepraszać nie chcą. Chociaż nadreprezentacja Żydów w aparacie komunistycznym jest faktem, trzeba rozumieć dlaczego do niej doszło. A przede wszystkim ucząc o Żydach, należy im samym oddać głos, szczególnie że kultura żydowska jest tak samo stara i ważna, jak Grecja i Rzym, i bogata jak wielościenny diament.

Kolejny wykładowca otwarcie prostuje nieporozumienie: asymilacja Żydów nie była tym, co pod tym pojęciem rozumiemy. Była natomiast próbą unowocześnienia żydostwa, zatarcia niektórych różnic w celu zachowania żydowskiej tożsamości w nowoczesnym, zmieniającym się świecie.

Po przerwie kawowej czas na panel dyskusyjny. Ponownie pojawia się postulat oddania Żydom należnego im miejsca w (nauczaniu) historii. Przy tym nie należy ograniczać perspektywy dziejowej do holokaustu. Patrzymy na historię, wspólnoty i siebie samych z w sposób zmitologizowany i wyidealizowany. Tymczasem sporo Polaków ma skomplikowaną rodzinną historię, np. dziadków nie w AK, ale w Wehrmachcie i Hitler Jugend – panelista popiera to stwierdzenie własnym przykładem. Pojawia się nawet zwrot „absurdy czystej polskości”.

Chasydyzm jest częścią europejskiego dziedzictwa, zaś antysemityzm – dziedzictwem chrześcijańskim. Tę dobitnie wyrażoną tezę wygłaszająca ją Pani uprawomocnia podkreślając, że „jest teolożką”. (Sprawdzam potem w internecie – rzeczywiście jest. Jest także korespondentką Tygodnika Powszechnego.)

Lekko, choć stale przebija z wypowiedzi niechęć do aktualnej sytuacji politycznej w Polsce. Ale dyskutujący zauważają też okoliczności sprzyjające, np. że „nad edukatorami nie stoi kuratorium”. Jako zaangażowani pedagodzy wspominają również o „przemycaniu treści, których w podstawach programowych nie ma”.

Pada obrazowe sformułowanie, że „polskość jest jak piękna pieśń na głosy”, a „antyteza między pedagogiką dumy i pedagogiką wstydu jest fałszywa – powinna być pedagogika prawdy”. Następnie panelista deklaruje, że chce kształtować swoich uczniów jako „inkluzywnych, otwartych obywateli świata”. Wyrzeka na dominujące etno-nacjonalistyczne, „wykluczające” nauczanie oraz mówienie o Żydach jako „o nich”. Niemal na tym samym oddechu dodaje, że „nie ingeruje w to, jak ktoś zagospodaruje sobie swoją symboliczną tożsamość”, bo ważna jest empatia, zrozumienie drugiego i słuchanie opowieści żydowskich, nawet jeśli się pochodzi z tradycyjnego polskiego domu.

Czas na pytania z sali. Nie mogę się oprzeć i zarzucam takiemu podejściu brak symetrii. Przecież żydowska tożsamość jest niezwykle mocna i nawet jeśli Żyd odrzuci dziedzictwo religijne, historyczne i powiązania rodzinno-środowiskowe, to i tak na jego tożsamość będzie rzucał cień holokaust. Pan odpiera, że Żydzi też mogą się identyfikować jak chcą, na przykład jego żydowskiego pochodzenia uczennice – jako Polki.

Inna wypowiedź z z sali, na swój sposób konsekwentnie logiczna, dotyczy zasadności mówienia o dziejach polsko-żydowskich, skoro polscy Żydzi to też Polacy. A gdy mowa o dialogu, to właściwie kto z kim miałby rozmawiać? Stawiająca tę kwestię Pani ma mieszane pochodzenie – czyli miałaby rozmawiać sama ze sobą?

Mnie zaś świta myśl, że jeśli Żydzi to Polacy, to mamy jakże piękne w swej prostocie „ostateczne rozwiązanie kwestii polskiej”…

Dzień drugi

Na dobry początek wykład o literaturze żydowskiej i retoryczne pytanie, dlaczego poetki tworzące w jidysz nie znajdują się w kanonie literatury polskiej? Żydzi przecież już są: Wittlin, Leśmian, Hemar, Tuwim…

Po wykładzie kolejny panel dyskusyjny, w którym biorą udział razem pedagodzy i młodzi aktywiści. Z wypowiedzi pedagogów rozumiem tyle, że postulowanym przez nich ideałem jest uczeń pozbawiony tożsamości, w najgorszym razie o tożsamości „płynnej”, „procesualnej” (cokolwiek to znaczy. W użyciu jest sporo terminologii kojarzonej zwykle z lewacką nowomową.)
Z kolei młodzi wyrażają pozytywne zaskoczenie, że w swej działalności spotykają się z przychylnymi reakcjami na postulaty w rodzaju „należy szanować każdego człowieka”. Widać, że im jakoś te doświadczenia nie pasują do obowiązującego przekonania o nietolerancyjności, homofobii i antysemickości Tego kraju…

Gdy dyskusja panelowa dobiega końca, pytam o zasadność podważania tożsamości uczniów zamiast jej wzmacniania np. przez odwoływanie się do tradycji Polski jagiellońskiej i ekskluzywności chrześcijaństwa. Odpowiedź brzmi, że metodą jest zachęcanie do refleksji i stawiania pytań o tożsamość, a nie jej kwestionowanie.

W przerwie obiadowej dołączam do stolika, przy którym jedna z uczestniczek konferencji z energią opowiada o swojej rodzinie, o tym że dopiero po czterdziestce dowiedziała się od swojej mamy o żydowskich koligacjach i o blokowaniu marszy „tych latających po Warszawie z flagami faszystów”. Prawie dochodzi do mojego kaming ałtu, jednak przeważa ciekawość i tylko słucham, bo to opowieści nader ciekawe są, nawet jeśli traktować je cum grano salis. (Korzystając z okazji, niniejszym oczywiście Panią pozdrawiam. Nie tacy „faszyści” straszni, jak ich malują.)

Po obiedzie – warsztat. Uczestnicy wyjdą z roli biernych słuchaczy. „Wielokulturowość bez egzotyzacji”, czyli wiedza i doświadczanie tożsamości i stereotypów. Prowadzący je Pan z miejsca robi na mnie duże wrażenie. Studiował komunikację międzykulturową i „lubi poszerzanie definicji normalności”. Odnoszę wrażenie, że wymawia słowa równie starannie, jak dobiera fryzjera i barbera. Są obłe i miękkie, ale precyzyjne. Mam ochotę pogłaskać każde z osobna. I jeszcze ten ujmujący ślad akcentu! Pan długo mieszkał we Francji. Napomyka też o krewnych w Austrii i Australii.
Nie wiedzieć czemu przychodzą mi na myśl wiszące kilka pomieszczeń dalej, koloryzowane zdjęcia żołnierzy i oficerów. Ich czyściutkie, odprasowane mundury projektu Hugo Bossa. Jasne twarze, śmiałe spojrzenia. Niedbale wsunięte między palce, białe gilzy papierosów. I pagórki ruin w tle, z unoszącymi się tu i tam spiralami dymu.

