imalopolska

najnowsze wiadomości

January 2019

Polska

Wrocław będzie uczył „tolerancji” i wielokulturowości

adzz-1000x630

Strona główna &gt Polska &gt Wrocław będzie uczył „tolerancji” i wielokulturowości Wrocław będzie uczył „tolerancji” i wielokulturowości Ogarek Polska

„Nowe” władze Wrocławia zamierzają wprowadzić do szkół program antydyskryminacyjny, którego celem ma być „zapobieganie szerzeniu się w mieście rasizmu, szowinizmu i ksenofobii”. Nauczanie o wielokulturowości związane jest z faktem, iż stolica województwa dolnośląskiego należy do miast najchętniej przyjmujących obcokrajowców, których a być w mieście już ponad 160 tysięcy.

Prezydent Wrocławia Jacek Surtyk zapowiadał już wcześniej, że „wzbogacenie programów edukacji międzykulturowej w szkołach o możliwość spotkania z przedstawicielami różnych kultur w ramach projektu Światowy Wrocław”, będzie jednym ze stu zadań, jakie zamierza zrealizować w ciągu pierwszych stu dni swojego urzędowania. Tym samym we wrocławskich placówkach edukacyjnych zostanie wdrożony „program antydyskryminacyjny” mający zapobiegać szerzeniu się w mieście poglądów nieodpowiadających obecnym władzom samorządowym.

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli wrocławskiego ratusza, pranie mózgów jakiemu poddani zostaną uczniowie będzie polegać głównie na poznawaniu innych krajów i kultur, aby jednocześnie uświadomić im „historyczną wielokulturowość” miasta. Prelegentami, którzy mają pomóc w realizacji tych założeń, mają być przedstawiciele funkcjonujących w stolicy Dolnego Śląska mniejszości oraz konsulatów.

Kilka dni temu przedstawiciel wrocławskiego magistratu przyznał, że w liczącym blisko 640 tysięcy osób mieście, już blisko 160 tysięcy to imigranci. Wrocław od dawna należy bowiem do miast najchętniej przyjmujących obcokrajowców, zaś poprzedni prezydent Rafał Dutkiewicz znany był ze swojego filosemityzmu i chęci stworzenia ze stolicy województwa dolnośląskiego metropolii przyjaznej zwłaszcza Ukraińcom.

Na podstawie: wroclaw.wyborcza.pl.

Za: http://autonom.pl/?p=24808

11.01.2019


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Ocal polskość nad Niemnem!

a-51

Strona główna &gt Polska &gt Ocal polskość nad Niemnem! Ocal polskość nad Niemnem! a303 Polska

Ponad 300 tys. Polaków na Białorusi! Tylko 13 tys. polskich dzieci uczy się języka ojczystego… Polskość może całkowicie zaniknąć już w kolejnym pokoleniu!!!

Kliknij i pomóż rodakom

polacynadniemnem.pl


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Paszport znaleziony w Tel Avivie – Gabriel Kayzer

a-56

Strona główna &gt Polska &gt Paszport znaleziony w Tel Avivie – Gabriel Kayzer Paszport znaleziony w Tel Avivie – Gabriel Kayzer polonuska Polska

rp_art_5925_czytelnia_w_izraelu_paszport_polski_gratisrp_art_5925_czytelnia_w_izraelu_paszport_polski_gratisPaszport znaleziony w Tel Avivie
Rozdajemy izraelskim Żydom obywatelstwa jak ulotki. Problem w tym, że miażdżąca większość nowych Polaków nie ma o naszym kraju bladego pojęcia.

Z roku na rok konsulat RP w Tel Awiwie wydaje coraz więcej polskich paszportów, a liczba naszych obywateli w Izraelu systematycznie rośnie. Nie jest to jednak spowodowane migracją Polaków do Izraela, ale uzyskiwaniem obywatelstwa przez potomków Żydów pochodzących znad Wisły.

Lawina paszportów

Aby ocenić skalę zjawiska, przyjrzyjmy się liczbom. Jak poinformowało w styczniu 2014 r. nasze MSZ, w kolejnych latach wydaliśmy w Tel Awiwie następującą liczbę paszportów: 2002 – 448, 2003 – 144, 2004 – 428, 2005 – 476, 2006 – 714, 2007 – 829, 2008 – 835, 2009 – 2 397, 2010 – 2 508, 2011 – 1 822, 2012 – 2 045, 2013 – 2 727. W latach 2004-2013 nasz konsul nie odrzucił ani jednego wniosku o wydanie paszportu obywatelowi polskiemu z Izraela.

Od 1 maja 2004 do końca stycznia 2014 r. wydaliśmy Żydom 12 670 polskich paszportów. Nie wszystkie osoby go otrzymujące uzyskują obywatelstwo – część po prostu wymienia dokument na nowy, po upływie dziesięcioletniego terminu ważności. Jednak jednocześnie część z tych, którzy otrzymują obywatelstwo, nie ubiega się od razu o wydanie paszportu. Jak podała w kwietniu 2011 r. Polska Agencja Prasowa, w roku 2009 Polsce przybyło w Izraelu ponad 1000 obywateli, podczas gdy w tym samym czasie wydano 2 397 paszportów. W 2010 r. zaś w Izraelu miało przybyć Polsce już ponad 2,5 tys. obywateli, spośród których prawie wszyscy otrzymali paszporty. Zatem z roku na rok coraz więcej osób nie tylko wymienia paszporty, ale otrzymuje je po raz pierwszy.

W samym tylko roku 2010 Polska wydała Żydom więcej paszportów niż w każdym innym roku po 1989. Od wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej w 2004 do 2013 r. liczba Izraelczyków, którzy uzyskali polskie paszporty, wzrosła zaś ponadsześciokrotnie z 428 w 2004 do 2 727 w 2013 r. W samym styczniu roku 2014 Ambasada RP w Tel Awiwie wydała ich do rąk obywateli 286, czyli więcej niż w całym 2000 r. Gwałtowny wzrost wydawanych dokumentów nastąpił za rządów Platformy Obywatelskiej. W porównaniu z 2008 w 2009 r. ich liczba wzrosła prawie trzykrotnie.

Ponieważ do poświadczenia posiadania obywatelstwa polskiego Żydzi nie muszą nawet znać języka polskiego, dochodzi do głębokich patologii. Już w 2012 r. w artykule „Israelis line up for Polish citizenship” [Izraelczycy ustawiają się w kolejkach po polskie obywatelstwo], na stronie Ynetnews.com, Itamar Eichner informował, że w kolejkach do polskiego konsulatu w Tel Awiwie zaledwie jedna na 20 osób mówi w języku polskim. Dochodzi nawet do tego, że niektóre z nich nie wiedzą nawet. gdzie Polska leży.

Niezależnie od artykułu Eichnera, o powszechności braku znajomości języka polskiego wśród osób ubiegających się o polskie obywatelstwo mogę zaświadczyć sam, gdyż miałem okazję przyjrzeć się z bliska temu procederowi, przebywając w Tel Awiwie.

Kierunek: strefa Schengen

Skąd tak raptowny wzrost skali zjawiska w ostatnich latach? Po przystąpieniu Polski do UE możliwość uzyskania polskiego obywatelstwa jest szczególnie atrakcyjna. Bogacące się na tym procederze izraelskie kancelarie prawne piszą wprost: „Polskie obywatelstwo jest teraz dla Izraelczyków o polskich korzeniach biletem do Unii”. Osoby posiadające polski paszport mogą bowiem zamieszkać w każdym z państw UE i mieć wszystkie prawa przynależne obywatelom państw członkowskich.

Nowym polskim obywatelom wolno np. podejmować na obszarze Unii pracę i studia oraz inwestować i prowadzić biznes bez żadnych ograniczeń. Dlatego też zainteresowanie polskim paszportem w Izraelu z roku na rok rośnie. Jak podaje Eichner, większość wnioskodawców nie ukrywa, że nie chce nawet jechać do Polski, ale ma nadzieję swobodnie podróżować, pracować i studiować w innych krajach UE.

