imalopolska

najnowsze wiadomości

admin

admin

Kultura

USA: Kanye West chce kandydować w wyborach prezydenckich w 2024 roku

8hejer3cnnt9os1uu5s6p9m9wgb5y1ag.jpg


Raper Kanye West przekazał, że zamierza kandydować w wyborach na prezydenta Stanów Zjednoczonych w 2024 roku. Artysta zdradził również, kto miałby zostać jego wiceprezydentem. Wybór jest zaskakujący, bowiem chodzi o Donalda Trumpa.

Kanye West, który legalnie zmienił nazwisko na Ye, opublikował wideo z logiem swojej kampanii i podpisem Ye 24.

 

Gwiazdor twierdził również, że poprosił Donalda Trumpa, aby został jego wiceprezydentem.

 

 

Ye wcześniej kandydował na prezydenta w 2020 roku, ale ta kampania zakończyła się fiaskiem – uzyskał 70 000 głosów.

 

Na początku tygodnia Kanye West został zauważony w klubie golfowym Mar-A-Lago Donalda Trumpa w towarzystwie białego nacjonalisty Nicka Fuentesa.

 

W filmiku zatytułowanym “Mar-A-Lago Debrief” West stwierdził: Trump zaczął po prostu krzyczeć na mnie przy stole, mówiąc mi, że przegram. Czy to kiedykolwiek zadziałało dla kogoś w historii?

Kanye West na Paris Fashion Week

Raper niedawno wywołał falę krytyki po tym, jak wziął udział w Paris Fashion Week w koszulce z hasłem “White Lives Matter” – frazą przyjętą przez zwolenników białej supremacji, którzy zaczęli jej używać w 2015 roku jako odpowiedź na ruch Black Lives Matter.

 

Następnie West twierdził, że jego krytycy są opłacani przez tajną kabałę narodu żydowskiego.

 

ZOBACZ: Donald Trump popiera QAnon, ruchem szerzącym teorie spiskowe. “Zagraża bezpieczeństwu USA”

 

Agencja talentów reprezentująca 45-latka zakończyła z nim współpracę, a firmy modowe, w tym Gap, Adidas i Balenciaga, oświadczyły, że nie będą już z nim pracować.

 

Na początku tego tygodnia magazyn “Rolling Stone” doniósł, że West wykorzystywał “pornografię, zastraszanie i gry umysłowe”, aby stworzyć “toksyczne środowisko” wśród pracowników Adidasa pracujących nad butami marki Yeezy.

 

Firma poinformowała w czwartek, że wszczęła niezależne dochodzenie w tej sprawie.

an/dk/bbc.com

Czytaj więcej


Source link

Świat

Kolumbia. Skandal na rozprawie. Sędzia w majtkach i z papierosem

arur2s8nzaazch8iq5t3c1cus33cdxf2.png


Krążące w mediach społecznościowych wideo ma przedstawiać 34-letnią sędzię Vivian Polania z Kolumbii podczas wirtualnej sądowej debaty. Mimo wcześniejszych upomnień ze strony przełożonych na jej publiczne zdjęcia w samej bieliźnie, które nadszarpują wizerunek organu wymiaru sprawiedliwości, ta odpowiadała, że jest kobietą “bez stanika o otwartym umyśle”.

 

Teraz jednak najprawdopodobniej nie była świadoma, że obraz z kamerki jest transmitowany na zewnątrz i podczas rozprawy każdy z jej uczestników mógł zobaczyć półnagą Kolumbijkę palącą papierosy w swoim łóżku.

 

ZOBACZ: Meksyk. Nie żyje 23-letnia influencerka. Przeszła zabieg eliminujący nadmierną potliwość

 

Posiedzenie, jak informuje “The Independent”, dotyczyło rozstrzygnięcia, czy mężczyzna zatrzymany w związku z atakiem terrorystycznym z wykorzystaniem samochodu-pułapki powinien zostać zwolniony za kaucją.

 

Gdy nagranie z rozprawy przedostało się do sieci, kobieta została zawieszona na trzy miesiące. Sądowa Komisja Dyscyplinarna w Norte de Santander orzekła we wtorek, że sędzia Polania naruszyła wiele przepisów administracyjnych – podał hiszpańskojęzyczny serwis informacyjny Infobae.

 

 

Zgodnie z orzeczeniem komisji zawierającym aż 16 stron, 34-letnia sędzia uczestniczyła w rozprawie prawie godzinę z wyłączoną kamerką. Gdy ją uruchomiła, oczom wszystkich stron biorących udział w spotkaniu online ukazała się skąpo ubrana kobieta leżąca na łóżku w “żałosnym” stanie, z “rozczochranymi włosami i zaspanymi oczami”.

 

Usłyszano też jej bełkotliwą mowę, gdy próbowała zabrać na chwilę głos. Kiedy adwokat obecny na rozprawie zwrócił uwagę, że jej kamera jest włączona i transmituje obraz, Polania szybko ją wyłączyła.

 

 

Komisja zdecydowała o skierowaniu kobiety na bezpłatny urlop do lutego po stwierdzeniu, że nie jest zdolna do wykonywania swoich obowiązków. Argumentowano to brakiem szacunku do stron biorących udział w posiedzeniu sądu i nie przestrzeganiem sędziowskich norm dotyczących ubioru.

 

“Taka sytuacja nie jest zgodna z troską, szacunkiem i rozwagą, z jaką sędzia republiki musi wymierzać sprawiedliwość, co oznacza wyraźny brak szacunku ze strony urzędnika” – czytamy w orzeczeniu cytowanym na stronach New York Post.

Naga afera w kolumbijskim sądzie. 34-latka się tłumaczy

Polania, która oficjalnie przedstawia się jako Heidy Vivian Polania Franco, przerwała milczenie po ujawnieniu skandalu wywołanego nagraniem. Zaprzeczała, że była półnaga, a leżącą pozycję tłumaczyła atakiem lęku i niskim ciśnieniem.