Sednem warsztatu jest przyjrzenie się własnym tożsamościom i związanym z nimi stereotypom. Ku zakłopotaniu współuczestników ujawniam swoją dominującą obecnie, społeczną tożsamość „faszysty”. Trudność jaką mają z przyjęciem jej do świadomości jest aż zabawna. Niemal rozglądają się, zdezorientowani, w poszukiwaniu krępego, podpitego kibola, wymachującego racą i porykującego zdartym głosem „Polska dla Polaków!”

Drugi etap ćwiczenia to zidentyfikowanie stereotypu/epitetu związanego z wybraną poprzednio, dominującą tożsamością. Mnie nic nie przychodzi do głowy. Co może być gorszego od „faszysty”?! Zwracam się nawet o pomoc do prowadzącego. Ale dopiero po warsztacie uświadamiam sobie, że ta moja najbardziej narzucająca się tożsamość, którą nazwałem zgodnie ze słyszanymi podczas Marszy i zbierania podpisów wyzwiskami „faszystowską”, to po prostu polskość. A „faszysta”, „antysemita”, „homofob” – to właśnie są epitety i stereotypy.

Podczas tego warsztatu przeraźliwie jasno zamanifestował się fakt, który chciałbym tu podkreślić bez dowcipkowania. Żadna z osób nie określiła swojej tożsamości jako Polki/Polaka – a przynajmniej się do tego nie przyznała. Jedynie w końcowej dyskusji ta kwestia wypłynęła jako pewna wątpliwość. Niektórzy wspomnieli o odczuciu skrępowania i zawstydzenia, kiedy rozważali określenie się w ten sposób. Jedna uczestniczka powiedziała o smutku i o tym, że zastanawiała się nad tożsamością „obywatelka Polski”.
Do polskości nie przyznał się nikt.

Dzień trzeci, ostatni

Rozpoczyna go ciekawy, choć już nie tak emocjonujący jak wczorajszy, warsztat. Uczymy się dostrzegania, spoza radykalnych deklaracji, rzeczywistych potrzeb i intencji wygłaszających je osób. Metoda Rosenberga (to psycholog żydowskiego – jakże by inaczej! – pochodzenia) wydaje mi się znajoma.

Prócz ćwiczeń w „komunikacji bez przemocy” warsztat daje okazję do chłonięcia atmosfery i dynamiki grupy nauczycieli. Wcale nie są z jednej sztancy! Ku memu zaskoczeniu, niektórzy nawet wyrażają zastrzeżenia wobec przyciasnych granic tego, co jest, a co nie jest w wypowiadaniu się politycznie poprawne i dozwolone.

O ile ten drugi warsztat jest doświadczeniem raczej przyjemnym, zamykający konferencję wykład to istne tour de force antypolskiej narracji. Przez pierwszą minutę ładuję polemiczne akumulatory, przez drugą powątpiewam w to, że słyszę co słyszę. Potem przychodzi minuta trzecia, czwarta i następne – każda jak batalion czołgów, mających za nic prawdę i przyzwoitość. Zaczynam wierzyć, że holokaust to małe piwo w porównaniu do tego, co by zaszło, gdyby do Polski nie wkroczyli Niemcy… Kiedy wykład dobiega końca, podnoszę rękę, ale tylko po to, by podziękować za perfekcyjny przykład „polityki wobec pamięci” (to taki termin, o którym Wykładowczyni wspomniała na początku). Nie wiem, czy mój sarkazm został odczytany. Sala przyłączyła się do „podziękowań” brawami…

Na wychodnym zamieniam parę słów z uczestniczką, która także wypowiadała się krytycznie wobec podawanych treści. Systematycznie odwiedza Polin i jej zdaniem z upływem lat jest coraz gorzej zarówno z poziomem, jak i możliwością – tfu! tfu! – dialogowania. Ale jest i pocieszająca wiadomość: kilkoro uczestników kończącej się właśnie konferencji w cztery oczy pogratulowało jej odwagi.

Dlaczego i po co?

Oczywiście ideałem byłoby wykorzystać okoliczności do rozbrajania propagandy i dodawania otuchy innym. Ale nawet gdyby mieć polemiczną dzielność na poziomie Krzysztofa Bosaka, najpierw trzeba mechanizmy i treści tych manipulacyjnych narracji poznać. A więc wysłuchać. I temu, co się usłyszało, spokojnie i uważnie przyjrzeć.

Z Polin wyszedłem z (dosłownie) bólem głowy. Było ciepłe, jesienne popołudnie. Oczy cieszyła purpura i złoto liści, ale gdzieś między bolącym czołem a ściśniętym żołądkiem wzbierał we mnie podziw dla Polin. Wiedzą, co robić, i robią to dobrze! Skutecznie. Przecież nie więcej jak połowę audytorium stanowili Żydzi. A reszta? Nawet jeśli nie przyciągnął ich oportunizm tylko przerost idealizmu nad rozsądkiem, efekt będzie ten sam: entuzjastyczny kłus całego pokolenia w stronę manowców, wskazywanych przez arbitrów „postępu i tolerancji”.

Wstyd mi za mój botaniczny (bo przecież już nawet nie zoologiczny) antysemityzm. Wstyd! Ale co na to poradzę, że polityczna poprawność ma w Polsce wyraźne, semickie rysy?

Piotr Świtecki

Za: http://mufti.polacy.eu.org/6215/trzy-dni-w-polin/

Jerzy Ulicki-Rek

https://www.polskawalczaca.com/


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Eurosodoma – Pamięć o NSZ nadal niewygodna. Wandale zdewastowali pomnik Żołnierzy Wyklętych

Strona główna > Polska > Eurosodoma – Pamięć o NSZ nadal niewygodna. Wandale zdewastowali pomnik Żołnierzy Wyklętych Eurosodoma – Pamięć o NSZ nadal niewygodna. Wandale zdewastowali pomnik Żołnierzy Wyklętych AdRo203 Polska 0

W Rajczy (woj. Śląskie) doszło do zdewastowania obelisku upamiętniającego Żołnierzy Wyklętych działających pod dowództwem porucznika Narodowych Sił Zbrojnych Stanisława Kopika ps. „Zemsta”.