Wokół procederu wydawania paszportów rozwinął się nawet spory biznes. W Polsce jak i w Izraelu istnieją kancelarie prawne specjalizujące się w załatwianiu niezbędnych formalności. Należą do nich CK LAW OFFICE Kancelaria Adwokacka Piotr Cybula, Yoav Levi – Attorneys at Law czy Hawel Tocker & Co Law Office itp. Nawet jeśli wnioskodawca nie posiada wszystkich wymaganych dokumentów czy nie zna języka, to pomogą mu one wypełnić po polsku formularze i oświadczenia, a także wniosek o poświadczenie posiadania obywatelstwa. Poprzez współpracę z prawnikami w Polsce kancelarie izraelskie pomagają także swoim klientom składać i otrzymywać niezbędne dokumenty nie poprzez wydział konsularny w Ambasadzie RP w Tel Awiwie, ale poprzez odpowiednie urzędy w Polsce.

Na stronach kancelarii prawnych można znaleźć informacje mówiące, że aby uzyskać polskie obywatelstwo, nie trzeba zrzekać się obywatelstwa Izraela czy któregoś z krajów zachodnich. Służba w izraelskim wojsku po 1951 r. także nie jest tu przeszkodą. Wielodzietnym rodzinom żydowskim proponowane są nawet specjalne rabaty. Na stronie jednej ze wspomnianych kancelarii prawnych można przeczytać:

„Okoliczności historyczne, w tym zaangażowanie Polski w II wojnę światową, sprawiły, że gotowość pomocy Polski w sprawie uzyskania polskiego obywatelstwa dla obywateli izraelskich, którzy są bezpośrednimi potomkami polskich obywateli, jest najwyższa w całej Unii Europejskiej”.

W kolejkach do polskiego konsulatu w Tel Awiwie zaledwie jedna na 20 osób mówi w języku polskim. Dochodzi nawet do tego, że niektóre z nich nie wiedzą nawet. gdzie Polska leży

Większość osób wnioskujących o potwierdzenie polskiego obywatelstwa to trzecie pokolenie osób, które przybyło do Izraela z Polski. Eichner podaje, że według polskiej ambasady aż 55 proc. wnioskodawców to trzecie pokolenie, a 25 proc. to drugie pokolenie polskich obywateli. Osoby te więc, jeśli w ogóle były kiedyś w Polsce, to nie w celu poznania polskiej kultury, historii, języka i obyczajów, ale najczęściej w celu zapoznania się jedynie z pozostałościami historii i kultury żydowskiej oraz zwiedzenia obozów śmierci, przez co mogą mieć wypaczony obraz naszego kraju.

Także pracownicy konsulatu w Tel Awiwie doskonale zdają sobie sprawę, że przyzwolenie na rozdawnictwo obywatelstwa godzi w interesy Polski. Nie protestują jednak, prawdopodobnie bojąc się stygmatyzacji związanej z oskarżeniami o antysemityzm. Są sterroryzowani poprawnością polityczną, która w tym przypadku przybrała karykaturalny obraz.

Tymczasem jeżeli nic się nie zmieni, to na podstawie obowiązujących przepisów polskie obywatelstwo może teoretycznie uzyskać co najmniej kilkaset tysięcy Żydów z Izraela, ale także – z całego świata, których potomkowie pochodzą znad Wisły. Problem ten, traktowany jest jednak niczym gorący kartofel, przez co już dziś dochowaliśmy się tysięcy obywateli, którzy nie tylko nie czują się Polakami, ale traktują nasz kraj instrumentalnie. Oczywiście również przed II wojną światową część mieszkających u nas Żydów nie utożsamiała się lub nie integrowała z Polakami. Jednak oni tu żyli. Tymczasem miażdżąca większość Żydów z Izraela dostających dziś polskie obywatelstwo nie tylko nie mówi po polsku, lecz także nie zamierza tu mieszkać czy pracować.

Trudno oczywiście powiedzieć, ilu Żydów z Izraela może ubiegać się o przywrócenie bądź potwierdzenie posiadania polskiego obywatelstwa w przeciągu kilku najbliższych lat. Patrząc jednak na obecną tendencję, można śmiało założyć, że do 2020 r. będziemy mieli w Izraelu dodatkowe 10 tys. obywateli, których nic nie łączy z polskim państwem.

We wszystkich szanujących się państwach aby otrzymać obywatelstwo, trzeba spełnić podstawowe warunki, takie jak wieloletnie zamieszkiwanie na jego terytorium, płacenie podatków, znajomość języka, historii itp. Ale nie w Polsce, gdzie w przypadku osób, których przodkowie wyjechali z kraju i chcą obecnie potwierdzić posiadanie polskiego obywatelstwa, nie trzeba spełniać podobnych wymagań.

Osoby pochodzenia polskiego mogą wnioskować o potwierdzenie posiadania obywatelstwa polskiego w trybie Ustawy z dnia 2 kwietnia 2009 r. o obywatelstwie polskim (Dz. U. z 2012 r., poz. 161). Jeżeli jedno z rodziców ma polskie obywatelstwo, to dziecko niezależnie od tego, gdzie sie urodziło, nawet nie wiedząc o Polsce nic, posiada automatycznie polskie obywatelstwo i prawo do polskiego paszportu.

Podobna sytuacja ma miejsce, gdy dziadek wnioskodawcy z własnej woli wyjechał znad Wisły do Palestyny w latach 20 XX w. Jego wnukowie oraz prawnuki także będą posiadać nasze obywatelstwo i paszporty. Nawet gdy w przeszłości wyrzekł się on polskiego obywatelstwa przed władzami Izraela, nie oznacza to wcale, że on oraz jego dzieci i wnuki tracą do niego prawo.

Mossad a sprawa polska

Nie od dziś wiadomo też, że paszporty innych państw wykorzystywane są do działań wywiadowczych i akcji służb specjalnych. Nigdy jednak uzyskanie przez obcy wywiad prawdziwego paszportu dla swojego agenta, aby mógł działać pod obcą flagą, nie było tak łatwe jak dziś. Oprócz żydowskich agentów od lat prowadzących swoją działalność wywiadowczą nad Wisłą także Żydzi z Izraela, którzy otrzymali polski paszport, są doskonałym narybkiem dla izraelskiego wywiadu wojskowego Aman, służb kontrwywiadowczych Szin Bet czy Instytutu Wywiadu i Zadań Specjalnych – Mossadu.

Zwerbowanie tych ludzi jest tym łatwiejsze, iż nie wymaga się od nich lojalności względem Polski. Dzięki polskim paszportom mogą zaś podróżować do krajów muzułmańskich, gdzie z paszportami izraelskimi nie zostaliby w ogóle wpuszczeni. Należy pamiętać, że działając w interesie Izraela, takie osoby występują także w imieniu Polski. Przez to również my będziemy ponosić ewentualne konsekwencje ich działań.

Sprawa więźnia X – Bena Zygiera, występującego także pod nazwiskami Ben Alon, Ben Allen czy Benjamin Burrows, który zmarł w tajemniczych okolicznościach w izraelskim więzieniu, wyraźnie pokazała światu, jak Mossad wykorzystuje podwójne obywatelstwo Żydów do realizowania swoich interesów i przeprowadzania akcji specjalnych. Zygier będący obywatelem Izraela korzystał ze swojego australijskiego paszportu w trakcie kontaktów handlowych z Iranem i Syrią. Miał być również zamieszany w zabójstwo jednego z najwyższych rangą przywódców Hamasu Mahmouda ab-Mabhouha w 2010 r. w hotelu Al Bustan Rotana w Dubaju.

W akcji dubajskiej wzięło udział 27 izraelskich agentów, którzy legitymowali się paszportami m.in. Wielkiej Brytanii, Irlandii, Francji, Niemiec i Australii. Paszporty te były sfałszowanymi paszportami realnie istniejących ludzi. W przypadku Polski izraelskie służby wywiadowcze nie muszą fałszować, kopiować czy klonować paszportów, gdyż bardzo łatwo można zdobyć oryginały. Wystarczy, że izraelski agent znajdzie w swojej rodzinie polskiego przodka, o co nie trudno.

Warto dodać, że według niektórych źródeł Mossad (nie mówiąc już o innych izraelskich służbach) może mieć rozsianych we wszystkich państwach świata nawet 30 tys. współpracowników.

