Sport

Iwanow: Czesław na obserwacji. Skoro lepiej gramy z mocnymi, to może wyprawy do Brukseli i Rotterdamu nie będą takie straszne?

ebhk1mid88enmny8nkyebb1tn41ugvjd.jpg


Mocna brygada polskiego sztabu reprezentacji Polski jest w podróży. Marcin Dorna obserwuje Meksyk już pod kątem rywalizacji na Mistrzostwach Świata w Katarze. Czesław Michniewicz i wieloletni znakomity analityk „biało-czerwonych” Hubert Małowiejski są już w Brukseli, by na żywo zobaczyć naszych dwóch kolejnych rywali w trzeciej edycji Ligi Narodów. Belgów i Holendrów, którzy o 20.45 rozpoczną swój start w tych rozgrywkach (transmisja w Polsacie Sport od 20.35).

Obaj szkoleniowcy zobaczą dziś jednak z pewnością nieco inne wyjściowe składy naszych najbliższych przeciwników niż te które staną naprzeciw polskim piłkarzom. Roberto Martinez i Luis Van Gaal właśnie w piątkowy wieczór wystawią mocniejsze „jedenastki” niż przeciw Polakom i Walijczykom, słusznie uznawanym za mniej wymagających. Kwestie zmęczeniowe i urazowe również ich zmuszą do rotacji. Cztery mecze w ciągu kilkunastu dni to wyzwanie nie tylko dla naszego selekcjonera. Wieczorem Belgia i Holandia postawi na to, co ma w tej chwili najlepsze. I zdrowe. Z kilku powodów.

 

Choć zarówno w jednej jak i drugiej federacji o Lidze Narodów mówi się głównie jako o przygotowaniach do katarskich Mistrzostw Świata, to obydwa zespoły liczą na pozytywny start w UEFA Nations League, by być może wygrać grupę. I dzięki temu zostać gospodarzem turnieju finałowego. I wreszcie w tych rozgrywkach triumfować. W pierwszej edycji Holendrzy jeszcze pod wodzą Ronalda Koemana minimalnie przegrali mecz o „złoto” z Portugalią, która gościła pierwsze „Final Four”. Przed rokiem we Włoszech Belgowie w półfinale w pierwszej części „bawili się” z Francją prowadząc do przerwy 2-0. Przegrali jednak 2-3 i w spotkaniu o trzecią lokatę ulegli potem Italii. „Złote Pokolenie” znów nic nie wygrało, młodsze nie będzie i mimo ciągłego liderowania w rankingu UEFA ( w klasyfikacji FIFA wyprzedziła ich Brazylia) za faworytów Mundialu raczej już nikt nie będzie ich uważał. Jeżeli mają coś w końcu „podnieść”, to najbliżej im właśnie do Pucharu Ligi Narodów.

 

ZOBACZ TAKŻE: Jerzy Engel wskazał bohatera meczu Polska – Walia

 

Z „Pomarańczowymi” sytuacja jest nieco inna. Od lat 70 tych do 2014 roku mieli ciekawszy i bardziej uzdolniony materiał ludzki niż dzisiaj. Zostali najlepszym zespołem Starego Kontynentu tylko w 1988 roku, ale finały na Mistrzostwach Świata przegrywali często w przedziwnych okolicznościach. Na EURO 2020 zawiedli, mundial w Rosji oraz ME we Francji oglądali przed telewizorami w domach. Bliski sąsiad miał ostatnio zdecydowanie lepszy okres. Holandia z Belgią w ostatnim ćwierćwieczu najwyżej remisuje. A wiadomo, że ta rywalizacja ma nie tylko sportowy wymiar.

 

Oba zespoły będą więc chciały ustawić się na początku rywalizacji na „pole position”. Gospodarze nie będą mogli skorzystać ze swojego „strażnika” i bohatera finału Champions League przebywającego już na zasłużonych wakacjach Thibaut Courtois. Ciekawe, czy w pierwszym składzie pokaże się inny triumfator Ligi Mistrzów z Realem, ale nie odgrywający tam praktycznie żadnej roli Eden Hazard? O złym czasie w Chelsea będzie chciał zapomnieć Romelu Lukaku. Niedoświadczony bramkarz „Oranje” Mark Flekken będzie miał pełne ręce roboty, bo Roberto Martinez skorzysta pewnie także z Kevina De Bruyne, którego każdy kontakt z piłką niesie ze sobą zapach gola.

 

Wśród Holendrów trwa transferowy letni zamęt. Do Manchesteru, ale jego czerwonej części może się przeprowadzić Jurrien Timber, były podopieczny z Ajaksu nowego managera United Erika Ten Haaga. Frenkie De Jong wolałby zostać w klimacie Barcelony mimo, że i on łączony jest z Old Trafford, aby w Katalonii znalazły się fundusze na Roberta Lewandowskiego.

 

Mimo, że przeciw Polsce zarówno Belgia jak i Holandia oszczędzi kilku swoich gwiazdorów to styl gry, strategia i ustawienie pozostaną takie same. Poziom gry nawet „drugich garniturów” reprezentacji Beneleksu może nie będzie aż tak wysoki, ale czy będzie osiągalny dla naszego zespołu? Michniewicz w marcu udowodnił, że potrafi znaleźć sposób na niewygodnego szwedzkiego rywala. Skoro jego drużyny wolą i potrafią grać lepiej z mocniejszymi przeciwnikami to… Nie kończę tego zdania. Lepiej nie zapeszać.

Przejdź na Polsatsport.pl


Source link

Leave a Comment