 

ZOBACZ: Brazylia. Tiktokerka znaleziona martwa w samochodzie. Prawdopodobnie spadła z klifu

 

W rozmowie z Blu Radio kobieta powiedziała, że tego dnia była bardzo przepracowana, co spowodowało jej problemy ze zdrowiem psychicznym. Twierdziła też, że od dawna była zastraszana przez innych sędziów w Cúcuta (gdzie pracuje) i grożono jej postępowaniem dyscyplinarnym ze względu na sposób, w jaki się ubiera.

 

W wywiadzie dla kolumbijskiego magazynu “Semana”, sędzia wspominała, że kiedy po raz pierwszy przyjechała do Cúcuty, nie mogła znieść noszenia spodni z powodu palącego upału, zdecydowała się więc na szorty i T-shirty. Zauważyła natomiast, że niektórym ludziom to przeszkadzało, nie czując się przy niej komfortowo.

 

 

W tym samym czasie odkryła CrossFit, a uprawianie fitnessu zmieniło kształt jej ciała, więc Polania przerzuciła się na “długie i eleganckie” sukienki do pracy w Pałacu Sprawiedliwości. Jednak nowe kreacje również krytykowano za to, że były “zbyt seksowne”, i namawiano ją, by zakryła się sędziowską togą.

 

“Zmęczyło mnie zadowalanie ludzi kosztem mojego spokoju ducha” – wyznała buntownicza prawniczka. Nieugięta kontrowersjami wokół ostatniego nagrania, Polania zadeklarowała, że nie zmieni swojej osobowości dla innych.

 

map/wka/polsatnews.pl

Czytaj więcej


Source link

Polska

Warszawa. Samochód dostawczy wjechał pod tramwaj na al. Jana Pawła II

snm2ru14v9f2swtmvxsep4zkwetz3f3m.jpg


Samochód dostawczy wymusił pierwszeństwo i wjechał wprost pod tramwaj linii 17

Samochód dostawczy wjechał pod tramwaj na warszawskiej alei Jana Pawła II. Na Śródmieściu były utrudnienia w ruchu, lecz nikomu nic się nie stało.

Jak relacjonował w rozmowie z polsatnews.pl rzecznik Tramwajów Warszawskich Maciej Dutkiewicz, do wypadku doszło o godz. 8:57 w pobliżu skrzyżowania al. Jana Pawła z ulicą Nowolipki. 

 

– Tramwaj linii 17 jechał w kierunku pętli PKP Służewiec. Kierowca samochodu dostawczego wymusił pierwszeństwo w trakcie skręcania w lewo. Utrudnienia w ruchu trwały do godz. 9:33 – powiedział. 

Nikomu nic się nie stało 

Jak dodał rzecznik, żaden z pasażerów nie odniósł obrażeń. Tramwaj został lekko uszkodzony.

 

Utrudnienia w ruchu trwały nieco ponad pół godziny Mariusz

Utrudnienia w ruchu trwały nieco ponad pół godziny

 

Kierowca samochodu dostawczego został przebadany w karetce pogotowia, jednak nie wymagał hospitalizacji. 

 

ZOBACZ: Tragiczny wypadek w Łukowie. Rowerzystka potrącona przez tira

 

Edyta Adamus z Wydział Komunikacji Społecznej Komendy Stołecznej Policji poinformowała polsatnews.pl, że zarówno motorniczy tramwaju, jak i kierujący busem, byli trzeźwi. 

 

Zdjęcia z miejsca zdarzenia otrzymaliśmy od Mariusza, widza Polsat News.

arż/wka/polsatnews.pl

Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!


Source link

Kultura

Chiny: Gwiazdor k-popu Kris Wu skazany za gwałty i orgie. Upijał swoje ofiary

6h3px2v1obtdj2mm9wsds6a4x3n6ojdx.jpg


Chińsko-kanadyjski piosenkarz Kris Wu trafi do więzienia na 13 lat – orzekł sąd w Pekinie. Były muzyk k-popowej grupy Exo w czerwcu został uznany za winnego zgwałcenia trzech kobiet, w tym 17-latki. Decyzję w sprawie wymiaru karu zapadła w piątek.

Śledztwo wykazało, że od listopada do grudnia 2020 roku mężczyzna zgwałcił trzy kobiety. Pokrzywdzone, w tym 17-latka, relacjonowały, że gwiazdor zwabiał je do swojej rezydencji, upijał, a następnie odbywał z nimi stosunki seksualne. 

 

32-letni Kris Wu został uznany za winnego zarzucanych mu czynów w czerwcu 2022 roku, jednak wówczas nie zapadła decyzja dotycząca wymiaru karu. Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro ofiar gwiazdora. 

 

ZOBACZ: “Interwencja”. Córka oskarżyła ją o gwałt i wpędziła do aresztu. Są badania wariografem

 

Jak podaje Reuters, w piątek sąd w dzielnicy Chaoyang w Pekinie skazał go na 11 lat i 6 miesięcy za gwałty oraz rok i sześć miesięcy więzienia za zorganizowanie orgii w lipcu 2018 roku. Sąd orzekł, że mężczyzna po odbyciu kary ma zostać deportowany z kraju. 

Kim jest Kris Wu?

Kris Wu w latach 2012-2014 był związany z grupą Exo, jednym z najpopularniejszych zespołów wykonujących muzykę z gatunku k-pop. Następnie artysta zdecydował się na rozwijanie kariery solowej jako aktor, piosenkarz, model i juror w programach rozrywkowych. Jego konto na Instagramie obserwuje 7,2 mln użytkowników. 

 

Mężczyzna został zatrzymany w lipcu ubiegłego roku. Gdy ujawniono, że jest sprawcą nadużyć na tle seksualnych, stracił kontrakty reklamowe z popularnymi markami modowymi. Zaczęli odwracać się od niego także fani. 

arż/wka/polsatnews.pl

Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!