Równe szanse dla Polonii
(Polaków na Kresach(!) i Polonii, czyt. polskiej emigracji/diaspory na świecie – red. Rp)

Aby uzyskać potwierdzenie polskiego obywatelstwa, Żydzi z Izraela, których przodkowie pochodzą z Polski, powinni spełniać takie same warunki jak Polacy mieszkający na Wschodzie, którzy chcąc chociażby otrzymać Kartę Polaka ,muszą wykazać swój związek z polskością przez przynajmniej podstawową znajomość języka polskiego uważanego przez nich za język ojczysty oraz muszą znać i kultywować polskie tradycje i zwyczaje. Chodzi o równe szanse dla wszystkich, bez wyjątku.

Dziś Polacy na Wschodzie, gdy ubiegają się o polskie obywatelstwo, często są odprawiani z kwitkiem pomimo spełniania wszystkich warunków. Rozdając jednocześnie Żydom paszporty jak ulotki, nasze państwo dzieli w ten sposób ludzi pochodzących znad Wisły na lepszych i gorszych, co nigdy nie powinno mieć miejsca.

Dla Polonii i Polaków rozsianych po całym świecie zawsze powinno czekać polskie obywatelstwo i miejsce w kraju. Państwo polskie jest bowiem moralnie zobowiązane zapewnić wszystkim potomkom swoich obywateli możliwość uzyskania polskiego obywatelstwa.

Z otwartymi rękami powinniśmy witać także Żydów, którzy stęsknieni za swoją polską ojczyzną chcieliby do niej powrócić, aby budować jej wielkość. Muszą oni jednak najpierw czuć się Polakami i identyfikować się z Polską. Nie można bowiem tolerować wykorzystywania państwa polskiego i traktowania go jako narzędzia do partykularnych celów. Polski interes powinien być tu najważniejszy i wszystkie osoby przebywające na obczyźnie mieniące się Polakami powinni spełniać takie same kryteria.

Gabriel Kayzer

Politolog, prawnik, dziennikarz „Gazety Polskiej Codziennie” w dziale Świat, bloger

21.03.2014r.

nowakonfederacja.pl

Za:http://rodaknet.com/rp_art_5925_czytelnia_w_izraelu_paszport_polski_gratis.htm

IzraeljudeopoloniamossadpaszportysyjonizmUE
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN szkoli policjantów. Będą mandaty za „antysemityzm”?

a-58

Strona główna &gt Polska &gt Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN szkoli policjantów. Będą mandaty za „antysemityzm”? Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN szkoli policjantów. Będą mandaty za „antysemityzm”? a303 Polska

Młodzi policjanci przechodzą w Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN. Placówka zasłynęła promocją książki prof. Barbary Engelking i prof. Jana Grabowskiego. Prof. Engelking przekonywała, że Polacy współuczestniczyli w Holocauście. Prof. Grabowski zasłynął stwierdzeniem, że Polacy zamordowali 200 tysięcy Żydów.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych na chwilę obecną milczy. Cała sytuacja już teraz wzbudziła spore kontrowersje w społeczeństwie.

Policjanci będą w Polin pogłębiać wiedzę na temat społeczności cygańskiej, żydowskiej, antysemityzmu i przestępstw z nienawiści. Pomogą im w tym materiały szkoleniowe, zatytułowane „Romowie. Przewodnik dla policji” oraz „Przewodnik po judaizmie dla policjantów”.

„Poznanie historii i tradycji mniejszości jest niezwykle istotne w procesie rozwijania antydyskryminacyjnych kompetencji policjantów i pracowników Policji oraz promowania wartości i postaw równościowych” – przekonuje w słowie wstępnym do materiałów szkoleniowych Komendant Główny Policji gen. insp. dr Jarosław Szymczyk.

Źródło: https://propublico24.pl/


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Warszawskie obchody XXII Dnia Judaizmu

a70

Strona główna &gt Polska &gt Warszawskie obchody XXII Dnia Judaizmu Warszawskie obchody XXII Dnia Judaizmu AdRo203 Polska

Msza „o uproszenie miłości” i dyskusja panelowa na temat postrzegania Żydów i judaizmu przez tradycje: katolicką, prawosławną i protestancką złożą się na tegoroczne obchody Dnia Judaizmu 17 stycznia w Warszawie. Przed rokiem miały one charakter ogólnopolski, w tym roku mają diecezjalny.

Hasłem obchodów XXII Dnia Judaizmu będą słowa z Księgi proroka Ozeasza „Nie przychodzę, żeby zatracać (Oz 11,9). W ramach warszawskich obchodów, w czwartek 17 stycznia o godz. 18.30 mieszkańcy Warszawy będą mogli wziąć udział we Mszy św. sprawowanej w kościele seminaryjnym według formularza liturgicznego „o uproszenie miłości”. Wieczorna Msza święta w tym kościele zostanie odprawiona w języku łacińskim.

Po Mszy świętej, uczestnicy Dnia Judaizmu wysłuchają dyskusji panelowej nt. „Żydzi i judaizm w tradycji katolickiej, prawosławnej i protestanckiej”. Punkty widzenia poszczególnych wspólnot przedstawią rabin Stas Wojciechowicz, ks. prot. dr Piotr Kosiński, ks. Michał Jabłoński i ks. Andrzej Tulej. Dyskusję poprowadzi red. Zbigniew Nosowski a rozpocznie się ona o godz. 19.30 w dolnym kościele seminaryjnym.

Biskup pomocniczy archidiecezji warszawskiej Rafał Markowski, który od czerwca 2016 r. jest przewodniczącym Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego oraz Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem zwraca uwagę, że przygotowujemy się do wspólnego przeżycia kolejnego Dnia Judaizmu w Kościele w Polsce, który wpisuje się w szeroko rozumiany dialog, jaki Kościół prowadzi od wieków.

– Nie zawsze był on doskonały, ale w ostatnich dziesięcioleciach nabrał rozmachu i jest potwierdzeniem otwartości Kościoła wobec świata. Otwartości przede wszystkim wobec kolorytu religijnego świata, gotowości do prowadzenia rozmowy, szukania wspólnych wartości i wspólnych działań – zauważa bp Markowski.

Jego zdaniem, „w tym szeroko rozumianym dialogu międzyreligijnym relacje między Kościołem a judaizmem mają swoje szczególne znaczenie”. – Wiele jest punktów stycznych łączących judaizm i Kościół katolicki, dlatego w przybliżanie co roku tego bogactwa, które zawiera się w judaizmie ma swój głęboki sens. Serdecznie i gorąco zapraszam do udziału w tym Dniu – zachęca przewodniczący Rady Episkopatu Polski ds. Dialogu Religijnego oraz Komitetu ds. Dialogu z Judaizmem.

Bp Markowski weźmie udział w centralnych obchodach Dnia Judaizmu 17 stycznia w Łodzi. W tym roku ich organizatorem jest archidiecezja łódzka, w zeszłym była archidiecezja warszawska.

Za: https://ekai.pl/warszawskie-obchody-xxii-dnia-judaizmu/

10.01.2019

NWO żydowska Synagoga Szatanawatykański antykościół Antychrystażydomasońska rewolucja w KRKżydomasoński horror kościół
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Polska Rzeczpospolita Bananowa

ala

Strona główna &gt Polska &gt Polska Rzeczpospolita Bananowa Polska Rzeczpospolita Bananowa Jan Polska, Wyróżnione

W czasie ponad czterech dekad wasalizacji wobec Związku Radzieckiego państwo polskie nazywano dla niepoznaki Polską Rzeczpospolitą Ludową, choć polski lud nie był w niej suwerenem. Dziś partia PiS, tak jak niegdyś Polska Zjednoczona Partia Robotnicza pozbawia naród suwerenności w państwie, które można już nazwać Polską Rzeczpospolitą Bananową – pisze Karol Kaźmierczak.

