imalopolska

najnowsze wiadomości

admin

admin

Zdrowie

UE zgodziła się na fuzję Bayer – Monsanto

a-75

Strona główna &gt Zdrowie &gt UE zgodziła się na fuzję Bayer – Monsanto UE zgodziła się na fuzję Bayer – Monsanto a303 Zdrowie 5

Unia Europejska wyraziła zgodę na przejęcie amerykańskiego koncernu Monsanto przez niemiecką firmę Bayer. Warta 66 mld dolarów fuzja doprowadzi do powstania największego konglomeratu na światowym rynku nasion i pestycydów.

Decyzja zapadła po tym, jak oba koncerny potwierdziły gotowość wzmocnienia pozycji w sektorze rolnictwa innego giganta: firmy BASF, poprzez przekazanie jej swoich nasion, pestycydów i technologii związanych z cyfryzacją rolnictwa, wartych ponad 6 mld Euro.

Europejska Komisarz ds. Konkruencji, Margarethe Vestager, w swoim oświadczeniu powiedziała:„Zgodziliśmy się na przejęcie firmy Monsanto przez firmę Bayer, ponieważ ich deklaracja, warta ponad 6 mld Euro, spełnia nasze wymagania odnośnie zachowania konkurencyjności w branży rolniczej. Możemy mieć pewność , że skuteczna rywalizacja oraz dalszy rozwój na rynku nasion, środków ochrony roślin i cyfryzacji rolnictwa, zostaną zachowane.”

Konsolidacja koncernów Bayer i Monsanto (po wcześniejszych fuzjach DuPont z DowChemical i ChemChina z Syngentą) z pewnością wpłynie na kształt światowych rynków związanych z sektorem rolnictwa. Jednocześnie rolnicy wraz z innymi obywatelami zgłaszają obawy, że te nowo powstałe gigantyczne konsorcja będą podnosić ceny oferując zarazem mniejszy wybór i gorszą jakość sprzedawanych przez siebie produktów, także nasion.

Jak donosi agencja prasowa Bloomberg:„W historii urzędowania Vestager jak dotąd nie zapadła tak kontrowersyjna decyzja jak ta dotycząca przedmiotowej fuzji. Ci, którzy nie są z niej zadowoleni, tak jak aktor Mark Ruffalo, zbombardowali ją mailami, wpisami na Tweeterze, listami i pocztówkami prosząc, by zmieniła swoje stanowisko w tej sprawie. Przewidują oni, że połączenie Bayer z Monsanto będzie miało szkodliwy wpływ na ludzkie zdrowie, rolnictwo i środowisko. Vestager odpowiada, że ich obawy odnoszą się do znacznie większego zakresu niż ten, którym ona się zajmuje, tj. ochrony konkurencji.”

W swoim oświadczeniu komisarz dodaje: „Zapewniliśmy pozostawienie w tej branży tej samej liczby graczy co wcześniej. To ważne, ponieważ to rywalizacja sprawia, że rolnicy mają wybór w pestycydach i nasionach różnych odmian i nie płacą za nie horrendalnych sum. Rywalizacja zmusza także do inwestowania w rozwój cyfryzacji rolnictwa, nowych produktów i technologii, z których korzystają zarówno nasi obywatele jak i środowisko.”

Wśród zaniepokojonych decyzją KE jest organizacja Friends of the Earth Europe. Jej członkowie wskazują, że ponad połowa Europejczyków opowiadała się za blokadą tej fuzji przez KE, jednak ich głos nie został wysłuchany.

„Powstanie największa i najpotężniejsza na świecie firma agrochemiczna, która będzie wciskać genetycznie modyfikowane nasiona i toksyczne pestycydy wprost na nasze pola i nasze talerze.” – twierdzi Adrian Bebb z wyżej wspomnianej organizacji.
„Warto też zauważyć, że decyzja Komisji umożliwi koncernom zgromadzenie największej w historii ilości danych z sektora rolniczego. Dzięki temu będą one mogły wpływać na konkurencję i zwiększać swoją kontrolę nad farmerami. Ta decyzja to zła decyzja dla rolników, konsumentów i przyrody.”

Bayer planuje sfinalizować umowę do końca drugiego kwartału br. Nadal jednak potrzebuje zgód, m.in. ze strony amerykańskiej i rosyjskiej. Ci pierwsi, inaczej niż KE, przyznają, że fuzja może niekorzystnie wpłynąć na konkurencyjność w tym sektorze.

Opracowano na podstawie:

https://www.ecowatch.com/

https://www.bloomberg.com/

Tłum. i źródło polskie: https://xebola.wordpress.com/2018/03/22/ue-zgodzila-sie-na-fuzje-bayer-monsanto/


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Minister Kwieciński: Konieczne będzie ściąganie imigrantów. Migracja musi wzrosnąć

a-73-960x630

Strona główna &gt Polska &gt Minister Kwieciński: Konieczne będzie ściąganie imigrantów. Migracja musi wzrosnąć Minister Kwieciński: Konieczne będzie ściąganie imigrantów. Migracja musi wzrosnąć a303 Polska 13

Minister inwestycji i rozwoju, Jerzy Kwieciński uważa, że w 2030 r. na polskim rynku pracy będzie brakować 1,5 mln osób, więc migracja musi rosnąć i będzie rosnąć.

„Do 2030 r. będzie brakowało 1,5 mln osób na rynku pracy. Migracja musi więc rosnąć i będzie rosnąć” – powiedział minister Jerzy Kwieciński.

„Rząd przygotował założenia polityki migracyjnej i w ciągu kilku dni, może nawet dzisiaj, zostaną one przyjęte” – dodał minister Kwieciński.

Ukraińcami nie da się załatać rynku pracy, teraz azjatyckie kraje (również te muzułmańskie) będą dla polskich firm nowym celem. Największe firmy w Polsce już ściągają imigrantów z Nepalu czy Bangladeszu.

„Każdego dnia odbieram kilkanaście telefonów z zapytaniem o możliwość ściągnięcia do Polski pracowników z Bangladeszu. Jedna z firm budowlanych potrzebuje natychmiast 1000 osób” – opowiada money.pl Jacek Zieliński z firmy Promoman.

Za sprawą rządu i firm, będziemy mieć w Polsce ciekawą mieszankę wielokulturową, oby nie była to wybuchowa mieszkanka.

Źródło: https://ndie.pl/minister-kwiecinski-konieczne-bedzie-sciaganie-imigrantow-migracja-musi-wzrosnac/

P.S. Od Mizi:


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

„Auschwitz. Nie mówi się trudno!” – Zakłamywana historia niemieckiego obozu śmierci

a-68

Strona główna &gt Polska &gt „Auschwitz. Nie mówi się trudno!” – Zakłamywana historia niemieckiego obozu śmierci „Auschwitz. Nie mówi się trudno!” – Zakłamywana historia niemieckiego obozu śmierci a303 Polska 3

Państwowe Muzeum Auschwitz-Birkenau, zlokalizowane na terenie byłego niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego, odwiedza rocznie ponad 2 miliony osób z całego świata. Dla niektórych jest to pierwszy kontakt z historią II wojny światowej. Na podstawie tego co zobaczą w muzeum budują swe wyobrażenie o niemieckiej okupacji Polski. Mimo to wiedzy o hitlerowskiej agresji, zbrojnym podziemiu i cierpieniu Polaków nie ma wśród priorytetów zwiedzenia! Przewodnicy oprowadzają obcokrajowców po pawilonach ukazujących przede wszystkich zagładę Żydów. Są setki eksponatów, infografiki i prezentacje multimedialne. Na samym końcu, jeśli starczy czasu, wycieczka trafia do polskiego baraku – zimnej, ponurej i zdewastowanej szopy, gdzie z odrapanych ścian sterczą stare plakaty mówiące o wybuchu II wojny światowej, oporze Polaków i niezłomnej walce…


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Ludobójstwo Polaków cz. III. Janusz Kowalczyk

a-66

Strona główna &gt Polska &gt Ludobójstwo Polaków cz. III. Janusz Kowalczyk Ludobójstwo Polaków cz. III. Janusz Kowalczyk a303 Polska, Wyróżnione 2

Wjazd czołgów sowieckich do Chełma przez przystrojone bramy z kwiatów itp., wykonane przez Żydów (…),Żydów opanowuje euforia. Nagle wszyscy Żydzi, od wyrostków do lat około 40, mają czerwone opaski na rękach. Już rządzą na ulicy jako milicja. Prawie wszyscy uzbrojeni są w karabiny, pałki, bagnety, noże (,,,), Byliśmy świadkami jak zgraja, około 14-15 wyrostków żydowskich, zaatakowała młodego żołnierza na ulicy(…) . Każdy Żyd chciał mieć swój udział w mordzie(…) – Michał Lawacz, świadek wydarzeń.

Janusz Kowalczyk

W czasie inwazji sowieckiej, „Kresy,” obejmowały obszarowo ok. 1/3 całego terytorium „Rzeczypospolitej” i składały się z ziem zamieszkałych już w erze tzw. „mitologii słowiańskiej” przez „polskie”, blisko spokrewnione ze sobą językiem i obyczajami, ludy słowiańskie.

W okresie historycznym, tzn. w okresie rządów pierwszych władców Polski i kształtowania się granic Królestwa, będąc początkowo ziemiami bez określonej przynależności politycznej, po szeregu licznych wojen „Kresy” weszły na stałe w spis ziem królestwa polskiego. Ludność „Kresów” liczyła 13 mln. ludzi.

Chazarzy, będący poddanymi polskich królów od XIV w. tworzyli osobliwą, hałaśliwą i różną pod każdym względem grupę ludności, pragnącą pozostać za wszelką cenę grupą osobną i wyjątkową – stąd liczne dla nich przywileje królewskie lub książęce. Grupa ta, pozornie się integrując (przypadki asymilacji były bardzo rzadkie i wiązały się zawsze z konwersją na katolicyzm) przez cały czas dążyła do utrzymania odrębności- niekiedy nawet za cenę zaniżenia stopy życiowej. Dlatego pomysł gett chazarskich nie jest pomysłem katolickiej „wrogiej” im ludności ale wypływał od samych „starszych gminy żydowskiej”- rabinów.

Wszystkich Chazarów łączyła wpajana im od kolebki fałszywe przekonanie pochodzenia od wspólnego, legendarnego żydowskiego przodka, Abrahama. Przez to i przez umiejętnie łączenie z nim chorobliwej, tradycyjnej miłości do pieniędzy (tzw. religia „Złotego Cielca”), pokrętnego handlu, chęć przeżycia za wszelką cenę (nawet za cenę ostatecznego upodlenia ale…dozwolonego nauką ”mędrców”) oraz ciągły zastrzyk „świeżej krwi” (zależnie od okoliczności dziedziczenie „chazarstwa” odbywało się po ojcu lub matce oraz było wynikiem „krzyżówek” z ludnością tubylczą) pozwoliło Chazarom na stanie się osobliwym „nowym człowiekiem”, nie uznającym prawa bożego ani każdego innego poza swoim własnym, całkowicie sztucznym, wymyślonym przez „mądrych w Talmudzie” –„Prawem”.

W Łodzi… też przyjaźnie witali Niemców …

O ile pod okupacją niemiecką, Chazarzy, licząc na utworzenie własnego państewka (oczywiście sprzymierzonego z Trzecią Rzeszą) i, nienawidząc Polaków (traktowali ich jako ostatnich głuptaków) przytaili się, to pod okupacją sowiecką ukazali swoje prawdziwe oblicze – nie mieli najmniejszych powodów do obaw gdyż za oddziałami frontowymi Czerwonej Armii zawsze podążało NKWD, a te, zaporowo –polityczne oddziały armii sowieckiej wprost natkane były Chazarami na stanowiskach politruków , doradców wojskowej żandarmerii, prokuratury…

Nie mieli się czego obawiać – zdecydowana większość najwyższych politruków w Sowietach była Chazarami. Sama idea bolszewizmu była chazarska. Toteż mało który „polski” Chazar się ich bał , a ci, co się naprawdę bali (byli i tacy) to albo uciekli z Rosji zaraz po bolszewickim przewrocie ( tzw. „litwacy” – najgorsi z Chazarów. Trzeba tu koniecznie przypomnieć, że największą grupę Chazarów „rosyjskich” , ok.700.000 ludzi, przyjął do Polski…J.Piłsudski. Wszyscy ci litwacy zostali w czasie najazdu sowieckiego agentami NKWD ), albo zostali zdenuncjowani przez …swoich chazarskich krajanów i zostali -razem ze znienawidzonymi przez nich Polakami -wywiezieni transportami, do syberyjskiego Gułagu.

Ale i tam, w surowym otoczeniu, podczas długotrwałej, ostrej zimy syberyjskiej, korzystając z tego, że politruki obozowe …też przeważnie były Chazarami, nowoprzybyli Chazarzy szybko… awansowali – stawali się pridurkami, donosili na współwięźniów do obozowego NKWD i bez najmniejszych wyrzutów sumienia okradali współwięźniów z nędznej strawy i odzieży.

Oto parę relacji świadków tamtych wydarzeń z działalności „biednych, nieszczęśliwych ludzi”, obywateli Rzeczpospolitej. Tak zaczynało się ludobójstwo Polaków!

Relacja 1. Upokarzanie przez grupę Chazarów polskich jeńców wojennych, prowadzonych przez bolszewików w Białozórce koło Krzemieńca:

„(…) Adolf nie mógł znieść widoku polskich jeńców. Szli w długich kolumnach mając na sobie płaszcze, czasem tylko mundury….Kilku było bez butów…W tym pochodzie , tak bardzo smutnym, była jakaś straszna m dogłębna tragedia pokonanej armii…

Pod lokalem Kółka Rolniczego dopełniła się ich czara goryczy, gdy z budynku Polskiej Policji Państwowej wyszła grupa młodych Żydów i jedna Żydówka: wszyscy ubrani w polskie płaszcze wojskowe, z odciętymi naramiennikami i z czerwonymi opaskami na rękawach – znakami nowej władzy. Już z odległości szydzili i ubliżali polskim oficerom, krzycząc: „Wy polskie świnie. Chcieliście Polski od morza do morza, a teraz nie ma nawet od rzeki do rzeki! Skończyło się Wasze panowanie! Zdejmować te koguty z czapek”.

Pierwszy otrzymał uderzenie w głowę generał. Jego rogatywka z wężykiem generalskim potoczyła się w błoto. Był to sygnał do zbiorowego znęcania się nad całą grupą jeńców-oficerów., oddzielonych od głównej kolumny jenieckiej, Początki rządów bolszewickich napawały obawą, budziły odrazę, przerażały ogromem zła. Na Adolfie, świadku tego zdarzenia zrobiło to okropne wrażenie.Nie mógł uwierzyć, że tak bezkarnie poniżano polskich żołnierzy, generałów…( A. Kołodziej, „Ich życie, ich sny. Dzieje prawdziwe”, Pruszków, 1996, str. 74).

Relacja 2. Nawet Niemcy się tak nie zachowywali…Ale Chazarstwo, tak!:

„… W Dubnie, właśnie na drugi dzień okupacji, widziałem na rynku bardzo smutną scenę. Dwaj młodzi Żydzi- milicjanci, wyprowadzili z jakiegoś domu dwu oficerów polskich-pułkownika i porucznika.

Na rynku w otoczeniu całej grupy milicjantów (oczywiście oni wszyscy byli uzbrojeni w karabiny) stał jakiś starszy rangą komisarz, młody chłopak o twarzy wybitnie semickiej. Do niego właśnie przyprowadzono oficerów. „Komisarz” powiedział do pułkownika kilka słów po rosyjsku i uderzył go silnie w twarz. Pułkownik przyjął uderzenie w spokoju, opuścił głowę w dół, jak chciał właśnie spojrzeć na wiszący na piersi „Virtuti Militari”.( W. Śledziński, „Swastyka nad Warszawą”, Edinburgh, 1944, str.6-7).

Relacja 3. Maltretowanie polskiego oficera przez Chazarów:

„… Gromadka Żydów, z czerwonymi opaskami na rękawach, wywlekła z mieszkania dowódcę Pułku Lotniczego, płk. Prajsa, szarpali go, tłukli po głowie i po twarzy, wbili w wózek z dyszlem aby obwozić go po ulicach jako „wroga ludu” i pluli na niego….” ( G. Dziedzińska, „Jerzy Biesiadowski –wytrwały”, „Nasza Polska” z 9 czerwca 1999 r. nr 23).

Relacja 4. Typowa scena z Kresów Wschodnich we wrześniu 1939:

„…Z gromadki swoich wysuwa się młoda Żydówka. Podchodzi do polskiego oficera i z rozmachem uderza go w twarz. Polski oficer spokojnie wyciągnął z kabury broń, przyłożył sobie do skroni i pociągnął za cyngiel…” ( Zofia Orłowska , „Mój Wołyń”, . Kresy Literackie” ,1994 nr 3/4 s. 19-21).

Ta młoda Chazarka, bijąca po twarzy polskiego oficera dobrze wiedziała, że polscy oficerowie nie strzelają do młodych kobiet- nic nie ryzykowała ale dała wyraz poglądom, przyglądających się tej scenie także innych Chazarów…

Ale czy Polacy-nawet tak strasznie doświadczeni potraktowani przez „współobywateli”- odpłacali tą sama monetą?

Co powie na poniższy cytat obrzydliwy, wyleniały Chazar, były ambasador Izraela w Polsce, Szewach Weiss i jego morderczy mocodawca, „historyk”, Netanjahu?

Relacja 5, dyplomowanego oficera zawodowego, mjr. St. Truszkowskiego( ps.. „Sztremer”) , dowodzącego batalionem AK na Wileńszczyźnie pod gen. Krzyżanowskim, „Wilkiem”, dowodzącym wtedy dywizją AK:

„…Nasz batalio proponował przejęcie wyżywienia całej załogi oraz „ludności” Puszczy Rudnickiej, w zamian za pewne dostawy broni.

Ze swej strony uznałem te tezy za zupełnie rozsądne, bałem się tylko podejmowania zobowiązań co do aprowizacji ludności Puszczy Rudnickiej . Według moich danych w Puszczy znajdowało się w tym czasie około 2000 ludności żydowskiej, mniej więcej 200 uzbrojonych partyzantów (głównie Białorusini i Rosjanie) oraz 20 minerów-zrzutków, których głównym zadaniem była dywersja na ważnym szlaku kolejowym Grodno-Wilno…” (Stanisław Truszkowski,”Sztremer”, „Partyzanckie wspomnienia”, PAX, 1968).

No właśnie: w Puszczy Rudnickiej za jednym zamachem uratowano 2000 Chazarów. Wszyscy oni w 1944 r. doczekali nadejścia armii sowieckiej, wstąpili w ogromnej większości do NKWD i zaczęli zaciekle tropić…swoich dobroczyńców: mjr. „Sztremer” został aresztowany za „udział w bandzie AK”, i został gułagowskim „turystą” i tylko cud Boski sprawił, że przeżył.

Nie miał szczęścia gen. Krzyżanowski, „Wilk”,zamordowano go z wieloma innymi żołnierzami polskimi z „Kresów” w więzieniu mokotowskim z rozkazu krwawych, bolszewickich Chazarów.

Reszta oddziału się rozproszyła: część wyjechała za zagranicę, powędrowała do Gułagu lub została , kryjącymi się – praktycznie przez całe swoje życie- „Żołnierzami Wyklętymi”. Taka była wdzięczność Chazarstwa, taka podzięka za okazane miłosierdzie.

PiSowscy „piłsudczycy” z Prezesem i Premierem na czele najchętniej by przemilczeli istnienie Polski przedwojennej i jakieś „Kresy”…

Przyznanie, że takowe istniały i, że Polskę wschodnią zawsze zamieszkiwało 6 mln. Polaków (plus Chazarstwo, Litwacy, Białorusinie , Rusini, Litwini, Hucule, Ormianie i Tatarzy), było by dla tych Litwaków rzeczą wyjątkowo wstrętną i politycznie głupią.

Nakładało by bowiem na tych ludzi obowiązek żądania zwrotu zagrabionych ziem od …chazarskiej „ukrainy” , Litwy, Białorusi… A jaki sens ma żądanie od „swoich braci i sióstr” zwrotu …ziem polskich i tak już , będących w ich orbicie?

Czyż nie lepiej , mając do pomocy plejadę usłużnych „historyków”, milczeć o tym, że Polacy żyli na „Kresach: i, że to ich ziemie? Udawać, że etnicznych Polaków tam „ w zasadzie” nie było? Udowadniać, że ci, którzy tam żyli byli tylko okrutnymi kolonizatorami? Mówić tylko o „zonie niemieckiej” i okrutnym losie Chazarów „prześladowanych przez Polaków” ?

W takim przypadku, tj. przemilczania spraw istotnych i w razie potrzeby bezczelnym uwypuklaniu kłamstw, załatwia się od razu zasadniczą sprawę: przemilcza ludobójstwo Polaków przez Chazarów.

Ale taktyka przemilczania stosowana przez Litwaków jest dla tych osobliwych „niepodległościowców” przysłowiową „kwadraturą koła”, której rozwiązanie przekracza ich zdolności.