Wandale zdewastowali miejsce pamięci za pomocą najprawdopodobniej ostrego narzędzia. Na obelisku widać głębokie cięte rysy i przekreślony napis „Pamięci Żołnierzy i pomocników oddziału leśnego Narodowych Sił Zbrojnych pod dowództwem por. Stanisława Kopika „Zemsty” zamordowanego przez UB w 1948 r. Rodacy 2019”.

Warto podkreślić, że aktu wandalizmu dokonano jeszcze przed oficjalnym odsłonięciem obelisku. Sytuację komentuje szef klubu „Gazety Polskiej” w Bielsku-Białej, Andrzej Niedzielski. – Na tym terenie ubecja miała się bardzo dobrze. Do tej pory mieszkają tutaj ich pociotki. Jakakolwiek inicjatywa patriotyczna, na wspomnienie o NSZ – natychmiast dostają drgawek – tłumaczy.

Monument powstał na szlaku turystycznym pomiędzy Nickuliną a Halą Lipowską. Do jego budowy przyczyniły się Środowisko Patriotyczne Żywiecczyzny, Związek Podhalan Górali Żywieckich i organizacje społeczne.

Źródło: „Gazeta Polska Codziennie”

PR

Za: https://www.pch24.pl/pamiec-o-nsz-nadal-niewygodna–wandale-zdewastowali-pomnik-zolnierzy-wykletych,72224,i.html

19.11.2019

AdRo203 farsa niepodległościkomedia patriotyzmuNarodowe Siły ZbrojnePolska neokolonią syjonizmupolskojęzyczna żydokomuna
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Polska odnowi pomniki UPA ? Kancelaria prezydenta nabiera wody w usta…

Strona główna > Polska > Polska odnowi pomniki UPA ? Kancelaria prezydenta nabiera wody w usta… Polska odnowi pomniki UPA ? Kancelaria prezydenta nabiera wody w usta… Jacek Polska 0

Ukraina domaga się od Polski spełnienia jej oczekiwań ws. „uporządkowania miejsc ukraińskiej pamięci na terytorium Polski”, czyli obiektów ku czci UPA. Kancelaria Prezydenta odmówiła portalowi Kresy.pl komentarza w tej sprawie.

Jak informowaliśmy wcześniej, na początku listopada we Lwowie odbyło się 28. posiedzenie komitetu konsultacyjnego prezydentów Polski i Ukrainy, w formacie spotkania jego współprzewodniczących. Ze strony polskiej był to szef gabinetu prezydenta, Krzysztof Szczerski, nieoficjalnie wskazywany jako przyszły szef MSZ w nowym rządzie, a ze strony ukraińskiej zastępca kierownika biura Prezydenta Ukrainy, Ihor Żowkwa. Podczas spotkania przedstawiciel prezydenta Ukrainy zaznaczył, że jednym z rezultatów wznowienia dialogu ukraińsko-polskiego powinno być „właściwe uporządkowanie miejsc ukraińskiej pamięci na terytorium Polski”. Informację o tym przekazano w oficjalnej relacji strony ukraińskiej, natomiast strona polska kwestię tę w oficjalnych komunikatach przemilczała. Zaznaczmy, że w kontekście wcześniejszych wypowiedzi przedstawicieli strony ukraińskiej, Ukraińcom chodzi najpewniej o zniszczone lub zdewastowane obiekty ku czci UPA, znajdujące się w południowo-wschodniej Polsce.

Przeczytaj: Aktywiści odnowili pomnik UPA w Werchracie i wezwali do odnowienia mogił i pomników UPA w Polsce [+FOTO/+VIDEO]

Przypomnijmy, że 31. sierpnia br. podczas wizyty Wołodymyra Zełenskiego w Warszawie z ust ukraińskiego prezydenta padła obietnica zniesienia blokady prac polskich specjalistów na Ukrainie. Z jego wypowiedzi wynikało, że w zamian Polska „uporządkuje ukraińskie miejsca pamięci”: – Jestem gotów odblokować wydawanie pozwoleń na prowadzenie prac poszukiwawczych na Ukrainie, zaś strona polska uporządkuje ukraińskie miejsca pamięci w Polsce.

Dodajmy, że niedługo po wizycie ministra Szczerskiego we Lwowie, w środowiskach kresowych pojawiły się doniesienia o rzekomym zobowiązaniu się go, w imieniu strony polskiej, do uporządkowania wspomnianych ukraińskich miejsc pamięci w Polsce, w tym także obiektów ku czci UPA.

W związku z tym, portal Kresy.pl skierował oficjalne zapytanie do Kancelarii Prezydenta RP, pytając, czy jest prawdą, iż strona polska podjęła takie zobowiązanie. Ponadto, chcieliśmy uzyskać odpowiedź, jak strona polska ustosunkowała się do tak wyrażonych oczekiwań, iż „jednym z rezultatów wznowienia dialogu ukraińsko-polskiego będzie właściwe uporządkowanie miejsc ukraińskiej pamięci na terytorium Polski”. Zapytaliśmy też, jakie lokalizacje strona ukraińska miała w toku rozmów na myśli, mówiąc o „ukraińskich miejscach pamięci w Polsce” oraz zwróciliśmy się do KPRP o udostępnienie listy lokalizacji, o których mówi strona ukraińska.

W poniedziałek po południu otrzymaliśmy odpowiedź. Kancelaria zdawkowo odpowiedział, że szczegółowe informacje na temat spotkania współprzewodniczących Komitetu Konsultacyjnego Prezydentów Polski i Ukrainy znajdują się na oficjalnej stronie KPRP. Odesłano nas do krótkiego i dość ogólnego, w porównaniu z oficjalną relacją Biura Prezydenta Ukrainy, komunikatu. W jego treści nie ma żadnej wzmianki ani o stanowisku Ukrainy ws. odnowienia tzw. pomników UPA (w przeciwieństwie do relacji ukraińskiej), ani nawet o tym, że w rozmowach poruszano kwestie dotyczące relacji bilateralnych w kontekście polityki pamięci i polityki historycznej (co z kolei wiadomo m.in. z relacji PAP).

„Notatka stanowi oficjalną i pełną informację w sprawie, KPRP nie ma nic więcej do dodania” – odpowiada Kancelaria Prezydenta RP. Należy zaznaczyć, że KPRP nie zaprzeczyła, iż wątek „uporządkowania miejsc ukraińskiej pamięci na terytorium Polski” został poruszony ani temu, że sprawa dotyczy obiektów ku czci UPA. Pałac Prezydencki uchyla się też od informacji, o jakie dokładniej obiekty chodzi Ukraińcom.