18 czerwca 1954 roku grupa kilkuset uzbrojonych bojówkarzy przekroczyła granicę Gwatemali wdzierając się do niej od strony północnego sąsiada – Hondurasu. Byli uzbrojeni przez amerykańską agencję wywiadowczą CIA, która wcześniej szkoliła ich w sąsiednich państwach. Mieli jedno zadanie – obalić demokratycznie wybranego prezydenta Jacobo Arbenza. Główną przewiną Arbenza okazało przeprowadzenie reformy rolnej, nota bene bardzo umiarkowanej, bo dotyczącej tylko nieużytków. Amerykański potentat uprawy owoców United Fruit Company uznał to za uderzenie w swoje interesy. Koncern posiadał na własność lub dzierżawił znaczną część ziemi uprawnej w małym środkowoamerykańskim kraju, w dodatku uchwalenie przez władze Gwatemali prawa pracy uniemożliwiło nieskrępowaną eksploatację miejscowych robotników rolnych jaką dotychczas Amerykanie praktykowali. W wyniku puczu, wspartego bombardowaniami samolotów CIA, Arbenz został obalony i uciekł z kraju. Nigdy nie wrócił do ojczyzny. Następujące po zamachu rządy stopniowo anulowały kolejne reformy Arbenza aby nic nie utrudniało prowadzenia interesów przez amerykańską firmę. To właśnie od skolonizowanej przez ten koncern Gwatemali urobione zostało sformułowanie „republika bananowa”, które zaczęło oznaczać biedne, słabe i niestabilne państwo, którym zarządza faktycznie zewnętrzne mocarstwo za pośrednictwem wysługujących się mu lokalnych watażków.

To nie incydent lecz strategia

Co wspólnego ma współczesna Polska ze środkowoamerykańskim trzecim światem? Wydawałoby się, że nic. Liczny europejski naród, dumny z tysiącletniej historii, który obalił komunizm i zbudował, na tle trzeciego świata, stosunkowo zamożne społeczeństwo. A jednak politycznie Polska stała się republiką bananową. W środę i czwartek dziennik „Fakt” podał, że ambasador USA w Warszawie Georgette Mosbacher wymusiła na polskim rządzie wstrzymanie prac nad ustawą, która utrudniałaby funkcjonowanie w Polsce amerykańskiej firmy Uber. Na tym samym spotkaniu, na którym Mosbacher podyktowała ministrowi infrastruktury Andrzejowi Adamczykowi swoją wolę, na odchodne, w ostrym tonie przestrzegła władze Polski przed próbami odzyskania kontroli nad spółką PKP Energetyka wyprzedanej przez rząd PO-PSL w 2015 roku.

Ostatnie działania nie są niczym nowym w wykonaniu Mosbacher. Rozgłosu nabrał jej napisany w bezceremonialnej formie, wręcz niechlujnie, list do premiera Morawieckiego, w którym dyplomatka pouczała członków polskiego rządu, by nie krytykowali należącej do amerykańskiego kapitalisty telewizji TVN. List zakończony był uwagą mającą wydźwięk szantażu. Aby nikt nie miał wątpliwości, amerykańska ambasador przestrzegła także polskich posłów przez próbami ograniczania hegemonii zagranicznego kapitału na polskim rynku medialnym, robiąc to w zupełnie otwarty sposób. Rząd PiS posłusznie wykonał zalecenie, wstrzymując prace nad projektem ustawy w tej sprawie mimo, że postulat „repolonizacji mediów” był jednym ze sztandarowych haseł partii Jarosława Kaczyńskiego. Gdy media w końcu zaczęły interesować się działalnością Mosbacher, okazało się, że wzywała do siebie „na rozmowy” osoby związane z polskim rządem, zaangażowane w prace nad nowelizacją ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych i prawnych, żądając uprzywilejowanego traktowania firm z kapitałem amerykańskim. Już wówczas pojawiła się nazwa Uber. Polski rząd realizował kolejne dyspozycje Mosbacher. Wiadomo, że pod jej naciskiem Ministerstwo Zdrowia wpisało na listę leków refundowanych specyfik produkowany przez amerykański koncern farmaceutyczny choć sam resort oceniał wcześniej, iż jest to niekorzystne.

Rządy ambasadora

Wszystko to potwierdza, że mamy do czynienia nie z incydentem, lecz systemem. Systemem amerykańskiej polityki wobec Polski, która traktuje nasz kraj właśnie w kategoriach Gwatemali, gdzie można dyktować najwyższym urzędnikom państwowym szczegółowe rozwiązania prawne i to w imię nie generalnych interesów narodowych USA, ale interesów poszczególnych amerykańskich firm. Jednak praktyki Mosbacher to także wynik polityki Prawa i Sprawiedliwości, które akceptuje takie działania przedstawicielki obcego państwa.

Gdy w zeszłym roku rząd PiS przepchnął przez parlament w ciągu kilku godzin nowelizację ustawy o IPN (ustawy, którą wcześniej ogłosił podstawą polityki historycznej i obrony godności narodowej, a którą zmieniał pod dyktando władz Izraela i wspierających je Amerykanów), ostrzegałem, że zamienia to Polskę w państwo niesuwerenne względem Waszyngtonu. Dziś można stwierdzi, że Polska już jest państwem niesuwerennym. Nic dziwnego, jeśli bowiem jej rząd ugiął się tak łatwo w sprawie ustawy, której obiecywał bronić jak niepodległości, to dla Amerykanów jasne stało się, że w zaciszu gabinetów, w sprawach mniej symbolicznych, bardziej szczegółowych, a zatem mniej nagłośnionych, można przeforsować każde inne roszczenie.

Konstytucja RP stanowi, że „władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu”, a naród może sprawować władzę „przez swoich przedstawicieli lub bezpośrednio”. Zgodnie z konstytucją władzę ustawodawczą naród realizuje poprzez swoich przedstawicieli w Sejmie i Senacie. Sami obywatele posiadają też inicjatywę ustawodawczą, podobnie jak prezydent i rząd Rzeczpospolitej. Ustawa zasadnicza nie wspomina natomiast w żadnym artykule, by o tym, jakie prawo jest w Polsce uchwalane i w jakim brzmieniu, miał decydować ambasador USA czy jakiegokolwiek innego obcego państwa. Sytuację, w której dochodzi do takiej praktyki można porównać do upadającej I Rzeczpospolitej w drugiej połowie XVIII wieku. Teoretycznie państwem tym rządził Sejm, a właściwie delegujące posłów sejmiki ziemskie i wybierani przez parlamenty król oraz czołowi dostojnicy stanowiący swoiste rządy – osobne dla Królestwa i Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jednak od czasu przeprowadzonej pod rosyjskimi bagnetami elekcji Stanisława Augusta Poniatowskiego każdy projekt nowego prawa musiał uzyskać sankcję ambasadora cesarzowej Rosji. Począwszy od Nikołaja Repnina kolejni rosyjscy dyplomaci naginali polskich posłów i rządzących do woli Katarzyny II czy to przekupstwem, czy to przemocą stacjonujących w Polsce rosyjskich żołdaków. O przekupstwach w szeregach obecnego obozu rządzącego Polską nic nie wiadomo, wiadomo natomiast, że PiS usilnie stara się zainstalować w naszym kraju stałe bazy armii amerykańskiej widząc w tym główną gwarancję bezpieczeństwa Polski.

Zakładnicy Waszyngtonu

To właśnie takie myślenie sprowadziło państwo polskie do poziomu republiki bananowej. Politycy PiS, ukształtowani przez lata opozycyjnej działalności w PRL, nadal znajdują się na etapie walki z „ruskimi”. Mylnie odczytując równowagę sił w Europie i na świecie, oraz przesłanki rosyjskiej polityki i jej możliwości, obóz PiS zagania Polaków do okopów nowej „zimnej wojny”, czy wręcz nowej „polityki odpychania” Rosji. Ponieważ jednak państwo polskie nie ma rzecz jasna potencjału do podejmowania takiej polityki, politykom PiS wydaje się, że będą ją prowadzić na konto USA. Przypomina to właśnie sny o potędze różnego rodzaju latynoskich dyktatorów, w imię których godzili się na praktyczne uprzedmiotowienie swoich państw. Tego rodzaju polityka czyni z rządu PiS zakładnika USA, tym bardziej, że rząd ten zorientował całą politykę zagraniczną wyłącznie na Waszyngton, paląc mosty na innych kierunkach.

