Polska

“Raport”: Czy i kiedy wojsko może przejąć nasz samochód?

zmuj1awvfg1x4vzcmix52515cy3u1tz5.png


Ciężarówki, autobusy, przyczepy rolnicze, cysterny, a nawet maszyny budowlane – to pojazdy, które mogą służyć jako sprzęt wojskowy. 

– Nie ma zamkniętego katalogu pojazdów ani maszyn, bo również maszyny będą wspomagać jak gdyby działania w okresie mobilizacji – mówi płk. Tomasz Wadowski ze sztabu generalnego Wojska Polskiego, zarządu organizacji i uzupełnień P1.

Armia przychylnym okiem spogląda również na samochody osobowe – szczególnie typu SUV i terenowe. Z początkiem roku mieszkanka Białegostoku, matka dwojga dzieci, dowiedziała się, że jej prywatne auto mogą przejąć Wojska Obrony Terytorialnej.

 

Wszystko zgodnie z prawem, które stanowi: wojsko może przejąć każde auto, nie tylko w okresie mobilizacji, ale także w czasie pokoju, na przykład w ramach ćwiczeń.

 

– W przypadku wykorzystania takiego sprzętu jego właściciel dostaje zadośćuczynienie za każdy dzień, gdyby doszło do jakiegoś uszkodzenia, to oczywiście jest odszkodowanie – wyjaśnia płk Marek Pierzak, rzecznik Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Siły zbrojne mogą zarekwirować auto nawet na siedem dni. Za każdą dobę właścicielowi samochodu osobowego o ładowności do dwóch ton i silniku o pojemności powyżej 900 cm3 przysługuje 156,80 zł wynagrodzenia, a za każdy przejechany pojazdem kilometr wojsko zapłaci 71 groszy.

 

– Weźmie pan taki samochodzik na ćwiczenia i na tych ćwiczeniach czterech żołnierzy uzbrojonych w karabinki i z ekwipunkiem szybko wejdzie i wyjdzie z niego, samochód będzie zniszczony. Zabierać rodzinie z dwójką małych dzieci samochód, to są nieprzemyślane decyzje, które szkodzą obronności RP, bo wywołują antywojskowe nastroje – ocenia dziennikarz Paweł Moszner, były dowódca GROM.

 

 

Po decyzji WOT w sieci zawrzało, przeważały podobne jak poniżej komentarze:

 

“Czasy, gdy człowiek haruje by coś mieć, a wszystko zostaje mu odebrane… Niech wojsko się zaopatrzy we własne auta”;

“Nowa metoda wyłudzeń – na wojskowego”;

“To pokazuje, jak bardzo nasza armia jest gotowa na wojnę – musimy rekwirować cywilom samochody, by armia miała się czym przemieszczać”;

“Szybciej zniszczyłbym auto niż oddał wojsku”;

“Bida w wojsku. Jak nie stać ich na zwykły samochód, to niby czym oni maja nas bronić, czym będą walczyć, patykami i kamieniami?”

 

Pojazd musi trafić na wezwanie danej jednostki, w pełni sprawny technicznie i zatankowany do pełna. – Ten samochód, który wojsko chce, musi spełniać jego oczekiwania. Z reguły jeżeli SUV, to oczywiście z napędem 4×4, to nie może być samochód osobowy, który ma tylko napęd na przednie koła, ponieważ wojsko takiego pojazdu nie chce – wyjaśnia gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceszef MON i były dowódca wojsk lądowych.

 

Właściciele zwyczajnych aut osobowych powinni więc być spokojni. Teoretycznie.

 

– Każda jednostka może potrzebować innych środków, innych pojazdów, jednostki stacjonujące na obszarach górskich, czy na obszarach mocno zalesionych, będą potrzebowały innych, a te, które są w obszarach mocno zurbanizowanych, nie będą potrzebowały aż takich zdolności. To jednostka decyduje o tym, jaki typ pojazdu jest jej w danym momencie potrzebny – mówi Paweł Drabik, przedsiębiorca z Małopolski.

 

Na listę poborową nie trafiają samochody między innymi: posłów i senatorów, służb mundurowych, kobiet w ciąży, kierowników placówek medycznych, banków, świątyń, muzeów, przedszkoli, czy bibliotek.

Wojskowe wezwania na wschodzie Polski

Najwięcej sygnałów o wojskowych wezwaniach płynie ze wschodniej ściany Polski, czyli z obszarów graniczących z Białorusią i Ukrainą. 

 

Jak informuje Urząd Miasta w Białymstoku, w ostatnich latach wojskowy komendant uzupełnień kierował do prezydenta miasta rocznie średnio ponad 20 wniosków o przeznaczenie nieruchomości lub rzeczy ruchomych w ramach świadczeń rzeczowych. Od początku 2022 roku wpłynęło osiem wniosków. Postępowania są w toku. 

 

Mieszkańcy podejrzewają, że wzmożony przegląd pojazdów cywilnych przez armię może mieć związek z napiętą sytuacją u naszych wschodnich sąsiadów. 

 

Chciałbym państwa uspokoić, to są rutynowe działania, które są podejmowane każdego roku, każdego dnia w ramach systemowych przygotowań obronnych. Wydawane, czy procedowane decyzje administracyjne przez organy administracji samorządowej, czyli wójta, burmistrza, czy prezydenta są standardowo procedowane w przeciągu ostatnich kilkudziesięciu, kilku lat i nie dotyczą w żaden sposób sytuacji, która się dzieje w tej chwili na granicy wschodniej – mówi płk. Tomasz Wadowski ze sztabu generalnego Wojska Polskiego, zarządu organizacji i uzupełnień P1.

