admin

admin

Polska

Kim byli mordercy Żołnierzy Wyklętych…

ajto

Strona główna &gt Polska &gt Kim byli mordercy Żołnierzy Wyklętych… Kim byli mordercy Żołnierzy Wyklętych… Jan Polska 0

Szokujące info o mordercach Żołnierzy Wyklętych! Lech Kowalski ujawnia niewygodną prawdę!

wRealu24.pl

Data premiery: 28 lutego 2019

Jan

czerwona zarazaczerwony judeosatanizmkbwzbrodnie żydokomunyżołnierze niezłomni
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

RZESZÓW: UKRAIŃCY STUDIUJĄCY W POLSCE ZDEJMOWALI POLSKIE FLAGI !!!

acon

Strona główna &gt Polska &gt RZESZÓW: UKRAIŃCY STUDIUJĄCY W POLSCE ZDEJMOWALI POLSKIE FLAGI !!! RZESZÓW: UKRAIŃCY STUDIUJĄCY W POLSCE ZDEJMOWALI POLSKIE FLAGI !!! AdRo203 Polska 1

Dwaj młodzi Ukraińcy, na co dzień studiujący w Rzeszowie, zdjęli w nocy polskie flagi z latarni w pobliżu rzeszowskiego Rynku. Byli pijani. Zostali zatrzymani przez policję – grozi im do roku więzienia.

Jak informuje portal rzeszow-news.pl, w piątek w nocy, przed godziną 3:00, obsługa monitoringu w centrum Rzeszowa zarejestrowała dwóch mężczyzn idących w stronę Rynku i ściągających polskie flagi. Pracownik monitoringu powiadomił o tym dyżurnego komendy miejskiej policji.

Tomasz Drzał z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie poinformował, że na miejsce wysłano policyjny patrol. Funkcjonariusze zauważyli dwóch mężczyzn niosących polskie flagi.

– Gdy zobaczyli radiowóz, flagi odrzucili i zaczęli uciekać – mówił Drzał. Powiadomiono inne patrole w okolicy. Niedługo później obu mężczyzn zatrzymano. Okazało się, że to dwa młodzi Ukraińcy, w wieku około 20 lat. Obaj są studentami jednej z rzeszowskich uczelni.

Co więcej, okazało się, że obaj Ukraińcy byli pijani. Trafili do policyjnego aresztu. Po wytrzeźwieniu przesłuchano ich i przedstawiono im zarzuty usunięcia flagi państwowej. Jest to traktowane jako przestępstwo, za które grozi kara grzywny, ograniczenia wolności lub do roku więzienia. Po przesłuchaniu obywatele Ukrainy mieli zostać zwolnieni do domu.

Przeczytaj także: W Świdnicy z „nieformalnego konsulatu Ukrainy” ściągnięto i podeptano ukraińską flagę [+FOTO]

Zobacz: Na polsko-ukraińskiej granicy dwóch Ukraińców napadło na strażnika granicznego [+VIDEO]

rzeszow-news.pl / Kresy.pl

Za: https://kresy.pl/wydarzenia/rzeszow-ukraincy-studiujacy-w-polsce-zdejmowali-polskie-flagi/

8.03.2019

AdRo203


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Łódź zachęca Ukraińców do osiedlania się

ak3

Strona główna &gt Polska &gt Łódź zachęca Ukraińców do osiedlania się Łódź zachęca Ukraińców do osiedlania się AdRo203 Polska 0

Władze Łodzi uważają masowy napływ imigrantów do Polski za pozytywny trend, dlatego planuje wdrożyć program relokacji mający zachęcić Ukraińców do osiedlania się w tym mieście na stałe. Już teraz szacuje się tymczasem, że już prawie co dziesiąty mieszkaniec tego miasta pochodzi zza wschodniej granicy, dlatego już niedługo imigrantów może być blisko sto tysięcy, co cieszy również lokalnych przedsiębiorców.

Prezydent Łodzi Hanna Zdanowska w rozmowie z portalem PulsHR.pl stwierdziła, że już teraz w Łodzi mieszka i pracuje blisko 70-80 tys. imigrantów, natomiast w całym województwie łódzkim ich liczba może oscylować wokół 95-100 tys. Dane te nie są jednak dokładne, zwłaszcza w kontekście wydawanych taśmowo oświadczeń o pracę, stąd już w samej Łodzi Ukraińców może być prawie 100 tys., co oznaczałoby już prawie 10 proc. całej populacji miasta.