Oczywiście od zakładnika można domagać się wszystkiego i to właśnie robi przedstawiciel dyplomatyczna Stanów Zjednoczonych. Prorządowe tygodniki i portale po ujawnieniu skandalicznego listu Mosbacher do Morawieckiego próbowały przedstawić jej aroganckie interwencje jako wynik cech charakteru lub braku doświadczenia dyplomatycznego. Przypomina to naiwne przekonanie dawnych rosyjskich chłopów uważających, że car to dobry ojciec, tylko czynownicy źli. Nieoględna dyplomacja biznesowa Mosbacher bardzo dobrze wpisuje się przecież w bezpardonową politykę zagraniczną Donalda Trumpa. Obecny prezydent prowadzi bowiem dyplomację w równie transakcyjny sposób, przywiązując wielką wagę do promowania amerykańskiego interesu ekonomicznego. Swojej unilateralnej polityki zagranicznej Trump nawet nie owija w bawełnę ideologicznych zaklęć o demokracji i prawach człowieka, jak robił to Bush junior i jego neokonserwatyści. Jedynym prezydentem USA, do którego można porównać obecnego lokatora Białego Domu jest Theodore Roosevelt, polityk, który na początku XX wieku otwarcie mówił o „grubej pałce” jaką chce mieć w garści otwarcie dążąc do pełnej hegemonii na półkuli zachodniej. „Grubej pałki” w postaci interwencji militarnych nie wahał się zresztą używać.

T. Roosevelt był klasycznym imperialistą stosującym politykę siły ze szczerością większą niż jakikolwiek inny amerykański przywódca. Trump jest do niego podobny w swoim unilateralizmie, kalkulowaniu przede wszystkim materialnych interesów amerykańskiej gospodarki i ich bezwzględnym forsowaniu. Georgette Mosbacher doskonale pasuje do takiej polityki i ją realizuje, przy okazji znacznie obniżając prestiż i pozycję Polski na arenie międzynarodowej. I właśnie dlatego powinna zostać jak najszybciej ogłoszona jako persona non grata. Jednak to nie ona jest źródłem problemów lecz rządzący Polską i ich jednostronna polityka zagraniczna obliczona na bycie protektoratem Waszyngtonu w Europie Środkowej. Wymiana amerykańskiego ambasadora niczego nie zmieni. Co najwyżej przyjedzie ktoś sprawniejszy, kto swoją wolę będzie narzucał w sposób bardziej wyrafinowany a więc cichszy. Aby zmienić charakter relacji polsko-amerykańskich trzeba zmienić generalną koncepcję polityki zagranicznej naszego państwa. Z jednostronnej na wielowektorową. Politycy Prawa i Sprawiedliwości wydają się jednak całkowicie niezdolni do przeprowadzenia takiej zmiany.

Niesuwerenny naród

W czasie gdy przedstawiciel obcego mocarstwa ingeruje w procesy ustawodawcze w Polsce, politycy dwóch głównych partii politycznych, dziennikarze i publicyści mediów głównego nurtu wciągają społeczeństwo w dyskusję o wiceministerialnej nominacji dla niewiele znaczącego, oportunistycznego posła lub rozbudzają emocje wokół odstrzału dzików. A Polacy z łatwością dają się prowokować i toczą wojnę dwóch plemion na lajki i komentarze. Przy okazji komentowania wystąpień „ruchu żółtych” kamizelek pisałem o niedojrzałości Polaków, którzy podchwytują każdy podrzucony im przez polityków temat zastępczy. Dajemy się manipulować patriotycznymi bądź, w zależności od grupy, „proeuropejskimi” frazesami. Nie myślimy w kategoriach interesów lecz symboli, schematów ideologicznych lub reminiscencji historycznych. Jedną z nich jest wyniesiony z czasów podporządkowania Moskwie cukierkowy obraz Stanów Zjednoczonych jako dobrotliwego Wuja Sama myślącego tylko o tym jakby tu zrobić dobrze „wolnemu światu”. Tymczasem USA są kolejnym wielkim mocarstwem starającym się realizować swoje interesy, jeśli trzeba to na szkodę słabszych, a jeśli można to słabszymi się wysługując. Tak, drodzy rodacy, nie żyjecie w suwerennym państwie, bo nie jesteście suwerennym narodem. Nie jesteście nim, bez względu na to ile razy byliście na Marszu Niepodległości, ile grafik z husarzami i „żołnierzami wyklętymi” wrzuciliście na portalach społecznościowych.

Karol Kaźmierczak

Za: https://kresy.pl/publicystyka/polska-rzeczpospolita-bananowa/

Data publikacji: 10.01.2019

komedia suwerennościPiSPolska neokolonią syjonizmupolskojęzyczna syjono-żydomasoneriażydowska wasalizacja Polski
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Autohemoterapia: reaktywowanie naturalnej zdolności organizmu do samoleczenia

a-50-1200x630

Strona główna &gt Zdrowie &gt Autohemoterapia: reaktywowanie naturalnej zdolności organizmu do samoleczenia Autohemoterapia: reaktywowanie naturalnej zdolności organizmu do samoleczenia a303 Zdrowie

Autohemoterapia to termin powstały na początku ubiegłego wieku (1912), którego autorstwo przypisuje się drowi Paulowi Ravautowi. Zabieg ten polega na wstrzyknięciu krwi pobranej z przedramienia za pomocą strzykawki i igły – jak przy pobraniu próbki krwi do analizy laboratoryjnej – oraz natychmiastowym wstrzyknięciu jej domięśniowo w pośladek.

Aby zilustrować przydatność tej prostej techniki na przestrzeni całej historii medycyny, przyjrzymy się jednemu z najbardziej zdumiewających artykułów naukowych na ten temat. „Autohemoterapia w psychiatrii” została opublikowana w Dzienniku Medycznym Stanu Maryland (Maryland State Medical Journal) w 1955 roku przez Roberta Reddicka, ówczesnego prezesa Stowarzyszenia Medycznego Hrabstwa Dorchester (Dorchester County Medical Society). Reddick napisał:

W ciągu ostatnich trzech dekad korzystne efekty stosowania autohemoterapii odnotowano w leczeniu następujących schorzeń: gruźlica płuc, narkomania, szkarlatyna, trądzik, czyrak gromadny [karbunkuł], gorączka reumatyczna, choroby dermatologiczne, niepowściągliwe wymioty ciężarnych, niedobory hormonów, ziarnica weneryczna, opryszczka pospolita, półpasiec, różne rodzaje alergii, trwałe reakcje serologiczne [najprawdopodobniej chodzi o choroby autoimmunologiczne], stany septyczne po poronieniu i aborcji, czyraczność [furunkuloza], różne zakażenia wirusowe, pokrzywka, choroba posurowicza, porażenie połowicze [hemiplegia], astma oskrzelowa, ostra postać pląsawicy, owrzodzenie nóg, malaria, zapalenie opłucnej, wścieklizna, żółtaczka wszczepienna [wirusowe zapalenie wątroby typu B], artretyzm, ostre zapalenie korzonków nerwowych Landry’ego [zespół Guillaina-Barrégo], ostre porażenie dziecięce [polio], błonicze zapalenie wielonerwowe, przetoka dwunastnicza, gruźlicze zapalenie otrzewnej, choroby układu krążenia, dolegliwości miesiączkowe i menopauzalne, różnego rodzaju zapalenia płuc, łuszczyca i inne.

To dość przekonująca lista i tych osiągnięć nie powinno się bagatelizować. Niektórym jej pozycjom przyjrzymy się później, najpierw jednak wróćmy do raportu Reddicka na temat efektów autohemoterapii wśród pacjentów psychiatrycznych:

Wstępne spostrzeżenia autora na temat zastosowania autohemoterapii w przewlekłych zaburzeniach psychicznych w 1950 roku obejmowały informację o dwudziestu pięciu przewlekle chorych pacjentach szpitala publicznego, których przez sześć miesięcy leczono zastrzykami z ich własnej krwi. W pierwotnej grupie znalazło się trzynaście przypadków schizofrenii, sześć depresji inwolucyjnej, trzy „stany paranoidalne” oraz po jednym przypadku psychozy maniakalno-depresyjnej, miażdżycowej i alkoholowej.

Dziewiętnastu spośród tych pacjentów, czyli 76 % leczonych, wykazało uzdrowienie społeczne na tyle, że byli w stanie opuścić szpital i wrócić do normalnego życia. Wśród sześciu pacjentów wymagających dalszej hospitalizacji po zakończeniu kuracji stan trzech znacznie się poprawił, a jednego pozostał niezmieniony.