Już wcześniej zwracaliśmy uwagę, że strona polska oficjalnie informowała o spotkaniu we Lwowie bardzo zdawkowo. Na oficjalnej stronie KPRP napisano jedynie, że wśród tematów spotkania były: bezpieczeństwo regionalne, relacje euroatlantyckie, bezpieczeństwo energetyczne i stosunki dwustronne. Nie wspomniano nic o polityce historycznej i polityce pamięci. Przypomniano tylko, że minister Szczerski w imieniu Prezydenta RP Andrzeja Dudy złożył także kwiaty i zapalił znicze na Cmentarzu Obrońców Lwowa. Co ciekawe, w pierwotnej wersji komunikatu nie było też informacji o tym, że wiceszef Biura Prezydenta Ukrainy przekazał zgodę na rozpoczęcie prac poszukiwawczych w dwóch miejscach pochówku żołnierzy Wojska Polskiego, poległych w 1939 r. pod Lwowem. KPRP podała to z wyraźnym opóźnieniem, przy okazji edytując pierwotną treść komunikatu.

Zbliżona sytuacja miała miejsce dwa lata temu, również w kontekście spotkania Szczerskiego z Ukraińcami. Ambasador Andrij Deszczycia potwierdzał wówczas, że przedstawiciele prezydenta Andrzeja Dudy obiecali Ukraińcom odbudowę pomników UPA w Polsce. Wcześniej Kancelaria Prezydenta zaprzeczała, że doszło do takiego uzgodnienia.

Czytaj również: Kto kłamie? Szczerski twierdzi, że Polska nie zobowiązała się do odbudowy pomników UPA

Przypomnijmy, że w połowie października szef MSZ Ukrainy Wadym Prystajko powiedział, że w kwestii odblokowania poszukiwań i ekshumacji szczątków pomordowanych Polaków na Ukrainie „są pierwsze zmiany” i „pierwsze pozwolenia na prowadzenie takich prac”.

– Nasze stanowisko jest pryncypialne; w tym, że my również przypominamy o istnieniu naszych kwestii względem pamięci historycznej na terytorium dzisiejszej Polski. Jesteśmy gotowi pójść naprzód, ale wymagamy od siebie odpowiedniego nastawienia i oczekujemy tego samego względem nas – zaznaczył Prystajko.

Z kolei po spotkaniu z kierownictwem IPN na początku października, ambasador Ukrainy, Andrij Deszczycia oświadczył, że Polska zapewnia o gotowości do ścisłej współpracy w kwestii uwiecznienia i zachowania ukraińskich miejsc pamięci w Polsce. Dodajmy, że dotychczas strona ukraińska, w tym ambasador Deszczycia, rozumiała to jako odnowienie miejsc na terenie Polski ku czci OUN-UPA, w tym konkretnych obiektów. Dodajmy, że strona ukraińska wielokrotnie wyrażała takie stanowisko od dłuższego czasu.

Czytaj także: Danuta Kuroń przy obiekcie ku czci UPA na Podkarpaciu: te ziemie były ukraińskie

Kresy.pl

Za: https://kresy.pl/wydarzenia/polska-odnowi-pomniki-upa-kancelaria-prezydenta-nabiera-wody-w-usta/

19.11.2019

Jacek antypolski reżimbanderowska V kolumna w PolsceIII RPlikwidacja narodu polskiegoPiSPolska neokolonią syjonizmu
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Antybanderowska aktywistka ścigana przez państwo polskie

Strona główna > Polska > Antybanderowska aktywistka ścigana przez państwo polskie Antybanderowska aktywistka ścigana przez państwo polskie Jacek Polska 0

Ilekroć wydaje mi się, że nic w sensie negatywnym nie jest wstanie mnie już zaskoczyć, to co pewien czas okazuje się, że kierunek w którym zmierza moje państwo mnie przeraża.

Najnowszy przykład wyjątkowo mnie dotyka ponieważ dotyczy konkretnego człowieka, człowieka którego znam i którego społeczną działalność bardzo cenię. Tą osobą jest Katarzyna Sokołowska, odważna kobieta, która postanowiła kilka lat temu zaangażować się w kwestię upamiętniania pomordowanych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej Polaków przez ukraińskich nacjonalistów. Katarzyna Sokołowska poświęca większość wolnego czasu jak i znaczne środki finansowe na realizację tego zamierzenia. Jest liderką i koordynatorką bardzo różnorodnych działań, których celem jest uczulanie Polaków na genocyd Polaków na Kresach Południowo-Wschodnich oraz walkę z ukraińską polityką historyczną próbującą zakłamywać odpowiedzialność Ukraińców za tę zbrodnię oraz skalę tej zbrodni. Ogromna praca na portalach społecznościowych, pikiety, manifestacje, okolicznościowe wlepki, koszulki, mobilne bilbordy, powołanie Fundacji Wołyń Pamiętamy oraz zaplanowany na przyszły rok koncert upamiętniający ofiary ludobójstwa to dorobek jednej skromnej kobiety. Kiedy prezydent Polski wręczał medale zasłużonym Polakom z okazji Święta Niepodległości, to wśród wyróżnianych powinna znaleźć się Katarzyna Sokołowska. Oprócz prezydenta jest w Polsce cała masa innych instytucji, które powinny dostrzec jej zaangażowanie i wspierać ją w jej działaniach, bo tym czym się zajmuje wyręcza kilka instytucji funkcjonujących z pieniędzy podatników. Tymczasem Sokołowskiej nie dość, że państwo polskie nie docenia i nie dziękuje, to jeszcze rzuca przeciwko niej prokuraturę i policję, bo tak chcą Ukraińcy. Działalność Sokołowskiej nie mogła ujść uwadze Związku Ukraińców w Polsce oraz kilku stron internetowych, co ciekawe finansowanych z naszych podatków a zajmujących się umniejszaniem skali ukraińskich zbrodni i przerzucaniu odpowiedzialności za nią albo na stronę polską albo na stronę radziecką. Ukraińcy postanowili skorzystać z dobrych dla nich czasów jakie nastały dla nich za rządów PiSu i wzięli Sokołowską na swój celownik. Piotr Tyma szef ukraińskiego związku oraz Igor Isajew, o tym człowieku jego dziwnych powiązaniach oraz chorych poglądach można by napisać odrębny tekst dlatego przywołam tylko ostatni z jego wybryków. Isajew brał udział w próbie zablokowania Marszu Niepodległości, biorąc udział w nielegalnym zgromadzeniu, a potem jeszcze donosząc na władze Warszawy i policje do Rzecznika Praw Obywatelskich. Przyjeżdża do Polski Ukrainiec, który próbuje blokować Polakom udział w świętowaniu najważniejszego dla nich święta łamiąc prawo i jeszcze się z tym publicznie obnosi. Wracając jednak do głównego wątku na skutek donosu do prokuratury Tymy i Isajewa prokuratura w Warszawie wysyła na Dolny Śląsk do domu Sokołowskiej 5 osobową ekipę nie informując Sokołowskiej wcześniej o planowanej wizycie. Ponieważ jej nie zastali za kilka dni ekipa przyjeżdża ponownie. Spędzają w domu Sokołowskiej cztery godziny, w trakcie których rekwirują jej komórkę i tablet w celach dowodowych. Jednocześnie wspaniałomyślnie podsuwają gotową treść przeprosin, które miałaby publicznie wygłosić co miałby ją uratować przed sprawą w sądzie i konsekwencjami. Sokołowska odmawia twierdząc, że nie zamierza niczego cofać i przepraszać Ukraińców za swoją działalność. Sokołowskiej będą postawione zarzuty dotyczące mowy nienawiści, która jak wiadomo jest nowym rodzajem broni w arsenale trzymających Polaków za twarz. Prokuratura w wypadku sprawy Sokołowskiej wykazuje się wyjątkową gorliwością i sumiennością, której brak jej często przy ściganiu bandytów czy złodziei. Sprawa Katarzyny Sokołowskiej dotyka mnie szczególnie, ponieważ ilekroć powątpiewałem w sens własnej działalności społecznej na polu narodowym, to zawsze miałem przed oczami właśnie ją i ludzi jej podobnych, którzy motywowali mnie do trwania w tym co robię. Działania polskiego aparatu państwa wymierzone w tę dzielną działaczkę społeczną, to skandal i wstyd, dlatego zrobię wszystko co w mojej mocy, aby nagłośnić tę sprawę. Apeluję do czytelników portalu Prawy. pl do czynnego włączenia się w działania w obronie Katarzyny Sokołowskiej, jeśli Ukraińcom uda się doprowadzić do skazania Sokołowskiej będą pozywać kolejne osoby, nie możemy na to pozwolić. Nie pozwólmy na to, aby w naszym własnym kraju dochodziło do takich skrajnych sytuacji, w których ludzie zamiast nagradzani i pokazywani jako przykład godny do naśladowania stawali się ofiarami terroru, w którym udział biorą polskie władze wespół z nacją, która zamiast skupić się na zwalczaniu neonazizmu na Ukrainie, atakuje cynicznie Polaków upominających się o pamięć rodaków. Nie pozwólmy, aby Polacy stracili te ostatnie resztki niezależności oraz godności, których nam jeszcze nie wydarto!