Polityk Platformy Obywatelskiej jednoznacznie zachwala masowy napływ imigrantów do Polski, dlatego zamierza podejmować działania zachęcające ich do stałego osiedlania się w Łodzi. Miejskie władze planują więc wprowadzenie programu relokacji, który będzie oznaczał m.in. utworzenie specjalnej komórki administracyjnej mającej zajmować się tylko i wyłącznie obsługą Ukraińców. Już teraz w Łodzi funkcjonują zresztą biletomaty w wersji ukraińskiej, zaś niedługo w tym języku uruchomiony zostanie miejski portal informacyjny.

Według Zdanowskiej imigranci są niezwykle ważni z powodów demograficznych, a ponadto bardzo chętnie zatrudniają ich lokalni przedsiębiorcy zainteresowani tworzeniem wielokulturowej mieszanki w swoich firmach.

Na podstawie: pulshr.pl.

Za: http://autonom.pl/?p=25595

7.03.2019

AdRo203


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Liczba Ukraińców zbliża się do półtora miliona

adek

Strona główna &gt Polska &gt Liczba Ukraińców zbliża się do półtora miliona Liczba Ukraińców zbliża się do półtora miliona AdRo203 Polska 0

Na podstawie danych z sieci komórkowej udało się ustalić, że na terytorium naszego kraju przebywa już prawie 1,3 miliona ukraińskich imigrantów. Najwięcej z nich przebywa w największych polskich miastach na czele z Warszawą, Krakowem, Trójmiastem, Poznaniem czy okręgiem górnośląskim, zaś największy ich odsetek jest w wieku poniżej trzydziestu lat.

Informacje na temat imigrantów z Ukrainy udało się uzyskać dzięki badaniom przeprowadzonym przez firmę Selectivv, która specjalizujące się w pozyskiwaniu, analizie i profilowaniu danych z kanału mobile. Firma za „osobę z Ukrainy mieszkającą w Polsce” uznała taką, która posiada kartę SIM polskiego operatora, ale w telefonie ma ustawiony język rosyjski lub ukraiński oraz minimum raz w przeciągu 2018 r. była na terenie Ukrainy i/lub zmieniła w tym czasie kartę SIM na operatora ukraińskiego.

Ogółem takich osób zlokalizowano więc 1,25 miliona Ukraińców. Z analizy dokonanej przez firmę wynika więc, że 38 proc. Ukraińców w Polsce znajduje się w przedziale wieku 21-30 lat, natomiast 29 proc. w wieku 31-40 lat. Mniej liczna jest populacja osób w wieku 41-50 lat, bo wynosi ona ok. 15%, natomiast powyżej 51 roku życia jest zaledwie 7 proc. Ukraińców mieszkających na terytorium Polski.

Najwięcej Ukraińców mieszka obecnie w Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Trójmieście, Lublinie, Katowicach oraz w okręgu górnośląskim. Blisko 56 proc. z nich to z kolei mężczyźni, przy czym na ogół pracują oni w miejscowościach poniżej 100 tys. mieszkańców.

Na podstawie: forsal.pl.

Za: http://autonom.pl/?p=25605

7.03.2019

AdRo203


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

‚Bolek’ ujawniony. Czas na agenta STASI o pseudonimie ‚Oscar’ ?

agt

Strona główna &gt Polska &gt ‚Bolek’ ujawniony. Czas na agenta STASI o pseudonimie ‚Oscar’ ? ‚Bolek’ ujawniony. Czas na agenta STASI o pseudonimie ‚Oscar’ ? Jacek Polska 0

Czy Donald Tusk był DDR-owskim agentem( Stasi) o pseudonimie „Oscar” działającym w latach 80-tych w Trójmieście?