Jest sprawą wstydliwą , gdyż sami, walcząc zaciekle o przechwycenie steru rządów z rąk innej pobratymczej ekipy, przebudzili –tak w duchu przez nich samych wyśmiewaną – opinię społeczną.

Biegają jak karaluchy , nie wiedząc co robić , gdyż ogrom zbrodni na Kresach, i liczba świadectw o mordach Polaków popełnianych przez Chazarów jest szczególnie niebezpieczna.

Nagłaśnianie „problemu polskiego na Wschodzie” musi pociągać za sobą ujawnienie przed opinią publiczną prawdy o chazarskim wkładzie w bezprzykładne ludobójstwo i może spowodować powstanie lawiny śnieżnej.

Z zadowoleniem stwierdzamy, że już dziś można zaobserwować efekt śnieżnej kuli, sunącej po zboczu i przemieniającej się w lawinę prawdziwej informacji.

Polacy coraz bardziej zdają sobie sprawę z tego, że są bezczelnie oszukiwani, że mają do czynienia z kolejną ekipą deprawatorów politycznych , używającej opracowanej w „Wielkim Izraelu” wypróbowanej , wyrafinowanej techniki socjotechnicznej, polegającej na bezczelnym, natarczywym, nie liczącym się ze stanem faktycznym rzeczywistości przypisywaniu swoich zbrodni komuś innemu… Zgodnie z demokratycznym kanonem prawdy – prawdy, która…” nie istnieje”.

Tak oto PiS, ci osobliwi „niepodległościowcy”, przy pełnym uznania cmokaniu Chazarów i „polskiej zjednoczonej partii opozycji totalnej” (jakby przy tej okazji… reaktywowano chazarską „PZPR” ), obciąża mordami na Chazarach… swoich rodaków.

Ale, ale: może tubylcy nazywani „rodakami” nimi nie są? Może to zaledwie tolerowani „współobywatele”?

Omawianie zachowania się polskich obywateli, Chazarów, na „Kresach” zaczniemy od ciekawego materiału ( „projektu” muzeum) o słynnym polskim emisariuszu Janie Karskim i jego misjach do okupowanej Polski, opracowanego przez „Muzeum Historii Polski”. (http://karski.muzhp.pl/misja_raporty_karskiego_zagadnienia_zydowskie.html)

Materiał ten omawia m.in. ciekawe znalezisko amerykańskiego historyka, Chazara, Davida Engel , który w „Archiwum Hoovera w Standford” wśród papierów teczki, zatyt. ”Akta Ministerstwa Informacji i emigracyjnego rządu polskiego w Londynie” znalazł autentyczny raport emisariusza , J. Karskiego – „Zagadnienia żydowskie w kraju”.

Autorzy „projektu” piszą, że:

„….Engel , pozostawiając swoje odkrycie bez komentarza zauważył, że strony 6, 9, 10, 11 raportu występują w dwóch wersjach; drugą wersję – łagodniej oddającą negatywny stosunek Polaków do Żydów – Karski albo sam zredagował, albo co najmniej zaakceptował, co poświadcza jego rękopiśmienna zapiska na oryginale. Wersja złagodzona tyczy się okupacji niemieckiej,,,”

No i proszę: uczenie ale… i kłamliwie – jak na chazarskiego „uczonego” przystało. Właśnie tak się to robi: „wersja złagodzona” (łagodniej oddająca negatywny stosunek Polaków do Żydów), tyczyła się okupacji sowieckiej.

Rzecz w tym, że zarówno Chazarzy , koła rządowe tzw.” III RP” oraz tzw.„”opozycji totalnej” nagłaśniają tylko raport Karskiego z 1942 r , a więc raport o „biednych Żydach” i „zagładzie” w „Generalnej Gubernii”, a zatajają i przemilczają „Zagadnienia żydowskie w kraju” (pierwszy raport) J.Karskiego z 1940 r. Dlaczego to czynią?

Dlatego, że przypomnienie tamtej pierwszej relacji zepsuło by sielankowy obraz, na którym chazarscy malarze przedstawili wizerunek, modlącego się, niewinnego , bezbronnego, bitego brutalnie Chazara, idącego potulnie do komory gazowej, a nie ukazali go ani razu we właściwej roli.

Koniecznie musimy zapoznać się z notorycznie przemilczanym raportem J. Karskiego i porównać go z notorycznie przemilczanymi fragmentami przez „badaczy” ze sfery Chazarów.

Oto interesujące nas fragmenty:

„….Żydzi są tu u siebie; nie tylko, że nie doznają upokorzenia i prześladowań, ale posiadają dzięki swemu sprytowi i umiejętności przystosowania się do każdej nowej sytuacji pewne uprawnienia natury zarówno politycznej, jak i gospodarczej. Wchodzą do komórek politycznych, w dużej części zajęli poważniejsze stanowiska polityczno –administracyjne, odgrywają dość dużą rolę w związkach zawodowych, na wyższych uczelniach, a przede wszystkim w lichwie i paskarstwie, w handlu nielegalnym… Stosunek Żydów do bolszewików uważany jest przez polskie społeczeństwo za bardzo pozytywny. Uważa się powszechnie, że Żydzi zdradzili Polskę i Polaków, że w zasadzie są komunistami, że przeszli do bolszewików z rozwiniętymi sztandarami. Istotnie w większości miast bolszewików witali Żydzi bukietami czerwonych róż, przemówieniami, uległymi oświadczeniami itp. I tak, oczywiście, komuniści Żydzi odnieśli się do bolszewików z entuzjazmem, bez względu na klasę społeczną, z której pochodzili. Proletariat żydowski, drobne kupiectwo, rzemiosło, ci wszyscy, których pozycja obecnie strukturalnie poprawiła się, a którzy uprzednio wystawieni byli przede wszystkim na prześladowania, zniewagi, ekscesy itp. elementu polskiego – ci wszyscy również pozytywnie jeśli nie entuzjastycznie, odnieśli się do nowego regime’u. Trudno im zresztą się dziwić. Gorzej już jest np., gdy denuncjują oni Polaków, polskich narodowych studentów, polskich działaczy politycznych, gdy kierują pracą milicji bolszewickich zza biurek lub są członkami tej milicji, gdy niezgodnie z prawdą szkalują stosunki w dawnej Polsce. Niestety, trzeba stwierdzić, że wypadki te są bardzo częste, dużo częstsze niż wypadki wskazujące na lojalność wobec Polaków czy sentyment wobec Polski…. W zasadzie jednak i w masie Żydzi stworzyli tu sytuację, w której Polacy uznają ich za oddanych bolszewikom i – śmiało można powiedzieć – czekają na moment, w którym będą mogli po prostu zemścić się na Żydach….”

Dziwne, dziwne to słowa w ustach wielkiego miłośnika chazarstwa, że „ …wszyscy Polacy są rozżaleni i rozczarowani… olbrzymia większość dosłownie czeka na sposobność krwawej zapłaty..”

To zupełnie inne słowa niż w jego późniejszych raportach – niż w relacjach Chazarów, którym się udało przeżyć na „nieludzkiej ziemi”, dotrzeć do armii Andersa , a z nią do Palestyny.

Słowa Karskiego dźwięczały tak okropnie w uszach chazarstwa, że Szmul Wiesenthal et consortes postanowili je przemilczeć, zataić- jakby J.Karski nigdy ich nie napisał.

Dokonano więc szybkich „poprawek” i po wojnie światło dzienne ujrzała „dopiero co odkryta wersja raportu”. … Dzięki niej J. Karski stał się sławny, hołubiony przez Chazarów z całego świata. Stał się nawet „sprawiedliwym” , ma drzewko w Yad Vashem, a ludzie z wypiekami na twarzy , opowiadają, że sam baron Rothschild raczył mu raz podać dwa palce na przywitanie …Po dziś dzień „poważni historycy,” (jak np. prof. A. Żbikowski), korzystają z tej poprawionej wersji.

„Obywatel polski”, Jan Tomasz Gross , wsławiony polakożerczymi atakami , „wyrzucony” w „marcu 68” z Polski przez „moczarowców” także podpiera się poprawionym raportem J.Karskiego . Jest to o tyle ciekawe, bo wykorzystuje raport do ustalenia liczby polskich i…chazarskich ofiar sowieckiego najazdu.

Chazarski psychopata, Jan Tomasz Gross

Stosując dziwaczne założenia J. Gross wyliczył, ze w ciągu 2 lat okupacji „Kresów” ( 1939- 1941) Sowiety zabiły 3 razy więcej Polaków i Żydów, niż Niemcy – tj. 120.000 ludzi.

Badania brytyjskiego historyka, Normana Daviesa, który jako pierwszy ośmielił się przeciwstawić cyfrom podawanym przez Chazarów (w Polsce nikogo takiego nie było- :”piłsudczycy” w…KOR” milczeli jak zaklęci) natomiast wykazały, że jest to liczba mocno zaniżona: liczba polskich ofiar wynosi co najmniej 730.000 ludzi wywiezionych i wyniszczonych w syberyjskim Gułagu.

Badacz sowiecki, Mikołaj Iwanow , autor zaciekle przemilczanej przez „niepodległościowców” książki, „Pierwszy naród ukarany”, wylicza straty polskie w tych latach na 1.200.000 ludzi – wyniosły one prawie 30% całkowitej populacji polskiej w Sowietach.

Pora zapoznać z wynikami pracy apologety Chazarów -A. Żbikowskiego z „instytutu żydowskiego”. Pomocna jak zawsze będzie „Wikipedia” : https://pl.wikipedia.org/wiki/Andrzej_%C5%BBbikowski

Członek Centrum Badań nad Zagładą Żydów., A.Żbikowski

Przewertowanie spisu „dzieł historycznych” Żbikowskiego oraz sam fakt jego pracyw „Żydowskim Instytucie Historycznym” w Warszawie pozwala na postawienie hipotezy, że mamy do czynienia z wytrawnym izraelskim dezinformatorem.

Dlatego wcale nie zdumiewa nas wcale, że „historyk”…opuścił kilka kluczowych zdań z raportu J.Karskiego o bezczelnych, agresywnych chazarskich postawach wobec Polaków. On musiał tak uczynić- ta technika należy do „warsztatu naukowego” tak „instytutu”, jak i jego mocodawcy-Mossadu.

Jego „poprawki” wytłuściłem i podkreśliłem we wcześniejszej, oryginalnej wersji raportu J.Karskiego.

Praca w „Żydowskim instytucie historycznym” to praca odpowiedzialna, mającą wielkie znaczenie dla Chazarów: pracodawcy chcą widzieć konkretne wyniki. Jeśli każą robić z Polaków morderców Chazarów, to trzeba bez zbędnego gadania wypełnić ich niewielkie w końcu życzenie.

I A. Żbikowski się stara: w 2014 r. (http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/prof-zbikowski-z-rak-polakow-moglo-zginac-150-tys-zydow,2250230,art,t,id,tm.html) podaje „wstrząsające” dane liczbowe dla tygodnika „Wprost”:

Co do tego, że w czasie wojny więcej Żydów zginęło z rąk Polaków niż zostało przez nich uratowanych, raczej nie ma wątpliwości” ale „żadnych liczb nie zaryzykuje… Trudno powiedzieć, czy z rąk polskich zginęło 50 tys., 100 tys. czy może 150 tysięcy Żydów”.

Żonglując kośćmi pomordowanych, jak przesypywanymi w piekarni do plastikowych pojemników ciepłymi bułeczkami, bezczelnie kłamliwe „profesorskie” indywiduum podaje trzy, różne liczby ofiar „rozbestwionych” Polaków” choć sam „ nie ryzykuje żadnych liczb”.

Stała żonglerka liczbami pomordowanych to warunek sine qua non pracy słynnego tropiciela nazistów, Wiesenthala, równie słynnego muzeum w Yad Vashem czy „słynnych” chazarskich „historyków”. Dlaczego?

Dlatego, że nie jest możliwe podanie dokładnej liczby ofiar chazarskich przy wziętym z powietrza założeniu, że „zamordowano ich więcej niż zostało przez nich uratowanych”.

Założenie nie jest precyzyjne gdyż nie wszyscy ocaleni Chazarzy musieli mieć chęć sadzić drzewka w Yad Vashem – wielu ocalonych przez „faszystów” wolało popierać syjonistyczny mit o „urodzonych antysemitach”.

Choć można więc podać liczbę jedynie przybliżoną , to swą wielkością musi ona budzić przerażenie – nie może być zbyt niska. Ale skąd akurat 50.000? Ano stąd, że np. tylu Niemców zginęło we wrześniu, w Polsce. Równie dobrze mogło by to być 54. 000 ludzi …

Jeśli więc wg. jego toku myślenia „Polacy, choć się stale chlubią walką AK z Niemcami, zamordowali więcej Chazarów niż Niemców” to jest jasne, że skoro mord na nieuzbrojonych ludziach jest praktycznie o wiele bardziej łatwiejszy niż na przeciwniku uzbrojonym, skoro „ nie ma wątpliwości, że więcej Żydów zginęło z rąk Polaków niż zostało przez nich uratowanych”, to Polacy równie dobrze mogli wymordować 100.000 jak i 150.000 Chazarów! To się da zrobić o wiele łatwiej – co w tym dziwnego?

Warto tu zwrócić uwagę, że Żbikowski podaje wzięte z rękawa nieprawdziwe liczby ofiar, odnoszące się … tylko do okupacji niemieckiej, jak gdyby Chazarzy nie mieszkali także w Polsce wsch., na ”Kresach” i jakby nie dokonano na nich zbrodni ludobójstwa Polaków…

Gdy się ruszy ten temat to nagle zapadła kurtyna milczenia. Wrogiego milczenia.

A przecież sprawa jest prosta i, dająca się bez trudu udowodnić: ludobójstwo rozpoczęło się mordami Niemców na Polakach w „Generalnym Gubernatorstwie”, we wrześniu 1939 r. Chazarów pozostawiono w spokoju, potęgując w nich przekonanie o „niemieckiej rzetelności” i ”poważnej chęci” rozwiązania ich problemu przez zorganizowanie państewka chazarskiegoz części skasowanych ziem polskich.

Rzecz zaczynać wyglądać nieciekawie dla „historyków” typu , Żbikowskiego, gdy „w temacie” głos zabierają sami, normalni Chazarzy: np.. Aleksander Smolar ( https://pl.wikipedia.org/wiki/Aleksander_Smolar), który nigdy nie ukrywał, że był synem Hersza Smolara… tylko kwiatami witano.

Oczywiście Smolar był też komunistą, i aparatczykiem – to zawodowiec . Ale tylko do „marca 68”. Potem się obraził na komunę, przestał być „internacjonalistą”, odnalazł w sobie Chazara i gdy go „ wygoniono” wyjechał z Chazarami z Polski i wrócił do niej w 1989 r. A gdy „solidarni”, pejsaci bojownicy pchali się hurmem do koryta w tzw. „III RP” wraz z nimi „załapał” się Smolar. Udało się!… Wytrwałość popłaca! Samo życie.! Ha, zauważmy, że odnajdujemy wśród nich galionowe figury nieskazitelnych przywódców PiSu – trzeba mieć ten polityczny instynkt…!

Ale nie uprzedzajmy faktów. Pomimo ludzkich słabostek Smolar zachował jednak resztkę przyzwoitości i niezależność osądu.

W artykule pod bardzo znamiennym tytułem, „Tabu i niewinność” , zamieszczonym w trockistowskim, korowskim, podziemnym „Aneksie” ( nr.41/42, str.96, 97, 98 – cyt. z książki „Przemilczane zbrodnie”, Jerzego Roberta Nowaka ), Smolar, zabrał głos w sprawie kolaboracji obywateli polskich „mojżeszowego pochodzenia” na Kresach” :

„…Świadectwa są zgodne- wystarczająca liczba Żydów wychodziła z entuzjazmem naprzeciw Armii Czerwonej , by w pamięci polskiej powstał obraz tłumów, witających najeźdźców jako wyzwolicieli… Gdyby tylko kwiatami witano. Ale były rzeczy gorsze, znacznie gorsze.

Żydzi, komuniści i nie, inteligenci czy półinteligenci, jako ludzie zasadniczo godni zaufania , zaludniali administrację lokalną, stawali się pomocnikami w organizowaniu władzy sowieckiej, Gorzej jeszcze –pomagali w wyłapywaniu polskich oficerów, przedstawicieli polskiej administracji, poszukiwanych przez okupanta…Po zjednoczeniu Polski pod okupacja niemiecką wieść o postawie Żydów na Wschodzie („Kresach”przyp.JK) rozeszła się na cały kraj. Można sobie wyobrazić , jak ten fakt wpływał na postawę Polaków

A teraz porównajmy świadectwo komunistycznego Chazara, Aleksandra Smolara z raportami J. Karskiego … Oba są identyczne.

Wiele innych raportów także jest identycznych., np. raport rabina Chaima Kaplana. Pomimo, że przebywał w warszawskim gettcie, pilnie śledził wszystko to, co się działo na prowincji.

Tym bardziej więc wstrząsa nami jego ogromne oburzenie, a nawet wściekłość zachowaniem się „polskich obywateli” , Chazarów, na „Kresach”- ich stała gotowość i praktyczna współpraca z Sowietami w popełnianiu wszelkich możliwych przestępstw na Polakach.

Zapiski rabina Kaplana są tak bulwersujące dla tubylczych tropicieli „faszyzmu”, że choć już dawno są dostępne po angielsku, niemiecku , a nawet po szwedzku, nie ma ich… po polsku. Rozumiemy dlaczego- takie uwagi Kaplana, że:

” …Wzdłuż granicy zostały ustawione zasieki z drutów kolczastych, a szmuglerzy przygraniczni są rozstrzeliwaniNie współczuję im w ich „kłopotach”. Boże broń ale serce mnie boli na myśl o tym, że tysiące żydowskich uchodźców muszą być ukarane, niż za ich własne przestępstwa lecz za grzechy ich złych braci…Ku memu wielkiemu zasmuceniu, muszę przyznać, ze prawdziwie zgrzeszyliśmy. Złe zachowanie części naszego narodu w miastach granicznych, które zostały anektowane do Rosji sprawiło, że wszyscy staliśmy się znienawidzeni i niechciani nawet w oczach Rosjan, którzy nie dyskryminują między narodami….”, są szokujące dla Litwaków i filosemitów. Chaim Kaplan grubo przesadza z tym „niechętnym nastawieniem” Rosjan do Chazarów: sami enkawudyści przyznawali, że „bez entuzjastycznej współpracy Chazarów z nimi, zdziałali by o wiele mniej” … Wstrząsające słowa. Prawdziwe aż do bólu . Gdyby Rosja była normalnym krajem, to wizytujący miejsce kaźni w Katyniu, mogliby przeczytać epitafium: „Przechodniu, powiedz Polsce , że mordowali nas Żydzi”.

Histeria Chazarów

Przy okazji dowiadujemy się, że Rosjanie „rozstrzeliwali przestępczych Chazarów” i, że granica „została odrutowana drutem kolczastym. Ale to już zostawimy bez komentarza.

Od dawna wśród niezależnych historyków ( oficjalnych, „dyżurnych”, możemy spokojnie pominąć jako płatnych najmitów kolejnego okupanta) trwały gorące dyskusje na temat notorycznej na „Kresach” kolaboracji Chazarów (Litwaków) z Rosji z sowieciarzami.

Było to tyle dziwne, że ci Chazarzy …”uciekli” z Rosji przed „Czarną Sotnią” czy carską „Ochraną” , która pod koniec XIX w. wystąpiła szczególnie mocno, rozpowszechniając „ celowo antysemityzm” – vide np. sztandarowy produkt,”Protokoły Mędrców Syjonu”, rzekomo „sfabrykowany” przez agentów carskiej „Ochrany”.

Proszę zachować powagę i się nie śmiać: otóż chazarscy „naukowcy”(jak np. „Paweł Korzec” „wyrzucony” z Polski w marcu 68r. chazarski historyk PPR i PZPR ) doszli do konkluzji, że „w okresie niepodległości (Polski, po 1918 r. – JK) Żydzi byli słabo związani z Polską” i , że „nie stworzono im warunków aby więzi te ukształtować i umocnić”…

Kiedy spytano po wojnie 1920 r. marszałka, J. Piłsudskiego co zrobić z masą 600.000 zbiegłych do Polski Chazarów z Rosji, ten krótko, po żołniersku, odparł: „Polski nie stać na obywateli drugiej kategorii, Wydać im obywatelstwo!”. I wydano! Wszystkim Litwakom.

Chociaż miano, „Litwak”, przylgnęło do Żydów z Litwy, lub Białorusi; posługującym się dialektem odmiennym od tego, jakim mówili Chazarzy z „ Kongresówki” i Ukrainy, to byli to jednak Chazarzy z Rosji szczególnie Odessy, których po zamachu (Ignacy Hryniewiecki) na cara Aleksandra II w 1881 r. zmuszano do „emigracji” na tereny Królestwa Polskiego. W sumie było to ok.700.000 tysięcy osób, które osiedliły się we wielkich ośrodkach miejskich i przemysłowych – szczególnie w Łodzi i w Warszawie.