Arkadiusz Miksa

Za: http://miksa.neon24.pl/post/151645,antybanderowska-aktywistka-scigana-przez-panstwo-polskie

18.11.2019

Jacek banderowska V kolumna w Polscefarsa suwerennościIII RPkomedia wolności słowaPiSprześladowania patriotów
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Katolicki naród bez Boga w hymnie ? Czy to nie czas na zmiany ?

Strona główna > Polska > Katolicki naród bez Boga w hymnie ? Czy to nie czas na zmiany ? Katolicki naród bez Boga w hymnie ? Czy to nie czas na zmiany ? Jan Polska 1

My, Polacy byliśmy i w dalszym ciągu jesteśmy narodem katolickim, a mimo to nie mamy w hymnie odwołania do Boga. W naszym godle nie ma krzyża, a konstytucja jest pozbawiona „Invocatio Dei” – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. dr. hab. Marek Kornat (Historyk, prof. PAN i UKSW).

Dlaczego w polskim hymnie nie ma ani jednego odwołania do Pana Boga?

„Mazurek Dąbrowskiego” wyrósł z dziedzictwa oświecenia, które charakteryzowało polski patriotyzm doby porozbiorowej. Wyróżniał się on zdystansowanym nastawieniem do dziedzictwa Polski katolickiej, czyli „córki Kościoła” i państwa szczycącego się ideą „Polonia Semper Fidelis”. Mówiąc wprost: ci, którzy podnieśli sztandar walki o niepodległość naszej ojczyzny bardziej ufali w ziemskie siły niż w pomoc z nieba. Ich zdaniem bardziej realne skutki dla Polski mogła przynieść pomoc Francji i dlatego odwoływali się w swej znacznej części do nauki jakobinów, a nie do nauki Jezusa Chrystusa.

Jaką rolę w tworzeniu hymnu odegrała masoneria?

Biorąc pod uwagę, że Józef Wybicki – autor polskiego hymnu – był wolnomularzem odpowiedź jest prosta: ogromną. Stworzył on bowiem tekst, który całkowicie abstrahuje od instancji wyższych niż ziemskie, co dla wielu polskich katolików jest problemem.

Może więc najwyższy czas zmienić hymn?

Niestety, ale w mojej ocenie dzisiaj nie możemy tego zrobić!

Dlaczego?

Z prostego powodu: to właśnie „Mazurek Dąbrowskiego” prowadził polskich żołnierzy na wszystkich frontach przez 220 lat. Z tymi słowami na ustach ginęli polscy patrioci. Nie możemy o tym zapomnieć i właśnie dlatego uważam, że nie możemy zmienić hymnu. To tak, jakbyśmy powiedzieli, że należy zmienić biało-czerwoną flagę na zielono-niebieską i zakomunikowali, że od teraz to są polskie barwy narodowe. Nie jestem w stanie sobie czegoś takiego wyobrazić.

Jak „Mazurek Dąbrowskiego” stał się hymnem Polski?

Stało się to na mocy rozporządzenia, jakie 26 lutego 1927 r. wydał ówczesny minister spraw wewnętrznych Felicjan Sławoj Składkowski. Podkreślam: wybór „Mazurka Dąbrowskiego” na hymn Polski nie odbył się na zasadzie głosowania w Sejmie. Nie było żadnej ustawy, ani żadnej debaty. To rozporządzeniem ministerialnym ustalono hymn Rzeczypospolitej.

Warto podkreślić również, że w latach dwudziestych do miana hymnu Polski kandydowały przynajmniej cztery pieśni: „Bogurodzica”, „Rota”, „Boże, coś Polskę” i właśnie „Mazurek Dąbrowskiego”. Piłsudczycy nie mieli najmniejszych wątpliwości, że możliwa jest tylko i wyłącznie ta ostatnia opcja i stąd taka a nie inna decyzja.

Skąd ta decyzja? Dlaczego kwestia hymnu została rozstrzygnięta rozporządzeniem? Dlaczego nie „postawiono” np. na „Boże, coś Polskę”?