Nazwisko jakie pada w sprawie wspólnego agenta NRD-owskiej STASI i PRL-owskiej SB, to nazwisko premiera Donalda Tuska. Choć nikt nie jest w stanie przedstawić dowodów na piśmie, to jednak informację tę potwierdza każdy były funkcjonariusz zarówno STASI jak i SB poproszony o komentarz. Cała sprawa ma związek z ukazaniem się w Niemczech książki Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmanna „Pierwsze życie Angeli M.” poświęconej działalności w NRD obecnej kanclerz Angeli Merkel. Twierdzą w niej, że w 1981 była szefem wydziału agitacji i propagandy FDJ ( Wolna Młodzież Niemiecka – komunistyczna organizacja młodzieżowa Socjalistycznej Partii Jedności Niemiec w NRD ) oraz członkiem władz komisji zakładowej Akademii Nauk w NRD. Wolfgang Schnur oraz Lothar de Maizière – polityczni protektorzy młodej Angeli Merkel, pod których skrzydłami rozpoczynała polityczną karierę, okazali się agentami STASI. Obaj na terenie byłej NRD tworzyli oddziały zachodnioniemieckiej partii CDU, z której wywodzi się … Angela Merkel. Jeżeli Donald Tusk był agentem STASI i SB o pseudonimie „Oscar”, który aktywnie działał w gdańskiej „Solidarności”, to ewentualne zamierzchłe powiązania ze STASI mogą rzucać zupełnie nowe światło na wzajemnie wsparcie i zażyłe stosunki w polityce międzynarodowej Donalda Tuska i Angeli Merkel.

„Donald Tusk oznajmia „Henrykowi”, że wspólnie z dawnymi kolegami z Niezależnego Zrzeszenia Studentów chce podjąć niebezpieczną, ale dobrze płatną pracę, taką jak np. malowanie kominów. Z kolei w maju Tusk planuje wraz z żoną pojechać do Paryża, by odwiedzić redakcję „Kultury” Jerzego Giedroycia. Jedne i drugie plany udaje się zrealizować.”