Wg swoich zwyczajów, Chazarzy, zawsze szli śladem zwycięskich armii (stąd ich rozprzestrzenienie się w czasach Antyku po całym Cesarstwie Rzymskim) i kiedy pod koniec XVIII wieku, Rosjanie zdobyli w 1789 r. na Tatarach obwarowaną Odessę, wietrząc możliwość dobrych interesów zaczęli się w niej osiedlać. Jako centrum eksportu zboża, (stara antyczna kolonia grecka) Odessa rozwijała się niezwykle szybko i w ciągu stu lat osiągnęło około 400 tysięcy mieszkańców – w tym przeszło 120 tysięcy Chazarów. Napłynęli oni z głównej „strefy osiedleńczej”, Rosji ( chazarskie ludy koczownicze żyły na stepach nadwołżańskich) ale także z Austrii, Niemiec i krajów bałkańskich. Choć zajęli szybko ważne miejsce w życiu miasta, to jednak byli w nim społecznością bez historii: nie pielęgnowali jak w starych gminach tradycji, lecz… zajmowali się interesem.

Odessa zasłynęła wśród rosyjskich Chazarów jako miejsce łatwego życia i deprawacji religijnej. Mimo to równie szybko… stała się chazarskim centrum , w którym tworzono nową koncepcję życia w Golusie – tu żył i działał wyznawca syjonizmu, Władimir Żabotyński.

O ile napływ litwaków miał pozytywny wpływ na gospodarkę Królestwa Polskiego (było wśród nich wielu ludzi bogatych ), to przyniósł fatalne skutki dla stosunków polsko – żydowskich. Litwacy w większości byli już zasymilowani do kultury rosyjskiej.

Nie znali polskiego i posługiwali się rosyjskim (ewentualnie litewskim jidysz).

Nie utożsamiali się z kulturą i historią Rzeczypospolitej.

Dzięki swojej liczebności oraz sile ekonomicznej (wynikającej po części ze znajomości języka rosyjskiego oraz rynków cesarstwa), zdominowali dość szybko część polskich Żydów. Rzecz jasna, że polityka carskiej administracji, popierała zrusyfikowanych Litwaków wobec „polskich” Chazarów , skłaniających się raczej do asymilacji i integracji.

Dlatego Litwacy zwalczali nawet to tak „pozorne”, podjęte przez polskich Żydów na początku XIX wieku, dzieło asymilacji, odcinając się zdecydowanie od polskich dążeń narodowych: de faco litwactwo propagowało wśród szerokich mas żydowskich prorosyjski… separatyzm chazarski i wpajało nienawiść do Polski.

Prawdziwie tragicznym jest to, że , uciekając przez represyjną polityką w rosyjskich guberniach imperium, litwacy sami -świadomie lub nie – stali się jej narzędziem przeciwko Polakom.

Jarosław Kaczyński mógłby wiele opowiedzieć Polakom o antycznym grodzie nad Morzem Czarnym, Odessie ale czy zechce?

Jak więc widzimy, na przykładzie malutkiego cytatu Chazara „Pawła Korca” (wypisującego na łamach „Kultury” J.Giedroycia bzdury), Polska „intelektualnie zbiedniała” …

Tego zdania jest przede wszystkim premier tzw. „IV RP” Polska , Morawiecki i gensek PiSu, J. Kaczyński: bowiem gdyby „Korzec” żył w czasach „IV RP” mógłby nam niejedno napisać: rozwinąłby skrzydła jak Żbikowski i Gross w dzisiejszej cieplarnianej, pro – chazarskiej atmosferze stworzonej przez ”kierowniczą siłę Narodu”.

Możemy jednak być pewni, że nigdy by się przez nią nie przebili …patriotyczni Chazarzy jak np. Julian Unszlicht (https://pl.wikipedia.org/wiki/Julian_Unszlicht), który wprost nazwał Litwaków litwacką Targowicą” :

„…Utrwalać najazd sowiecki-co prawda „zdemokratyzowany” w Polsce, oto obiektywny cel nacjonalizmu żydowskiego u nas. Przykryć to wszystko frazesem „socjalistyczny”- oto sposób otumanienia umysłu robotników polskich aby przy ich pomocy dobić trupa znienawidzonej Polski i na nim organizację żydowską ”narodową” wybudować”( cytat z książki J.R. Nowaka, „ Przemilczane zbrodnie”, str.230).

Zaczerpnąłem z książki prof. Jerzego Roberta Nowaka sporo cytatów , które zamieściłem w tekście – właściwie należałoby zacytować całą, doskonale udokumentowaną choć, rzecz jasna, notorycznie przemilczaną książkę!

Jest to typowe dla funkcjonowania cenzury medialnej. Nie tyle instytucjonalnej jak w Peerelu (przy ul. Mysiej) ale istnienia tzw. autocenzury, wyższej jej formy, oddziałującej swoimi chazaro – masońskimi mackami (nazywanymi dziś „działaniem formacji piłsudczykowskiej”) na telewizję, radio i wydawnictwa. Ale to inny, obszerny temat.

Kończąc zatem ten bardzo szeroki temat ludobójstwa Polaków na Wschodzie, będący dla wielu Polaków zupełnym novum, podeprę go cytatami z wypowiedzi o polskiej gehennie dwóch zachodnich historyków: znakomitego Anglika, Normana Daviesa i najwybitniejszego znawcy polskiej historii współczesnej, Amerykanina , Richarda Lucasa – obie uwagi są oczywiście ostro zwalczane przez chazarską „szeroka opinię publiczną” i kompletnie przemilczane przez polską , „niepodległościową” propagandę.

Zaraz pojmiemy dlaczego!

Na łamach ”The New York Review of Books”_ z dn. 20 listopada 1986 r. Norman Davies (cytat z książki Jerzego Roberta Nowaka- „Przemilczane zbrodnie”) napisał:

„… Stosowanie wyłącznie martyrologicznego podejścia (…) niezależnie od tego, czy odnosi się to do Żydów czy też do nie-Żydów służy tylko do pomniejszania ofiar i nakreślenia w perspektywicznym skrócie ogromnie złożonego świata Europy Wschodniej, w której żyli oni wszyscy. Nie można też rozdzielać nazistowskich od analogicznych zbrodni sowieckich , które Sowieci popełniali na jeszcze większą skalę. Często na tych samych terenach..

Tak więc, na przykład, jeżeli się chce zrozumieć szeroko rozpowszechniony polski antysemityzm, występujący na terytoriach okupowanych przez Niemców w latach 1941-1944, nie można równocześnie pominąć wypadków, które występowały dwa lata wcześniej w strefie okupowanej przez Rosjan. Między rokiem 1939-1941współpraca wielu Żydów z najeźdźcami sowieckimi, którzy szybko zorganizowali masowe deportacje do gułagów, była często postrzegana w Polsce jako dowód zakorzenionej wrogości żydowskiej do Polaków.

Raporty AK na temat tego, gorszącego zachowania się Żydów, dotarły do Londynu we wrześniu 1941 r…” (Uwaga: ten tekst Normana Daviesa ukazał się także w w 1987 r., w podziemnym wydawnictwie polskim, „Most” nr.14 -15,”Głos tego, który przeżył” str. 139)

W innym wystąpieniu w ”The New York Review of Books” ( z dn. 9 kwietnia 1887 r), w odpowiedzi na wściekły atak Chazarów (Abraham Brumberg oskarżył Daviesa o „deformację faktów” gdyż ”rzekoma kolaboracja ograniczała się małej grupki prokomunistycznych sympatyków”) prof. Normas Davies napisał:

„(…) To co pisałem, mogę i teraz potwierdzić, a sprowadza się ono do tego, ze: wśród kolaborantów , którzy przybyli pomagać sowieckim siłom bezpieczeństwa w wywózce wielkiej liczby niewinnych mężczyzn , kobiet i dzieci na odległe zesłanie i przypuszczalnie śmierć, była nieproporcjonalnie wielka liczba Żydów.

Po drugie zaś wieści o okolicznościach, towarzyszących deportacjom przyczyniały się do pogorszenia stosunków polsko-żydowskich w innych częściach okupowanej Polski(…) Nie chcę dyskredytować ani pamięci, ani wzroku Brumberga ale trzeba zaznaczyć, że niemal wszyscy inni świadkowie nie zgadzają się z nim.

Tysiące tych , którzy przeżyli, żyje teraz na Zachodzie i mnóstwo pamiętników opowiada zupełnie odmienną historię. Wśród kolaborantów i donosicieli, jak i personelu sowieckiej policji bezpieczeństwa w owym czasie był szokująco wysoki procent Żydów. (…)” (Norman Davies, „An Exchange”, ”The New York Review of Books” )

Wielki współczesny badacz historii Polski, Richard C. Lucas (napisał 5 książek o Polsce, m.in. książki „ Zapomniany Holocaust” , mającej już trzy wydania) zauważył tak:

„(…)”Nigdy nie zapomnimy ich (tj. Żydów) zachowania wobec bolszewików” – często słyszało się w Polsce podczas wojny. Odnosiło się to do mało patriotycznej postawy wielu Żydów podczas sowieckiej okupacji wschodnich ziem Polski podczas wojny.(…)”( Richard C. Lucas, „Zapomniany Holokaust”, Kielce 1995 r., str. 163-164)..

Przed paroma dniami ( 20.03,2018r.) gensek PO, Grzegorz Schetyna,, masoński giermek „Wielkiego Wschodu”. doprowadzony do szewskiej pasji kolejnymi posunięciami PiS (notabene, wypełniającego tylko wytyczne chazaro-masonerii sterowanej przez USA) po raz kolejny plunął z mównicy w twarz Polakom : „Przestanie żyć historią,- zostawcie ją historykom. Zajmijcie się polityką”.. .

Niby chciał „przygadać” braciom z PiSu , że ci uprawiają „niebezpieczną , polityczną grę”,, grożącą …”osłabieniem znaczenia Polski na arenie międzynarodowej”. Te „harce” PiSu były „ustawą o IPN”- bublu prawnym, mogącym wg. zgodnej opinii lóż i Chazarów „uniemożliwić badanie „holokaustu”.

Ale nie „holokaustu” polskiego na Wschodzie, tylko chazarskiego w ”całej Europie”. . Wyłącznie jego. W podtekście leżała sprawa odszkodowań za „zbrodnie niemieckie”.

Jednak dalsze wypowiedzi w mediach wszystkich czołowych bossów politycznych z „ prawej strony”, łącznie z coraz bardziej nie starającym się maskować, prez. A. Dudą, nie pozostawiły wątpliwości u ludzi , myślących kategoriami narodowymi, że w tym ,jak i w poprzednich przypadkach, chodzi wyłącznie o jeszcze głębsze ukrycie rzeczywistej historii przed Polakami.

Choć ukryto już o tej pory bardzo wiele,(praktycznie ukryto już istnienie „Kresów” jako…integralnej części Polski) należy dokonać jeszcze jednego wysiłku by ukryć zbrodnię największą –ludobójstwo Polaków na Wschodzie.

Musimy uczynić wszystko co w naszej mocy, by ta perfidna polityka Targowicy wszystkich odcieni, a więc ”POPIS”u, spaliła na panewce.

I wiemy – ba, mamy absolutną pewność – że ona się nie powiedzie, gdyż prawdziwy „IPN” jest nierozerwalnie związany z duszą Narodu.

A ta jest Nieśmiertelna.

Janusz Kowalczyk


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Polska i Polacy w Religii „Holokaustu” – Tomasz Gabiś

a-47

Strona główna &gt Polska &gt Polska i Polacy w Religii „Holokaustu” – Tomasz Gabiś Polska i Polacy w Religii „Holokaustu” – Tomasz Gabiś a303 Polska 5

Poniższy tekst został napisany w latach 1998–1999 roku i rozwija wątki zawarte [w:] Tomasz Gabiś Religia „Holocaustu” (część I), „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” nr 29 (1996), tenże, Religia „Holocaustu” (część II), „Stańczyk. Pismo konserwatystów i liberałów” nr 30 (1997).

Od połowy lat osiemdziesiątych nasila się w Polsce – co ma związek z ekspansją religii „Holocaustu” – propaganda oskarżania Polaków o współudział w „Holocauście” (cudzysłów dlatego, że jest to termin teologiczny a nie historyczny) i na tym tle, o „antysemityzm”, której nosicielami są znaczące odłamy polskiej elity intelektualno-politycznej. Pragną one, aby III Rzeczpospolita czerpała swoją legitymizację z przezwyciężenia „antysemickiej spuścizny”. Nowa Polska ma być zbudowana na gruzach starej Polski – Polski obojętnej wobec „Holocaustu” lub w nim współuczestniczącej, Polski pogromów i antyżydowskich fobii. Prawowitość III Rzeczpospolitej ma mieć swoje źródło w „przezwyciężeniu” tego wszystkiego, czego symbolem jest „ostatni akt Holocaustu”, czyli tzw. pogrom kielecki, czyli „jedno z najgorszych okrucieństw w historii” (Alan Dershowitz).

Po to, aby znaleźć się w nowym porządku europejskim i światowym, muszą Polacy stworzyć sobie nową tożsamość, tożsamość winy za „antysemityzm”, który był ważnym czynnikiem dla wyboru właśnie Polski na miejsce „Holocaustu”; muszą starać się, aby „Żydzi dostrzegli, że Polska się zmienia, że pamięć Holocaustu nie jest tylko przywoływana z okazji rocznic, lecz wpływa na nasze codzienne postępowanie” (Maciej Łętowski, „Życie”, 9 IX 1997). Andrzej Szczypiorski stwierdził z żalem, że polskie społeczeństwo do końca nie pojęło „Holocaustu” i sensu tej zbrodni, że „Holocaust” nie stał się wielkim wstrząsem duchowym dla Polaków, tak jak to się zdarzyło w całej niemal Europie i Ameryce” („Marzec i Polacy”, „Gazeta Wyborcza” 28-29 III 1998).

W religii „Holocaustu” Polsce i Polakom przypada szczególna rola. To na naszej ziemi dokonano „zbrodni tysiąclecia” („Der Spiegel”, wydanie specjalne, wrzesień 1992), tutaj rozegrał się „eschatologiczny dramat”, to na obszarze wyznaczonym przez takie miejsca jak Oświęcim-Brzezinka, Treblinka, Sobibór, Chełmno, Bełżec [1] zdarzyło się coś, czego nie można porównać z żadnym innym wydarzeniem w historii ludzkości: „W XX wieku ziemie polskie były miejscem wydarzenia wyjątkowego w dziejach świata: zagłady milionów Żydów dokonanej przez niemiecką machinę państwową” (Jakub Karpiński „Asymetria”, „Aneks” 1986 nr 41-42); „(…) w XX wieku, na naszych oczach, na naszej ziemi, stało się coś unikalnego, wyjątkowego w dziejach świata” (Barbara Engelking, Zagłada i pamięć. Doświadczenie Holocaustu i jego konsekwencje opisane na podstawie relacji autobiograficznych, Warszawa 1994, str.7). Polska była epicentrum Zagłady, krajem, gdzie wzniesiono „drugą Golgotę”, gdzie dokonał się przełom w dziejach ludzkości, gdzie w historię wcieliło się Zło Absolutne i gdzie spełniła się jedyna w swoim rodzaju, z niczym nieporównywalna zbrodnia i ofiara „Holocaustu”. David H. Hirsch pisał o „nazistowskiej próbie zamordowania Boga w Oświęcimiu” (zob. Hirsch, The Deconstruction of Literature: Criticism after Auschwitz , Hanover NH, 1991, str.87) [2]. A więc to w Oświęcimiu, niedaleko Krakowa, dawnej polskiej stolicy chciano „zamordować Boga”! Na naszej, tej znanej i ukochanej przez nas ziemi, takiej niby zwyczajnej, pełnej stereotypowych wierzb płaczących miało dokonać się to niesłychane wydarzenie, które jak „metafizyczne cięcie” dzieli historię ludzkości na dwie części! Polska ziemia została przez to wydarzenie zmieniona na zawsze. Polska jest „krajem naznaczonym stygmatem Shoah (…) i nie możemy przed tym uciec, nie możemy tego uniknąć” (ks. Waldemar Chrostowski [w:] Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust? red. Michał Bron, Uppsala 1997, ss.82, 88). „Mieszkamy na ziemi dotkniętej Holocaustem” (ks.Waldemar Chrostowski Rozmowy o dialogu, str. 204) „Szoah zostawiła na Polsce szczególne piętno. Polska jest krajem obozów zagłady” (S. Krajewski Żydzi, judaizm, Polska , Warszawa 1997, str.350). W tym kraju naznaczonym stygmatem Shoah, kraju, który „na zawsze będzie kojarzony z Holocaustem w umyśle tych, którzy stracili [tutaj] swoich krewnych i bliskich” (Krzysztof Śliwiński [w:] Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust?, str.121), w kraju, który nie jest już właściwie Polską, ponieważ jak stwierdził Zbigniew Herbert „Polska bez Żydów (i innych mniejszości) przestała być Polską” (cyt. za: S. Krajewski , op.cit.str.191); tutaj, gdzie śmierć Żydów „spowodowała pustkę w polskim krajobrazie i tożsamości” (ks.W.Chrostowski, op.cit. str.301), żyją Polacy, także, co oczywiste, naznaczeni stygmatem Shoah, także na zawsze kojarzeni z „Holocaustem”.

Po „Holocauście” polska ziemia jest ziemią nieczystą, ziemią przeklętą i sprofanowaną [3]. Polska ziemia, twierdzi Krajewski ( op.cit. str.178), została zbrukana zbrodnią bez precedensu: próbą zmiany losów świata, pokonania Boga Żydów i chrześcijan przez zgładzenie wszystkich bez wyjątku Żydów. Nasza ziemia, uważa ks.W.Chrostowski, „jest postrzegana jako jeden wielki cmentarz: miejsce cierpienia i gwałtu” (op.cit., str.52). Oświęcim, Brzezinka, Sobibór, Bełżec, Chełmno – to wszystko są polskie nazwy, wyjaśnia Szewach Weiss: „Polska stała się cmentarzem żydowskiego narodu” (w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 26 I 1995). Polska, rzecze S. Krajewski, jest „wielkim cmentarzem żydowskim”, zaś Oświęcim jest „najpowszechniej znanym za granicą miejscem w Polsce” i „cały świat, nie tylko żydowski przygląda się Oświęcimowi”; „Auschwitz, który dla całego świata jest symbolem Shoah znajduje się w Polsce. Nawet, jeśli niemiło o tym myśleć, jest faktem, że wiele osób przyjeżdża do Polski głównie po to, aby zobaczyć właśnie to miejsce” (Krajewski, op.cit. ss. 236, 243, 350). Niektórzy nie chcą tu przyjeżdżać: „Gdybym przyjechał do Polski lub do Niemiec, to każdy kamień i każde drzewo przypominałyby mi o pogardzie, o nienawiści, o morderstwach – o zabitych dzieciach, o matkach spalonych żywcem, o uduszonych gazem Żydach” (Abraham Joshua Heschel, Israel: Echo of Eternity, New York 1969, cyt. za: Henryk Halkowski „Oświęcim w oczach Żydów”, „Znak” 1990 nr 4-5 str.118). Inni przybywają, ponieważ na polskiej ziemi znajdują się święte miejsca „religii Holcaustu” takie jak Oświęcim: „Oświęcim jest dla Żydów miejscem świętym, w którym nie ma miejsca na jakikolwiek inny kult” (rabin Pinchas Menachem Joskowicz, „Za i Przeciw” 1989 nr 33). Posiadają one status „teologicznej eksterytorialności” i udział w tej świętości mają tylko Żydzi („Holocaust survivors”).

Henryk Grynberg pisze: „Oświęcim oznacza holocaust. Jest symbolem i miejscem świętym. Bardziej niż Jerozolima. I ważniejszym zarówno dla Boga, jak i dla ludzi. Wszystkich ludzi. Ale jest własnością żydowską niestety.(…) W świecie, w którym kwestionuje się nawet prawo Żydów do Jerozolimy, wszystko wydaje się możliwe, ale przynajmniej Oświęcim powinien być żydowską nieruchomością na prawach wyłączności” (Prawda nieartystyczna, Katowice 1990, str.88). Opinię Grynberga podziela Jacek Kuroń: „ziemia, na której ginęli Żydzi jest ziemią żydowską (cyt.za: ks. Stanisław Małkowski, Władysław Terlecki „Gwiazdy Dawidowe i krzyże w Birkenau”, „Nasza Polska” 1996 nr 32). W trakcie ogólnoświatowej afery spowodowanej „desakralizacją” obozu w Oświęcimiu, czyli budową centrum handlowego, grupa Żydów („Holocaust survivors”) pod wodzą rabina Weissa demonstrowała przed konsulatem RP w Nowym Jorku z transparentem „Ręce precz od Oświęcimia!”. Od jakiegoś czasu mówi się o ustanowieniu specjalnej, międzynarodowej jurysdykcji dla obozu w Oświęcimiu. Oznaczałoby to przekształcenie „eksterytorialności teologicznej” w eksterytorialność państwowo-prawną. Zaś rabin Weiss wysunął jeszcze bardziej radykalne żądanie: „Auschwitz-Birkenau powinien być oddany pod nadzór izraelski lub organizacji żydowskich” („Rzeczpospolita”, 25 I 1995). W czerwcu 1998 roku wiceprezes Światowego Kongresu Żydów Kalman Sultanik stwierdził, że „tereny obozów koncentracyjnych Oświęcim I i Brzezinka powinny być eksterytorialne” (zob. „Życie”, 5 VI 1998). Przy okazji konfliktu o krzyże na żwirowisku w Oświęcimiu, za eksterytorialnością Oświęcimia/Brzezinki wypowiedział się naczelny rabin Polski Menachem Joskowicz. Jezuita o. Stanisław Musiał wypowiedział się za „moralną” eksterytorialnością Auschwitz: „Jeśli więc Żydzi podnoszą sprawę eksterytorialności, to w sensie moralnym nie jest to postulat niedorzeczny. Przecież jest to skrawek kuli ziemskiej, w który wsiąkło najwięcej żydowskiej krwi. Suwerenny żydowski Auschwitz byłby prawdziwym pomnikiem Zagłady” (wywiad dla „Gazety Wyborczej” 9-10 I 1999).