 

Od takiego wezwania można się jednak odwołać. Tak właśnie zrobił Paweł Drabik, przedsiębiorca z Małopolski, koordynator małopolskiej AgroUnii, kiedy Wojskowa Komenda Uzupełnień upomniała się o jego samochód dostawczy.

 

– Myśmy złożyli też oświadczenie, że właścicielem pojazdu jest bank, czyli leasingodawca i na tym sprawa się zakończyła. Ze względu na specyfikę, na ładowność tego pojazdu, otrzymaliśmy takie zawiadomienie. Ja osobiście nie widziałem takich pojazdów w Wojsku Polskim, więc przypuszczam, że być może było zapotrzebowanie akurat na taki typ pojazdu – mówi Drabik.

 

Adam Bejnar, przedsiębiorca z województwa warmińsko-mazurskiego, otrzymał podobne pismo. Armia zainteresowała się jego quadem.

 

– To jest taki większy quad, przeprawowy, dosyć dobrej klasy. Jeżeli miałby zostać wykorzystany w celu obrony naszego kraju, to nawet lepiej, niech zabiorą, bo czy zabierze mi Wojsko Polskie, gdzie ja mogę wtedy pomóc, czy zabrałby wróg, nie pytając się, to już wolę oczywiście tą pierwszą opcję – mówi Bejnar.

 

W praktyce dostarczone do jednostki wojskowej pojazdy zwykle nie są odbierane właścicielom, a jedynie odnotowuje się ich dostępność i zwalnia zaraz po wypełnieniu dokumentów.

 

Ale wezwania dotyczą nie tylko pojazdów.

 

Wezwania na ćwiczenia wojskowe

Przekonał się o tym między innymi pięściarz Andrzej Gołota. Żona słynnego sportowca poinformowała o tym w mediach społecznościowych. 

 

“Andrzej otrzymał wezwanie do wojska (rezerwy?) w Polsce…” – napisała. W rozmowie z Interią Mariola Gołota przyznała, że bokser na wezwanie ma zamiar się stawić.

 

Zaproszenie na dwutygodniowe ćwiczenia wojskowe zaskoczyło również pana Jacka. Mieszkaniec Warszawy dostał je w ubiegłym roku.  – To było mocne zdziwienie i w zasadzie potraktowałem to jako żart tak naprawdę, bo nigdy nie przypuszczałem, że w tym wieku będą mnie próbowali ścigać do wojska – mówi.

 

Mężczyzna odbywał w młodości służbę wojskową. Tym razem udział w ćwiczeniach uniemożliwiły mu jednak powikłania pocovidowe. – Okazało się, że mój stan zdrowia nie jest na tyle idealny, żebym się kwalifikował na takie szkolenie. W komisji lekarskiej było tłoczno, bo takich osób jak jak było znacznie więcej. Widziałem, że przyszli panowie w podeszłym wieku jak dla mnie i jeden był garbaty, drugi kulawy, trzeci jakiś tam z brzuchem – dodaje pan Jacek.

 

 

Wezwanie do wojskowej komendy uzupełnień może otrzymać każdy rezerwista. Nie oznacza to jednak, że będzie musiał odbyć obowiązkowe ćwiczenia.

 

– To jest tylko sprawdzenie zdolności mobilizacyjnych – wyjaśnia gen. Waldemar Skrzypczak, były wiceszef MON.

 

Na ćwiczenia wojskowe są wzywani również rolnicy. Wojsko interesuje się też maszynami rolniczymi, jednak wezwanie w czasie zbiorów może oznaczać duże straty finansowe.

 

Pobór do wojska w przypadku konfliktu zbrojnego jest obowiązkowy dla niemal każdego obywatela. Na taki wypadek były dowódca jednostki specjalnej GROM Paweł Moszner proponuje utworzenie obywatelskiej inicjatywy obronnej złożonej z ochotników posiadających legalną broń. 

 

– My, strzelcy, posiadamy najnowocześniejszą broń, ja posiadam broń na poziomie GROMU, a nie na poziomie piechoty. Posiadamy umiejętności podstawowe rusznikarskie, tworzenia amunicji, szkolenia strzeleckiego, posługiwania się bronią. To wszystko, jeśli nie zostanie ktoś powołany do mobilizacji, a ja z racji wieku nie zostanę, to wszyscy tacy jak ja i ich umiejętności zostaną zmarnowane – mówi Moszner.

 

Według różnych szacunków Polacy mogą posiadać blisko 600 tysięcy sztuk broni, w tym ponad połowę stanowi broń myśliwska. 

 

Tego typu cywilne jednostki ochotnicze miałaby być uzupełnieniem Wojsk Obrony Terytorialnej, nie jej konkurencją.

Co mówi prawo?

Czy wojsko ma prawo skorzystać z tego, co cywilne? Okazuje się, że tak, bo umożliwiają to przepisy… z lat ’60. Chodzi między innymi o Ustawę o Powszechnym Obowiązku Obrony RP z 1967 roku oraz o Kodeks postępowania administracyjnego z 1960 roku.

 

“Na urzędy i instytucje państwowe oraz przedsiębiorców i inne jednostki organizacyjne, a także osoby fizyczne może być nałożony obowiązek świadczeń rzeczowych, polegających na oddaniu do używania posiadanych nieruchomości i rzeczy ruchomych na cele przygotowania obrony Państwa.” – czytamy w ustawie.

 

A z wojskiem nie ma żartów. Jak informuje Ministerstwo Obrony Narodowej – w razie mobilizacji za uchylanie się od wykonania świadczeń na rzecz obrony grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat.


Source link

Leave a Comment