Autorzy Ralf Georg Reuth i Günther Lachmann .” w swojej książce „Pierwsze życie Angeli M.” zadają wiele pytań , które wymagają zastanowienia się. Jakże zasadne w świetle książki „ Pierwsze życie Angeli M.” wydają się słowa Jarosława Kaczyńskiego, że Angela Merkel została kanclerzem nieprzypadkowo. Agent STASI Oscar ciągle na posterunku Nieobecność „króla Europy” Donalda Tuska w Warszawie 10 kwietnia 2015 roku była nie tylko faktem haniebnym, ale także bardzo znamiennym. I stanowi kolejny dowód obciążający w procesie, który wytoczyła, na razie tylko Historia, człowiekowi, który oddał śledztwo smoleńskie w ręce sowieckich oprawców. W powszechnym dyskursie społecznym utarło się mówić, że milczenie oznacza zgodę. W tym wypadku, wielkie milczenie Donalda Tuska, który w sprawie 5. rocznicy, największej po II wojnie światowej, tragedii, która dotknęła Polskę, nie wydał jednego słowa oświadczenia z „dalekiej” Brukseli, nie pozostawia wiele wątpliwości, co do stanu i zawartości zakamarków duszy byłego premiera rządu III RP. W życiorysie politycznym Donalda Tuska, trudno znaleźć choćby jeden element, który wprost negowałby liczne domysły, że przed laty został zwerbowany przez wschodnio-niemiecką STASI i działał nad Wisłą pod pseudonimem Oscar. Tylko pobieżny rzut oka na karierę polityczną Donalda Tuska każe powątpiewać w jego czyste, zgodne z polską racją stanu, intencje. Przykłady, takiego stanu rzeczy, są znane wszem i wobec: „nocna zmiana” rządu Olszewskiego, powołanie do życia Platformy Obywatelskiej, która, co dzisiaj widać jak na dłoni, z zimną krwią dokonuje demontażu Państwa Polskiego, wasalne stosunki z Angelą M. – kuriozalne ordery i europejskie apanaże, stocznie, Nord Stream, Smoleńsk i cały kontekst związany z zamachem i strach, wielki strach przed pułkownikiem Putinem. Od tego czasu kilka spraw uległo zmianie. Przede wszystkim Donald Tusk został powołany „przez Angelę Merkel”, bo chyba nikt nie ma, co do tego żadnych wątpliwości, na przewodniczącego Rady Europejskiej i czmychnął na sowicie opłacaną synekurę do Brukseli. I smoleńskie demony zostawił w kraju. Tylko, że od tych upiorów nie da się uciec. Wystarczy przeczytać relację Małgorzaty Wassermann zapisaną w książce „Zamach na prawdę” na temat kilku spotkań i rozmów rodzin smoleńskich z Tuskiem po 10 kwietnia 2010 roku. Przed naszymi oczami roztacza się obraz stronniczości, a właściwie służalczości, wobec Rosjan i himalaje kłamstwa suflowane cały czas Polakom pod cyniczna przykrywką zwykłej ludzkiej bezradności i zagubienia, która politykowi na tym stanowisku przecież nigdy nie przystoi. Dzisiaj natomiast widać, że już 10 kwietnia 2010 roku Donald Tusk prowadził rozgrywkę o przyszłe europejskie apanaże, żeby Putin i Merkel mogli powiedzieć: “Oto nasz człowiek w Brukseli”. Tajemnice STASI na temat Donalda Tuska muszą znać bezwzględnie dwie osoby: Angela Merkel i Władymir Putin. Oboje całkowicie przypadkowo. To oczywiście żart, bo wszyscy wiemy, nie tylko od Ralfa Georga Reutha i Günthera Lachmanna autorów książki pt. „Das erste leben der Angela M.” („Pierwsze życie Angeli M.”), że związki Angeli M. z FDJ, a więc i ze STASI nie były tylko incydentalne. O karierze kgb-owca Putina w NRD napisano, tu i ówdzie, też kilka słów. Donald Tusk, jak widać po latach, w tym niemiecko-rosyjskim tyglu czuł się właściwie jak ryba w wodzie. Angelę M. całował po rękach a z Władymirem Władymirowiczem wykonywał słynne żółwiki. W międzyczasie zaśmiewał się do rozpuku z kolegą Bronisławem K. czekając na smoleńskie trumny na lotnisku wojskowym w Warszawie. Kim był agent Oscar 10 kwietnia 2010 roku Jedni twierdzą, że zamachowcem (zob. celną analizę Łażącego Łazarza pt. „Gruppenfuhrer KAT”). Inni, że wystrychniętą na dudka żałosną kreaturą, która uwierzyła, że przestawia na tej szachownicy jakieś figury albo choćby piony. Patrząc z tego punktu widzenia do rangi symbolu może urastać słynna rozmowa w cztery oczy Putina z Tuskiem na sopockim molo w 2008 roku. Musiał wtedy żałosny Kaszub pękać z dumy, że przywódca takiego „mocarstwa” urządza sobie z nim przyjacielskie „tete-a-tete” i to nie w Moskwie na Patriarszych Prudach. Pożyteczny idiota? Niekoniecznie. A wspólnik? Może jedno i drugie! Trzecia możliwość, że Donalda T. Historia przerosła i był powodowany tylko paraliżującym strachem pozostaje najmniej prawdopodobna. Donald T. nie siedział samotnie w celi na Łubiance, tylko urzędował w stolicy blisko czterdziestomilionowego państwa, należącego do NATO, i na