To, co dzieje się w tym miejscu śledzone jest z najwyższą uwagą przez tzw. światową opinię publiczną.. Budowa centrum handlowego w pobliżu obozu jest przejawem „faszyzmu”, „desakralizacją” i mówi o niej cały świat. Usunięcie z terenu klasztoru karmelitanek grupy „ocaleńców Holocaustu” jest „niedopuszczalnym nawrotem do dawnej polskiej nienawiści i pogromów, praktyk – jak myśleliśmy – wreszcie zaniechanych” (Abraham M.Foxmann z ADL) i jedną z „najohydniejszych scen przemocy wobec Żydów, jaka miała miejsce w Polsce od wielu lat” (Agencja Reutera – cyt. za: „Znak” 1990 nr 4-5 str.134) .

W ramach religii „Holocaustu” Polska jest „drugim Egiptem”: „A was Pan wybrał sobie, wyprowadził was z pieca do topienia żelaza, z Egiptu, abyście się stali Jego ludem, Jego własnością, jak dziś jesteście” (Ks. Powtórzonego Prawa 4,20). Ów „piec do topienia żelaza” czyż nie kojarzy z piecami krematoryjnymi, którymi pokryta była polska ziemia? Prof. Norman Davies powiedział w wywiadzie dla tygodnika „Najwyższy Czas!”(1995 nr 29): „Aby syjonistyczny mit miał sens, Polskę należało przedstawić jako starożytny Egipt – kraj niewoli, z którego Żydzi uciekali do Ziemi Obiecanej”.

Polska jest negatywnym odniesieniem dla „świętej ziemi” państwa Izrael, krainą, gdzie ziemia „użyźniona” została krwią i popiołem i zamieniła się w pustynię. „Popioły z kominów Treblinki i płonących stosów opadły na ten las i użyźniły go pod jagody i grzyby, pięły się w ich naczyniach sokonośnych. Dobrze, że nie wolno było w tym lesie się zatrzymywać i że nie pozwolono mi wtedy zjeść tych jagód” (Grynberg op.cit. str.13). Trudno dziś [Żydom] pokochać kraj, którego ziemię użyźniły popioły całego narodu” (Jerzy Surdykowski „Najsmutniejsze narody świata”, „Gazeta Wyborcza”, 19-20 VII 1997).”Użyźnienie” popiołami ofiar „Holocaustu” to w rzeczywistości zatrucie i zniszczenie. Po „Holocauście” Polska może już być tylko „ziemią jałową”. Żyjący tu Polacy stąpają każdego dnia po warstwie popiołów, ale nadal pozostali „wiecznymi antysemitami”: „Boże mój, jakiejże grubości nowymi popiołami żydowskimi należałoby pokryć tę ziemię, by Polacy zrozumieli Szoah” (Ady Steg podczas obrad „Genewy II”, cyt.za: Michał Horoszewicz „Symbolika Auschwitz dla Żydów i chrześcijan”, „Collectanea Theologica”, 1992 fasc.II,str.81)

Żyd z Traktatu poetyckiego Czesława Miłosza mówi: „Ziemia zagłady, ziemia nienawiści,/ Żadne jej słowo nigdy nie oczyści,/ Taki się na niej nie zrodzi poeta”. (Poezje, Warszawa 1993, str.227). E. Czarnecka interpretuje to jako rodzaj trenu Żyda z getta, rzucającego przekleństwo na „ziemię pogardy i nienawiści”. Pytany przez nią o ten fragment poeta, odpowiada, że odnosi się to do ostatecznej likwidacji getta, wymordowania Żydów: „A potem zostaje już tylko ziemia, która jest obciążona, skrwawiona, zbeszczeszczona”. Miłosz mówi dalej o „o obciążeniu tej ziemi zbrodnią” (zob. Podróżny świata. Rozmowy z Czesławem Miłoszem. Komentarze, Nowy Jork 1983, str.119 – korzystałem z wydania Wszechnicy Społeczno-Politycznej 1984, b.m.w.). Prof. Jan Błoński uczynił te wizję Miłosza punktem wyjścia dla swojego słynnego artykułu. Błoński pisał, że ludobójstwo popełnione na Żydach naznaczyło polską ziemię „na wiek wieków”, odciskając na niej „krwawy, ohydny znak” (Jan Błoński Biedni Polacy patrzą na getto, Kraków 1994, ss.10-11). Ale oczyszczenie nigdy nie nastąpi, polska ziemia na zawsze i nieodwołalnie pozostanie skażona i przeklęta. Tutaj w naszym kraju „krew została na ścianach, wsiąkła w ziemię, czy chcemy czy nie. Wsiąkła w naszą pamięć, w nas samych. Więc nas samych musimy oczyścić, czyli zobaczyć siebie w prawdzie. Bez tego dom, ziemia, my sami pozostaniemy zbrukani” ( Błoński, op.cit. str.11). Jednak Żydów „wymordowano w domu Polaków” (Grynberg) i nasza ojczyzna, choćbyśmy zobaczyli siebie w prawdzie (np. czytając codziennie fragmenty z książki prof. Błońskiego), na zawsze i nieodwołalnie pozostanie obciążona, skrwawiona, zbeszczeszczona, skażona i przeklęta, bo krew ofiar „Holocaustu”, krew zabitych w sakralnym mordzie członków narodu wybranego, która wsiąkła w ziemię i w ściany naszych domów, będzie, jak pisał Emmanuel Levinas, wrzeć aż po kres czasów. To nie jest zwykła krew, lecz krew ofiar Największej Zbrodni w Dziejach Ludzkości, krew synów i córek „narodu świętego”, krew mająca religijną wartość i „metafizyczno – teologiczny” wymiar. Takiej krwi nie da się po prostu zmyć, usunąć ze ścian, z ziemi i z nas samych. A do tego smród: „Polska cała śmierdziała i Polacy, zatykając nozdrza, zamykając drzwi i okna, walczyli heroicznie, ale beznadziejnie, żeby nie czuć. Jedli i kochali się w niemożliwym zaduchu palonych ciał, w zaduchu ciał spalonych i zagrzebanych w fosach, by zatrzeć ślady eksterminacji, i w zaduchu, może najtrudniejszym do wytrzymania, ciał rozkładających się w mogiłach” (Claude Lanzmann, cyt. za: „Gazeta Wyborcza”, 4-5 X 1997). H.Grynberg uważa, że Polska to „największy cmentarz żydowski w dziejach, gdzie nie ulotnił się jeszcze swąd po spalonych” (op. cit. str.25). Tadeusz Konwicki napisał: „Choćby ostatni Europejczyk zapomniał, że nad Wisłą mieszkał liczny lud żydowski, w naszych domach będą straszyć nocą duchy pomordowanych Żydów” (cyt. za: Grynberg op.cit. str.113).

Na ziemi, gdzie znajdowało się „epicentrum największej zbrodni w dziejach” (H.Grynberg), na ziemi skażonej i przeklętej, naznaczonej stygmatem „Holocaustu”, w domach, gdzie straszą duchy ofiar „sakralnego mordu”, w domach, których ściany nasiąkły „świętą” krwią, pośród swądu „świętych” ciał, we wszechogarniającym smrodzie rozkładających się zwłok ofiar zbrodni „należącej do innego porządku rzeczy” żyją Polacy. Ci, którzy żyją na ziemi naznaczonej stygmatem, sami naznaczeni są stygmatem. ci, którzy żyją na ziemi skażonej i przeklętej sami są skażeni i przeklęci[4]. Ci, którzy mieszkają w domach o ścianach nasiąkłych krwią, tą krwią są zbrukani, ci żyjący w smrodzie palonych i rozkładających się ciał, mogą jedynie wieść nędzną egzystencję śmierdzących parchów. Ich ziemia nieprzypadkowo zresztą wybrana została na miejsce „Holocaustu”: „Jeśli chodzi o Polaków…Nie jest to zwykły przypadek, że obozy największej zagłady powstały u nich, w Polsce, a nie gdzie indziej” (Elie Wiesel Pieśń umarłych, Wrocław 1991, str.143); „30 milionów świadków, 30 milionów niemych, głuchych i ślepych, tego nie można wytłumaczyć tylko terrorem. Polska była terenem mordu idealnie wybranym i eksterminacja Żydów tylko tu mogła mieć miejsce” (Claude Lanzmann, op.cit.)

„Gazeta Polska” długi czas zamieszczała rubrykę „Dosyć”, w której dokumentowane są wypowiedzi i cytaty z prasy oraz publikacji książkowych oskarżające Polaków o współudział w „Holocauście”. Także inne czasopisma (centro)prawicy takie jak „Nasza Polska”, „Najwyższy Czas!”, „Głos”, „Myśl Polska” zwracają uwagę na to zjawisko. Nie ma więc potrzeby na ten temat się rozwodzić. Warto jednak odnotować np. opinię Elie Wiesela, że Polacy „ścigali Żydów podstępnie, jakby z umiłowaniem” (op.cit. str.170). Albo Marca Hillela z książki Le Massacre des survivants. En Pologne après l’holocauste (1945-1947) (Paryż 1985), który pisze o Polakach jako narodzie „donosicieli i zabójców” i uważa, że w czasie wojny Polacy byli większym zagrożeniem dla Żydów niż Niemcy (zob. Ludwik Stomma „Skumbrie w tomacie”, „Polityka” 1997 nr 16). Amerykańska badaczka „Holocaustu” Lucy S.Dawidowicz (publikująca w „Commentary”) wspomina o rozkazie Bora – Komorowskiego wydanym w 1943 roku, który „nadał prawną osłonę mordowaniu Żydów przez Armię Krajową”. I dalej pisze Dawidowicz: „Nigdy nie będziemy dokładnie wiedzieć, ilu setek Żydów zamordowanych zostało przez polskich partyzantów w polskich lasach i bagnach” (zob. Lucy S.Dawidowicz, The Holocaust and the Historians, Cambridge, Mass. 1981, str. 94). Przy okazji „sprawy Ejszyszek” „New York Times” opublikował list niejakiego Alfreda Lipsona, nieznanego dotychczas bliżej, skromnego teologa religii „Holocaustu”, pracownika jednego z instytutów teologicznych (Centrum i Archiwum Informacji o Holocauście przy Queensborough Community College), który napisał w nim, że Armia Krajowa planowała doprowadzenie do końca „nazistowskiego ostatecznego rozwiązania problemu żydowskiego w Polsce” (zob.”Trybuna”, 16 VIII 1996).

Najważniejsze Wydarzenie W Dziejach Ludzkości zdarzyło się właśnie na ziemi Polaków, pośród nich, bo to oni „wyssali antysemityzm z mlekiem matki”[5] i tutaj eksplodowała „elementarna nienawiść do Żydów” (Martin Buber). Tylko tutaj, jak pisał Elie Wiesel, „samotność Żydów pochwyconych w szpony bestii, nie miała precedensów w historii. Była całkowita. Śmierć strzegła wszystkich drzwi (op.cit., str.165). Tutaj owo „bosko-człowiecze osamotnienie Żydów” (Michał Horoszewicz) osiągnęło swoją ostateczną kulminację. Tutaj mieszkańcy tak nienawidzili Żydów, że „getto i obóz pracy lub obóz koncentracyjny były jedynymi miejscami na świecie, które dawały Żydom nikłą nadzieję i szansę na przetrwanie” ( Icchak Rubin, Żydzi w Łodzi pod niemiecką okupacją 1939-1945, London 1988, cyt. za: „Nasza Polska”, 1997 nr 52/1). Polacy są współodpowiedzialni za „Holocaust” tak jak wszyscy ludzie zgodnie z twierdzeniem Grynberga, że to „ludzie Żydom zgotowali ten los”. Współodpowiedzialni są tak jak wszyscy chrześcijanie, a ich odpowiedzialność jest tym większa, ponieważ są narodem szczególnie przywiązanym do katolicyzmu. Współodpowiedzialni są dlatego, ponieważ byli obojętnymi świadkami – obojętnymi nie wobec jakiegoś zwykłego zabijania zwykłych ludzi, ale wobec „sakralnego mordu” dokonywanego na narodzie wybranym, mordu który nie ma sobie równych, mordu absolutnie wyjątkowego, unikalnego, jednorazowego. Dlatego ich obojętne świadkowanie też było doświadczeniem absolutnie wyjątkowym, bezprecedensowym, unikalnym, i dlatego także i ono ma swój „metafizyczno-teologiczny” wymiar. Są współodpowiedzialni, ponieważ byli obojętnymi świadkami „ukrzyżowania 6 milionów”, obojętnymi świadkami „nowej Golgoty”. I wreszcie są współodpowiedzialni, ponieważ byli pomocnikami katów, szmalcownikami i mordercami Żydów, brali udział w tym „ukrzyżowaniu”, współuczestniczyli w „całopaleniu” Żydów, a po wojnie kontynuowali „Holocaust”.

Lucy S. Dawidowicz stwierdza: „Od marca 1945 do kwietnia 1946 roku ponad 800 Żydów zostało zamordowanych w Polsce. Najohydniejszy pogrom wydarzył się w Kielcach 4 lipca 1946 roku, kiedy to prawie pięćdziesięciu Żydów zostało zamordowanych przez motłoch wspierany przez polskich milicjantów. Chociaż polski reżim osądził i stracił morderców, terror wobec Żydów trwał ogarniając całą Polskę” (op.cit. str.95). Znany prawnik i „obrońca praw człowieka” z USA Alan Dershowitz stwierdził, że „ogółem więcej niż 1500 Żydów ocalałych z Holocaustu zostało zamordowanych przez polskich katolików już po Holocauście”(cyt. za: „Gazeta Polska”, 8 VIII 1996). Ciekawe, ilu Żydów zginęło w pogromie, o którym wspomina Nahum Goldmann: „Kiedy w 1946 roku brałem udział w negocjacjach w Paryżu, dowiedziałem się z gazet, że w jednym polskich miast portowych doszło do straszliwego pogromu” (N.Goldmann, Das jüdische Paradox, Zionismus und Judentum nach Hitler, Köln Frankfurt/M 1988, str. 130). Goldmann nie podaje, czy chodziło o Gdańsk czy Gdynię.

Dlatego w 1996 roku, podczas uroczystości w Jerozolimie w Dniu Upamiętnienia Zagłady i Bohaterstwa, w których obok politycznych i duchowych przywódców izraelskich brali udział liczni przedstawiciele Żydów z całego świata i dyplomaci akredytowani w Izraelu, zapalono jak co roku sześć zniczów symbolizujących pamięć o sześciu milionach Żydów zamordowanych przez hitlerowców. Znicze zapalają przedstawiciele różnych środowisk żydowskich związanych z samym okresem „Holocaustu” bądź też jego upamiętnieniem. W tym roku po raz pierwszy zaproszony został do zapalenia znicza człowiek „uratowany z pogromu kieleckiego”. „Zaproszenie uratowanego z pogromu kieleckiego do zapalenia znicza podczas akademii poświęconej upamiętnieniu Holocaustu odczytać można – chociaż nikt tego nie oficjalnie nie sformułował – jako zaliczenie tego pogromu do Holocaustu, może jako jego ostatniego rozdziału” (Aleksander Klugman , „Tygodnik Powszechny” nr 29/1996). W ten sposób oficjalnie dokonało się „wmontowanie” Polaków w „Holocaust”, którego aktem wstępnym było umieszczenie jako ostatniego obrazu w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie ogromnego zdjęcia z pogromu kieleckiego.

Rola przydzielona Polakom w holocaustycznym pandemonium określona została raz na zawsze: są obojętnymi świadkami, pomocnikami oprawców lub samymi oprawcami. Tylko Niemcy byli zdolni dokonać takiej zbrodni, tylko Polacy mogli być jej obojętnymi świadkami lub jej współsprawcami. Polska i Niemcy – „dwa kraje splamione krwią milionów Żydów” (Mark Verstandig I rest my case, Melbourne 1996, cyt. za: „Nasza Polska” 1997 nr 7). W swoim wierszu „Fuga śmierci” Paul Celan napisał, że „śmierć jest mistrzem z Niemiec”. Mógłby też napisać, że „śmierć jest czeladnikiem z Polski”.

Komiks Mysz Arta Spiegelmana został przez „Wall Street Journal” uznany za „najsilniej oddziałującą historię, jaka wydano na temat Holocaustu”. Komiks, w którym Polacy przedstawieni są jako świnie prześladujące myszy, czyli Żydów znajduje się dziś w każdej szkolnej bibliotece w USA. Co też nie jest dziwne, jeśli wziąć pod uwagę, że poleca go waszyngtońskie Muzeum Holocaustu” (zob. „Gazeta Polska” 1997 nr 38).

Niemcy, a zaraz po nich Polacy obdarzeni zostali kainowym piętnem, otrzymali w ramach religii „Holocaustu” status „metafizycznych wrogów”, a wrogość taka nie może zostać przezwyciężona poprzez środki racjonalnego, politycznego dyskursu. Religia „Holocaustu” osiągnęła dziś swoją pełną i dojrzałą formę, wszyscy jej „aktorzy” muszą grać swoją rolę po wsze czasy. Tradycyjnej wierze Żydów w wybraństwo towarzyszy dziś przekonanie o potępieniu Niemców i Polaków. W religii „Holocaustu” zawarty jest spreparowany dla Niemców i Polaków dogmat o wiecznej winie przechodzącej z ojca na syna i każdy, kto tę religię akceptuje, musi równocześnie uznawać i ten dogmat, tę „metafizyczną winę”.

Na nic się nie zda przypominanie, że to Niemcy są odpowiedzialni za „Holocaust” i wskazywanie na „winnych” Francuzów z okresu Vichy czy na inne narody europejskie. Umacnia się tylko w ten sposób religię „Holocaustu”. Usiłujemy sami wydostać się z otchłani potępienia wchodząc na głowy innym i spychając ich w otchłań, i nie pojmujemy przy tym, że w ten sposób nie tylko się z otchłani nie wydostaniemy, ale wręcz przeciwnie przedłużymy nasz pobyt tam, ponieważ wskazując na winy innych stajemy się automatycznie misjonarzami religii „Holocaustu”, która skazuje nas na wieczne potępienie. W obliczu imperializmu religii „Holocaustu” konieczne jest zrewidowanie tradycyjnego antygermanizmu czy to w wydaniu narodowej demokracji czy też w wersji peerelowskiej. Kontynuowanie tego antygermanizmu (który nie jest tym samym, co polityczna wrogość wobec państwa niemieckiego) oznacza dziś wspieranie religii „Holocaustu” będącej zagrożeniem tak samo dla Niemców jak i dla Polaków. Nie ma możliwości wyrwania się samemu, bez Niemców ze stanu „teologicznego poniżenia”. Chęć utrzymania w tym stanie tylko Niemców skazana jest na niepowodzenie. Przezwyciężony być musi stan „teologicznego poniżenia” wynikający z religii „Holocaustu” jako taki a nie tylko stan „teologicznego poniżenia” Polaków. Siedzimy z Niemcami w jednej łódce, czy nam się to podoba czy też nie.

Stan „teologicznego poniżenia” Polaków ( i Niemców) , ich „metafizyczna” wina będą trwać tak długo, jak długo trwać i panować będzie religia „Holocaustu”. Nie będzie oczyszczenia, nie będzie przebaczenia, nie będzie pojednania. Alan Dershowitz jako warunek przebaczenia stawia oficjalne potępienie przez Kościół kardynałów Hlonda i Wyszyńskiego, albowiem są oni „the worst racist sinners in modern history” i ponoszą niemałą osobistą odpowiedzialność za masakry Żydów. Zapewne zwolennicy „dialogu i pojednania” uwzględnią ten skromny postulat. Warto też pamiętać o tym, że ludzie stojący na czele instytucji religijnych czy politycznych nigdy nie powinni prosić o wybaczenie, ponieważ jest to zawsze odczytywane jako akt słabości zapraszający do dalszych żądań i wstęp do kolejnych upokorzeń. Jedyna możliwa do zaakceptowania formuła to „wybaczamy i prosimy o wybaczenie”, (która zresztą brzmi właściwie w ustach biskupów, mniej w ustach polityków). I to tylko wówczas, gdy druga strona również jest gotowa ją wygłosić.