Source link

Ciekawostki

Black Friday: Zakupowe pułapki. Tak odróżnisz prawdziwą promocję od kantu

000GDZMBKGLMD0VG-C429.jpg


Black Friday wymaga od konsumentów uważności i świadomych zakupów. Na klientów czeka masa pułapek nie tylko zastawionych przez sprzedawców, ale również oszustów. Szczególną czujność w Czarny Piątek należy zachować w sieci. Oszuści wykorzystują Black Friday i przenoszą klientów na fikcyjną stronę platformy płatności lub naszego banku. Jak nie dać się oszukać? 

To jedna z praktyk najczęściej stosowanych przez sprzedawców przed wielkimi wyprzedażami. Niestety wciąż możliwa, ponieważ polski rząd nie wprowadził unijnej dyrektywy Omnibus. Stąd sprzedawcy na kilka dni przed Black Friday stwarzają pozory obniżek cen, które w rzeczywistości nie mają miejsca.

Żonglowanie cenami polega na tym, że tuż przed planowaną wyprzedażą ceny towarów w sklepach rosną. W jej dniu dochodzi wprawdzie do sporej obniżki ceny, ale w połączeniu z wcześniejszym sztucznym wzrostem, spadek realnie wynosi zaledwie kilka procent. Omnibus ma zlikwidować ten proceder. Sprzedawcy będą mieć obowiązek podawać informację o zmianie cen towaru i najniższej cenie, która obowiązywała w czasie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki.

CZYTAJ TAKŻE: Czekasz na Black Friday? Oto lista największych przecen

Do czasu wprowadzenia dyrektywy samemu trzeba podjąć wysiłek kontrolowania cen. Jak odróżnić prawdziwą promocję od iluzorycznej obniżki? Jeżeli nie śledziliśmy ceny interesującego nas towaru, warto wykorzystać porównywarki cen. Dzięki temu sprawdzimy, jak zmieniała się cena na przestrzeni czasu.

Sprzedawcy często wykorzystują niewiedzę konsumentów. Warto przed Black Friday uświadomić sobie, że w sklepach stacjonarnych obowiązuje zasada która mówi, że cena na metce lub etykiecie cenowej jest istotna i wpływa na decyzję zakupową konsumenta

Stąd, jeżeli cena na etykiecie różni się od tej, którą mamy zapłacić przy kasie, możemy zaprotestować. Jeśli przy kasie lub po sprawdzeniu paragonu okaże się, że produkt był droższy, mamy prawo dokonać zakupu w cenie z metki lub otrzymać zwrot różnicy.

Często w Black Friday sklepy oferują produkty online w wyjątkowo atrakcyjnej cenie. Klient dokonuje zakupu i wszystko jest w porządku do momentu, kiedy nie otrzymuje zamówienia, a sklep tłumaczy to ograniczoną pulą towaru w promocyjne cenie. Co robić w takiej sytuacji? 

Sklep po wyczerpaniu towarów w atrakcyjne cenie nie powinien oferować już możliwości zakupu. Jeśli konsument prawidłowo przeprowadził transakcję, sprzedawca ją zaakceptował, ale okazało się, że brakuje towaru – sklep ma obowiązek wywiązać się z zobowiązania. Dlatego konsument ma prawo domagać się zakupionego towaru

W Black Friday warto również porównywać ceny w sklepach stacjonarnych i online. Jeżeli sklep prowadzi dwa kanały sprzedaży, nie ma obowiązku kształtować cen na tym samym poziomie. To oznacza, że oferty w sklepach stacjonarnych i online to dwie różne ścieżki.

Dlatego, będąc w sklepie podczas Black Friday, warto na telefonie sprawdzić, czy taniej będzie zamówić produkt online. Jeśli klient kupuje w sieci, obowiązuje cena podana na stronie internetowej. Jeśli w sklepie stacjonarnym, to cenę determinuje ta podana na metce lub etykiecie.

CZYTAJ TAKŻE: Lidl gotowy na Black Friday 2022. Tym razem będzie walka o elektronikę?

Może się również zdarzyć, że zamówiony online produkt ma na metce cenę wyższą lub niższą od tej, którą zapłaciliśmy. Jest to zgodne z prawem, ponieważ sprzedawcy w sieci nie są zobowiązani utrzymywać ceny widocznej na metce czy etykiecie

Black Friday obfituje w hasła “Wielka wyprzedaż artykułów” czy “Drugi produkt za pół ceny”. Wyjątkowa zachęta może okazać się pułapką. To dlatego, że zazwyczaj promocja dotyczy tylko i wyłącznie wybranych produktów lub marki. Chwytliwe hasła mają za zadanie przyciągnąć klientów, którzy z dużym prawdopodobieństwem przy kasie kupią nieprzecenione produkty

Jak nie dać się oszukać? Przy takich hasłach reklamowych należy pytać sprzedawców, które produkty są przecenione. Co więcej, pomocne znów będzie sprawdzenie cen w innych miejscach. Może okazać się, że “Wielka wyprzedaż” to konfabulacja, a ceny promocyjnych produktów w innych sklepach występują w podobnej cenie od dawna.

Jeżeli w Black Friday mamy problem z towarami różnie pakowanymi, zawsze warto zwróć uwagę na cenę jednostkową. To cena za jednostkę miary, np. 1 litr, kilogram, metr, sztukę. Dlaczego to takie ważne? Może okazać się, że atrakcyjność oferty wynika nie z promocji cenowej, a gramatury artykułu.

Gdzie szukać ceny jednostkowej? Cenę jednostkową konsumenci znajdą na etykiecie. Warto jednak pamiętać, że jeśli jest ona identyczna z ceną sprzedaży, nie ma obowiązku jej uwzględniania na plakietce cenowej. Znając cenę jednostkową, można porównać konkretny produkt różnie zapakowany i uniknąć pułapki w Black Friday.

CZYTAJ TAKŻE:

Kurier znaleziony martwy w samochodzie. Pracował przez 7 dni w tygodniu

Fałszywy e-mail z InPost. Tak oszuści wykorzystują Black Friday

Po tym rozpoznasz zakupoholika. Uzależnieni skrzętnie to ukrywają


Source link

Świat

Katar 2022. Najbogatsza Polka w Katarze Katarzyna Dmoch: Jest inaczej, niż mówią media”

000GE0FWKAQT0JPV-C429.jpg


Sebastian Staszewski, Interia: – Kilka dni temu usłyszałem o pani zdanie: “To najbogatsza Polka w Katarze”. Mój rozmówca podkreślił od razu, że nie ma na myśli pieniędzy pani męża, tylko te zarobione przez panią.