biurku miał „gorącą linię” do prezydenta Stanów Zjednoczonych. W takiej sytuacji nie oddaje się śledztwa wrogiemu mocarstwu, a w każdym razie nie bez walki. Mówią, że tonący brzytwy się chwyta. I to jest stara prawda. Tylko, że agent Oscar nie topił się 10 kwietnia 2010 roku! W każdym razie nie w morzu należącym do kondominium niemiecko-rosyjskiego. Merkel i Putin na pogrzeb prezydenta Lecha Kaczyńskiego nie dojechali. Barack Obama też. I to są równie wymowne polityczne „oświadczenia” woli jak milczenie Donalda Tuska 10 kwietnia 2015 roku. Historia powoli wydaje wyrok na “dziarskiego Donka” z Gdańska. I kodeksowe prawo, że wszystko co powie oskarżony może być wykorzystane przeciwko niemu, nie ma w tej sytuacji pełnego zastosowania. Bo o wiele cięższym dowodem w tym procesie, przed “Trybunałem Historii”, będzie wszystko to, co Donald Tusk chce przemilczeć. Nie da się jednak ukryć, że agent STASI Oscar pozostaje ciągle w grze. A jak długo spadkobiercy STASI, FDJ i KGB będą go chronić i wykorzystywać, to już temat na inne opowiadanie! Dlaczego politycy Platformy są tak bardzo ulegli wobec Berlina? Decyzje o fundamentalnym dla Polski i Polaków znaczeniu w ostatnich latach bardzo często zapadały nie w Warszawie, lecz w Berlinie. To w stolicy Niemiec wytyczano kierunki polityki zagraniczną naszego kraju. To w Berlinie podejmowane były decyzje w sprawie baz NATO czy obozów dla islamskich imigrantów na terytorium Polski. Dlaczego politycy Platformy zrezygnowali z prowadzenia suwerennej polityki? Czy zrobili to za obietnice otrzymania unijnych synekur? Przykro mi o tym pisać, ale odnoszę wrażenie, że politycy rządowi z Platformy Obywatelskiej postępują tak, jakby Polska nie była własnością Polaków, których (przynajmniej w teorii) mają na arenie międzynarodowej reprezentować. Ich zachowanie może sugerować, że reprezentują interesy kogoś zupełnie innego. Kogoś, kto traktuje Polskę w kategoriach gospodarczo-politycznej kolonii, kto czerpie z naszego kraju gigantyczne zyski, drenując bezpowrotnie kapitał i sporą część owoców wzrostu gospodarczego… Niemiecka elita polityczna, w ramach dbania o interesy własnego kraju, wynajduje w krajach ościennych polityków słabszych, uległych i zakompleksionych, których może „urobić” według własnego wzorca. Tak było z Donaldem Tuskiem. Niemcy przez kilka lat hodowali go poprzez wręczane mu medale, honory, wyróżnienia i poklepywanie po plecach. Kiedy już go odpowiednio urobili (uprzednio wykorzystawszy do działań na rzecz niemieckiej racji stanu na linii bilateralnej Polska – Niemcy), to wstawili na eksponowane europejskie stanowisko, mimo braku znajomości angielskiego czy francuskiego. Ważne jednak, że znał niemiecki, dzięki czemu mógł przyjmować bezpośrednie instrukcje płynące z Berlina. Cała akcja z „europejską prezydencją” Tuska polegała na spacyfikowaniu (przejęciu w kontrolę) przez Niemcy (za pośrednictwem polityka z kraju „nowej Unii”) europejskiego stanowiska, które mogłoby coś znaczyć, gdyby piastował je przebojowy polityk o wyraźnych poglądach. W przypadku jednak obsadzenia go przez totalną miernotę, w dodatku całkowicie uległą i podporządkowaną płynącym instrukcjom, nie znaczy nic. W ten sposób Berlin kontroluje potencjalne narracje, jakie mógłby tworzyć szef Rady Europejskiej. Następczyni Tuska na stanowisku szefa rady ministrów w Warszawie ma niestety zbyt ograniczone możliwości osobowościowo-intelektualne, abyśmy mogli choćby przez chwile pomarzyć o próbie prowadzenia niezależnej od Niemiec polityki zagranicznej, która uwzględniałaby przede wszystkim interesy naszego państwa. Słynne „setki” telewizyjne z wizyty Ewy Kopacz w Berlinie, kiedy zagubiona i nieogarnięta premier naszego państwa prowadzona była pod ramię przez Angelę Merkel, doskonale zobrazowały istotę obecnych stosunków Polsko – Niemieckich. Pod tym względem nadzieje na zmianę mogą nieść zbliżające się wybory parlamentarne. Póki jednak krajem rządzi ekipa Platformy (jeszcze miesiąc), póty rzeczywistym premierem Polski będzie Angela Merkel. Uwaga ! Suplement video „Tusk agent Oskar” https://www.youtube.com/watch?v=Kd8Ouqm7g30 parezja.pl, 3obieg.pl, marucha.wordpress.com, naszeblogi.pl, alexjones.pl, youtube.com, niewygodne.info.pl
omon.pl, fot. pamiec.pl / afp.com / twimg.com Za: https://wzzw.wordpress.com/2017/02/21/%e2%96%a0%e2%96%a0-bolek-ujawniony-czas-na-agenta-stasi-o-pseudonimie-oscar-%e2%96%a0%e2%96%a0/?fbclid=IwAR2bn5UYtTymfntCm4TSkWkKrQZTYb96-HDJTLAMaeB6jdeiiUhBaalFL04 21.02.2019 Jacek