Jeśli chodzi o hymn „Boże, coś Polskę”, to powstał on w czasach, kiedy na mocy uchwał kongresu wiedeńskiego i jego aktu końcowego proklamowane zostało utworzenie Królestwa Polskiego pod berłem Aleksandra I. W rzeczywistości był to de facto reżim ustanawiający wieczystą, czyli nierozerwalną unię dynastyczną.

Kluczowa fraza pierwotnej wersji hymnu „Boże, coś Polskę” nie brzmiała wówczas „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”, tylko „Naszego Króla pobłogosław Panie”, czyli Polacy śpiewali, żeby pobłogosławić Aleksandra I.

Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć mało znaną w Polsce historię. Polscy patrioci na początku XIX wieku chcieli wznieść na cześć Aleksandra I łuk triumfalny w Warszawie. Car odpowiedział jednak, żeby nie budować dla niego żadnego pomnika, tylko nakazał wybudowanie kościoła katolickiego i nadanie mu imienia św. Aleksandra, i w ten sposób uczcić Chrystusa Pana, a nie jego – zwykłego człowieka. To bardzo piękna odpowiedź godna katolika, mimo że car po pierwsze był prawosławnym, a po drugie: doszedł do władzy poprzez spisek polegający na zabójstwie swojego ojca – Pawła I.

Wracając jednak do Pańskiego pytania. Pierwsze próby uregulowania sprawy polskiego hymnu miały miejsce w 1919 roku, kiedy rozpoczęły się debaty wokół Konstytucji II Rzeczypospolitej. Wtedy to postanowiono śladem innych krajów rozwiązać tę kwestię. Wcześniej problem ten nie mógł być rozstrzygany , bo nie mieliśmy niepodległości.

Poza tym, trzeba pamiętać, że dopiero po zakończeniu I Wojny Światowej kraje Europy zaczęły regulować ustawami sprawy związane z symbolami narodowymi: godło, flagę, hymn. Wtedy również na wzór Francji inne kraje zainicjowały urządzanie na swoim terytorium Grobów Nieznanego Żołnierza.

Niestety w II RP nigdy nie udało się przeprowadzić sejmowego głosowania w sprawie hymnu i innych symboli narodowych. Jestem przekonany, że gdyby w latach 1919-1922 doszło do głosowania, to najpewniej „Boże coś Polskę” wybrano by na hymn, choćby dlatego że to stronnictwa narodowo-demokratyczne i centrowo-prawicowe miały przewagę.

Dlaczego jednak nie doszło do takiego głosowania? Czy niechętny był mu Józef Piłsudski?

Nawet jeśli tak było i Piłsudski blokowałby rozstrzygnięcie w sprawie hymnu, to pamiętajmy, że izba poselska niejednokrotnie stanowczo występowała przeciwko niemu i jestem przekonany, że w tym wypadku stałoby się tak samo. Niestety prowadzone w tej kwestii działania polskich parlamentarzystów zakończyły się bez jakiejkolwiek konkluzji i zaraz po zamachu majowym, jak wspominałem, zwykłym rozporządzeniem minister spraw wewnętrznych ustalił, że to „Mazurek Dąbrowskiego” jest hymnem Polski i tak pozostało do dziś.

Trzeba również powiedzieć, że takie rozwiązanie – ustalenie hymnu na mocy rozporządzenia – stanowiło rozwiązanie problemów praktycznych. Podam przykład: proszę sobie wyobrazić sytuację, że do Polski przyjeżdża obcy mąż stanu i należy go powitać hymnem. Co wówczas ma zagrać orkiestra? Nie mogło być dowolności. Nie mogło być sytuacji, że jeden komendant orkiestry zarządza granie „Boże, coś Polskę”, a inny „Mazurka Dąbrowskiego”. W związku z tym, że decyzja Składkowskiego, mimo że kontrowersyjna, uregulowała ów problem.

A jak wyglądała sprawa polskiego godła? Czy ona została załatwiona w podobny sposób – rozporządzeniem?

W przypadku godła było nieco inaczej. I tu odpowiada za nią prezydent Ignacy Mościcki. Jego decyzja również z 1927 roku sprawiła, że zniknął z korony orła krzyż, ale po kolei…

Na mocy dekretu prezydenta Mościckiego z 1927 roku z polskiego godła została usunięta zamknięta korona zwieńczona krzyżem – symbol suwerenności. Zastąpił ją otwarty diadem piastowski. Z kolei orzeł ze skrzydłami wzbijającymi się ku górze został zastąpiony orłem obecnym.

Gdy nowe godło zostało opublikowane mówiono, mam tu na myśli czynniki rządowe, że jest to nawiązanie do Zjazdu Gnieźnieńskiego, a otwarta korona symbolizuje diadem, który został włożony na głowę Bolesława Chrobrego przez Ottona III. Jak tłumaczyli piłsudczycy „nowa korona” miała przypominać czasy świetności i wielkości Polski, a nie okres klęsk i rozczarowań, jakim miały być czasy królów elekcyjnych noszących koronę zamkniętą z krzyżem.

Przypomnę jednak, że w rozumieniu heraldyki i treści ideowych sztuki jest zupełnie odwrotnie. Tylko korona zamknięta zwieńczona krzyżem jest wyrazicielką suwerenności państwa. Inne tłumaczenie jest raczej „pomieszaniem z poplątaniem”.

Czy można zatem postawić tezę, że obóz piłsudczyków w II RP, który to jest, bardzo często słusznie, oskarżany o współpracę z masonerią kierował się dziedzictwem myśli oświeceniowej?

Stosunki piłsudczyków z wolnomularstwem były co najmniej powikłane. Józef Piłsudski na pewno nie należał do żadnej z lóż masońskich, czego niestety nie można powiedzieć o innych osobach z jego obozu. Nie można jednak stawiać tezy, że piłsudczycy afirmowali masonerię. Wręcz przeciwnie! W 1938 roku, czyli 3 lata po śmierci marszałka prezydent Mościcki rozwiązał wszystkie działające w Polsce stowarzyszenia wolnomularskie i zabronił pod karą więzienia przynależności do nich. Niestety trwały one nadal jako „tajne” organizacje, o czym dzisiaj wiemy.

Był to swego rodzaju fenomen – Polska pozostała jednym z bardzo, ale to bardzo niewielu krajów na świecie, gdzie głowa państwa dekretem, czyli aktem równym ustawie, zniosła wolnomularstwo, a w każdym razie zabroniła jego jawnej działalności.

Wydaje mi się, że dużo ważniejsze niż masoneria było wówczas coś innego. Mam tu na myśli zjawisko licznych wśród piłsudczyków postaw indyferentyzmu religijnego. Tutaj doszukiwałbym się decyzji w sprawie wyboru „Mazurka Dąbrowskiego” na hymn Polski i usunięcia krzyża z naszego godła.