Laureat Pokojowej Nagrody Nobla Elie Wiesel napisał: „Każdy Żyd, gdzieś w swoim wnętrzu powinien wydzielić sobie strefę nienawiści – zdrowej, męskiej nienawiści – za to, co uosabiają Niemcy i za to, co w nich tkwi. Postępować inaczej oznaczałoby zdradę w stosunku do umarłych” (Legends of Our Time, Nowy Jork 1982, rozdz. „Appointment with Hate”, str.142). Można domniemywać, że w tej strefie nienawiści mieszczą się również Polacy, o czym świadczy fragment broszury Abrahama Hirchzona, szefa stowarzyszenia International March of the Living: „będziemy ich nienawidzić za ich udział w okrucieństwach, ale będziemy im współczuć z powodu ich obecnie nędznego życia” (cyt.za: Iwo Haman „Grobowi turyści”, „Nie”, 1997 nr 31). Żydowski chrześcijański demokrata z Niemiec Michel Friedmann stwierdził: „Spadkobiercy państwa mordującego Żydów ofiarowują ofiarom i potomkom ofiar pojednanie i są rozgoryczeni, gdy słowo to jest odrzucane. W rzeczywistości nie przystoi im nic innego jak przyjąć na siebie ciężką historyczną odpowiedzialność, na pokolenia, na zawsze” (cyt. za: Josef Schüßlburner, „Die deutsche Freiheit erdrosselt vom Verfassungspatriotismus”, „Staatsbriefe” (1995 nr 8-9). Słowa te odnosiły się to wprawdzie do Niemców, ale czyż w równej mierze nie odnoszą się do spadkobierców „Armii Krajowej mordującej Żydów”? Czyż ciężkiej odpowiedzialności historycznej nie powinni na wieki przyjąć „potomkowie szmalcowników i antysemitów” obojętnych wobec „Holocaustu”, synowie pogromistów z Kielc i innych miejscowości?

Podczas wizyty w Niemczech w kwietniu 1987 roku prezydent Izraela Chaim Herzog powiedział: „Nie przywiozłem ze sobą przebaczenia – i zapomnienia. Tylko umarli mają prawo przebaczać a żywym nie wolno zapomnieć”. Ponieważ jednak tak naprawdę tylko żywi mogą przebaczać, to stwierdzenie, że „przebaczać mogą tylko umarli” oznacza tyle samo co „nigdy nie będzie przebaczenia”. Nie będzie przebaczenia dla „potomków Eichmanna”, i nie będzie dla tych, w których żyłach płynie krew „szmalcowników i współwinnych Holocaustu”. Dlatego polscy politycy proszący o wybaczenie, jakoś nie mogą się go doczekać. Prezydent Herzog mówił również: „Z mej strony podkreślam Pana [prezydenta Weizsäckera – T.G.] słowa, że wasza młodzież nie jest odpowiedzialna za to, co zdarzyło się ponad czterdzieści lat temu, ale dzieli moralną odpowiedzialność za historyczne konsekwencje”. Tak samo młodzież polska – nie jest odpowiedzialna, ale dzieli moralną odpowiedzialność za historyczne konsekwencje. I dalej wywodził prezydent Herzog: „Nie sądzę, żeby kiedykolwiek w przyszłości kontakty między naszymi narodami były «normalne» w zwykłym znaczeniu tego słowa” (cyt.za prasą niemiecką). A czy mogą być kiedykolwiek normalne kontakty pomiędzy narodem żydowskim i narodem polskim, który współuczestniczył w „Holocauście” lub obojętnie mu się przyglądał? Czy mogą być normalne kontakty z tymi chłopami (i ich potomkami) z okolicy Treblinki, którzy w większości „wydają sie obojętni, ironiczni lub nawet zadowoleni” ? (Simon de Beauvoir wstęp do: Claude Lanzmann Shoah, Koszalin 1993 str. 8). Zapewne nigdy. Żydowski myśliciel Dan Diner ukuł w odniesieniu do stosunków żydowsko-niemieckich po „Holocauście” termin „negatywna symbioza” (zob. Wacław Długoborski „Obóz koncentracyjny Oświęcim – Brzezinka”, „Collectanea Theologica” 1992, fasc.II, str.14). Ta „negatywna symbioza”, swego rodzaju „przeciwstawna wspólnota” będzie zdaniem Dinera, przez pokolenia kształtować wzajemne stosunki między obu narodami. Długoborski pisze, że także stosunki polsko-żydowskie także można w pewnym stopniu określić tym terminem. Ta negatywna symbioza oznacza, że dla Żydów w pierwszym rzędzie Niemcy a w drugim Polacy stali się jako wrogowie nieusuwalnym składnikiem ich „poholocaustowej tożsamości”.

Żydowski intelektualista z Niemiec Michael Wolffsohn napisał: „bez Żydów nie ma niemieckiej, bez Niemców nie ma żydowskiej tożsamości. Żydzi i Niemcy są i pozostaną do siebie przykuci – po Oświęcimiu i po mordzie na milionach Żydów bardziej niż kiedykolwiek ” („Frankfurter Allgemeine Zeitung”, 24 I 1995). Również bez Polaków nie ma żydowskiej tożsamości, również Polacy jako „metafizyczny wróg nr 2” są jej nieusuwalnym składnikiem.

Avraham Burg stwierdził: „Załóżmy, że pewnego dnia zapanuje pokój; wówczas Żydzi i mieszkańcy Izraela będą musieli zapytać samych siebie: `Czy możemy jako Żydzi przetrwać bez wroga? Czy możemy przetrwać bez Hitlera, który definiuje dla nas, kim jesteśmy?” („Die Weltwoche”, 30 I 1997). Tak więc „Hitler” jest niezbędny dla żydowskiej tożsamości, dla przetrwania Żydów czyli szerzej, niezbędni są niemieccy wykonawcy „Holocaustu”, ale też ich polscy pomocnicy. Muszą oni „żyć wiecznie”, muszą niejako skupiać w sobie narodową substancję Niemców i Polaków.

Dlatego można po raz tysięczny przepraszać, prosić o wybaczenie, błagać o pojednanie – niczego to nie może zmienić: „metafizyczny wróg” jest wrogiem na wieczność – także wówczas, gdy bezustannie się kaja się za grzechy, wdziewa pokutną koszulę lub dokonuje permanentnego samobiczowania. Wybaczyć oznaczałoby zakończyć stan „teologicznego poniżenia” Niemców i Polaków. A zakończyć stan „teologicznego poniżenia” Niemców i Polaków oznaczałoby zburzyć filary religii „Holocaustu”. Dlatego Polska ziemia na zawsze pozostanie przeklęta [6] i na zawsze policzeni będziemy do „pomocników śmierci: Nieobrzezanych” (z wiersza Czesława Miłosza „Biedny chrześcijanin patrzy na getto”) . Tak chce religia „Holocaustu” i tak pozostanie, dopóki będzie ona panować. Pytanie jakie zadał rabin Jules Harlow na uppsalskim kolokwium „Kto jest twoim bliźnim po Holocauście”, „Jak Polska zostanie zapamiętana w historii? Czy jako obszar zabijania i masowy grób Żydów?”, jest pytaniem czysto retorycznym. Bo odpowiedź może być tylko twierdząca. I nic tu nie pomoże rozpaczliwe włażenie na drzewka w Jad Waszem (które przypominać mają o tym, jak niewielu było sprawiedliwych i jak powszechna była obojętność) [7], na nic powtarzanie mantry „Żegota, Żegota, Żegota”[8], na nic prostowanie kłamstw, na nic wzywanie do dialogu, racjonalnej dyskusji i pojednania. Przeglądnijmy się w lustrze a zobaczymy „tępy pysk granatowego policjanta” lub „lisią mordę szmalcownika” (określenia Andrzeja Szczypiorskiego). My – „pomocnicy Amaleka”, cośmy już, jak donosił „New York Times”, w 1918 roku palili tysiącami Żydów w synagogach Lwowa, my „kieleccy pogromiści”, sprawcy „marcowego exodusu” [9] strąceni zostaliśmy w otchłań potępienia [10] i przysypani tonami cukru [11]. I nie wydostaniemy się z niej dopóty, dopóki panować będzie, trzymająca nas tam, religia „Holocaustu”.

To, czego sie od nas oczekuje, to stałe „mierzenie się z przeszłością: w „Liście do przyjaciela-katolika w Polsce” („Gazeta Wyborcza”, 16 VII 1996) pisał Elie Wiesel : „Czyżby [Polacy] byli niezdolni do zmierzenia się z przeszłością, przeszłością poprzedniego pokolenia, tak by nie obrażać się na każdego, kto im o niej przypomni”. W swoim przemówieniu wygłoszonym w Kielcach na uroczystościach obchodów rocznicy tzw. pogromu kieleckiego premier Włodzimierz Cimoszewicz mówił o „pokutniczej zadumie”. Natomiast ksiądz Michał Czajkowski uznał, że zawarte w znanym artykule Michała Cichego oskarżenia AK o mordowanie Żydów, są godne tego, aby stały się „chrześcijańskimi rekolekcjami wielkopostnymi” (cyt. za: „Nasza Polska”, 1996 nr 30). Powinniśmy czytać Cichego i posypywać sobie głowy popiołem. Tacy profesjonalni pokutnicy jak premier Cimoszewicz, ks.Czajkowski, Michał Cichy i wielu, wielu innych traktują te „pokutnicze rytuały” jak świadectwo swojego wyższego człowieczeństwa.

Elie Wiesel w swojej kieleckiej „homilii” powiedział: „Być może w przyszłości Kielce będą mogły być pamiętane nie tylko jako miasto identyfikowane z okrucieństwem, ale także jako miasto zdolne do skruchy i współczucia. I nadziei.” („Gazeta Wyborcza”, 8.VII.1995). Wystarczy w miejsce „Kielc” wstawić „Polskę” i będziemy mieli reedukacyjny program skruchy dla naszego narodu. I trudno mieć nadzieję, że realizacja tego programu kiedyś się zakończy, skoro w tej samej kieleckiej „homilii” Elie Wiesel zadał dramatyczne pytanie: „Jeśli Auschwitz nie wyleczył tej ziemi z antysemityzmu, cóż zdołałoby tego dokonać?” Nadziei na wyzdrowienie nie ma, ale leczyć trzeba. Jak zresztą mogą Polacy wyleczyć się z „antysemityzmu”, skoro jest on „w jakiś sposób zapewne zakodowany w genach”? (zob. Jerzy Lisowski, wstęp do: Jean-Paul Sartre Rozważania o kwestii żydowskiej, Łódź 1992).

Tomasz Gabiś

Przypisy

[1] Polska „wybrana” została na miejsce „Holocaustu” w 1960 roku, kiedy to niemiecki historyk, późniejszy dyrektor monachijskiego Instytutu Historii Najnowszej prof. Martin Broszat oświadczył, co następuje: ” Ani w Dachau, ani w Bergen-Belsen, ani w Buchenwaldzie nie byli gazowani Żydzi lub inni więźniowie. Komora gazowa w Dachau nie została dokończona i uruchomiona.(…) Masowa zagłada Żydów przy pomocy gazu rozpoczęła się na przełomie lat 1941/42 i miała miejsce wyłącznie w kilku wybranych i wyposażonych w odpowiednie techniczne urządzenia miejscach, przede wszystkim na okupowanym obszarze Polski (ale nigdzie w Starej Rzeszy): w Oświęcmiu – Brzezince, w Sobiborze nad Bugiem, w Treblince, Chełmnie i Bełżcu” („Die Zeit”, 19 VIII 1960). Od tego momentu wymieniane w Norymberdze jako miejsca mordowania Żydów za pomocą gazu obozy w Dachau, Buchenwaldzie, Sachsenhausen, Mauthausen czy Oranienburgu uznawane są za zwykłe obozy koncentracyjne i obozy pracy. Zagłada Żydów dokonała się na obszarze Polski. Tutaj a nie gdzie indziej. I nie należy się temu dziwić, gdyż to właśnie „Polska była miejscem, gdzie możliwe było przeprowadzenie Ostatecznego Rozwiązania” (Claude Lanzmann).

[2]Hirsch napisał w swojej książce m.in.: „Zrozumienie współczesnych trendów w literatury i filozofii będzie możliwe jedynie wówczas, gdy odrzucimy niejasną i wprowadzającą w błąd kategorię «postmodernistyczny» na rzecz historycznie zakorzenionego terminu «post-Auschwitzowy»” (str.87). Takie ujęcie powinni może uwzględnić uczestnicy toczących się w Polsce dyskusji na temat „postmodernizmu”.

[3]Jeden z posłów do Knesetu oznajmił: „Trudno zrozumieć, jak w ogóle mogą jeszcze nasi bracia stąpać po nieczystej ziemi polskiej”( cyt. za: Henryk Pająk „Strach to czytać”, „Gazeta Polska”, 25.I.1996). W marcu 1986 pięciu wielkich rabinów europejskich opublikowało w związku ze sprawą oświęcimskiego Karmelu, list, w którym czytamy: „Uważamy za rzecz niemożliwą do przyjęcia, aby uświęcać ziemię, która została sprofanowana i przeklęta, zroszona krwią milionów ofiar” (cyt. za: Bogusław Jeznach „Upadek Karmelu”, „Ojczyzna” 1993 nr 8-9). Należy tu dokonać rozróżnienia: ziemia jest ziemią sprofanowaną i przeklętą w relacji do jej polskich mieszkańców, równocześnie jest ziemią uświęconą w relacji do ofiar „Holocaustu” i „Holocaust survivors”. Trzeba mieć też świadomość tego, że krzyże, szczególnie w Polsce, są dla Żydów „narzędziem prześladowania”. Rose Price ze Skarżyska Kamiennej wspomina: „Mężczyźni i kobiety wyzywali nas, bili, a nawet mordowali, wysoko w górze trzymając «krzyże» i relikwie”. Inny polski Żyd stwierdził: „podczas pogromu w Polsce chrześcijanie złamali mi ramię uderzeniami krzyża”. Jeden z kardynałów francuskich orzekł, że w Polsce „bito Żydów krzyżami” (zob. Michał Horoszewicz, op.cit. str.82).

[4] „Mieszkańcy Generalnej Guberni ulegli skażeniu ziemią” (Michael Steinhauf „Refleksja nad cieniem Holocaustu w Polsce powojennej” /w:/ Holocaust z perspektywy półwiecza, Warszawa 1993, str.90).

[5] „Shamir`s `milk sucking` description of Poles was unconfortable yet true” („B`nai Brith Messenger”, 26. IV. 1991). Autor tych słów niejaki Joe Bobker pisze w innym miejscu swojego artykułu, że mający odwiedzić Izrael prezydent Lech Wałęsa jest katolickim liderem ” of a country that could not stop killing its Jews even when World War II ended”.

[6] Liczni publicyści polskiej (centro)prawicy dowodzą, że w okresie I Rzeczypospolitej Polska była „paradisus Judeorum”. Po „Holocauście” Polska, dawna i współczesna, traktowana być może wyłącznie jako „infernus Judeorum”.

[7] Dershowitz napisze, że „liczba tych bohaterów wobec liczby nikczemników nie jest wielka”(op.cit.). Zdaniem S.Krajewskiego „uhonorowani Polacy są traktowani jako wyjątki” (op.cit., str.157), czyli potwierdzają regułę. Nota bene cytowane przy okazji pochwał dla „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” powiedzenie „Kto ratuje jedno ludzkie życie, ten ratuje cały świat”, brzmi, według niektórych pilnych czytelników Talmudu, nieco inaczej, a mianowicie: „Kto ratuje jedno żydowskie życie, ten ratuje cały świat”.

[8] My tu w Polsce skrupulatnie sporządzamy statystyki pomagających Żydom w czasie okupacji a tymczasem oficjalnym organie holocaustianizmu czyli w „New York Timesie” pisze Walter Goodman: „Shtetl to ambitna próba uchwycenia fragmentu nieistniejącego już świata Żydów w Europie i ukazania roli, jaką polski antysemityzm odegrał w jego zagładzie” („Rzeczpospolita”, 23.IV.1996). Film Shtetl Marzyńskiego, będący według „NYT” „odpowiedzią na pytanie, w jakim stopniu Polacy są odpowiedzialni za śmierć milionów Żydów”, obejrzały, dzięki sieci Public Broadcasting System (340 stacji telewizyjnych na terenie USA) miliony ludzi, otrzymał Grand Prix na festiwalu filmów dokumentalnych w Paryżu i główną nagrodę Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Jerozolimie, we Francji i w USA zalecono go jako pomoc naukową dla szkolnych historyków (podaję za: Michał Okoński „Pogrubimy?”, „Tygodnik Powszechny” 1996 nr 43). Przy okazji dyskusji na temat tego filmu w toronckim piśmie „Starweek” niejaki Chris Hume powiedział: „fascynujące jest obserwowanie tych skręcających się ze wstydu oraz irytacji, młodych i starych Polaków, którzy woleliby raczej raz na zawsze przerzucić winę na Niemców” (cyt.za: „Gazeta Polska” 20 VI 1996).

[9]Prof.Władysław Zagórski oświadczył: „W 1968 roku historia żydowskiej społeczności w Polsce dobiegła końca w wyniku wygnania, które było bezpośrednią konsekwencją Ustaw Norymberskich” (Jews and Christians: who is your neighbour after the Holocaust?, str.82).

[10] Czas Holocaustu to „czas abysalny” (termin Barbary Engelking), czyli „otchłanny”. Wpadliśmy w otchłań i w niej pozostajemy.

[11] „Niewielu pamięta, że hitlerowcy dawali kilogram cukru za jednego Żyda. W Polsce wydano tego cukru najwięcej” (Ignatz Bubis, prezes Centralnej Rady Żydów w Niemczech i wiceprezes Europejskiego Kongresu Żydów w wywiadzie dla „Przeglądu Tygodniowego”, 1993 nr 19).

Źródło: http://www.tomaszgabis.pl/2018/03/14/polska-i-polacy-w-religii-holocaustu/


Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Wyuczona Bezradność – Metody Przeciwdziałania

1aa06c7da15198a7b78c143303ff8dce

Strona główna &gt Zdrowie &gt Wyuczona Bezradność – Metody Przeciwdziałania Wyuczona Bezradność – Metody Przeciwdziałania bezmetki Zdrowie 4

Jakże często ludzi egzystencjalnie i społecznie zmarginalizowanych – w Polsce, par excellence, katolickim kraju, z nakazem miłości bliźniego – z pogardą nazywa się „menelami”. Od czasu, do czasu w mediach, ktoś z „better off’ów” – „jak z góry Antka drewnem”, walnie coś o wyuczonej bezradności. Poniżej artykuł w moim tłumaczeniu, przybliżający problematykę. Muszę przyznać: tłumaczyłem zafascynowany przedmiotem, z natłokiem skojarzeń. Szkoda, że nie zetknąłem się z problematyką wcześniej, w młodości zwłaszcza, przydałoby się…

Problematyka „wyuczonej bezradności” odnosi się do ludzi, pojedyńczo i z osobna, pozostając w ekstrakcji wobec kontekstu społeczno-politycznego. A to – z punktu rodzi pytanie; czy i jak, ma się ona do kondycji psychicznej społeczeństw i narodów?
Czy i jak – na przykład, sukcesja polskich tragicznych powstań, odnosi się do naszej narodowej psyche? Czy i jak, setki lat niewoli Rosjan; pod sukcesją okrucieństw tatarskich, ciemiężącą samowolą bojarów i carów, hekatombą cierpień pod terrorem rewolucyjnym i dwu wojen światowych, wpłynęły na rosyjską mentalność, jako (sado?)masochistycznych „rabów”. – Wyrażoną raz jeszcze, zapewne, w ostatnich wyborach. Stąd też i inne pytanie: jak systemy i reżimy polityczne, świadomie i z premedytacją, dysponując ekspertyzą w zakresie socjo-inżynierii, skutecznie modelują kolektywną świadomość? Jakie ewentualne remedia? Czy może jesteśmy bezbronni?
Oto niektóre jedynie, z mnóstwa pytań, z nieprzebytego gąszczu…
Zapraszam do Lektury.
(bezmetki)

———————–

Wyuczona Bezradność – Metody Przeciwdziałania

Pięćdziesiąt lat temu amerykański psycholog Martin Seligman*1

przewrócił wszystkie wyobrażenia o naszej wolnej woli. Seligman przeprowadził eksperyment nad psami wg schematu odruchu warunkowego Pawłowa. Cel — sformować odruch strachu na dźwięk sygnału. Jeśli u rosyjskiego naukowca zwierzęta na wezwanie otrzymywały mięso, to u amerykańskiego kolegi — porażenie prądem. Aby pies nie uciekł przed czasem, mocowano je w specjalnej uprzęży.

Seligman był przekonany, że jeśli zwierzęta przeprowadzą do woliera z niską ścianką działową, będą uciekać jak tylko usłyszą sygnał. Ponieważ żywa istota zrobi wszystko, aby uniknąć bólu, nieprawdaż? Ale w nowej klatce psy siedziały na podłodze i wyły. Żaden pies nie przeskoczył najmniejszej rzeszkody — nawet nie próbował. Gdy w tych samych warunkach umieszczono psa, który nie uczestniczył w eksperymencie, on z łatwością uciekł.