agent Oscardonald tuskplatforma obywatelskaSTASI
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Sojusz narodowo-socjalistyczny, czyli jak G. Braun wzmocnił Układ Gdański. Henryk Jezierski

a-26

Strona główna &gt Polska &gt Sojusz narodowo-socjalistyczny, czyli jak G. Braun wzmocnił Układ Gdański. Henryk Jezierski Sojusz narodowo-socjalistyczny, czyli jak G. Braun wzmocnił Układ Gdański. Henryk Jezierski Henryk Jezierski Polska 1

Na wstępie zastrzegam, że tytułowe określenie „narodowy” wcale nie musi dotyczyć narodu polskiego, natomiast bez wątpienia dotyczy narodu – jakikolwiek by on nie był (polski, niemiecki czy koczowniczy) – reprezentowanego przez Grzegorza Brauna, niedawnego pretendenta do urzędu prezydenta miasta Gdańska. Przymiotnik „socjalistyczny” nie podlega natomiast żadnemu wariantowaniu i związany jest z niejakim Markiem Formelą, faktycznym reżyserem w decydującym okresie kampanii ww. kandydata, zresztą też reżysera.

Zacznijmy jednak od faktów niepodważalnych, czyli oficjalnych wyników wyborów następcy, już szykowanego na ołtarze przez wszelką żydomasońską swołocz, Pawła Adamowicza vel „Budyń”. G. Braun, wielka nadzieja polskich mieszkańców Gdańska o umysłach odpornych na obrzezywanie przez żydowskie media, otrzymał dokładnie 11,86 proc. głosów – o niespełna 6 proc. więcej niż praktycznie w ogóle niewidoczny w wyborczej rywalizacji, Marek Skiba (5,92 proc.) i aż siedmiokrotnie mniej niż sukcesorka „Budynia”, Aleksandra Dulkiewicz (82,22 proc.).

Powiedzmy krótko: to nie jest przegrana. To nie jest także porażka. To jest bezdyskusyjna klęska. Tym wymowniejsza, że od 1989 roku, gdy w świetle talmudycznych menor nastąpiła zamiana żydokomuny felernej na żydokomunę koszerną, żaden kandydat na prezydenta miasta – włącznie z P. Adamowiczem – nawet nie zbliżył się do wyniku uzyskanego przez następczynię tego ostatniego.

Pomoc Grzegorzowi Braunowi w uzyskaniu jak najlepszego rezultatu okazały setki osób. Nie sądzę, aby zgodzili się na “wsparcie” dla prawicowego kandydata ze strony lewaka i aferzysty.

G. Braun stwierdził triumfalnie, że w najśmielszych oczekiwaniach nie spodziewał się wyniku dwucyfrowego. Nie wiem, kim jest z wykształcenia lecz nawet, gdyby był przedstawicielem „nauk” składających się na marksistowsko-leninowską nadbudowę (socjologia, politologia, historia, psychologia itp.), to powinien wiedzieć, że wynik dwucyfrowy mieści się w zakresie liczb od 10 do 99. Zaokrąglony korzystnie do liczby 12 odsetek głosów oddanych na głównego konkurenta byłej zastępczyni Adamowicza oznacza dokładnie usytuowanie w obrębie mułu dennego podanego wcześniej zakresu.

Czytelnicy „MOTO” wiedzą, że byłem aktywnym – take dziennikarsko – propagatorem kandydatury Brauna. Mają więc prawo domniemywać, że jego klęska jest także moim udziałem. Nie mam zamiaru bić się w cudze piersi lecz akurat w tym wypadku zrobiłem wszystko, co w mojej mocy, aby do niej nie dopuścić. Gdy moje ostrzeżenia kierowane do najważniejszych osób w kierownictwie sztabu wyborczego G. Brauna (a myślę, że także do niego osobiście), nie przyniosły rezultatu, dokładnie w poniedziałek, 25 lutego 2019 roku wysłałem im następującego sms-a:

„Szczęść Boże,

Podczas wczorajszej konwencji miałem okazję zapoznać się z gazetą wyborczą Komitetu. Jej uważna lektura (ze stopką włącznie) przekonuje, ze zdecydowaliście się Państwo na daleko idącą współprace z wydawcą „Gazety Gdańskiej” Markiem Formelą.

Uprzedzałem lojalnie, ze jest to m.in. aktywny i skazany prawomocnym wyrokiem sądowym uczestnik afery „Stella Maris” oraz inicjator nazwania jednego z gdańskich rond imieniem Jacka Kuronia.

Innymi słowy – Formela to też prominentny uczestnik układu gdańskiego tyle, że z frakcji lewackiej, aktualnie nieco odsuniętej od koryta.