Stan jedenastu z trzynastu schizofreników, czyli 85% pacjentów, poprawił się na tyle, że dalsza hospitalizacja była zbędna, a dwie trzecie melancholików inwolucyjnych i pacjentów cierpiących na „stany paranoidalne” również wykazało rehabilitację społeczną.

Nie znam żadnego innego podejścia terapeutycznego, które pozwoliłoby w dzisiejszych czasach osiągnąć podobne rezultaty. Być może udałoby się tego dokonać w klinice specjalistycznej stosującej multidyscyplinarne podejście holistyczne, ale z pewnością nie w szpitalu publicznym, stosującym konwencjonalne leczenie objawowe.

Autohemoterapię stosowano raz w tygodniu przez 6 miesięcy. Początkowo leczenie polegało na pobraniu 5ml (cm3) krwi z jednej ze środkowych żył przedramienia w warunkach aseptycznych, oraz natychmiastowym wstrzyknięciu jej głęboko w górny mięsień pośladka. Średni czas, przez jaki krew pozostawała w strzykawce wynosił 55 sekund.

Jeśli nie wystąpiła negatywna reakcja na autohemoterapię przy dawce 5 cm3, po trzecim zabiegu ilość krwi zwiększono do 10 ml (cm3). Po pobraniu krwi z lewego przedramienia wstrzykiwano ją w prawy pośladek i odwrotnie.

Krew jest pobierana z przedramienia za pomocą strzykawki i igły, jak przy pobraniu próbki krwi do analizy laboratoryjnej

Żeby być w zgodzie ze standardem jakości w badaniach naukowych, do badania włączono grupę kontrolną, której zamiast krwi wstrzyknięto izotoniczny chlorek sodu, czyli tzw. roztwór fizjologiczny. Jak pozostałym uczestnikom badania, im również pobrano krew z przedramienia.

Większość pacjentów z grupy eksperymentalnej miała zdiagnozowaną schizofrenię; w niektórych przypadkach uprzednio bezskutecznie stosowano elektrowstrząsy bądź leczenie śpiączką insulinową, czasem obie te terapie. Zaburzenia psychiczne trwały od dwóch do czterdziestu dziewięciu lat. Dwudziestu trzech pacjentów, czyli 92% leczonych, wykazało rehabilitację społeczną na tyle, że mogli opuścić szpital i wrócić do normalnego życia. W pozostałych przypadkach również odnotowano poprawę. Stan pacjentów z grupy kontrolnej, otrzymującej zastrzyki z roztworu fizjologicznego, nie zmienił się, z jednym wyjątkiem, gdzie stan się pogorszył i pacjent zmarł w czasie hospitalizacji.

Analiza laboratoryjna wykazała obniżenie odczynu opadania krwinek (OB, markera stanu zapalnego) oraz normalizację poziomu białka we krwi. W kilka godzin po każdej sesji autohemoterapii odnotowano u pacjentów wyraźną limfocytozę (wzrost ilości białych krwinek, sygnał stanu zapalnego). U jednej pacjentki wystąpiła nietypowa reakcja – krótkotrwała wysypka krostkowa, która znikała samoistnie po spontanicznym osuszeniu poza dwiema sytuacjami, kiedy wykwity trzeba było zdrenować. U tejże pacjentki odnotowano 22-punktowy wzrost Ilorazu Inteligencji (IQ), co oznaczało poprawę sprawności mentalnych z poziomu ułomnego na wysoki w kategoriach myślenia abstrakcyjnego i umiejętności formułowania koncepcji. Towarzyszyła temu zauważalna poprawa nastawienia pacjentki oraz zdolność wglądu w swój stan, co dało się zauważyć po trzeciej sesji autohemoterapii. Gorąco zachęcam do lektury szczegółowego opisu tego przypadku w oryginalnym artykule. Warto tam zajrzeć!

Powstało wiele teorii, próbujących wyjaśnić skuteczność autohemoterapii. Niektórzy twierdzą, że krew wstrzykiwana do mięśnia działa jak ciało obce, aktywując układ fagocytarny – sieć komórek różnych tkanek w całym organizmie i krwi (tj. ogólna tkanka łączna, śledziona, wątroba, płuca, szpik kostny i węzły chłonne). Taka aktywacja stymuluje układ odpornościowy i szpik kostny do zwiększenia produkcji makrofagów, które oczyszczają organizm ze szkodliwych drobnoustrojów, komórek nowotworowych i zanieczyszczeń. Dla przykładu, kosztowne leczenie białkiem GcMAF przypisuje swoje rezultaty zwiększeniu ilości makrofagów, a autohemoterapia zwiększa ich poziom w krwiobiegu na 5 dni. Jak wyjaśnia mgr Dina Soliman:

Gdy w mięśniu znajdzie się krew, układ fagocytarny jest wzmacniany czterokrotnie, a maksymalny poziom kończy się dopiero po pięciu dniach. Normalnie makrofagi stanowią we krwi 5% [1], w ciągu 8 godzin autohemoterapia podnosi ich poziom z 5% do 22% na okres pięciu dni [3]. Od 5 do 7 dnia ich poziom zaczyna spadać, powracając do 5% siódmego dnia. Dlatego autohemoterapię należy powtarzać co 7 dni, a można ją stosować bez żadnych przeciwwskazań przez 10, 15 czy 20 lat.

Proces ten jest korzystny w chorobach przewlekłych i może wyjaśnić pozytywne rezultaty autohemoterapii. Soliman przeprowadził badanie na 176 pacjentach cierpiących na choroby takie jak cukrzyca typu 1, astma oskrzelowa, przewlekłe zapalenie zatok, alergiczne zapalenie spojówek, alergiczny nieżyt nosa, problemy skórne (pęcherzyki, egzema, owrzodzenie), problemy z paznokciami (infekcja, zanokcica), trądzik pospolity, problemy żołądkowo-jelitowe, nietolerancja laktozy, choroby tkanki łącznej, zmęczenie, miastenia rzekomoporaźna, fibromialgia, dna moczanowa, choroba zwyrodnieniowa stawów, dolegliwości bólowe w lędźwiowym odcinku kręgosłupa ze zmianami Modica typu 1, widocznymi na rezonansie magnetycznym (ze zwężeniem kanału kręgowego lub bez), choroby autoimmunologiczne (zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, reumatoidalne zapalenie stawów) oraz infekcja pochwy z upławami. W ramach badania wykonano od 8 do 12 iniekcji od 3 do 10 cm3 krwi pacjenta w ciągu 4-6 tygodni. Wyniki uzyskane u pacjentów z cukrzycą typu 1 naprawdę przykuły moją uwagę:

Przed rozpoczęciem leczenia zmierzono poziom hemoglobiny HbA1c u tych dwóch [osób] i wynosił on odpowiednio 8,5 i 8,9 (poziom prawidłowy: 4,6-6). W trakcie leczenia pacjenci nie zmienili ani nawyków żywieniowych, ani ilości przyjmowanej insuliny. Po 7 miesiącach cotygodniowych zabiegów zaprzestali ich, ponieważ znudziło im się. Po 4-miesiącach od ostatniej sesji zmierzono im ponownie poziom HbA1c i wynosił on odpowiednio 6,3 i 6,9. Po kolejnych pięciu miesiącach jeszcze raz zmierzono HbA1c, uzyskując odpowiednio 8,5 i 9,5.

Hemoglobina glikowana (HbA1c) jest pośrednim wskaźnikiem poziomu cukru we krwi w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Wydaje się, że samą autohemoterapią można osiągnąć rezultaty, jakich czasem nie daje się uzyskać ani lekami na cukrzycę, ani terapią insulinową. W badaniu Solimana stan zdrowia każdego z pacjentów uległ poprawie.