Seligman stwierdził: gdy nie można kontrolować lub wpływać na nieprzyjemne wydarzenia, rozwija się silne poczucie bezradności. W 1976 roku naukowiec otrzymał nagrodę Amerykańskiego Towarzystwa Psychologicznego za oodkrycie wyuczonej bezradności.

A jak ludzie?

Teorię Seligmana wiele razy weryfikowali naukowcy z różnych krajów. Udowodniono, że jeśli człowiek systematycznie:

– przeżywa porażkę, mimo wysiłków;

– przeżywa trudne sytuacje, na które jego działania nie mają wpływu;

– okazuje się wśród chaosu, gdzie stale zmieniają się zasady i każdy ruch może doprowadzić do kary — ulega atrofii wola i pragnienie, aby w ogóle coś robić.

Przychodzi apatia, a za nią — depresja. Człowiek poddaje się. Wyuczona bezradność brzmi jak Maria Iskusnica (Марья Искусница ) ze starego filmu: „co wola, co niewola — wszystko jedno”. *2.

Teorię o wyuczonej bezradności potwierdza życie. Nie koniecznie trzeba siedzieć na smyczy i otrzymywać elektro-szoki.

Wszystko może być coś bardziej prozaiczne. Gdy pisałam ten artykuł, poprosiłam znajomych na Facebook’u, żeby podzielili się swoimi doświadczeniami z przeżywania stanu wyuczonej bezradności. Oto co mi powiedzieli:

– o nieudanych próbach znalezienia pracy: odmowa za odmową, bez podania przyczyny,

– o mężu, który mógł spotkać się wieczorem z drogimi prezentami, lub z agresją bez widocznego powodu, w zależności od nastroju. (Obok — prawie taka sama historia o żonie),

– o szefie- przygłupie, który co miesiąc rozdawał kary, wg jakichś coraz to nowych i sprzecznych z logiką kryteriów.

Patrząc z boku wydaje się, że jest jakieś wyjście. Przeredaguj resume! Podaj o rozwód! Złóż skargę na szefa! Zrób to i tamto! Ale jak pies Selgiman’a, człowiek, który wpadł w bezradność, nie może przeskoczyć nawet przez niską przeszkodę. On nie wierzy w wyjście. On leży na podłodze i wyje.

Czasami nawet nie trzeba agresywnego partnera lub szefa-przygłupa. Gelia Demina, studentka na stażu w Korei, opowiada, jak na jednym z zajęć, profesor dał klasie zadanie. Z liter na kartkach trzeba trzeba było ułożyć nazwy krajów. Kiedy czas minął, profesor poprosił o podniesienie ręki tych, którzy są pewni swojej odpowiedzi. I tak raz za razem. Przy ostatnim zadaniu połowa studentów poddała się.

„Po tym, kiedy wyczerpano wszystkie możliwości, zaczęliśmy sprawdzać odpowiedzi – mówi Gelia. – Po prawej stronie prawie wszystko było dobrze. A u chłopaków po lewej stronie nie było poprawnych odpowiedzi w ogóle. Na ostatnie zadanie (DE WENS – Sweden) odpowiedziały jedynie dwie, z dziesięciu osób, z lewej strony. I tu profesor mówi: „oto i potwierdzenie hipotezy”. Na ekranie pojawiają się dwa warianty naszego testu. W czasie, kiedy prawa grupa otrzymała zupełnie normalny test, po lewej stronie grupy we wszystkich zadaniach była zmieniona jedna litera. Prawidłowa odpowiedź w ich przypadku była niemożliwa. Cała istota była w ostatnim pytaniu, o Szwecji. Ono było u dwóch drużyn takie same. U wszystkich była możliwość udzielenia właściwej odpowiedzi. Ale poprzednie pięć pytań przekonało chłopaków w pełni, że nie są zdolni rozwiązać zadania. W momencie, kiedy przyszła okazja na udzielenie właściwej odpowiedzi, oni się po prostu poddali”.

Jak oprzeć się chaosowi? Co zrobić, jeśli wyuczona bezradność zawłaszcza wewnętrzne terytorium? Czy można nie poddać się i oprzeć się apatii?

Można. I tutaj naukowcy znów łączą się z życiem.

Sposób 1: Zrób cokolwiek.

Poważnie: co chcesz. Psycholog Bruno Bettelgeim (Беттельгейм) przeżył w obozie koncentracyjnym w warunkach ciągłego chaosu. Kierownictwo obozu, powiedział, wciąż ustanawiało nowe zakazy, często bezsensowne i wzajemnie sprzeczne. Strażnicy stawiali więźniów w sytuacji, w której każde działanie prowadziło do surowej kary. W tym reżimie ludzie szybko tracili wolę i łamali się. Bettelgeim zaproponował antidotum: robić wszystko, co nie jest zakazane. Możesz położyć się spać, zamiast dyskutować obozowe plotki? Połóż się. Możesz umyć zęby? Czyść. Nie dlatego, że chcesz spać, czy dbasz o higienę. A dlatego, że człowiek przywraca sobie subiektywną kontrolę. Po pierwsze, u niego pojawia się wybór: zrobić to, czy tamto. Po drugie, w sytuacji wyboru, może on podjąć decyzję i natychmiast ją zrealizować.

Co ważne — jest to własna, osobista decyzja, podjęta samodzielnie. Nawet małe działanie staje się antidotum przeciwko przemianie w warzywo.

Skuteczność tej metody w latach 70-tych potwierdzili amerykańscy koledzy Bettelgeim’a. Ellen Langer i Judith Rodin przeprowadzili eksperyment, w miejscach, gdzie człowieka wolność jest najbardziej ograniczona: w więzieniu, w domu opieki i w schronisku dla bezdomnych. Co wykazały wyniki? Więźniowie, którym pozwolono na swój sposób ustawić meble w celi i wybierać programy telewizyjne, stali się mniej podatni na problemy ze zdrowiem i wybuchy agresji. U osób starszych, którym pozwolono według własnego gustu zaaranżować pokój, poustawiać rośliny i wybrać film do wieczornego oglądania, podniosła się witalność i spowolnieniu uległ proces utraty pamięci. A bezdomni, którzy mogli wybrać łóżko w schronisku i menu na obiad, częściej zaczynali szukać pracy — i znajdowali.

Sposób radzenia sobie: zróbcie coś, co możecie. Wybierzcie, czym zająć wolną godzinę przed snem, co przygotować na kolację i jak spędzić weekend. Przestawcie meble w pokoju tak, jak wam wygodniej. Znajdźcie jak najwięcej obiektów kontroli, w których możecie podejmować i realizować własne decyzje.

Co to może przynieść? Pamiętacie o psach Seligman’a? Problem nie w tym, że one nie mogły przeskoczyć bariery. Tak i u ludzi: problemem czasami jest – nie sytuacja, a utrata woli i wiary w znaczenie swoich działań. Podejście „działam, bo wybrałem działanie” pozwala zachować lub odzyskać subiektywne poczucie kontroli. A więc wola nie odjeżdża w stronę cmentarza, przykryta prześcieradłem, a człowiek nadal kieruje się w stronę wyjścia z ciężkiej sytuacji.

Sposób 2: Precz z bezradnością — małymi krokami.

Wyobrażenia o sobie: „nic mi nie wychodzi”, „jestem bezwartościowy”, „moje próby nic nie zmienią” składają się z indywidualnych przypadków. Możemy, jak w dziecięcej zabawie „połącz kropki”, wybrać jakieś historie i połączyć je jedną linią. Ukazuje się przekonanie o sobie. Z czasem człowiek coraz bardziej zwraca uwagę na doświadczenie, które potwierdza to przekonanie. I przestaje widzieć wyjątki. Dobra wiadomość jest taka, że przekonania na temat siebie można zmieniać w taki sam sposób. Zajmuje się tym, na przykład, terapia narratywna; z pomocą profesjonalisty, człowiek uczy się widzieć alternatywne scenariusze, które z czasem łączą się w nowe wyobrażenie. Tam, gdzie kiedyś była opowieść o bezradności, można znaleźć inną; historię o swojej wartości i ważności, o sensie swoich działań, o możliwości wpływania na to, co się dzieje.

Ważne jest, aby znaleźć szczególne przypadki w przeszłości: kiedy udało mi się? kiedy zdołałem na coś wpłynąć? kiedy zmieniłem sytuację swoimi działaniami? Ważne jest również, aby zwrócić uwagę na teraźniejszość — tu pomogą małe, osiągalne cele. Na przykład, zaprowadzić porządek w kuchennej szafce lub wykonać – długo odkładany- ważny telefon. Nie ma zbyt małych celów — wszystkie są ważne. Poradziłeś sobie? Wyszło? Pięknie! Należy zauważyć zwycięstwo! Wiadomo, że gdzie uwaga — tam i energia. Im więcej uwagi na osiągnięcia, tym silniejsze zasilanie dla nowego scenariusza. Tym większe prawdopodobieństwo, że nie załamiesz rąk.

Sposób radzenia sobie: stawiaj małe realne cele i koniecznie, zaznaczaj ich osiągnięcie. Prowadź listę i czytaj ją, przynajmniej dwa razy w miesiącu. Z czasem zauważysz, że cele i osiągnięcia stały się większe. Znajdź okazję nagrodzić się jakąś radością za każde osiągnięcie.

Co to może dać? Małe osiągnięcia pomagają osiągnąć potencjał, dla bardziej ambitnych działań. Zwiększyć pewność siebie. Nawlekaj nowe doświadczenie jak koraliki na żyłkę. Z czasem te drobiazgi złożą się w naszyjnik — nowa historię o sobie: „Jestem ważny”, „Moje działania mają wartość”, „mogę mieć wpływ na swoje życie”.

Sposób 3: Inne spojrzenie.

Seligman odkrył problem, a dalsze życie i karierę poświęcił znalezieniu rozwiązania. Naukowiec udowodnił, że zwierzęta mogą nauczyć się przeciwstawić bezradności, jeśli mają wcześniejsze doświadczenia z udanych akcji. Psy, które wcześniej mogły wyłączyć prąd, naciskając głową na panel w wolierze, nadal szukały wyjścia, nawet gdy były skrępowane.

We współpracy z renomowanymi psychoterapeutami, Seligman zaczął studiować zachowanie ludzi i ich reakcje na zewnętrzne okoliczności. Dwadzieścia lat badań, doprowadziły go do wniosku: że skłonność, by w ten czy inny sposób interpretować co się dzieje, ma wpływ na to, czy szukamy możliwości działania lub czy się poddamy. Ludzie z przekonaniem: „złe rzeczy dzieją się z mojej winy” są bardziej narażeni na rozwój depresji i stanu bezradności. A ci, którzy uważają, że „niepowodzenie może się zdarzyć, ale nie zawsze jest to moja wina i kiedyś to się skończy”, szybciej radzą sobie i wracają do równowagi w niekorzystnych okolicznościach.

Seligman zaproponował schemat przemyślenia doświadczenia i przebudowy percepcji. Nazywa się on „Schemat ABCDE”:

A – Przeciwności, niekorzystny czynnik. Przypomnijcie sobie nieprzyjemną sytuację, która powoduje pesymistyczne myśli i poczucie bezradności. Ważne jest, aby na początek wybrać sytuacje, które w skali od 1 do 10, oceniasz nie wyżej niż na 5: w taki sposób doświadczenie uczenia się, będzie bardziej bezpieczne.

B – Wiara, przekonanie. Zapisz swoją interpretację zdarzenia: wszystko, co myślisz o tym, co się stało.

C — Konsekwencje, następstwa. Jak zachowywał byś się w związku z tym wydarzeniem? Co odczuwałeś w trakcie?

D – Zakwestionowanie, inne spojrzenie. Zapisz powody, które poddają w wątpliwość i obalają twoje negatywne przekonania.

E – Dynamizacja, aktywizacja. Jakie uczucia (i, być może, działania) wywołały nowe argumenty i bardziej optymistyczne myśli?

Sposób radzenia sobie: spróbuj obalić pesymistyczne przekonania na piśmie. Prowadź dziennik dla zapisywania nieprzyjemnych zdarzeń i ich opracowania, według schematu ABCDE. Czytaj swoje wpisy co kilka dni.

Co to może dać? Stresujące sytuacje będą występować zawsze. Ale z czasem i praktyką, można nauczyć się skuteczniej radzić sobie z niepokojem, nie poddawać się bezradności i dopracować się własnych skutecznych strategii reakcji i zachowań. Energia, która wcześniej obsługiwała pesymistyczne przekonania, ulegnie uwolnieniu, i będzie dostępna do wykorzystania w innych ważnych obszarach życia.

P. S. Technika bezpiecznego wykorzystania

Cieszę się, jeśli teraz doczytując artykuł, już odczuwacie chęć działania. Proszę, zachowajcie troskliwość wobec siebie, w dalszych działaniach. Ważne jest, aby pamiętać, że nie ma jedynego rozwiązania, które bezwarunkowo będzie pasować do każdego. Człowiek i jego życiowa sytuacja to bardziej skomplikowany kompleks, niż najbardziej przemyślany i szczegółowy schemat. Czasami samodzielna praca daje pożądany rezultat. A czasami trzeba skorzystać ze wsparcia z zewnętrz i/lub zwrócić się o pomoc do specjalisty.

Proszę, zaufajcie swoim odczuciom i zadbajcie o siebie i swój stan.

Wierzę w to, że w trudnych okoliczności, zetrzemy się jeszcze z własną siłą. Proponuję przeczytać ten artykuł i popróbować opisanych w nim metod, co znaczy, że jest w nas wiara w zmiany i możliwość ruchu ku lepszemu. Możliwość dobrej przyszłości, poza ograniczeniami dzisiejszych okoliczności.

Psy Seligman’a nie miały wyboru. My, Ludzie – mamy. Wybierzmy wolę .

——————-

Odnośniki:

*1. Martin Seligman
https://en.wikipedia.org/wiki/Martin_Seligman

(—)”Martin E. P. „Marty” Seligman (/ˈsɛlɪɡmən/; born August 12, 1942) is an American psychologist, educator, and author of self-help books. Since the late 1990s, Seligman has been an avid promoter within the scientific community for the field of positive psychology.[1] His theory of learned helplessness is popular among scientific and clinical psychologists”(—).

*2. «Марья-искусница» —”Maria Iskusnica” — radziecki pełnometrażowy, kolorowy film fabularny-bajka, nakręcony w moskiewskmj studio imienia Maksyma Gorkiego w 1959 roku, w reżyserii Aleksandra Row, w sztuce Ewgenija Szwarca.”
(rosyjska Wikipedia)

—————-

źródło:

https://pandoraopen.ru/2018-03-19/vyuchennaya-bespomoshhnost-metody-protivodejstviya/
Выученная беспомощность – методы противодействия
Опубликовал: brahman
za: www.kramola.info
19 марта 2018

————————

YouTube:


Видео про феномен “Выученной беспомощности”

Video na temat „wyuczonej bezradności”

———————————-

wybór, tłumaczenie i opracowanie: bezmetki
Rozpowszechnianie przetłumaczonych tekstów:
dozwala się wyłącznie na darmowych
platformach elektronicznych, ze wskazaniem
adresu tekstu źródłowego i nick’a autora tłumaczenia.

Martin Seligmanteoria wyuczonej bezradności
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

„Nie ma już jednolitego Narodu Polskiego” – Stanisław Michalkiewicz

a-42

Strona główna &gt Polska &gt „Nie ma już jednolitego Narodu Polskiego” – Stanisław Michalkiewicz „Nie ma już jednolitego Narodu Polskiego” – Stanisław Michalkiewicz a303 Polska 0

Wykład Stanisława Michalkiewicza w którym wyjaśnia dlaczego po Drugiej Wojnie Światowej Historyczny Naród Polski został zmuszony do dzielenia terytorium Polski z polskojęzyczną wspólnotą rozbójniczą! Oraz co to jest ta polskojęzyczna wspólnota rozbójnicza, jak odradza się w nowych pokoleniach i dlaczego NIGDY potomkowie Armii Krajowej nie pogodzą się z potomkami bandytów i Uboli!


Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Odra vs szczepienia. Prof. Maria Majewska

a-41

Strona główna &gt Zdrowie &gt Odra vs szczepienia. Prof. Maria Majewska Odra vs szczepienia. Prof. Maria Majewska a303 Zdrowie 0

WHO oraz lobbyści szczepienni nieustannie nas straszą powrotem zabójczych chorób zakaźnych, które cofną nas do średniowiecza i spowodują śmierć milionów ludzi w Europie czy USA, jeśli obywatele nadal będą odmawiać toksycznych szczepień. Szczególnie straszy się „niezwykle groźną” odrą, jeszcze 20 lat temu uważaną za łagodną chorobę dziecięcą, którą przechodziła większość dzieci nabywając odporność na całe życie. W przypadku kobiet miało to szczególne znaczenie, bo przekazywały one własne przeciwciała swym niemowlętom.

Wg raportów ECDC na ok. 500 milionów mieszkańców Europy w ciągu 1,5 roku (2016/2017) zachorowało na odrę ok. 14 000 osób, z czego 34 osoby zmarły (głównie w krajach biednych). Śmiertelność z powodu odry wyniosła ok. 0,2 %. Średnio na rok (z tych lat) wychodzi ok. 10 000 zachorowań na odrę i 22 zgony. https://ecdc.europa.eu/sites/portal/files/documents/Bi-annual%20measles%20rubella%20monitoring-OCT-2017.pdf

A teraz policzmy zgony po szczepieniach na odrę/MMR. Niestety nie mamy danych europejskich dotyczących zgonów poszczepiennych. W USA do bazy VAERS w r. 2016 zgłoszono 28 zgonów, a w 2017 – 13. Średnio na rok wychodzi ok. 20 zgonów zgłoszonych po szczepieniach MMR. Ponieważ wiadomo, że zgłaszanych jest tylko ok. 5-10% powikłań po szczepieniach, tych zgonów mogło być prawdopodobnie 10 do 20 razy więcej. Konserwatywnie zgonów po szczepieniach zawierających wirusy odry mogło być ok. 200 na rok. USA mają ok. 300 milionów obywateli, a UE – ok. 500 milionów. Ekstrapolując amerykańskie dane zgonów po szczepieniach MMR na europejską liczbę ludności wychodzi, że w Europie po tych szczepieniach mogło umrzeć w ciągu roku ok. 330 osób (zakładając podobny odsetek zaszczepionych).

Co ciekawe, choć w USA nadal setki dzieci rocznie chorują na odrę, dziś nikt nie umiera z powody tej choroby (https://www.cdc.gov/measles/cases-outbreaks.html).

Powyższe zestawienie liczb pokazuje, że po masowych szczepieniach na odrę (głównie jako MMR) w Europie może umierać ponad 300 osób rocznie, a z powodu odry najwyżej ok. 20. Przy czym, rok 2016 był dla Europy wyjątkowy, bo wtedy przybyły miliony migrantów z Azji i Afryki. W poprzednich latach umierało na odrę najwyżej kilka osób w Europie, a w Polsce od dawna nikt nie umarł. Z porównania tych liczb jasno widać, że w masowych szczepieniach nie chodzi o zmniejszenie umieralności obywateli, tylko o maksymalizację zysków karteli farmaceutycznych. I tym się obecnie zajmuje Parlament Europejski.

Prof. Maria Majewska


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Spisek ludobójców w Zakopanem. Henryk Pająk

a-37

Strona główna &gt Polska &gt Spisek ludobójców w Zakopanem. Henryk Pająk Spisek ludobójców w Zakopanem. Henryk Pająk a303 Polska 0

Fragment książki Henryka Pająka pt: Stulecie łotrów. Książka do nabycia u Autora pod nr tel. 81 50 30 616. Zachęcamy do jej czytania i rozpowszechniania. Przypisy w oryginale.

Męczeństwo Polaków na Dzikim Wschodzie ocenia się obecnie na 20 milionów ofiar na dystansie trzech stuleci.

Wrzesień 1939 roku

W XX wieku było dziewięć milionów ofiar pol­skich na Wschodzie. Z tego rzezie ukraińsko-litewskie pochłonęły około 800 000 Polaków. Początek maso­wego ludobójstwa dały dwa tajne pakty – Piotra I w Pocz­damie (5 XI 1720) i Katarzy­ny II w 1764 roku. Zawarto je: „w celu niedopuszczenia w Polsce do reform mogą­cym dźwignąć ją z upadku”.

Obydwa pakty powstały w wyniku ingerencji Anglii, która postawiła ten cel jako warunek zawarcia umowy handlowej z Rosją.

Pakty obowiązywały do drugiej połowy XX wieku.

Dlaczego Niemcy i Sowieci wybrali Zakopane jako miejsce ich wspól­nych ustaleń w sprawie rzezi narodu polskiego po ich wspólnym najeździe na Polskę we wrześniu 1939 roku?