Jestem przekonany, że gdyby nie dekret prezydenta Mościckiego z 1927 o zmianie godła, to krzyż wieńczący koronę przetrwałoby na nim co najmniej do roku 1939 i to komuniści musieliby go stamtąd usunąć, w związku z czym dzisiaj automatycznie dużo łatwiej byłoby go przywrócić. Niestety tak się nie stało. Przy sposobności debaty konstytucyjnej może trzeba zdobyć się na nową debatę w sprawie przywrócenia korony z krzyżem – symbolem wiary i katolickiej tożsamości naszego narodu.

Czy nie jest to swego rodzaju groteska?

Raczej paradoks. My, Polacy byliśmy i w dalszym ciągu jesteśmy narodem katolickim, a mimo to nie mamy w hymnie odwołania do Boga. W naszym godle nie ma krzyża, a konstytucja jest pozbawiona „Invocatio Dei”. Preambuła naszej obecnej ustawy zasadniczej została bowiem stworzona przez bardzo postępowego katolika Stefana Wilkanowicza związanego ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, który podsunął Tadeuszowi Mazowieckiemu pomysł stworzenia Preambuły. Mówi ona wprost, że jedni Polacy czerpią wartości z dziedzictwa chrześcijaństwa, a inni nie i w związku z tym wszystko jest OK.

Tymczasem preambuła nie polega na tym, żeby stwierdzać takie banały. To, że ludzie niewierzący też mogą być uczciwi jest dla mnie czymś oczywistym. Nie o to chodzi, żeby o tym mówić i zapisywać to w ustawie zasadniczej.

Chodzi o to, że preambuła Konstytucji powinna wyrażać odwołanie ustawodawcy do nadprzyrodzonego porządku i do Tego, który jest Panem historii. Niemiecka ustawa zasadnicza, która jest autorstwa Konrada Adenauera i jego doradców mówi krótko i prosto: „My, Niemcy, mając świadomość swojej odpowiedzialności przed Bogiem i ludźmi… itd.”. Ustawa zasadnicza w Niemczech mówi w pierwszych słowach, że ci, którzy będą ją zachowywać i stosować, stwierdzają z całą mocą, że odwołują się do Boga. W polskiej Konstytucji tego nie ma.

Czy my – polscy katolicy – jesteśmy w stanie wygrać dzisiaj batalię o symbole narodowe?

Batalia w tej sprawie trwa od lat. Ciekawym jest jednak to, że dopiero od kilkunastu ostatnich lat obserwujemy przedstawianie jej jako jakiegoś bardzo poważnego i niezwykle groźnego konfliktu światopoglądowego. Siły, które od lat atakują opcję katolicką bardzo często wykorzystują w tej walce kłamstwa, szyderstwa i zwykłe donosy do zagranicznych kolegów. Zarzucają nam tworzenie państwa wyznaniowego. Musimy jednak bronić naszej tożsamości! Nie możemy dać się zakrzyczeć ani zastraszyć.

Nie możemy dopuścić do powtórki z grudnia 1989 roku, kiedy to w Polsce nowelizowano konstytucję. Przywrócono wówczas nazwę państwa „Rzeczpospolita Polska”, zniesiono PRL a także przegłosowano powrót „Orła w koronie” do polskiego godła. Wtedy to poseł Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Marek Jurek stanął na mównicy sejmowej i złożył wniosek o przywrócenie do godła również krzyża. Został za to gwałtownie skontrowany przez Bronisława Geremka i jego kolegów, przez co jego wniosek ostatecznie upadł. Co gorsza z całego OKP, który liczył wówczas 161 posłów jedynie kilku zagłosowało za krzyżem…

Bóg zapłać za rozmowę.

Tomasz D. Kolanek

Za: https://www.pch24.pl/katolicki-narod-bez-boga-w-hymnie–czy-to-nie-czas-na-zmiany-,61819,i.html

16.07.2018

Jan antypolska agentura w Polscejudeomasońska SanacjaMazurek Dąbrowskiegopolska judeomasoneriażydowska wojna z chrześcijaństwem
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Uprowadzenie syna rodziców z Florydy, którzy odmówili poddania go chemioterapii

Strona główna > Zdrowie > Uprowadzenie syna rodziców z Florydy, którzy odmówili poddania go chemioterapii Uprowadzenie syna rodziców z Florydy, którzy odmówili poddania go chemioterapii Asia Zdrowie 0

Sędzia z Florydy oficjalnie orzekł, że to państwo, a nie rodzice, sprawuje osta­teczną władzę w zakresie podejmowania decyzji dotyczących zdrowia dzieci.

Czteroletni Noah McAdams będzie zmuszony przez władze stanowe do kon­tynuowania toksycznych zabiegów che­mioterapii, których przerwania chcieli jego rodzice, ponieważ bardzo mu szko­dziły.

Joshua McAdams i Taylor Bland-Ball, rodzice Noaha, którzy uważają się za wolnych Amerykanów, próbowali wy­brać dla swojego dziecka alternatywną terapię złożoną z oleju z konopi, pełno­wartościowej diety i wody o odczynie zasadowym. Ale państwo powiedziało „nie”, stawiając im ultimatum, że albo podporządkują się jego rozkazom, albo Noah zostanie im odebrany.

Ponieważ rodzice chłopca nie ugięli się i postanowili walczyć z władzą naka­zującą poddanie ich syna chemioterapii, Noah został całkowicie od nich odse­parowany na Florydzie, gdzie swoboda leczenia już nie istnieje.

Sędzia Thomas N. Palermo wydał postanowienie, które nie tylko odrzuca wolę rodziców chłopca, lecz także wy­łącza go trwale spod ich opieki w celu zagwarantowania, że będzie nadal otrzy­mywał chemiczną truciznę.

W swoim orzeczeniu sędzia Palermo stwierdził, że pozwolenie Noahowi na pozostanie z rodzicami groziłoby mu „znaczącym ryzykiem nieuchronnego zaniedbania”. A to dlatego, że nic poza chemioterapią nie jest dopuszczalne na Florydzie, w tym olej z konopi, który wciąż jest zakazany dla mieszkańców tego stanu.

Co zadziwiające, ten wyrok zapadł już po tym, jak rodzice Noaha niechęt­nie zgodzili się na dalsze zabiegi che­mioterapii. Sędzia Palermo postanowił jednak zachować się jak wielu „czer­wonych” polityków, kiedy ktoś próbuje wyłamać się ze stada. Wymierzył naj­surowszą dopuszczalną karę, narusza­jąc przy okazji dziesiątą poprawkę do Konstytucji. Jednocześnie wysyłał w ten sposób wiadomość do innych rodziców na Florydzie mówiącą, że jeśli odrzucą leki opatentowane przez Wielką Farmę, to powinni liczyć się z odebraniem im dzieci.

