Polska

„Rozwój zrównoważony” – czas na polski samochód elektryczny. Janusz Kowalczyk

a-67

Strona główna &gt Polska &gt Informacje oraz publicystyka z Polski &gt „Rozwój zrównoważony” – czas na polski samochód elektryczny. Janusz Kowalczyk „Rozwój zrównoważony” – czas na polski samochód elektryczny. Janusz Kowalczyk a303 Informacje oraz publicystyka z Polski, Polska, Wyróżnione 10

W „mowie tronowej” w 2016 r., nowy premier Polski i następca p. Beaty Szydło, Mateusz Morawiecki, najprawdopodobniej nie zdając sobie z tego sprawy, że uderza w tony komunistycznego genseka, Edwarda Gierka („Polak potrafi”), przedstawił malowniczy projekt Polski przyszłości. Najwidoczniej nie zdaje sobie prawy z tego, że posuwa się szlakiem, na którym bieleją kości jego komunistycznych poprzedników. Ta nowa Polska otrzymała kryptonim Polski „o gospodarce zrównoważonej”.

Nie panując nad sobą, wyraźnie podochocony nowy premier zauważył, że „czas skończyć robienie śrubek i muterek, a zająć się projektami poważnego rozwoju gospodarczego.” W tym konkretnym przypadku rzucił hasło…opracowania projektu i budowy samochodu elektrycznego …Projekt polskiego „elektryka” miałby być gotowy na…. No właśnie: tej daty nie zna nikt. Pokazano za to śmiałe rysunki miejskiego samochodu.

Już sam projekt przedstawiony opinii społecznej nie świadczy najlepiej o sprawności mózgu premiera. Ale być może. jego rozwój osiągnął szczyt swojego rozwoju i pasował on doskonale do kolejnych stanowisk w szlachetnym gremium bankowców bowiem jaki poważny człowiek, obywatel Polski, wyrwał by się „Filip z konopi” z czymś takim. Jak kraj, który nie ma tradycji motoryzacyjnych, może snuć taką wizję?

Trzeba na fakty spojrzeć realnie: Polska nie ma tradycji motoryzacyjnych i rzucanie się „głęboką wodę” wzorem ,np. Korei Płd. (która też ich nie miała) jest pomysłem z Wariatkowa- nawet Rumunia jest lepsza „te klocki”.

Ale Koreańczycy wytrwale rozwijali swój przemysł samochodowy ponad 20 lat. My też nie byliśmy gorsi : zaczęliśmy od „Syrenki” , a skończyliśmy na mającym…”status” …„Polonezie”… Bądźmy uczciwi: był też, wzbudzający niekłamany podziw całej Europy licencyjny …„Fiat 126p”. Ooo!- i „Fiat 125

Dla p. M.Morawieckiego brak tradycji najwidoczniej o niczym nie przesądza- grunt to bardzo chcieć.

Nie jest w takim rozumowaniu osamotniony.

Np. znany ewolucjonista z Oxfordu, prof., Richard Dawkins w unikalny, prosty sposób tłumaczył studentom i dziennikarzom dlaczego osobliwy „chrząszcz-kanonier” produkuje i magazynuje w swoim ciele 2 związki chemiczne, które zmieszane razem stają się wybuchową mieszaniną, porażającą ofiarę.. Ale tylko w chwili „strzału”.

Otóż ten uczony profesor zakonkludował, ze to „najpewniej przodkowie chrząszcza zmusili związki chemiczne do takiego ciekawego rozwiązania”. A więc baśniowa abiogeneza zaszła samorzutnie….Ale to spory ewolucjonistów z kreacjonistami. Co to ma do projektu „elektryka”?

Otóż ma!

Ludy o poważnych tradycjach technicznych wolą jednak nie wierzyć w samorzutną abiogenezę (ożywienie materii martwej – „ewolucja”) i, eksperymentując latami, dochodzą do najlepszych rozwiązań. Wiedzą, że trzeba mieć projekt, miejsce, czas i pieniądze..

Z uwagi na bardzo tanią energię elektryczną, umożliwiającą tanią elektrolizę wody na tlen i wodór już 20 lat temu ściągnęły na Islandię najpoważniejsze światowe firmy () samochodowe. Zbudowano trzy stacje tankowania wodoru w Reykjaviku. Po co”? Po to by zbudować….”elektryki”, w których paliwem zamiast gazu, diesla czy benzyny, jest wodór. Zamiast, zatruwających środowisko węglowodorów końcowym produktem sapania wodoru w motorze , jest czysta woda…

Oczywiście wymaga to specjalnych motorów (południowo- koreański .„Samsung” jest jednym z wiodących producentów ogniw paliwowych, produkujących wodór), bezpiecznych zbiorników wodoru i całej masy innych rzeczy .. Od 2000 e. testował swoje projekty „Mercedes”, „BMW”, „MAN”, „Volkswagen”, „Fiat”. „Toyota” „Ford”, itp. Teraz i my dołączymy do czołowych producentów.