Katarzyna Dmoch: – Nie lubię się chwalić, ale jestem zaradną warszawianką.

Bardzo zaradną. W Katarze ma pani 13 salonów z ekskluzywnymi meblami.

W tym momencie razem z moim mężem zatrudniamy około 250 pracowników. Przyznaję, jest co robić.

Spotykamy się w Dosze przy okazji piłkarskich mistrzostw świata, które odbywają się w Katarze. Skąd wziął się w pani życiu ten egzotyczny kraj?

– Jak to często bywa, z przypadku. Mieszkałam w Stanach Zjednoczonych, studiowałam na katolickim uniwersytecie w Nebrasce i tam poznałam Ramiego, Libańczyka, który dziś jest moim mężem. Był stomatologiem. Był, bo dziś jest już na wcześniejszej emeryturze. Jego świętej pamięci ojciec pracował w firmie naftowej w Katarze, podobnie jak jego wujowie.

Pierwszy raz pojechaliście tam na wakacje?

– Niestety nie. To był rok 2007. Mój mąż stracił w krótkim czasie ojca i brata, więc rodzina poprosiła nas o to, aby spędzić z nimi trochę czasu w tym trudnym okresie. Miałam wtedy skończone dwa fakultety, z bankowości i finansów. Pracowałam w Merrill Lynch czy First Data, otworzyłam salon odnowy biologicznej. Mąż natomiast miał w USA pięć klinik stomatologicznych. W pewnym momencie stwierdziliśmy, że może warto spróbować czegoś innego. Wróciliśmy do Ameryki, spakowaliśmy się, zabraliśmy dzieciaki – na świecie byli już syn i córka – i wróciliśmy do Dohy.

Która miała niewiele wspólnego z obecną Dohą.

– Właściwie to była pustynia. W mieście były wtedy trzy pięciogwiazdkowe hotele, do których w weekendy chodziliśmy na obiady, basen, siłownię. Innych miejsc na spędzanie wolnego czasu nie było, na przykład publicznych plaż. A więc w tygodniu praca, a w piątek i sobotę – bo tak tutaj wygląda weekend – te hotele. Poza tym Katar był wtedy krajem znacznie bardziej konserwatywnym. Jestem Polką, feministką, wykształconą kobietą. “Jezu, co ja tam będę robiła?” – to była moja pierwsza myśl po wylądowaniu w Dosze.

Wszystko o mundialu w serwisie Interia Sport! 

Wykształcona w Ameryce Polka, a na dodatek feministka – nie brzmi to jak przyszła szczęśliwa mieszkanka Kataru.

– Miałam bardzo dużo obaw. Przecież wtedy istniała jeszcze separacja mężczyzn od kobiet. Kobiety niby pracowały, prowadziły auta, ale jednak były od facetów odsunięte. Nieprzyjemnie poczułam się na przykład wtedy, gdy musiałam odnowić wizę naszej trzymiesięcznej córce. Mój mąż poleciał do USA, więc zostałam tu sama. Kiedy pojechałam do urzędu, nie odnowiono dokumentu, bo brakowało podpisu ojca. Słowo samej matki nie wystarczyło. To było szokujące.

Coś jeszcze panią zaskoczyło?

– Siła rodziny. Katarczycy mają naprawdę mocne więzi rodzinne. Decyzje podejmowane są tu w porozumieniu z większą społecznością. W mediach istnieje stereotyp, że to mężczyzna o wszystkim decyduje, a kobieta jest tylko dodatkiem. W rzeczywistości jest inaczej: decyzje są często wynikiem długich rozmów, dyskusji, analiz.

Nie przeszkadzały pani przeróżne zakazy, na przykład te dotyczące kwestii ubioru? W Ameryce była wolna amerykanka, a “w Polsce jak kto chce”. W Katarze reguły są natomiast bardzo surowe.

– To ich tradycja, zasady. Przecież nikt tu nie zamyka do więzienia za paradowanie w bikini po plaży czy na basenie, tam jest to dozwolone. Ale w miejscach publicznych należy mieć sukienkę za kolana i zakryte ramiona. Po Watykanie też nie spaceruje się ze wszystkim na wierzchu. Niektóre kościoły w Polsce również zwracają uwagę na stosowny ubiór i golizna nie jest mile widziana. To więc nic skrajnego. Jednocześnie nikt mi tu nie nakazywał noszenia hidżazu czy czadoru.

Olbrzymie kontrowersje budzą także kwestie obyczajowe. Bo o ile nie musi pani nosić czadoru, to zakaz seksu pozamałżeńskiego dotyczy tak samo miejscowych, jak i przyjezdnych. 

– Katar, który jest młodym państwem, ewoluuje. Zachodzą tu błyskawiczne przemiany. 15 lat temu mężczyźni właściwie nie pracowali z kobietami, a dziś jest to norma. Na meczu otwarcia mistrzostw siedział obok mnie Katarczyk, a obok niego było… 10 kobiet. Jego żona, córki, ciotki. Obok siedział inny, z trzema kobietami. I nikogo to nie dziwiło. Z roku na rok tolerancja na różne kwestie jest coraz większa.

Zna pani kogoś, kto w Katarze trafił do więzienia?

– Nie.

Ani jednej osoby?

– Znam z mediów przypadki, gdy zamknięto kogoś za narkotyki, albo spowodowanie wypadku samochodowego pod wpływem alkoholu, ale przecież za to zamykają także w Polsce. Proszę nie wierzyć w bajki, że za wypite piwo albo buziaka danego na ulicy policjanci zawiną pana na dołek.

Obecnie państwo to ma jednak fatalny PR: na budowach przed mundialem zmarło kilka tysięcy robotników, niektórzy twierdzą, że panuje tu nowoczesne niewolnictwo, dyskryminowani są homoseksualiści, a także niektóre mniejszości religijne. Sporo tych zarzutów. I wszystkie są bardzo poważne.