Być może najlepiej udokumentowaną w ostatnich latach korzyścią ze stosowania autohemoterapii jest jej leczniczy wpływ na zakażenie półpaścem. U osób w podeszłym wieku objawy są często bardzo wycieńczające, zwłaszcza przewlekły i uporczywy ból, który czasami nie ustępuje nawet po podaniu opioidów. W 1997 roku dr John H. Owlin opublikował artykuł podsumowujący jego doświadczenia z autohemoterapią w leczeniu półpaśca. Doniósł on:

Półpasiec dotyka wielu osób powyżej 50 roku życia. Do tej pory nie znaleziono zadowalającego sposobu leczenia. Autor klinicysta (JHO) był świadkiem dramatycznej reakcji pacjenta z półpaścem na autohemoterapię: ból został całkowicie uśmierzony [w ciągu 48 godzin], a zmiany chorobowe ustąpiły w ciągu 5 dni, bez nawrotów. W rezultacie leczenie innych pacjentów z półpaścem rozpoczynano od autohemoterapii. Na dwudziestu pięciu pacjentach zaatakowanych przez wirusa VZV dokonano autologicznej transfuzji 10ml krwi z żyły zgięcia łokciowego do mięśnia pośladka, a następnie obserwowano objawy kliniczne. U 20 pacjentów poddanych autohemoterapii w ciągu 7 tygodni od pojawienia się objawów klinicznych zakażenia wystąpiła w 100 procentach korzystna reakcja, a u jednego pacjenta – po 9 tygodniach. Nie wystąpiły żadne niepożądane objawy lub symptomy. Wykazano skuteczność autohemoterapii w eliminacji następstw klinicznych w powyższych przypadkach infekcji i wyniki te uzasadniają dalsze rygorystyczne badania kliniczne.

Badanie to obejmowało przypadki półpaśca ocznego. Poniższa tabela pokazuje przebieg każdego przypadku:

Istnieje również bardzo stary artykuł naukowy pokazujący, że autohemoterapia jest łagodnym stymulatorem kory nadnerczy, co skutkuje zwiększeniem wydzielania jej hormonów i zmniejszeniem liczby eozynofilów [granulocytaty kwasochłonne, jeden z rodzajów leukocytów] w obiegu. Może to być szczególnie istotne dla osób cierpiących na pokrzywkę lub reakcje alergiczne.

Obecnie autohemoterapię stosuje się w medycynie sportowej i ortopedii. W przypadku chronicznych zwyrodnień, jak schorzenia kończące się na „oza”, autohemoterapia może być bardziej użyteczna niż standardowe leczenie. W 2003 roku dr Scott G. Edwards i James H. Calandruccio opublikowali swoje doświadczenia z autohemoterapią przy zapaleniu nadkłykcia bocznego, czyli tzw. łokciu tenisisty, w Journal of Hand Surgery. Wyjaśniają oni:

Cel: Większość niechirurgicznych metod leczenia stosowanych przy zapaleniu nadkłykcia bocznego kości ramiennej skupia się na hamowaniu procesu zapalnego, który w rzeczywistości nie występuje przy uszkodzeniach ścięgien. Wstrzyknięcie krwi autologicznej może dostarczyć mediatorów komórkowych i humoralnych niezbędnych do przyspieszenia procesu zdrowienia. Celem tego badania była prospektywna ocena wyników leczenia uporczywego zapalenia nadkłykcia bocznego autologicznymi zastrzykami krwi.

Metoda: Dwudziestu ośmiu pacjentom z zapaleniem nadkłykcia bocznego wstrzyknięto 2ml krwi autologicznej pod prostownik promieniowy krótki nadgarstka [mięsień, który prostuje rękę i wspomaga zginanie w stawie łokciowym]. U wszystkich z nich zawiodło wcześniejsze leczenie niechirurgiczne, polegające na zastosowaniu jednej lub kilku z poniższych metod: fizjoterapii, szynowania, podania niesteroidowych leków przeciwzapalnych i aplikowania zastrzyków sterydowych. Pacjenci prowadzili dzienniki, oceniając natężenie bólu (0-10) oraz codziennie kategoryzując się według skali Nirschla (0-7).

Wyniki: Średni okres obserwacji po zakończeniu terapii wynosił 9,5 miesiąca (pełny zakres to 6-24 miesięcy). Po autologicznej iniekcji krwi średnia ocena bólu zmalała z 7,8 do 2,3. Średni stopień Nirschla spadł z 6,5 do 2,0. U dziewięciu pacjentów, którzy otrzymali więcej niż jeden zastrzyk z krwi, średnia ocena bólu i stopień Nirschla przed wstrzyknięciem wynosiły odpowiednio 7,2 i 6,6. Po drugim wstrzyknięciu zarówno ocena bólu jak i skala Nirschla wyniosły 0,9. Dwóch pacjentów otrzymało trzeci zastrzyk, w wyniku którego zarówno ból jak i punktacja Nirschla osiągnęły wartość 0.

Wnioski: Po iniekcji krwi autologicznej u 22 pacjentów (79%), u których nie powiodły się wcześniejsze zabiegi niechirurgiczne, ból całkowicie ustąpił, nawet podczas intensywnego wysiłku fizycznego. Badanie to oferuje obiecujące rezultaty przy zastosowaniu alternatywnego, małoinwazyjnego leczenia patofizjologii bocznego zapalenia nadkłykcia, nie reagującego na tradycyjne metody niechirurgiczne.

Rezultaty autohemoterapii podczas całego okresu jej stosowania są tak przekonujące, że moją ulubioną hipotezą jest aktywacja komórek macierzystych przez autohemoterapię. Nie musi to wcale być daleko idący wniosek, biorąc pod uwagę, że badanie opublikowane w 2017 roku wykazało, iż elektroakupunktura (EA) poprzez aktywację układu nerwowego stymuluje uwolnienie do krwi obwodowej mezenchymalnych komórek macierzystych (MSC). Stawianie baniek i akupunkturę niekiedy uważa się za pośrednie metody autohemoterapii.

Moja matka chrzestna poddała się terapii komórkami macierzystymi w specjalistycznej klinice, a korzystne efekty uzyskane dzięki tej metodzie niekoniecznie były lepsze niż te, które zaobserwowała przy autohemoterapii i innych niekonwencjonalnych zabiegach. Autohemoterapia jest znacznie mniej inwazyjna niż leczenie komórkami macierzystymi, które polega na ekstrakcji komórek tłuszczowych z tkanki brzusznej lub ze szpiku kostnego kości biodrowej.

Rozważmy następujący cytat z przeglądu historycznego opublikowanego przez S.H. Shakmana w Podręczniku do autohemoterapii:

Co najmniej dwa niedawno opublikowane artykuły:

  • wykazały, że stosowanie zastrzyków z krwi pełnej jest porównywalne z wykorzystaniem komórek macierzystych krwi, a zatem jest to metoda preferowana ze względu na znacznie większą prostotę i szybkość podania; oraz
  • potwierdziły, że stosowanie krwi pełnej lub [pozyskanych z niej] komórek macierzystych jest lepsze niż użycie szpiku kostnego

Brazylijski lekarz dr Luiz Moura opowiada o swoich doświadczeniach klinicznych z autohemoterapią w wywiadzie dostępnym na YouTube. Warto posłuchać jego obserwacji, od potwierdzonej przez angiografię klinicznej poprawy stanu zdrowia w chorobie tętnic obwodowych po wyleczenie trądziku:

Niezależnie od powodów czyniących autohemoterapię tak przydatną, historia pomyślnych rezultatów jej stosowania jest rzeczywiście zadziwiająca, i zarówno ja sama, jaki i kilkoro moich przyjaciół, możemy potwierdzić jej skuteczność.

Czy autohemoterapia ma niepożądane skutki uboczne? Poza opisanym wyżej przypadkiem psychiatrycznym odnotowano również tymczasowo występujące krosty, pokrzywkę, gorączkę i ból wędrujący. Objawy te zdają się być znakiem kryzysu ozdrowieńczego [głównie z powodu oczyszczania się organizmu z toksyn], zazwyczaj ustępują po kilku dniach i zdarzają się głównie na początku terapii. W niektórych przypadkach nasiliła się łuszczyca. Więc jak zawsze, róbcie, co do was należy: pogłębiajcie wiedzę i skonsultujcie się z lekarzem przed rozpoczęciem jakiejkolwiek terapii.

Dr Gabriela Segura

Health Matrix

Literatura

Scott G. Edwards, James H. Calandruccio, „Autologous Blood Injections for Refractory Lateral Epicondylitis” (Zastrzyki z krwi autologicznej przy uporczywym zapaleniu nadkłykcia bocznego). The Journal of Hand Surgery, 2003. doi:10.1053/jhsu.2003.50041

John H. Owlin, Helen V. Ratajczak, Robert V. House. „Successful Treatment of Herpetic Infections by Autohemotherapy” (Skuteczne leczenie zakażeń herpetycznych przez autohemoterapię). The Journal of Alternative and Complementary Medicine, tom 3, nr 2, 1997, str. 155-158.