Rzecz jasna tylko na papierze – to jeszcze jeden poroniony polski projekt…Nie mając taniej energii elektrycznej, kapitału, infrastruktury rzucamy się na głęboką wodę.. Jeśli Polacy posłuchają premiera , jeśli dadzą mu zielone światło na realizację fantasmagorycznego projekt., zdziadziejemy jeszcze bardziej. – od razu wiadomo,, że guzik z tego wyjdzie . Dlaczego się tak o tym rozpisuję?

Ano dlatego, że do roku 2020 pojawi się aż 10 modularnie zaprojektowanych modeli „Mercedesa”. A i „BMW” też wystawi cztery…

A tymczasem po staremu czas bezproduktywnie płynie. Tak jak nasza „królowa polskich rzek” –Wisła.

Wystarczy jak popada 2 tygodnie na płd, .Polski to tradycyjnie polskie rzeki wylewają. Jak będzie miesiąc suszy, to Polsce grozi …brak wody.

Jest gorzej jak w Hiszpanii, w której zbiorniki retencyjne zbudowane w górach przez „faszystę” gen. Franco zaraz po wojnie domowej zapewniają normalny rozwój rolnictwa.

Zamiast snuć baśń „o żelaznym wilku” lepiej byłoby się zabrać za porządną, perspektywiczną regulację Odry, Warty, Wisły., Sprawić by się stały one rzeczywiście żeglowne, by powstały porty rzeczne, a wokół nich terminale towarów.

Do połowy lat 60-tych (głęboki komunizm)można było z Warszawy statkiem pasażerskim (piękne, bocznokołowe parowce. w starym stylu) odbyć przepiękną podróż aż do Gdańska , do Kazimierza Dolnego…Jakaż frajda , przygoda, obcowanie z naturą dla dzieci i dorosłych. Pływało się z Warszawy na Bielany i do Młocin.

Na trudniejszych odcinkach pracowały pogłębiarki, tor wodny był oznaczony,,, Pływały nawet w dół Wisły do Płocka, Torunia , Gdańska barki towarowe. Od tego należało zacząć , a nie od super drogich autostrad -budowanych po to, by zadowolić „unię europejską” i sprawić bezproblemowy dowóz towarów dla chazarskich, zagranicznych sieci handlowych …wywożących w zamian wagonami forsę z naszego kraju.

Nadbrzeże w Toruniu

W miarę się komunizmu w Polsce nakłady inwestycyjne w żegludze systematycznie malały w komunistycznej gospodarce i w 1974 r. ( 388,5 mln zł,) pozostały prawie bez zmian na poziomie z 1970 r. -387,9 mln zł, Mimo wszystko nie były one tak złe, jak obecnie. Oto garść cyfr:

W 1960 roku posiadaliśmy:

– holowniki – 150 jednostek
– pchacze – 2 jednostki
– barki z własnym napędem – 58 jednostek
– barki bez własnego napędu – 525 jednostek
– statki pasażerskie – 74 jednostki

W 1970 roku:

– holowniki – 101 jednostek
– pchacze – 180 jednostek
– barki z własnym napędem – 345 jednostek
– barki bez własnego napędu – 918 jednostek
– statki pasażerskie – 93 jednostki

W 1974 roku:

– holowniki – 68 jednostek
– pchacze – 224 jednostki
– barki z własnym napędem – 336 jednostek
– barki bez własnego napędu – 965 jednostek
– statki pasażerskie – 88 jednostek

Trudności, jakie wystąpiły w ostatnich trzech latach „rządów demokratycznych” w realizacji zadań przewozowych przez PKP zwróciły większą uwagę na problem śródlądowego transportu wodnego.

A jednak główne drogi wodne – Wisła i Odra, łączące Śląsk z Bałtykiem nie są wykorzystywane we właściwym stopniu, a mogłyby przecież odciążyć przewóz koleją ładunków masowych, jak: węgla, cementu, materiałów budowlanych, nawozów sztucznych i innych.

I znów symptomatyczne: w żeglugę na Odrze inwestują …Niemcy, dla których sprawa zaopatrzenia Berlina w węgiel jest sprawą niezwykle istotną.

Dobra skądinąd uchwała VII Zjazdu PZPR, stwierdzająca, że: „Niezbędny jest przyspieszony rozwój żeglugi śródlądowej, przede wszystkim na Odrze i Wiśle. Powinna ona w większym stopniu niż dotychczas uzupełniać transport kolejowy w przewozach ładunków masowych, zwłaszcza węgla i materiałów budowlanych” pozostała jednak na papierze, a ten, widomo, jest „cierpliwy”…

Premier Morawiecki też mówił o reaktywacji żeglugi śródlądowej- co gorsze: mówił dokładnie w tym samym stylu co bolszewicy. Można więc odrzucić nadzieję, że coś się zmieni na lepsze i , że wkroczymy w końcu w etap nadrabiania w żegludze śródlądowej zaległości, dzielących nasz kraj od najbardziej rozwiniętych pod tym względem państw w Europie: Francji: Niemiec, Belgii i innych, które podstawową sieć swych dróg wodnych zbudowały jeszcze w XIX wieku.

Jak widzimy”rozwój zrównoważony” to „wybór” priorytetów. A tych -pomimo pozostawaniem latami w opozycji – się nie dopracowano.

Może więc jednak „elektryk” zdziała cuda?

Janusz Kowalczyk


Read the full article – wolna-polska.pl

Leave a Comment