Zdrowie

Fake newsy tematem webinaru Prasowej Akademii Pieniądza

DOC.20220707.42904869.screen-webinar-fake-newsy.png


Efektem rozwoju mediów społecznościowych i niespotykanej dotychczas prędkości rozprzestrzeniania się informacji jest wysyp fake newsów w nowych formach – przypomniała red. Anna Gwozdowska podczas webinaru Prasowej Akademii Pieniądza.

W czwartek, 23 czerwca odbyło się webinarium Prasowej Akademii Pieniądza dotyczące fake newsów i dezinformacji.

Podczas spotkania red. serwisu Fake Hunter PAP Anna Gwozdowska, która profesjonalnie zajmuje się walką z fake newsami zwróciła uwagę, że jeszcze kilkanaście lat temu fałszywe informacje nie były tak dużym problemem jak obecnie. Jej zdaniem pojawienie się mediów społecznościowych przyspieszyło obieg nieprawdziwych informacji, a tym samym przyczyniło się do rozwoju fake newsów.

Pełny zapis webinaru jest dostępny TUTAJ.

„Łowca fake newsów nie szuka już więc tylko manipulacji cytatami czy statystykami. Fake newsem mogą być dziś np. zmontowane zdjęcia, w taki sposób, że fotografie z przeszłości służą za komentarz współczesnych zdarzeń. W błąd coraz częściej wprowadzają także zmanipulowane filmy, wykorzystujące trudności w dotarciu do źródeł publikacji” – tłumaczyła ekspertka.

Odnosząc się do sposobów wyławiania fake newsów z morza informacji wskazała, że są one podobne, bez względu na to, czy mamy do czynienia z manipulacjami gospodarczymi, politycznymi czy nawet naukowymi.

Jak zaznaczyła, na początek trzeba się też zastanowić, gdzie szukać fake newsów.

„Przed wybuchem wojny na Ukrainie wystarczyło zajrzeć na adresowane do polskiego odbiorcy strony rosyjskich portali i serwisów informacyjnych. Dziś, kiedy zostały one w większości zablokowane, jednym z głównych kanałów informacyjnych, którym posługuje się Kreml są media społecznościowe” – zauważyła Gwozdowska .

Jako przykład wskazała Twitter, gdzie uwagę zwracają profile założone albo w trakcie trwania pandemii albo niedawno, czasem nawet już po wybuchu wojny. Są to konta, które często najpierw rozpowszechniały informacje o tematyce antyszczepionkowej, a teraz przerzuciły się na agresywne treści antyukraińskie.

„Podejrzenia może też np. budzić fakt, że jakiś profil ma niewielu obserwujących, a w zamieszczanych na nim komentarzach zdarzają się wyraźne błędy językowe sugerujące narodowość autora” – podkreśliła Gwozdowska.

Jednym z klasycznych fake newsów z obszaru gospodarki, którego celem było podważanie sensu pomocy uchodźcom wojennym z Ukrainy i antagonizującym Polaków z Ukraińcami były tweety oskarżające NBP, że w ramach pomocy uchodźcom wymieni ukraińskie hrywny na złote w stosunku 1:1.

„Biorąc pod uwagę słaby kurs ukraińskiej waluty, rzeczywiście mogłoby to oburzyć wielu Polaków – gdyby oczywiście było prawdą – i zniechęcić do pomocy uchodźcom” – zauważyła Gwozdowska.

Tymczasem jak wskazała ekspert, popularność tego typu tweetów była w sieci spora. Tymczasem, według zasad fact-checkingu stosowanych np. przez dziennikarzy Reutersa, to duży zasięg fałszywych informacji i ich społeczna szkodliwość powinny przesądzać, że temat nadaje się do sprawdzenia.

„Ważne jest także to, aby już na początku ocenić, czy mamy do czynienia ze zwykłą opinią, do której każdy ma przecież prawo, czy jednak ze zmanipulowaną informacją, którą podaje się dalej z zamiarem wprowadzenia innych w błąd” – dodała Gwozdowska.

Jak zaznaczyła, fact-checker musi zawsze próbować dotrzeć do źródła budzącego wątpliwości stwierdzenia i tego, kto w rzeczywistości za nim stoi i jaki ma interes w manipulowaniu informacją.

Ekspert przyznała jednak, że czasem nie da się jednoznacznie ustalić źródła badanej informacji i podważyć jej ze względu na brak wiargodności jej autora. Dlatego tak ważna jest rola niezależnych ekspertów, zasięgnięcie opinii stron ewentualnego sporu czy odwołanie się do wiarygodnych serwisów informacyjnych, czyli np. prestiżowych agencji informacyjnych. W tych ostatnich sprawdzamy, czy weryfikowana informacja się tam pojawia i w jakiej formie. Słowem, fact-checker uruchamia typowy wartszat dziennikarza.

Dobrym obyczajem profesjonalnego fact-checkera, docenianym przez internautów, jest umieszczenie w raporcie listy źródeł, z których zaczerpnął swoje informacje i daty określającej dzień, w którym zajmował się sprawą. Coraz częściej zdarzają się fact-checkerzy, którzy zamiast sążnistych raportów produkują GIF-y, krótkie filmy czy dźwięki na WhatsAppie albo fact-checkingi obrazkowo-słowne, jak np. fact-checki niemieckiej dpa.

Źródła dzisiejszych fake newsów mogą się też kryć na pozornie niezależnych (bo za takie się podają) portalach, które w rzeczywistości, anonimowo, publikują informacje zgodne np. z interesami Rosji. Ale i z takimi źródłami może sobie poradzić fact-checker. Jeśli np. autorzy jakiegoś portalu w rzeczywistości nie istnieją, a ich fotografie to stokowe zdjęcia z internetu, mamy pewność, że to przedsięwzięcie biorące udział w operacji dezinformacyjnej (taką rolę spełnia portal Niezależny Dziennik Polityczny).

Więcej na temat najpopularniejszych strategii dezinformacji i metod walki z nimi można się dowiedzieć z wykładu udostępnionego na platformie akademia.pap.pl dla zarejestrowanych uczestników Prasowej Akademii Pieniądza.

Źródło informacji: Serwis Samorządowy PAP

 


Source link

Leave a Comment