– Wie pan, co jest ciekawe? Razem z mężem i dzieciakami sporo podróżujemy. Kiedy opuszczamy Katar, od razu słyszymy o tym, jakie to okropne miejsce. A później wracamy, widzimy to wszystko na własne oczy i jest odwrotnie, niż informują media: miliony dolarów, które rząd inwestuje w kobiety, wysyłając je na zagraniczne studia do USA i Wielkiej Brytanii, opiekę, jaką musimy obejmować naszych pracowników. Dam panu przykład. Co dwa lata mam obowiązek kupienia im biletu na… wakacje. Pracownik wskazuje kierunek, a ja muszę mu ten bilet zapewnić. Jak kogoś zwolnię, to mam obowiązek kupić mu bilet powrotny do domu, choćby na Księżyc. I jeszcze przez miesiąc muszę tej osobie płacić pensję, nawet jeśli pracowała u mnie dwa dni i okazała się niekompetentna. Nie wydaje mi się, aby w Polsce była to norma.

Rozumiem, ale nie da się zamknąć oczu i udawać, że w trakcie przygotowań do turnieju nie doszło do tysięcy tragedii.

– Oczywiście, wiemy o tym. Nie żyjemy w zamkniętej bańce. Czytałam w jakimś raporcie o sześciu tysiącach takich przypadków. To bardzo smutne, chociaż z tego co słyszałam, największy wpływ miała na to pogoda. Niestety, ale pod tym względem Katar nie jest przyjaznym krajem. Warunki są tu ekstremalne. Latem jest tak gorąco i duszno, że ludzie umierają na serce.

To żadna wymówka.

– Tak, ale tłumaczę panu, jaka jest nasza rzeczywistość. Przyjeżdżając do pracy, niektórzy muszą zrobić badania po to, aby sprawdzić, czy w ogóle mogą funkcjonować w takich warunkach. Natomiast jedno chcę podkreślić: nie ma tu żadnego niewolnictwa. Każdy pracownik ma telefon, internet, każdy może skorzystać z ubera i każdy może kupić bilet na samolot. Są też ambasady niemal wszystkich krajów, więc gdyby ktoś chciał wrócić do domu, to nie jest to nic trudnego. Nawet rząd katarski może mu kupić bilet powrotny.

Wróćmy do pani. Po przylocie do Kataru założyła pani swoją działalność gospodarczą. Było trudno?

– Wiedziałam, że z moim wykształceniem nie popracuję w zawodzie, bo w Katarze bardziej ceni się edukację brytyjską – do 1971 roku Katar był zresztą pod protektoratem Wielkiej Brytanii. Zaczęłam więc myśleć o swoim biznesie. W pewnym momencie z mężem zaczęliśmy budować dom wakacyjny i sprowadziliśmy z Ameryki kilka kontenerów mebli, tkanin, oświetlenia. Kiedy znajomi to zobaczyli, oszaleli z ekscytacji. Zaczęli nas prosić o zamówienie tego czy tamtego, a my im po prostu pomagaliśmy. Hitem okazały się kominki. Wiem, że w kontekście Kataru brzmi to zabawnie, ale w grudniu i styczniu one naprawdę się przydają. Nasze działania rozniosły się pocztą pantoflową, a że Katar to mały kraj, to szybko zyskiwaliśmy nowych klientów. Nazywali mnie “Amerykanką”.

Dlaczego?

– Bo Polski nie kojarzyli, a wiedzieli, że przyjechałam z Ameryki. I przywiozłam tamtejszy styl, gust. Wie pan, kto był jednym z moich pierwszych klientów?

Jakiś szejk?

– Hamad bin Jassim bin Jaber Al Thani, czyli premier Kataru. Nie miałam wtedy wielkiego doświadczenia, a nagle dostałam zlecenie na dwa olbrzymie domy: jeden dla jego syna, a drugi dla bratanka. I daliśmy radę.

Ile było w tym wszystkim szczęścia, a ile realizacji przygotowanego planu? Bo brzmi to wszystko niesamowicie prosto: przyleciałam, założyłam firmę i zrobiłam premierowi dwa domy.

– Oj, nie było tak łatwo. Jest tutaj ogromna rywalizacja, niejeden już zdziwił się jak ostra. Dramatem były też urzędy. Dziś są nowoczesne, skomputeryzowane. Bierze się numerek i za chwilę stoi przy okienku. Wtedy było jak na bazarze. Nikt nie wiedział, gdzie zaczyna się kolejka, ludzie robili, co tylko chcieli, wszyscy krzyczeli. Nic przyjemnego.

Trudno robi się biznesy z Katarczykami?

– To niezwykle wymagający klienci. Proszę pamiętać, że oni podróżują po świecie, studiują w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Francji, Szwajcarii, mieszkają w najlepszych hotelach. Znają życie, nie da się im sprzedać tanich koralików. Mają dużo pieniędzy, ale i duże oczekiwania. Ja zyskałam renomę dzięki wprowadzeniu czegoś nowego, świeżego. Zamiast stylu orientalistycznego, który tu królował, proponowałam nowoczesne trendy. Poza tym w Katarze przez wiele lat kupowano meble po to, aby pięknie wyglądały, a nie sprawiały radość użytkownikom. Tłumaczyłam ludziom, że kanapa powinna być wygodna, a nie cudowna i imponująca.

Czyli przede wszystkim rządził przepych?

– Zgadza się, takie myślenie funkcjonowało przez lata. Dopiero teraz to się zmienia. Natomiast zaskoczę pana. Większym problemem niż klienci są pracownicy.

Dlaczego?

– Bo ich nie ma. Katarczyk przecież nie będzie skręcał stołu.

Zauważyłem, że Katarze jest olbrzymia liczba pracowników z Bangladeszu czy Pakistanu. Kilka dni temu rozmawiałem z kierowcą taksówki, który powiedział, że w Dosze czuje się jak w Islamabadzie. Bo dookoła są setki jego rodaków.