Robert H. Reddick, „Autohemotherapy in Psychiatry” (Autohemoterapia w psychiatrii). Maryland State Medical Journal (1955).

Gordon C. Sauer, „Evidence of Adreno-Cortical Stimulation by Autohemotherapy” (Dowody stymulacji nadnerczy przez autohemoterapię). The Journal of Investigative Dermatology. 1950.

Sale Shakman (1998) „Autohemotherapy Reference Manual: Definitive Guide & Historical Review. From Bloodletting to Stem Cells” (Podręcznik autohemoterapii. Przewodnik i przegląd historyczny, od upuszczania krwi do komórek macierzystych). Createspace

Dina Soliman, „New Erra with Auto-Haemotherapy” (Nowa era z autohemoterapią). Journal of Physical Science and Application 7 (2) (2017) 31-35. doi: 10.17265/2159-5348/2017.02.005

Artykuł na SOTT: Autohemotherapy: Re-Activating Your Body’s Natural Capacity to Heal

Tłumaczenie i źródło polskie: PRACowniA


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Półtora miliona Polaków zarabia mniej niż półtora tysiąca

aspo-1200x630

Strona główna &gt Polska &gt Półtora miliona Polaków zarabia mniej niż półtora tysiąca Półtora miliona Polaków zarabia mniej niż półtora tysiąca Jan Polska

Niemal co siódmy polski pracownik, czyli blisko półtora miliona Polaków, zarabiał na koniec 2017 roku mniej niż półtora złotych na rękę. Najgorzej wyglądała pod tym względem sytuacja pracowników branży budowlanej, gastronomicznej i hotelowej, ponieważ spora część pracowników niewielkich firm wykonuje najprostsze i jednocześnie najgorzej płatne prace. Jednocześnie analitycy uważają, że zwłaszcza w popularnej budowlance lwia część wynagrodzeń wypłacana jest „pod stołem”.

Dane na ten temat na potrzeby ‚Dziennika Gazety Prawnej” przygotował Główny Urząd Statystyczny, dysponujący informacjami na temat wynagrodzeń otrzymywanych przez Polaków w 2017 roku. Wynika z nich, że wśród osób zatrudnionych na umowę o pracę blisko 38 proc. otrzymuje zaledwie minimalne wynagrodzenie, czyli zarabia nie więcej niż 1,4 tys. złotych netto. Jedyna dobra wiadomość w tym kontekście jest taka, iż problem ten dotyczy głównie Polaków wykonujących prace sezonowe w gastronomii czy hotelarstwie.

Nieco gorzej wygląda jednak rzeczywistość w branży budowlanej, gdzie najniższą pensję wypłaca się jednej trzeciej pracowników. Specjaliści od rynku pracy uważają przy tym, że większość swojej płacy budowlańcy otrzymują „pod stołem”, czyli rozliczają się na czarno. Problemem jest jednak fakt, iż na rynku budowlanym wygrywają firmy oferujące najniższą cenę za wykonanie danej usługi, stąd nie posiadają one zbyt dużych zasobów finansowych.

W sumie aż 1 mln 521 tys. osób otrzymywało w końcu 2017 r. wynagrodzenie nieprzekraczające minimalnej płacy, czyli 2 tys. złotych brutto, a więc kwotę bliską 1459 złotych na rękę. Liczba takich pracowników wzrosła o 3,8 proc. w porównaniu z tym samym okresem roku poprzedniego.

Na podstawie: forsal.pl.

Za: http://autonom.pl/?p=24771

Data publikacji: 9.01.2018

III RPkomedia dobrobytuPartia interesów SyjonistycznychPiSPolska neokolonią syjonizmu
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Algorytm na smartfona diagnozuje lepiej od lekarzy

a-45

Strona główna &gt Zdrowie &gt Algorytm na smartfona diagnozuje lepiej od lekarzy Algorytm na smartfona diagnozuje lepiej od lekarzy a303 Zdrowie

Przed czterema laty informowaliśmy, że na University of Oxford powstaje oprogramowanie, która na podstawie wyglądu twarzy ma rozpoznawać rzadkie choroby genetyczne i zdiagnozowało zespół Marfana u prezydenta Lincona. Nie tylko jednak Brytyjczycy pracują nad takim oprogramowaniem.

W najnowszym numerze “Nature Medicine” opisano aplikację Face2Gene. Wykorzystuje ona algorytmy maszynowego uczenia się oraz sieci neuronowe do klasyfikowania charakterystycznych ech twarzy świadczących o zaburzeniach rozwoju płodowego i układu nerwowego. Aplikacja na podstawie zdjęcia stawia prawdopodobną diagnozę i wymienia inne, mniej prawdopodobne.

Autorem oprogramowania jest firma FDNA z Bostonu. Jej specjaliści najpierw nauczyli aplikację odróżniać zespół Cornelii de Lange i zespół Angelmana, które przejawiają się charakterystycznymi cechami twarzy, od innych podobnych schorzeń. Nauczyli go też klasyfikowania różnych form genetycznych syndromu Noonana.

Następnie algorytmowi dano dostęp do ponad 17 000 zdjęć zdiagnozowanych przypadków obejmujących 216 schorzeń. Gdy następnie oprogramowanie miało do czynienia z zupełnie nową fotografią, potrafiło z 65-procentowym prawdopodobieństwem postawić prawidłową diagnozę. Gdy zaś mogło podjąć kilka prób, odsetek prawidłowych diagnoz zwiększał się do 90%.
FDNA chce udoskonalić swoją technologię, jednak w tym celu potrzebuje dostępu do większej ilości danych. Dlatego też Face2Gene jest bezpłatnie dostępna dla lekarzy i badaczy, którzy wykorzystują ten system do pomocy w diagnostyce rzadkich schorzeń genetycznych. Korzystają z niego też lekarze, którzy nie mają punktu zaczepienie i w ogóle nie potrafią wstępnie zdiagnozować pacjenta.

Współautorka artykułu na temat Face2Gene, Karen Gripp, jest genetykiem w szpitalu dziecięcym w stanie Delaware i głównym lekarzem w firmie FDNA. Mówi ona, że algorytm pomógł jej w zdiagnozowaniu dziewczynki, którą leczy od sierpnia. Dzięki niemu doktor Gripp stwierdziła, że dziecko cierpi na zespół Wiedemanna-Steinera. Czterolatka nie ma zbyt wielu cech charakterystycznych tej choroby. Jest niska jak na swój wiek, straciła większość zębów mlecznych i zaczęły jej rosną stałe zęby.

Gripp postawiła wstępną diagnozę, a następnie zaprzęgła do pracy Face2Gene. Zespół Wiedemanna-Steinera, bardzo rzadkie schorzenie spowodowane mutacją genu KTM2A, został przez aplikację wymieniony na czele listy prawdopodobnych schorzeń. Badania DNA potwierdziły diagnozę. Uczona mówi, że dzięki aplikacji mogła zawęzić liczbę potencjalnych chorób i uniknąć konieczności znacznie droższego szeroko zakrojonego badania DNA.

Face2Gene powoli staje się coraz doskonalszy. Obecnie program ma do dyspozycji już 150 000 fotografii na podstawie których się uczy. W sierpniu, podczas warsztatów dotyczących wad genetycznych przeprowadzono nieoficjalne porównanie algorytmu i lekarzy. Wzięło w nim udział 49 genetyków klinicznych. Ludzie i algorytm mieli do dyspozycji 10 zdjęć dzieci z dość dobrze rozpoznawalnymi cechami charakterystycznymi różnych chorób. Tylko w przypadku dwóch fotografii dobrą diagnozę postawiło ponad 50% ludzi. Face2Gene dobrze zdiagnozował 7 na 10 przypadków.

“Polegliśmy całkowicie. Face2Gene był niesamowity” – mówi Paul Kruszka, genetyk z US National Human Genome Research Institute. Jego zdaniem już wkrótce każdy pediatra i genetyk będzie miał tego typu aplikację i używał jej równie często jak stetoskopu.

Mariusz Błoński

Na podstawie: Nature.com

Źródło: KopalniaWiedzy.pl


Read the full article – wolna-polska.pl