Dlatego, że Zakopane uznali za optymalnie korzystne miejsce na wy­danie tego krwawego kapturowego wyroku. Mieli tam warunki doskonale zakamuflowane od czasów przedwojennych. Ponadto Zakopane było swoistą oazą spokoju, z pozom wolną od konspiracji.

Oto niepełna lista zakopiańskiej agentury:

Witalis Wieder, były kapitan Wojska Polskiego, dzierżawca pensjonatu „Maraton”, który podczas wojny pełnił rolę zarządcy domu wypoczyn­kowego dla hitlerowskich lotników i rezydentów innych wywiadów. Wieder był przed wojną nawet prezesem Związku Oficerów Rezerwy w Zakopanem i głównym organizatorem polskich świąt patriotycznych. Działał w wywiadach – niemieckim i sowieckim. Był też wynalazcą i organizatorem „narodu góralskiego” „Goralenvolku”. Mieszkał w po­pularnej „Watrze”, gdzie miał zakład fotograficzny.

Inny agent to Adam Krzeptowski. We wrześniu 1939 roku ujawnił się jako agent niemiecki i zajął całą „Watrę”. Założył tam kawiarnię i re­staurację „Nur fur Deutsche”. Odpowiadał za wyżywienie niemie­ckich i angielskich uczestników III konferencji niemiecko-sowieckich zbrodniarzy. Sam Wieder zamieszkał wtedy w willi „Ucieczka”. Był tak pewny siebie, że nawet w październiku 1939 roku zorganizował pielgrzymkę „Goralenvolków” do Częstochowy!

Sepp Róhl to wyjątkowo podstępna kanalia. Przedwojenny trener pol­skich narciarzy. Podczas III Konferencji uczył narciarstwa angielskich „narciarzy”.

Jeszcze gorszym bydlakiem był Stanisław Wegner-Romanowski, Au­striak z pochodzenia. Był cichym, skromnym malarzem, chorym na płuca, niemal przymierającym głodem. Zajmował mały pokoik w „Limbie”, gdzie przedtem tworzył Karol Szymanowski.

To Wegner-Romanowski wydał do Gestapo 120 zaprzysiężonych żołnie­rzy Związku Walki Zbrojnej.

Bruno Mazurkiewicz, z zawodu kowal. Pochodził z Białek koło Biel­ska. W październiku 1939 roku został tłumaczem w Gestapo i jawnie paradował w mundurze. Jako kowal bił mocno swoje ofiary na przesłu­chaniach w „Pałace”.

Wiktor Blaude, jako fryzjer, znał setki mieszkańców i z nimi „gaworzył” przy pracy Z tragicznymi skutkami.

– Edward Schnell, elektromonter, były pracownik zakopiańskiej elek­trowni na Kamieńcu, zwolniony przed wojną przez jej dyrektora Jana Ogińskiego. Sprawca egzekucji dyrektora i kilku swoich kolegów z pracy, popełnionej 27 gmdnia 1939 roku.

Władysława Havrankowa, nauczycielka języka ukraińskiego i niemie­ckiego – kierowniczka „powszechnej szkoły góralskiej (Goralenvolk), żona von Oppla – oficera Wehrmachtu.

Ukrainiec Eustachy Dorożowiec. Prowadził knajpkę w domu Krzeptow­skiego, wodza „Gorałenvołku”. Był liderem gminy ukraińskiej w Zako­panem. Agent NKWD.

– Ukrainiec Herbert Stephanski agent NKWD i volksdeutsch. Zjawił się w Zakopanem w towarzystwie syna sowieckiego ministra Litwinowa w gmdniu 1939 roku. Został kierownikiem hotelu (z restauracją) „Mo­skiewskie Oko”. Po zakończeniu III Konferencji niemiecko-sowieckich ludobójców, Stephanski zniknął bez śladu.

– Ukrainiec Andrej Romaniuk wraz z dwoma jego zięciami Michaiłem Sopko i Iwanem Właściciel sklepu i warsztatu szewskiego (ul. Krupówki). Zięciowie to urzędnicy niemieckiego „Arbeitsamtu”, szczególnie zasłużeni w wydawaniu Polaków na roboty przymusowe do Niemiec tuż po zakończeniu III Konferencji Gestapo-NKWD i spisu ludności Zakopanego.

Golfred Konopka, „właściciel” rozlewni piwa i wód gazowanych ode­branej Kosińskiemu. Z ramienia NSDAP nadzorował rozbiórkę Pomnika Grunwaldzkiego w zakopiańskim parku w lutym 1940 roku.

Ukrainiec Józef Dumaradzki, absolwent miejscowego liceum. Był tłu­maczem Gestapo i jednym z tłumaczy III Konferencji Gestapo-NKWD. Członek chóru „Echo Tatrzańskie”. Znał większość mieszkańców mia­sta.

Gestapo miało więc pełny wgląd w przeszłość i poglądy mieszkańców Zakopanego przez doskonale zakamuflowanych agentów.

Liczące 19 tysięcy mieszkańców Zakopane zostało zajęte 2 IX 1939 roku przez wojska czerwonego caratu. Po oddaniu miasta Niemcom, ci, pozorowa­li tolerancję. Powstała nawet Polska Straż Obywatelska, której komendantem został Henryk Schabenbeck.

W końcu listopada 1939 roku zakończyła obrady Konferencja Gesta­po-NKWD w Przemyślu, poświęcona rzekomo ustaleniu granicy między Sowietami a Rzeszą, a tak naprawdę, to wymianie „polskich jeńców”. Do Zakopanego przybył wtedy Georgij Litwinow, syn żydowskiego ministra spraw zagranicznych czerwonej swołoczy. Wyjechał po tygodniu. Uznał, że Zakopane nadawało się na miejsce obrad III Konferencji Gestapo-NKWD.

Rozpoczęła się 20 II 1940 roku o godzinie 10.00, w willach „Pan Tadeusz” i „Telimena”. Dokumenty angielskich służb specjalnych z całej konferencji utajniła po latach premier M. Thatcher do 2024 roku, gdyż są one: „nie do przełknięcia nawet przez flegmatycznego zazwyczaj Anglika”.

Jej Królewska Mość Elżbieta II, podczas jej jedynej wizyty w Polsce przeprosiła Polaków „za drugą wojnę światową”. A było za co, m.in. za zbrodniczą „katastrofę gibraltarską: – mord na Wodzu Naczelnym, generale Władysławie Sikorskim.

Willę „Telimena” dzierżawiła Maria Drzewiecka z jej córką Stanisła­wą, ale dom stanowił własność Ewy z Michajdów – Gryczowej-Zubrzyckiej. Pensjonat był uznawany przez Gestapo za „pewny”. Kiedy z więzienia na Montelupich w Krakowie (2 VII 1940 r.) uciekł słynny narciarz Stanisław Marusarz, przez tydzień ukrywał się w piwnicy tej willi. Jednak po wybuchu wojny obie panie Drzewieckie zostały aresztowane i zamordowane w Aus­chwitz w 1940 roku.

Dramatycznie związała się III Konferencja Gestapo-NKWD z losami willi-pensjonatu „Dafne” (Jagiellońska 11) oraz pani Usi (Wiktorii) Fedakówny i jej matki Marii.

Sprzątaczka tej willi zwierzyła się przyjaciółce, że pani Usia tak się prze­jęła klęską polskiej armii, że zwariowała, bo siada przed piecem i „gada” do tego pieca! Gestapo zabrało matkę i córkę do Auschwitz. Córka wzięła winę na siebie, została rozstrzelana. Matka wyszła z obozu, ale wkrótce zmarła. W piecu znajdował się konspiracyjny aparat nadawczy.

Głównym miejscem spotkań wywiadów i „dziennikarzy” był „Bristol” (ul. Jagiellońska 25) naszpikowany aparaturą podsłuchową. Podczas III Konferencji (dawna willa generała Sosnkowskiego – ul. Uboczy 5), gościł feldmarszałek Wilhelm List, także gubernator GG (Żyd) Hans Frank, choć utrzymywano dla niego osobny apartament w hotelu na Kalatówkach.

Plonem III Konferencji „Metodycznej Gestapo-NKWD był milion wy­roków śmierci trybem katyńskim (strzałem w potylicę), w tym 23 777 na Polaków w latach 1940-1941; 6543 dołów śmierci z Polakami „try­bem zwykłym”; 8 tys. zabitych w „Sonder Aktion AB” najwybitniej­szych przedstawicieli polskiej inteligencji; zgładzenie przez Niemców 6 milionów obywateli Polski (przeważnie żydowskiego pochodzenia) plany deportacyjne obu okupantów zmierzające do deportowania 95 procent populacji polskiej do 1975 roku (30 milionów Polaków), próby wymazania jakiegokolwiek znaczenia Polski.

I dalej:

Stalin, Beria i Mierkułow uruchamiając w dniu rozpoczęcia III Kon­ferencji, tj. 20 lutego 1940 roku „techniczną decyzję o mordzie try­bem katyńskim”, ratyfikowali ustalenia tej konferencji za milczącym poparciem wywiadu angielskiego, 5 marca 1940 roku na posiedzeniu Komitetu Centralnego sowieckiej partii.

Chodziło o pilny mord 23 700 jeńców obozów specjalnych w: Kozielsku, Starobielsku, Ostaszkowie oraz więzień wewnętrznych NKWD w Mińsku i Kijowie. Decyzję Stalin podjął z Berią (gruzińskim żydem) i żydem Mier- kułowem już 20 lutego 1940 roku.

W tym właśnie dniu metody „techniczne” zostały ustalone podczas III Konferencji w dalekim Zakopanem, w willach „Telimena” i „Pan Tadeusz”. Konferencja trwała sześć tygodni. Zaproszono na nią „dziennikarzy” an­gielskich. Mord był więc od początku wiadomy „całemu demokratycznemu światu”, ale świat milczał do czasu, kiedy przegrywające wojnę Niemcy zdecydowały się odpalić tę cykającą bombę o opóźnionym zapłonie.

Stalin, Beria i Mierkułow wprowadzili „poprawkę” do tego planu. So- prunienko (żydowski szef Zarządu NKWD do Spraw Jeńców Wojennych) w piśmie do Stalina zaproponował zwolnienie polskich oficerów niższych stopni, pozostających już w rezerwie, starszych wiekiem. Stało się inaczej, niż proponował Soprunienko. Na jego piśmie znajduje się odręczna notatka Berii:

(…) tow. Mierkułow i Soprunienko porozumcie się ze mną”.

Dopiero zgoda Gestapo w Zakopanem na to, „ostateczne rozwiązanie” i zapoznanie się z nim angielskich „dziennikarzy”, usztywniło Stalina. Tego feralnego dnia (20 lutego 1940 r.) znana już była milcząca zgoda Zachodu na tę masową zbrodnię. Wsiewołod Mierkułow kiemje do Sopmnienki słynną potem „Dyrektywę 64b” o egzekucji wszystkich bez wyjątku: „ani jednego kroku wstecz dla polskiego jeńca, przy procedurach spec-katyńskich”.

Zgoda na to bezprecedensowe „oficjalne” ludobójstwo oczywiście miała wieloletnią i złożoną genezę, ale też i wielkie znaczenie dla przyszłości świata. Odtąd „po cichu” i „spokojnym trybem”, z przyczyn czysto ra­sistowskich ojczyzna robotników i chłopów zabijała inteligencję wielu narodów. Z 212 ludów, z których utworzyły czerwony mega-łagier, po 1980 roku doliczono się zaledwie 87…

Z wielu narodów wybito więc nie tylko inteligencję, ale wszystkie „du­sze”, jak to obrazowo odnotowują dokumenty. Zniknęli całkowicie, w 100 procentach m.in. Basmacze, Czukcze, Suwasze, Tatarzy z wyspy Rodos, Tatarzy Krymscy, Kałmuccy, Kamczaccy, itcL, itp. Zaraźliwą politykę (tech­nologię) „cichego ludobójstwa” zaczęły wprowadzać władze innych „de- moludów”. Jeszcze i obecnie, w 2000 roku można wskazać państwa, które ten proceder uprawiają.

Ujawnione dokumenty KC WKP(b) zawierają też masową drugą de­portację polskiej ludności, sygnowaną podpisem Stalina, na uchwale „Nr P/13/14”

przeprowadzić do 15 kwietnia br. deportacje do rejonów Kazachstań­skiej SRR na okres 10 lat wszystkich rodzin represjonowanych i znaj­dujących się w obozach dla jeńców wojennych, byłych oficerów armii polskiej, policjantów, służby więziennej, żandarmów, wywiadowców, byłych właścicieli ziemskich, fabrykantów i wysokich urzędników by­łego aparatu państwowego, w liczbie 22-15 tysięcy rodzin. Najbardziej zajadłych członków z rodzin podlegających deportacji aresztować i przygotować ich sprawy do rozpatrzenia przez kolegium OSO. Ucie­kinierów z byłej Polski, nieprzyjętych przez władze niemieckie, w ter­minie miesiąca odesłać z zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi do północnych rejonów Związku Sowieckiego celem wykorzystania ich do wyrębu lasów i w innych pracach.

Przez dziesięciolecia historycy byli przeświadczeni, że to „zemsta za rok 1920” czyli za lanie, jakie czerwone hordy otrzymały pod Warszawą. Ale główni inspiratorzy rewolucji żydobolszewickiej 1917 roku oraz najazdu w 1920 roku, przeforsowali w Kominternie i Lidze Narodów utworzenie na Białomsi i Ukrainie „polskich” obwodów – „Dzierżyńszczyzny” i „Mar- chlweszczyzny”. Ludność tych obwodów gwałtownie topniała, masowo wysyłana do łagrów łub mordowana.

Matka „Usi”, Maria Fedakowa była właścicielką murowanej willi „Daf­ne”. Jej córka należała do organizacji podziemnej. Wraz z dwiema służącymi otrzymała zadanie, aby być w pobliżu „Pana Tadeusza”, w celu „dogląda­nia zastawy stołowej na jakiś zjazd”. Gości obsługiwały służące Usi. Od jednej z nich dowiedziała się o kłopotach z rozmieszczaniem niektórych gości. Obok miejsca dla Adolfa Eichmana (późniejszego ludobójcy żydów) widniało nazwisko Eichmansa, byłego sowieckiego komendanta łagrów na Wyspach Sołowieckich i ekspedycji na Wajgaczu, „wynalazcy” techniki zabijania strzałem w tył głowy. Obok niego stało krzesło kolejnego maso­wego ludobójcy – Zimmermana -późniejszego kata niemieckiego dystryktu Radom. Obok tegoż Zimmermana miała siedzieć Rita Zimmerman – sze­fowa łagru dziecięcego, potem komendantka kopalni złota na Kołymie. Ten kilkuosobowy fragment stołu miał odmienne gusta kulinarne, ale łączyło ich jedno – ludobójcza misja eksterminacji podbitego narodu polskiego.

Jeńcy bolszewiccy na dworcu kolejowym w Złoczowie

Plany eksterminacji Polaków

Pierwsza Konferencja NKWD-Gestapo odbyła się w Brześciu 27 wrześ­nia 1939 roku. Tego samego dnia czerwoni ludobójcy uzgodnili z Niemcami oddanie im Zakopanego, zajętego przez Sowietów 2 września 1939 roku.

W listopadzie 1939 roku zakończyła się II Konferencja NKWD-Gestapo w Zakopanem, poświęcona wymianie jeńców, a nie rzekomemu ustaleniu „ostatecznej” granicy między Sowietami a Rzeszą. To wtedy zaszczycił Za­kopane syn żyda Litwinowa, odwołanego ministra spraw zagranicznych – Grigorij Litwinow. Przybył „na inspekcję” Zakopanego jako miejsca przygotowywanej trzeciej najważniejszej konferencji, która miała potrwać sześć tygodni.

Szczegółów tego zbrodniczego maratonu nie znamy, choć poznali je już wtedy obecni tam „dziennikarze angielscy”. Musiały okazać się wyjątkowo kłopotliwe dla Wielkiej Brytanii, bowiem premier Thatcher zadecydowała, że do 2024 roku „świat” pozostanie w niewiedzy. Tak więc ja, ze swoją osiemdziesiątką musiałbym być optymistą, aby wierzyć w to, że dotrwam do 2024 roku!

III Konferencja rozpoczęła się 20 lutego 1939 roku, a tego samego dnia Stalin, Beria i Mierkułow podpisali wyrok na 23 tysiące polskich jeńców z przeznaczeniem na masakrę „katyńskim strzałem” w tył głowy.

Pozostaje kluczowym pytaniem: czy ta decyzja była uzgodniona już podczas pierwszej narady w Brześciu, czy dopiero w trakcie tygodniowej „inspekcji” Zakopanego przez Grigorija Litwinowa. Trudno oczekiwać, że tego „tematu” tam nie poruszono, skoro druga konferencja miała uzgodnić szczegóły „wymiany” dziesiątków tysięcy jeńców.

Niemcy mieli ustalone plany „zagospodarowania” polskich podludzi już dwa lata wcześniej – po zajęciu swojego łupu we wrześniu 1939 roku. Plany były ustalone z typową niemiecką pedanterią.

Niemcy okupowali Polskę sześć lat. W tym czasie zdążyli „zneutralizo­wać” sześć milionów polskich i żydowskich podludzi.

Niemieccy fachowcy opracowali metodologię cichej eksterminacji, rozpisanej na lata. Podstawowym dokumentem było opracowanie Erharda Wetzela i Gunthera Hechta: „Traktowanie byłych obszarów Polski z punk­tu widzenia polityki rasowej”. Pisałem o tych wiekopomnych planach „Tysiącletniej Rzeszy” w kilku pracach. Należy do nich powrócić w kontek­ście eksterminacji Polaków przez żydobolszewickich dewiantów, bowiem współgrają one z teorią i praktyką ich sprzymierzeńców w tym ludobójstwie. Ustalili, że Polacy i żydzi to nacje

(…) rodzajowo obce i nienadające się do asymilacji (…) niemieckie państwo nie ma żadnego interesu w narodowym i kulturalnym pod­niesieniu wychowania ani polskiej ani żydowskiej ludności pozostałego polskiego obszaru.

Przyjęli schematy rozwiązań polegające na wielokierunkowej degradacji biologicznej Polaków: „utrzymać ich w jednakowy sposób na niskim po­ziomie życiowym” oraz na „pozbawieniu ich praw zarówno pod względem politycznym jak i narodowo-kulturalnym”. Ważne zadanie powierzyli pro­mocji wszelkich sposobów ograniczających rozrodczość:

Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne Środki spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za nieformalny.

Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spę­dzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. Rasowo higienicznych zarządzeń w żadnym razie nie należy popierać.

Ta sama wykładnia dotyczyła żydów. Dopiero w 1942 roku Niemcy podjęli decyzję o ludobójstwie żydów, chociaż Hitler już w „Mein Kampf” obiecywał im totalną eksterminację m.in. za I wojnę światową.

Osobisty sekretarz i alter ego Hitlera – Martin Borman w październiku 1940 roku a więc osiem miesięcy po III naradzie w Zakopanem, ujawnił zainteresowanie Hitlera strategią podboju ziem, a nie ludzi. Borman pisał:

Bezwarunkowo należy baczyć, aby nie było żadnych polskich panów. Tam, gdzie istnieją, powinni – jakkolwiek może to brzmieć twardo – zostać wytępiani.

Berman stwierdził, że Generalna Gubernia jest polskim rezerwatem, „polskim obozem pracy”. Wyłożył to Ernst Damzog, inspektor niemieckiej policji bezpieczeństwa (SD), słynny z bezlitosnych przesiedleń ludności pol­skiej z Wielkopolski do GG. W piśmie do Centrali Przesiedleńczej w Łodzi z 12 gmdnia 1941 roku przypominał, że celem państwa niemieckiego jest niszczenie odrębności życiowej z użyciem środków adekwatnych do „ducha czasów”.

Borman był jakby łaskawszy w porównaniu do Damzoga. Polacy żyjąc w rezerwacie:

(…) mają z tego korzyści, ponieważ utrzymujemy ich w zdrowiu, dba­my o to, aby nie wyginęli z głodu, itd. Nigdy jednak nie wolno nam podnieść ich na wyższy poziom, gdyż wówczas staliby się anarchistami i komunistami.

Damzog definiował dwie metody: asymilację lub eliminację.

Ludy pierwotne stosowały najczęściej tę ostatnią metodę. Jest to wpraw­dzie metoda twarda i brutalna, jednakże w ostatecznej konsekwencji prowadzi do naturalnego wyniku, polegającego na tym, że biologicznie silniejszy wchodzi w posiadanie większej przestrzeni życiowej.

Zastosowali jeszcze inną metodę depopulacji. Na roboty do III Rzeszy wysyłali w pierwszej kolejności żonatych Polaków i zamężne Polki. W ten sposób mieli darmowych niewolników, a jednocześnie:

Przez to bowiem rozrywa się rodziny, co spowoduje przy dłuższym tam zatrudnieniu wydatne zmniejszenie liczby urodzeń.

Inna metoda:

Sterylizacja polskich prymitywnych warstw (…) postulatu tego oraz jego skutków nie można w żadnym wypadku porównać ze skutkami metod eugeniki (…) ucisk gospodarczy stosowany wobec prymitywnych warstw, nie przeszkodzi w produkowaniu licznego potomstwa.