– Bangladesz, Indie, Sri Lanka, państwa afrykańskie – to najpopularniejsze kierunki. Ale to nie są wykwalifikowani, wartościowi pracownicy. Nie chcę, aby to źle zabrzmiało, ale niektórzy z nich nie widzieli na oczy butów. My im tłumaczymy: “Załóż buty ochronne, bo jak ci spadnie coś na stopę, to będzie kłopot”. A oni nie chcą, bo wolą klapki. Całe życie chodzili w klapkach i dalej chcą to robić. Nawet na budowie. 

– Dodatkowo większość z nich nie posiada żadnych umiejętności. Nie da się w ogóle porównać tego, co może zrobić stolarz z Polski, a z Indii. Dodatkowo to ludzie z różnych kręgów kulturowych, wyznają różne religie, mają swoje reguły. Nawet kuchnię w magazynie – który zbudowaliśmy dla naszych pracowników na wzór internatu – musieliśmy podzielić na cztery części, bo kogoś z Indii obrażała wołowina w lodówce, a ktoś inny chciał mieć swoje święte jedzenie z dala od tego nieczystego.

Polacy także u pani pracują?

– Zdarza się. Miałam panią architekt, miałam też dziewczynę od sprzedaży, teraz kierowniczką mojej kawiarni jest pani Ania. Natomiast większość pracowników pochodzi z krajów azjatyckich i afrykańskich.

Ile taki pracownik – z Indii czy Nigerii – może zarobić?

– U nas pensja minimalna to dwa i pół tysiąca riali, czyli około trzech tysięcy złotych. Do tego gwarantujemy zakwaterowanie, transport i ubezpieczenie zdrowotne. Nie ukrywam jednak, że nasze stawki są wyższe niż średnie. Normalnie można pewnie zarobić około dwóch tysięcy złotych. Co ciekawe, jeśli nie zapłacimy pracownikowi przez więcej niż siedem dni od ustalonego dnia wypłaty, rząd Kataru może zablokować nasz biznes.

W jaki sposób?

– Na przykład nie wpuści kontenerów pływających na statkach, które muszą czekać, aż zaległości zostaną wypłacone.

Co z innymi polskimi biznesami? Są takie w Katarze? Wiem o pracownikach i pracowniczkach linii lotniczych Qatar Airways czy organizacji Qatar Foundation.

– Jest tu wiele aktywnych Polek. Na przykład pani Magda, która jest instruktorką pływania na motorówce i innych sportów wodnych. Jakiś czas temu otworzyła restaurację, którą nazwała “Polka”. Można tam zjeść pierogi albo mielone. Zachęcam ją zresztą, aby otworzyła kolejne, w krajach sąsiednich. Natomiast faktycznie większość Polaków pracuje u kogoś. To wynika między innymi z olbrzymiej rywalizacji na rynku, bo do Kataru po biznes przylatuje cały świat.

Co z pani pozostałymi inwestycjami? Od byłego ambasadora Polski w Katarze Roberta Rostka słyszałem, że ma pani także restaurację i kawiarnię.

– Tak, obie w galerii handlowej, bo o w Katarze życie generalnie toczy się w wielkich mallach, szczególnie latem. Tam jest przestrzeń, możliwości załatwienia wszystkiego, no i klimatyzacja. Działamy też w branży budowlanej.

I tam nie spotkała pani dyskryminacja ze względu na płeć? Aż trudno w to uwierzyć.

– W tej branży są niemal sami mężczyźni. I to tacy pochodzący z krajów azjatyckich, gdzie “baba boss” to coś niespotykanego. A ja jestem charakterną dziewczyną z Bemowa, nie boję się zaprowadzić porządku. I faktycznie czasem oni nie mogą uwierzyć w to, co widzą: przychodzi jakiś babsztyl i na nich krzyczy. “Jak to?” – myślą. A tak to!

Nie buntują się?

– Jestem konkretną babką, ale jednocześnie bardzo wrażliwą. Nasza firma dba o pracownika lepiej niż przeciętna firma w Katarze. Kiedy na Filipinach rodzinie naszego człowieka zawalił się dach nad głową, daliśmy mu pożyczkę. Kiedy ktoś inny o coś prosi – staramy się pomagać. Natomiast nie jestem hipokrytką i mam świadomość, że w innych firmach wykorzystuje się ludzi, nie traktuje się ich na odpowiednim poziomie, nie przestrzega się ich praw. Słyszeliśmy o tym wielokrotnie. Jeśli jednak mam być szczera, to takie rzeczy dzieją się w każdym kraju. Na przykład w Ameryce.

Na koniec wrócę do okazji, dzięki której się spotkaliśmy: mistrzostw. To dla Kataru złoty okres?

– Tak. Tylko w ostatnim miesiącu otworzyło się w Dosze 250 restauracji. Chociaż znając życie, za dwa miesiące większości z nich już nie będzie. Teraz są natomiast oblegane. Ja też nie mogłam narzekać, bo mieliśmy bardzo dużo zleceń na meble. Hotele i różne organizacje przygotowywały się do przyjęcia kibiców i zainwestowały w to naprawdę spore pieniądze.

Wspomniała pani, że była pani na meczu otwarcia mundialu, który Katar przegrał 0:2 z Ekwadorem. Wybiera się pani także na mecze Polaków?

– Mój syn będzie na kilku spotkaniach, między innymi na finale. Ja natomiast byłam z mężem na meczu z Meksykiem, chociaż pojawiłam się na trybunach dopiero w drugiej połowie. Zamierzam natomiast obejrzeć mecz z Arabią Saudyjską. Jeśli tylko Polakom pójdzie dobrze, to na każdym kolejnym spotkaniu mogą na mnie liczyć!

W Dosze rozmawiał Sebastian Staszewski, Interia


Source link

Sport

MŚ 2022: Argentyńczycy wierzą w awans. “Wyboiste drogi prowadzą do wielkich celów”

qfg615jjfq9z3a49gzagqbtqa6em2qen.jpg


Argentyńczycy, uchodzący za jednego z faworytów mundialu, przyjechali do Kataru po 36 meczach bez porażki, ale w pierwszym występie sensacyjnie ulegli Arabii Saudyjskiej 1:2. Kolejne niepowodzenie może oznaczać, że “Albiceleste” już w sobotę pożegnaliby się z mundialem, bo w drugim meczu Meksyk zremisował z Polską 0:0.