Na podstawie: https://www.naturalnews.com/2019-09-12-remember-those-florida-parents-whose-son-was-abducted-by-the-state-refused-chemo-treatments-government-now-permanent-custody.html

Tłum. Nexus

Asia
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

POPiS w antypolskim amoku

Strona główna > Polska > POPiS w antypolskim amoku POPiS w antypolskim amoku Jacek Polska 0

IX kadencja Sejmu zaczyna się w skandalicznych okolicznościach potwierdzających tylko, że Polacy we własnym państwie dalej będą trzymani za przysłowiowy pysk.

Polska Straż Graniczna zgodnie z międzynarodowymi konwencjami i umowami które podpisała Polska zatrzymuje Ukraińca ściganego międzynarodowym listem gończym przez Rosję za terroryzm. Rzeczony jegomość, to jeden z banderowskich watażków, lider paramilitarnej organizacji odnosząca się w swojej działalności do spuścizny OUN-UPA, więc tym bardziej należało naszym granicznikom pogratulować, bo dzięki nim mogliśmy zamanifestować, że nie ma na terenie naszego kraju miejsca dla takich kreatur. Tymczasem bardzo szybko ruszyła sprawna machina, machina ponad politycznymi podziałami, która z troską pochyliła się nad ograniczeniem wolności banderowskiemu rzezimieszkowi. Murem za nim stanął PiS wespół z PO, stanęły ukraińskie organizacje w Polsce, stanęły środowiska żydowskie i lewica. Jeszcze bardziej bulwesujące są okoliczności obecności ukrainskiego terrorysty w Polsce. Otóż banderowiec i terrorysta został zaproszony do Lublina na uroczyste posiedzenie rady miasta z okazji Święta Niepodległości Polski. W sesji poza wspomnianym Ihorem Mazurem reprezentującym UNA-UNSO (Ukraińskie Zgromadzenie Narodowe-Ukraińska Samoobrona Ludowa), udział wziął również Wasyl Pawluk, banderowiec reprezentujący partię Swoboda posiadajaca w swoich szeregach propagatorów nazizmu. Dwóch „wspaniałych” gości z Ukrainy witał prezydent Lublina Krzysztof Żuk z PO a twoarzyszyli mu posłowie: poseł elekt Przemysław Czarnek z partii Naczelnika z Żoliborza, oraz reprezentujący ludowe arbuzy poseł Jan Łopata. Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Polska łamie prawo międzynarodowe oraz pluje pomordowanym na Wołyniu Polakom i ich rodzinom w twarz, przechodzą ulicami Warszawy i Wrocławia dwie narodowe manifestacje. Doprecyzowując druga z nich próbowała przejść ponieważ po przejściu kilkuset metrów zostaje w brutalny sposób spacyfikowana przez oddziały policyjnej prewencji wsparte siłami specjalnymi policji. Leje się krew manifestantów Manifestacja zostaje rozwiązana z powodu skandowania hasła:Tu jest Polska, a nie Polin!Polin jak widać poczuł się urażony samą tylko wizją sytuacji, w której go nie ma między Odrą a Bugiem. W Warszawie pomimo prób prowokacji jest spokojnie. Spokój rozsierdza tylko TVNy, gazety i portale sterowane przez obce siły. Jakiś mazgaj na łamachRzepyżali się, że świętowanie w Polsce przejęli ludzie, których trzeba się wstydzić przed całym światem i Duda jako prezydent powinien zaproponować społeczeństwu bardziej godny sposób świętowania niepodległości. Trzebaodebrać Święto Niepodległości narodowcom,grzmiRzepa.Polska według poczytnego kiedyś dziennika to zatęchły, nacjonalistyczny, zakompleksiony grajdołek mylący patriotyzm zpogardą. Temu wszystkiemu winny jest Marsz Niepodległości. Rzepowego pismaka bardzo zabolały hasła skandowane na Marszu:„Nie islamska, nie laicka, tylko Polska katolicka!” czy„Tu jest Polska, nie Izrael”. Czy gdyby ktoś w Izraelu skandował na manifestacji hasło:Tu jest Izrael a nie Polska ,to władze Izraela rozwiązałby taki marsz z powodu antypolonizmu? Sami Państwo widzicie jak to działa. Dziennikarz, podobnie jak jego koledzy z mediów głównego nurtu, nie oburza się na polityków goszczących banderowskiego watażkę, ani na tych którzy przyłożyli rękę do jego uwolnienia, ich uwiera, że narodowcy mieli czelność zorganizować sobie dekadę temu Marsz, który pomimo dziesiątek prób zniszczenia go przetrwał i zyskał uznanie w oczach ludzi reprezentujących różne grypy społeczne, różne poglądy polityczne, różne wyznania i kolor skóry. Mimo to bardziej establishmentowych pismaków i polityków bez kręgosłupa moralnego boli polski marsz z okazji niepodległości niż fakt wypuszczenia na wolność człowieka powiązanego z neonazistowskimi środowiskami na potrzebę chwili nazywanegobohaterem z Donbasu.Człowiek ten jako obywatel Ukrainy walczył w Czeczeni przeciwko armii rosyjskiej a Ukraina nie była i nie jest w stanie wojny z Rosją, więc Rosja ma pełne prawo oczekiwania zatrzymania tego człowieka. Jednym z liderów banderowskiego ugrupowania Ihora Mazura jest Jurij Szuchewycz, syn tego samego Szuchewycza, który odpowiada za mordy na Polakach. Uznaję zasadę wg której syn nie może odpowiadać za grzechy ojca, w tym wypadku problem polega na tym, że syn utożsamia się z bandyckim dorobkiem ojca, głosząc ponadto poglądy antypolskie. Czeczeńscy terroryści docenili zaangażowanie Mazura i jego kolegów w działania terrorystyczne przeciwko armii rosyjskiej nadając imiona Bandery i Szuchewycza ulicom w kontrolowanym przez siebie Groznym, co pokazuje tylko skalę absurdu i łajdactwa tzw. polskich elit okrągłostołowych. Państwo polskie toczy wojnę z polskim narodem i to naród jest zepchnięty w tej konfrontacji do defensywy. Arkadiusz Miksa Za: http://miksa.neon24.pl/post/151629,popis-w-antypolskim-amoku 17.11.2019 Jacek antypolska agentura w Polsceantypolski reżimbanderowska V kolumna w Polscekomedia patriotyzmuPOPiSprześladowanie Polaków
Read the full article – wolna-polska.pl