Pozostają więc środki „wypleniające”:

Ponieważ zaś warstwa ta nie przedstawia w procesie pracy zbyt wielkiej wartości, można by również, z gospodarczego punktu widzenia patrząc, przyjąć odpowiedzialność za tę metodę.

Oczywiście należałoby, stosując ją, robić szeroki użytek z pojęcia „chory dziedzicznie” (eutanazja) względnie „społecznie niepotrzeb­ny”. Chodzi tutaj nie o negatywną metodę eugeniki, lecz o sposób wyplenienia narodu.

Zakładali, że warstwy wyższe można znacząco przerzedzić w ciągu kilku pokoleń, gdyż w rezultacie represje godzących w rodzinę i jej sytuację mate­rialną, warstwy te zawierałyby małżeństwa dopiero bardzo późno, a i potem zmuszone by były świadomie ograniczyć liczbę potomstwa.

Nazywali to ludobójstwo „walką narodowościową”

(…) walka narodowościowa nie jest politycznym, lecz biologicznym zmaganiem, z którego zawsze zwycięsko wychodzi naród biologicz­nie silniejszy i życiowo dzielniejszy. Walka narodowościowa oznacza w swojej ostatecznej konsekwencji alternatywę: ty albo ja, a tym razem chcemy być tymi, którzy walkę poprowadzili lepiej.

Potomkowie „Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego” nie snuli tych morderczych rojeń tylko w odniesieniu do rasowo niższego narodu polskiego, a to dlatego, że ich „plan wschodni sięgał daleko”. Dr. Wetzel sięgnął poza horyzont, czemu dał wyraz w piśmie z 27 kwietnia 1942 roku, kiedy hitlerowskie hordy parły na wschód jeszcze bez większych przeszkód. Zapewne pod wrażeniem rosnącego polskiego mchu opom, Wetzel stwierdzał tam, że Polacy są:

(…) najbardziej wrogo usposobieni w stosunku do Niemców, liczebnie najsilniejsi, a wskutek tego najniebezpieczniejsi ze wszystkich obco- plemieńców, których wysiedlenie plan przewiduje.

Wetzel oceniał, że Polacy to naród najbardziej skłonny do konspiracji. Jednak nie stawiał na ich masową eksterminację. Dlaczego?

Tego rodzaju rozwiązanie kwestii polskiej obciążałoby naród niemiecki na dalszą przyszłość, odebrałoby nam wszędzie sympatię, zwłaszcza, że inne sąsiednie narody musiałyby się liczyć z możliwością, iż w od­powiednim czasie potraktowane zostaną podobnie.

Moim zdaniem, musi zostać znaleziony taki sposób rozwiązania kwestii polskiej, ażeby wyżej wskazane niebezpieczeństwa polityczne zostały sprawdzone do możliwie najmniejszych rozmiarów.

A co z Rosjanami i Ukraińcami? Wetzel proponował różnicowanie me­tod. Obie nacje należy poddać działaniom zmniejszającym rozrodczość do poziomów niższych niż w Niemczech, ale chciał utrzymywać Ukraińców w kondycji lepszej niż Rosjan, bowiem mogą stanowić przeciwwagę dla Rosjan. Rzecz sprowadziła się do łagodniejszego podejścia do rozmnażania się Ukraińców. Wystarczy tylko zrezygnować na Ukrainie z wszelkich prefe­rencji pro-rodzinnych, stosowanych w Niemczech. Postulował w umiarko­wany sposób realizować te projekty, aby Ukraińcy w przyszłości nie stali się populacją silniejszą od rosyjskiej. Zniechęcać miały koszty posiadania dzieci. Należało preferować postawy konsumpcyjne, awanse zawodowe mężatek. Od ciąż miała je odstraszać propaganda groźnych dla zdrowia porodów, a to przy okazji może napędzać przemysł zapobiegający ciążom.

Przemysł produkujący tego rodzaju środki musi zostać specjalnie stwo­rzony. Nie może być karalne zachwalanie i rozpowszechnianie środków zapobiegawczych ani też spędzanie płodu. Należy też popierać powsta­wanie zakładów do spędzania płodu.

Gdyby dr Wetzel urodził się pół wieku później, byłby z pewnością za­chwycony sytuacją w tej materii! Oczywiście nie w Niemczech, bo Niemki i tak nie chcą rodzić, więc cicha nadzieja tkwi w muzułmankach, które regularnie sypią po 4-5 sztuk.

Niemcy chcieli prowadzić ten regres demograficzny na wschodzie do czasu, kiedy sami będą w stanie zasiedlić tereny wschodnie:

Całkowite biologiczne wyniszczenie Rosjan nie może tak długo leżeć w naszym interesie, jak długo sami nie jesteśmy w stanie zapełnić te tereny, naszymi ludźmi. (…) Naszym celem przy wprowadzeniu tych środków jest tylko to, ażeby Rosjan o tyle osłabić, aby nie mogli nas przytłaczać masą swoich ludzi.

Kiedy wojska czerwonego caratu stały bezczynnie przez dwa miesiące trwającej rzezi Warszawy, dokonywanej przez ich niedawnych sprzymierzeń­ców z faszyzmu brunatnego, nikt nie przypuszczał, że tam właśnie dokonuje się niepisana ostatnia faza paktu Ribbentrop-Mołotow. Jeszcze przed upad­kiem powstania, czerwony carat masowo aresztował, mordował lub wysyłał do łagra żołnierzy AK i NSZ z terenów „wyzwolonej” prawobrzeżnej Polski.

Smiersz postępujący za „Kościuszkowcami” Berlinga, założył swoją centralną bazę w Brodnicy. Dorobkiem Smiersza w tym okresie stało się 120 (znanych) masowych pól śmierci. Kiedy doszli do Berlina, zajęli się „przestępcami wojennymi”. Tych „załatwiano” na miejscu – na 11 polach śmierci oraz w 11 łagrach, w tym 3 w Brandenburgu, Sachsen-Hausen i Bu- chenwaldzie. Infrastrukturę mieli gotową po Niemcach, jak np. na Majdanku koło Lublina i w KL Warschau.

W Bauergard koło Paryża zorganizowali łagier dla tych, którzy nie chcieli wracać do czerwonego caratu. Wyłapywano ich i pociągami wysyłano na Sybir przy zgodnej aprobacie skurwionej Francji, Anglii i Ameryki.

Terror szalał już na dobre w „wyzwolonej” Polsce, toteż NKWD zajęło się ulubionymi przez nich wędrówkami ludów. W 1945 roku nastąpiły wy­siedlenia ludności Mandżurii. Potem przyszła kolej na własowców z armii generała Własowa i generała Krasnowa (Kozacy – mahometanie).

Chcieli to samo zrobić z około 1200 żołnierzami Brygady Świętokrzy­skiej NSZ, która przedarła się na Zachód idąc samodzielnie, pod bronią, pomiędzy cofającymi się Niemcami i nacierającymi Sowietami. „Alianci” zażądali od dowództwa Brygady złożenia broni. Ci odpowiedzieli słynnym

dopiero 40 lat później „gestem Kozakiewicza” i obiecali walkę do ostatniego naboju!

W Polsce szalało NKWD, GRU, Smiersz. Beria został marszałkiem ar­mii, a na czele KGB stanął Krugłow – przedtem wiceszef Smiersza, a rolę Smiersza przejęło GRU. Kmgłow został ministrem MWD, a Mierkułow – spec od katyńskich strzałów w tył głowy – ministrem MGB. Wkrótce (1948 r.) szefem MGR. Stalin mianował Abakuniowa, byłego szefa Smiersza. Roszady personalne nic nie znaczyły. Były monotonną karuzelą, z której czerwoni kaci po kolei spadali w czeluść strzału katyńskiego lub do łagrów.

W ramach uzgodnień II Konferencji w Zakopanem, czerwony carat ma­sowo wywiózł pociągami Polaków z Kresów wschodnich. Zabrali głównie tych, których UPA-ińcy nie zdążyli wymordować

Nieformalnie rehabilitowali carską „białą” policję, którą nadzorował z ramienia partii Mołotow, potem Sonin, wreszcie słynny Andriej Wyszyń­ski.

Z Zachodu „alianci” odsyłali czerwonemu caratowi AK-owców i zwo­lenników Mikołajczyka. Dziesiątki tysięcy partyzantów Rumunii i Węgier podzieliło los polskich partyzantów. Wysiedlili 350 tysięcy Litwinów.

Pomysły na deportacje i zsyłki w czerwonym caracie były nieprzebrane: zsyłki dziewcząt od cudzoziemców;

potem hiszpańskich dzieci, którym zarzucono szpiegostwo (!) dla Ame­ryki;

żdanowców” – wywrotowców w kulturze (realizm socjalistyczny). Tu słowo o towarzyszu Żdanowie, który w 1937 roku w Ufie zamordował I sekre­tarza Bykina z żoną i dziećmi, a 53 tysiące kazał rozstrzelać w kamienio­łomach i wąwozach. Powtórzył to w Kazaniu i Orenburgu w styczniu 1938 roku po zabójstwie Kirowa zleconym przez Stalina. Żdanow zaini­cjował „kirowski potok”. Razem z deportacją 25 procent mieszkańców Leningradu, dorobek Żdanowa zamyka się 250 tysiącami ofiar. Ciekawy był koniec samego Żdanowa. Na polecenie Stalina, udał się na operację, z której wyniesiono go „nogami do przodu”. O jego śmierć oskarżono (1948 r.) lekarzy kremlowskich. Maskującą nagrodą były tysiące nazw ulic, szkół, zakładów pracy.

Przed śmiercią Żdanow opracował zasady walki z „formalizmem w sztu­ce”, co dało podstawy teoretyczne m.in. do zorganizowania IV Konkursu im. F. Chopina w Warszawie.

Płynęły do łagrów fale kryminalistów w ramach kolejnych ustaw, a to „o bumelantach”; „o karach za Produkowanie Braku” (1930 i 1972); „o pędzeniu alkoholu” (1922 i 1986!); „o karze dla Kołchoźników za Nie­spełnienie Minimum Odpracowanych Roboczogodzin”; „o socjalistycznej Kulturze”, „o Ustawie o Kolei”. Tu kryminalistami były stare kobiety i dziec: zbierające węgiel rozsypany na torowiskach.

Od zarania czerwonej swołoczy trwała eksterminacja duchowieństwa prawosławnego i katolickiego, ale to temat – rzeka.

W 1940 roku deportowali 40 000 Greków z Kaukazu do Azji Centralne’ W lutym 1949 roku rozlała się „Afera Leningradzka”. Kara śmierci już była zniesiona, co nie przeszkodziło czerwonym psychopatom rozstrzelać tysiące działaczy partyjnych.

Od 1950 roku jechali na białe niedźwiedzie wszyscy wierzący oraz ich sympatycy.

Aleksander Sołżenicyn ocenia powojenne ofiary na 10-20 milionów.

W 1950 roku ruszyła na wschód fala żon banderowców. Listy przygo­towywano przez 6 lat!

W marcu 1950 roku Stalin, „na prośbę” Związków Zawodowych przy­wrócił karę śmierci.

Polski UB składał się z 17 wydziałów. Całość nadzorował generał Lalin

Tylko w Ministerstwie Górnictwa „pracowało” 50 sowieckich „eksper­tów”. Ich zadaniem była kontrola działań władz partyjnych „krajowców”.

W niewielkiej Czechosłowacji w 1951 roku czerwony carat więził w obozach koncentracyjnych 100 tysięcy osób, w tym 6 tysięcy księży, za­konników i zakonnic

W Polsce zbrojny opór „Wyklętych” (Niezłomnych) kosztował życie tysiące Polaków, w tym około 5000 wykonanych sądowych „wyroków” śmierci. Tyle samo wywieziono do łagrów, skąd już nie wrócili.

Tajna policja KGB powstała 13 marca 1954 roku, a więc już po śmierci Stalina. Szefem został żyd „Sierow”, zasłużony morderca Polaków.

Od 1957 roku terror wracał do stalinowskich norm. Kodeks karny nie przewidywał ułaskawień.

Erozja czerwonego caratu w latach 60. stawała się powszechna. Praca przestała się opłacać Wszystko się załatwiało. Masowe były aresztowania wysokiej rangi towarzyszy, którzy łapówki (dolary) chomikowali w futry­nach mieszkań w sztaplach sięgających na wysokość człowieka! W beczkach z napisem „śledzie” przemycano kawior.

Od połowy lat sześćdziesiątych zaczęły się „psychuszki”. Były to ciche, tajne mordownie – albo na śmierć, albo na umysłową „trawkę”.

W chwili śmierci „chorążego narodów” (3 III 1953 r.) Beria dysponował armią milionów zbirów w KGB i innych formacjach, w tym wojsk „opera­cyjnych”. Miał 100 tysięcy eskorty własnej (!), 150 tysięcy ochrony kolei, 100 tysięcy ochrony pogranicza, 300 tysięcy straży „ogniowej”.

MWD dysponowało własnymi oddziałami pancernymi, artylerią i lotnictwem.

Po śmierci Stalina Beria przejął dodatkowo MGB z pół milionem zbirów.

A jednak panował tylko trzy miesiące. Kunsztownie rozegrał to marszałek Żuków. Pod pozorem ćwiczeń wprowadził do Moskwy oddziały pancerne, a na 26 czerwca zwołano nadzwyczajne posiedzenie Sekretariatu KC PZPR. Beria przybył. Sukces zależał od błyskawicznego zerwania kabla telefonu pod jego ręką. Udało się.

Beria został zamordowany (zaduszony) przez Malenkowa, Mikojana i marszałka Koniewa. Fikcyjną „egzekucję” Berii odegrano dopiero 28 XII 1953 roku. Podstępnie zamordowano Poskriebyszewa – szefa kancelarii Stalina, generała Riumina i generała Kosynkina. Koniec Chruszczowa nastąpił 13 października (ach, te trzynastki!) 1964 roku. Darowali mu życie.

Inspiratorami byli – szef Komsomołu, ulubieniec Stalina, potem członek KC oraz Semczastryj (Ukrainiec jak Chmszczow) – I Sekretarz Komsomołu po Szelepinie. Pretekstem detronizacji Chruszczowa była niekorzystna transakcja z cukrem kubańskim.

Nastał czas mafijnych porachunków. Za panowania pijaczyny Breżniewa, były serie „samobójstw” lub „wypadków samochodowych”. Generał Szczełokow nie wiedzieć czemu popełnił samobójstwo, Andropow – I Sekretarz KC KPZR zmarł na niewydolność nerek – wystarczyło tylko odłączyć zasilanie od aparatury Po nim nastał stetryczały Czernienko, bolszewicki zbrodniarz. Przeciwko Gorbaczowowi rozpętano koronkową nagonkę polityczną i personalną. W ruch poszły miliardy dolarów na łapówki dla mafii kremlowskiej. Zaatakowano także Sobczaka – mera Leningradu, szefa młodego Putina. „Mówi się”, że to on „wykończył” Sobczaka…

Centralna struktura KGB została rozwiązana 1 XII 1991 roku. W więzieniach gniło jeszcze około 800 tysięcy ludzi, 200 tysięcy w aresztach.

„Związek Radziecki” czyli czerwony carat oficjalnie, ale najzupełniej fikcyjnie zniknął 27 XII 1991 roku, a dwa dni przedtem abdykował ostatni formalny czerwony car Rosji – Gorbaczow.

Chruszczowowi darowano życie. Ustąpił bez oporu. W jednej z książek publikują zdjęcie jego syna, kiedy wraz z żoną otrzymują obywatelstwo USA.

Nastała po nim era żyda Andropowa, byłego szefa KGR, który krwawo stłumił powstanie węgierskie. Potem nastał pijaczyna Breżniew. Amerykańscy żydomasoni przekazali „Gorbiemu” w darze wspaniałą rezydencję w Presidio, bazie wojsk amerykańskich.

Za co? Wie o tym „Gorbi” i masoni z Pentagonu. Aż 85 procent Rosjan żyło w 1992 roku poniżej dolnej granicy ubóstwa. W 1999 roku było tam jeszcze w więzieniach 1 700 000 „zeków” (więźniów kryminalnych).

Do czerwonego caratu przyklejono elegancką etykietę Wielkiej Utopi: To wielkie kłamstwo. Był to trwający 72 lata tagosyjonistyczny Wielki Terror, perfekcyjnie zorganizowany przeciwko rosyjskiemu narodowi i narodom okupowanym, w tym także przeciwko Polsce.

Czerwony carat nadal trwa personalnie, w strukturach władz Rosji, a zwłaszcza w zniewolonych duszach i umysłach Rosjan. Stalin jest tam nadal idolem. Stalinowcy drugiego i trzeciego pokolenia o wypranych i sprasowanych mózgach zaklinają się, że Stalin chciał dobrze, tylko inni (żydzi mu przeszkadzali i w końcu go uśmiercili.

A Putin? Czego chce Putin?

Nasze pytanie jest inne: kto po zbrodni smoleńskiej z 10 kwietnia 201C roku, skrytobójczo zamordował (powiesił, etc.) około 30 niewygodnych świadków z orbity tej zbrodni?

Henryk Pająk


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

“Jerusalem Post” chce, aby Polska przyznała, że była współsprawcą Holocaustu

a-30

Strona główna &gt Polska &gt “Jerusalem Post” chce, aby Polska przyznała, że była współsprawcą Holocaustu “Jerusalem Post” chce, aby Polska przyznała, że była współsprawcą Holocaustu a303 Polska 10

Na łamach izraelskiego „Jerusalem Post” opublikowano skandaliczny artykuł, którego autor napisał, że Polska powinna przyznać się, że była współsprawcą Holocaustu. Dziennikarz Herb Keinon w szokującym artykule powołuje się na słowa i postawę kanclerza Austrii, który miał przyznać, że jego kraj uczestniczył w Holocauście.

Autor artykułu w internetowym wydaniu „Jerusalem Post” buduje swój przekaz w oparciu o wypowiedź kanclerza Austrii Sebastiana Kurza, który przyznał, że jego kraj był ofiarą II wojny światowej, ale także partycypował w tragedii jako sprawca. Zdaniem dziennikarza Herba Keinona, Polska powinna wziąć przykład z austriackiego polityka i także „przyznać się, że była współsprawcą Holocaustu”. Dziennikarz lekceważy prawdę historyczną i pomija wiele bardzo istotnych wątków w sprawie, które jednoznacznie wskazują, że Polska była pierwszym krajem, który został zaatakowany przez nazistowskie Niemcy oraz nigdy instytucjonalnie nie współuczestniczyła w zakładzie Żydów.

„Podczas gdy Polska zabunkrowała się za swoją ustawą o Holokauście twierdząc, że kraj był ofiarą nazistów, a nie sprawcą Holokaustu, Kurz w wyjątkowym przemówieniu w poniedziałek przyznał, że Austria owszem – była ofiarą – ale także sprawcą” – czytamy w artykule Herba Keinona. Autor przywołuje wypowiedzi polityka i kreuje go jako wzór do naśladowania w sprawie polityki historycznej. Zapomina jednak o zupełnie odmiennej historii Polski i Austrii podczas II wojny światowej.

– Uczciwa pamięć oznacza przyznanie prawdy. W tamtym czasie wielu Austriaków wspierało system, w którym ludzie z niepełnosprawnościami, Romowie i Cyganie, homoseksualiści, ludzie o innych poglądach politycznych, bojownicy ruchu oporu i wielu innych, stawali się ofiarami – mówił Sebastian Kurz podczas obchodów rocznicy anszlusu Austrii. Autor skandalicznego tekstu z „Jerusalem Post” zestawia tę i inne wypowiedzi z obecną polityką historyczną Polski zaznaczając, że retoryka polityków w Warszawie przypomina tę, która była słyszana w Austrii 30 lat temu. Dodaje, że ma nadzieję na to, że Polska „dojrzeje” do tego, aby przyznać się, że była współsprawcą.

Źródło: Jerusalem Post, wprost.pl

WMa

Za: PoloniaChristiana – pch24.pl (2018-03-15)

KOMENTARZ BIBUŁY: Według Żydów świat musi kręcić się zawsze wokół nich i wokół ich wewnętrznych problemów. Jeśli ktoś nie zgadza się z ich immanentną cechą – hucpą, czyli przebiegłą śmiałością, chamstwem, butą, cwaniactwem, bezwzględną przebojowością, diabelskim sprytem – będzie oskarżony o antysemityzm. Jeśli ktoś nie zgadza się z narzuconą bez żadnych badań naukowych haggadą holokaustyczną, może być postawiony przed sąd. Trzeba wyzwolić się z tej wizji świata stworzonej przez narrację żydowską. Świat naprawdę istnieje poza Żydami i ich problemami. A jeśli chodzi techniczne aspekty tzw. Holokaustu, polecamy: Holokaust czy “99-procentowy” mit?

Gdy odpowiemy na te pytania, gdy swobodnie będziemy mogli prowadzić publiczną dyskusję i badania naukowo-techniczne, wtedy runie mit nowej religii holokaustycznej. Runie też żydowska hegemonia.

Za: http://www.bibula.com/?p=100434


Read the full article – wolna-polska.pl