 

Media w Argentynie zwracają uwagę, że trenerem Meksykanów jest Gerardo “Tata” Martino. W sobotę zagra przeciw rodakom, których sam prowadził w latach 2014-16. Został selekcjonerem w miejsce Alejandro Sabelli po mundialu w Brazylii w 2014 roku, gdzie Argentyna dopiero w finale uległa po dogrywce Niemcom 0:1. Martino, który krótko przed MŚ świętował 60. urodziny, opuścił tę posadę po dwóch latach.

 

Dwukrotni mistrzowie świata po porażce z Arabią Saudyjską mają zagrać z Meksykiem skuteczniej, ale i nieco zmienionym składzie. Właśnie Gomez jest jednym z zawodników, który może stracić miejsce w podstawowej jedenastce zespołu prowadzonego przez trenera Lionela Scaloniego.

 

Mimo 34 lat pomocnik Sevilli jest jednym z siedmiu zawodników debiutujących w MŚ, którzy zagrali z Saudyjczykami od pierwszego gwizdka.

 

– To może nie jest nic specjalnego, ale tak wielu debiutantów w mundialu nie mieliśmy w składzie od 1998 roku – zauważyła portal “Pagina12”.

 

Były reprezentant Argentyny Sergio Aguero, który musiał niedawno zakończyć karierę z powodu kłopotów z sercem, uważa, że jego młodsi koledzy nie poradzili sobie z agresywnym stylem gry Saudyjczyków i wysoko ustawioną przez nich obroną.

 

ZOBACZ TAKŻE: MŚ 2022: Argentyna ogarnięta mundialowym szaleństwem

 

– Co chwilę łapali nas na spalonym, nie mieliśmy na to żadnej recepty – ocenił były zawodnik m.in. Manchesteru City i Barcelony. – Co prawda niektóre spalone były milimetrowe, ale przy nowej technologii nie uszły uwadze sędziów. Poza tym jednak rywale bardzo dobrze wywiązywali się ze swoich zadań i skwapliwie realizowali swój plan – dodał.

 

Media zachęcają swoich piłkarzy, by podążyli drogą Hiszpanów z 2010 roku – “La Roja” w mundialu w RPA przegrała na początek ze Szwajcarią 0:1, a później sięgnęła po tytuł.

 

Mecz Argentyny z Meksykiem w sobotę o godz. 20 czasu polskiego. Sześć godzin wcześniej biało-czerwoni zagrają z Arabią Saudyjską.

MO, PAP

Przejdź na Polsatsport.pl


Source link

Ciekawostki

Katarzynki, czyli Andrzejki dla panów, już dziś. Co to za święto?

000GDZ1UWAR0OG7O-C429.jpg


Katarzynki są świętem chętnie obchodzonym przez pokolenie naszych pradziadków. W przeciwieństwie do Andrzejek, które mają podobną wymowę, na początku XX w. zostały nieco zapomniane. Dziś pamiętają o nim nieliczni, choć z roku na rok popularność Katarzynek rośnie. 

Katarzynki przypadają każdego roku w nocy z 24 na 25 listopada, czyli w wigilię świętej Katarzyny Aleksandryjskiej. Był to ostatni moment na beztroską zabawę przed rozpoczynającym się adwentem. 

Katarzynki są odpowiednikiem Andrzejek, lecz skierowane są do mężczyzn. Tego wieczora kawalerowie spotykali się, by wspólnie się bawić i wróżyć na temat przyszłego małżeństwa. 

Jest nawet przysłowie, które mówi, że “W noc świętej Katarzyny pod poduszką są dziewczyny”. 

Kilka dni później, w nocy z 29 na 30 listopada odbywała się podobna zabawa dla panien. To Andrzejki, które są hucznie obchodzone do dziś. Być może dzieje się tak dlatego, że współcześnie panie i panowie świętują wspólnie, a wróżby nie dotyczą już tylko zamążpójścia. 

W ten listopadowy wieczór spotykali się wyłącznie mężczyźni, przede wszystkim ci nieżonaci. Przed rozpoczęciem wróżb zwracali się oni do świętej Katarzyny z prośbą o znalezienie idealnej małżonki. W tym celu powstał nawet wierszyk:

Następnie wykonywano różnorodne wróżby, które łączyły się z wesołą zabawą, często trwającą aż do rana. Katarzynki traktowano z przymrużeniem oka, stanowiły one pretekst do spotkania i biesiady.

Do najpopularniejszych wróżb na Katarzynki należały:

  • magiczne kubki – do zabawy tej potrzebne są 4 jednakowe kubki lub miseczki, odwrócone do góry dnem. Pod nimi należy umieścić 3 różne przedmioty – monetę, obrączkę lub pierścionek oraz kamień albo grudkę ziemi. Ostatni kubek pozostaje pusty. Po dokładnym wymieszaniu ich, kawalerowi losują jedno z naczyń i sprawdzają jego znaczenie – moneta oznacza bogactwo, obrączka małżeństwo, kamień wiele pracy, a pusty kubek brak zmian w życiu. Wróżba ta ma pokazać, co czeka nas w najbliższym roku.
  • karteczki z imionami – do dużego naczynia należy wrzucić zagięte karteczki z napisanymi na nich żeńskimi imionami. Każdy kawaler losuje po jednej z nich – wylosowane imię będzie należało do jego przyszłej żony.
  • piórko pod poduszką – po zakończonej zabawie panowie wkładali pod poduszki ptasie pióro (najczęściej należało ono do kury). Zgodnie z wierzeniami, w nocy miał im się przyśnić ptak – szczególne znaczenie miał jego kolor. Biały ptak (np. łabędź czy gołębica) oznaczał piękną, młodą żonę natomiast czarny (wrona, kruk) wdowę. Jeśli kawalerowi przyśniła się sowa, jego nowa małżonka powinna być wyjątkowo mądra. Pisklęta zaś oznaczały, że szybko dorobi się on gromadki dzieci.

Z powyższych propozycji można skorzystać również dziś, organizując katarzynkową zabawę z gronie przyjaciół.

Czytaj również:

Andrzejki. Kiedy wypadają i jak wróżyć? Nie tylko lanie wosku

Przepowiednie Nostradamusa na 2023 r.

Masońska przepowiednia, która mrozi krew. Co nas czeka w 2023 r.?

Zobacz także:


Source link

Polska

Kongres Programowy PO. Aktywistka klimatyczna przerwała przemówienie Donalda Tuska

u1phd15fe23ht8zvtd4643o9bpm6pztb.jpg


“Gaz ziemny to broń dyktatorów” – brzmiał napis transparentu młodej kobiety, która weszła na scenę i stanęła obok Donalda Tuska, przemawiającego w czwartek podczas kongresu PO. Początkowo ochroniarze chcieli powstrzymać aktywistkę, jednak ich działania wstrzymał lider Platformy. – Śmiało, może pani bliżej – powiedział polityk, na co sala zareagowała oklaskami.

W czwartek zorganizowano Kongres Programowy Platformy Obywatelskiej “Energetyka i Klimat”. Na mównicy pojawił się m.in. lider partii Donald Tusk, który mówił o roli, jaką powinny odgrywać kwestie związane z ochroną środowiska. 

 

W pewnym momencie na scenę usiłowała wejść kobieta z dużym, czerwonym transparentem. Ochroniarze próbowali ją wyprowadzić, na co Tusk zareagował, przerywając przemówienie.

 

– Dzień dobry – powiedział, a pilnujących porządku poprosił, żeby pozwolił zostać kobiecie na scenie. –  Śmiało może pani bliżej – dodał, a po tych słowach zgromadzeni na kongresie zaczęli klaskać.

 

 

Na trzymanym przez kobietę transparencie widniał napis: “Gaz ziemny to broń dyktatorów”. 

 

– Gaz ziemny to broń dyktatorów. Pełna zgoda. Ci, którzy wyrzekają się problemu zanieczyszczenia środowiska, opowiadają się także za autorytaryzmem, dyktaturą, a nie demokracją – skomentował lider PO. 

Przemawiali też Trzaskowski i Budka 

Przed Tuskiem ze sceny przemawiali też prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski i szef klubu parlamentarnego PO Borys Budka. 

 

– Wyzwania przed nami są absolutnie fundamentalne, a PiS nie ma żadnej odpowiedzi na nie. Odmawianie rakiet (Patriot od Niemiec – red.), które mógłby nas chronić – pokazuje, że oni nawet w kwestiach bezpieczeństwa nie mają planu. Tak samo jest z polityką klimatyczną – powiedział Trzaskowski.

 

ZOBACZ: Donald Tusk mówił o “talibach znad Wisły”. Zadedykował im piosenkę

 

Z kolei Budka zapowiadał, że Platforma – jeśli dojdzie do władzy – do 2030 roku stworzy “co najmniej 700 lokalnych społeczności energetycznych”.

 

– Całkowicie zmodernizujemy co najmniej 150 sieci ciepłowniczych w Polsce. Wybudujemy do tego dwa tysiące biogazowni. Dwa milony domów domów zostanie objętych kompleksową termomodernizacją – wyliczał szef klubu PO.

ap/wka/polsatnews.pl

Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!


Source link

Polska

CBŚP zatrzymało bossów dawnych bossów gangu pruszkowskiego – “Słowika”, “Parasola” i “Wańkę”

qfvs34ivwf9avpvw4ctvpj3cs69biqft.jpg


Dawni przywódcy grupy pruszkowskiej od kilku lat ponownie znajdowali się pod lupą policji

Funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji (CBŚP) zatrzymali ponad 20 osób. Wśród nich są byli bossowie gangu pruszkowskiego m.in. Andrzej Z. ps. Słowik, Leszek D. ps. Wańka i Janusza P. ps. Parasol. Policjanci wraz z prokuraturą prowadzą obecnie czynności w sprawie.

CBŚP dokonało zatrzymań na zlecenie Prokuratury Krajowej. Jak wyjaśniono w oświadczeniu służb, sprawa ma charakter rozwojowy, a policjanci wraz z prokuraturą wykonują obecnie dalsze czynności.

 

Aresztowano ponad 20 osób, wśród nich Andrzeja Z. ps. Słowik, Leszka D. ps. Wańka i Janusza P. ps. Parasol.

 

 

– Zatrzymani zostaną doprowadzeni do mazowieckiego wydziału zamiejscowego departamentu do spraw przestępczości zorganizowanej i korupcji PK i tam zostaną im postawione zarzuty – wyjaśnił prok. Karol Borchólski z działu prasowego Prokuratury Krajowej. 

 

Dodał, że następnie “prokurator podejmie decyzje co do konieczności stosowania środków zapobiegawczych”. Więcej informacji ma pojawić się po zakończeniu czynności procesowych z zatrzymanymi. 

Przywódcy “Pruszkowa” na celowniku śledczych

Z informacji tvp.info wynika, że dawni przywódcy “Pruszkowa” od pięciu lat są ponownie na celowniku śledczych.

Sprawa miała się rozpocząć od zatrzymania całej trójki w styczniu 2017 roku. Według Prokuratury Regionalnej w Szczecinie, nowy gang “Słowika” działał od września 2014 roku do września 2018 roku.

 

ZOBACZ: Uderzenie w gang pseudokibiców. W akcji blisko tysiąc policjantów

 

Przez kilkanaście ostatnich miesięcy Andrzej Z. kierował grupą zza krat, m.in. przy pomocy swojej konkubiny. Gang miał zajmować się przestępstwami gospodarczymi, oszustwami podatkowymi, rozbojami, handlem narkotykami i podrabianiem dokumentów. 

 

jsd/arż/polsatnews.pl

Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!


Source link