Ze względów pryncypialnych nie chcę być kojarzony z lewactwem nawet w kontekście udziału w tej samej kampanii wyborczej. Stąd moja decyzja o zawieszeniu aktywności przedwyborczej.

Jednocześnie dla uniknięcia ewentualnych podejrzeń o działanie na rzecz konkurencji informuję o całkowitej rezygnacji z prac w OKW nr 73 (Obwodowa Komisja Wyborcza – przyp. H. Jez.), absencji w niedzielnym głosowaniu oraz wstrzymaniu się z upublicznieniem swojej decyzji w moim portalu do czasu ostatecznego rozstrzygnięcia wyborów.

Życzę powodzenia. Tym bardziej, ze Formela znany jest gdańszczanom jako grabarz wszystkiego, czego dotknął – od „Głosu Wybrzeża” po… klub żużlowy.

Z Panem Bogiem –
Henryk Jezierski”

Niestety, moje słowo stało się ciałem. A należy podkreślić, że powyższy sms to końcowy akcent daleko wcześniejszych ostrzeżeń. Pierwsze nastąpiły na początku lutego br., gdy w sztabie wyborczym Brauna zauważyłem Elżbietę Grabarek-Bartoszewicz, byłą radną Akcji Wyborczej Solidarność i Ligi Polskich Rodzin usilnie namawiającą współpracowników kandydata, aby dla „wzmocnienia” kampanii koniecznie skontaktowali się z Formelą, przedstawianym przez nią po imieniu, co miało zasugerować bliskie relacje i skuteczną pomoc w nawiązaniu współpracy. Jak widać, zadziałała skutecznie.

Ktoś zada pytanie; czy istniała racjonalna alternatywa dla wiązania się z katalogowym przedstawicielem gdańskiej komuny, którego sylwetkę przedstawiłem wyczerpująco w tekście „TELEWIZYJNY KURS KURSZCZYZNY”?

Owszem, istniała. Wyczerpująco przedstawiłem ją podczas bezpośredniego spotkania z Grzegorzem Braunem i jego najbardziej zaufanymi współpracownikami – Włodzimierzem Skalikiem (szef kampanii wyborczej) oraz Tomaszem Stalą, przedstawionym mi jako reżyser strony medialnej całego przedsięwzięcia.

Na szalę argumentów, które powinny zjednać Braunowi sympatię wyborców w liczbie kilkakrotnie wyższej od tego, co ostatecznie uzyskał położyłem moje doświadczenie bynajmniej nie w charakterze dziennikarza z ponad 40-letnim stażem pracy lecz Dyżurnego Inżyniera Miasta, który przez ponad pięć lat (dokładnie w okresie 2008 – 2013) wraz z czterema kolegami monitorował stan całej infrastruktury miasta, reagując szybko i skutecznie (0 ofiar śmiertelnych!) na wszelkie awarie; od zapadnięcia jezdni poprzez wypływ ukropu z uszkodzonej sieci ciepłowniczej, aż do naruszenia konstrukcji wiaduktu kolejowego.

Nikt, podkreślam – nikt!, nie wiedział i nie wie więcej niż my – pracownicy byłego Działu Inżyniera Miasta (został zlikwidowany za poprzedniej kadencji „Budynia”) o dramatycznym stanie tego, co kryje się za oficjalną, medialną fasadą Gdańska prezentowaną przez P. Adamowicza podczas kolejnych uroczystości otwarć, inauguracji i przecinania wstęgi.

Tę właśnie wiedzę chciałem przekazać G. Braunowi jako oręż w walce o głosy wyborców. Dotarcie do świadomości gdańszczan z faktami pokazującymi, ile dotychczas kosztowała ich i ile będzie kosztować dalej niekompetencja oraz przedkładanie nad interes mieszkańców osobistego, narcystycznego „parcia na szkło” przez dotychczasowego włodarza miasta oraz jego spadkobierczynię miało stanowić klucz do sięgnięcia po głosy nie kilkunastu lecz kilkudziesięciu procent wyborców.

Mrzonki? Proszę policzyć. Po POPiS-owym układzie gdańskim, który zdecydował o nie wystawianiu swoich kandydatów w rywalizacji z A. Dulkiewicz, do zagospodarowania pozostawały głosy oddane we wcześniejszych, jesiennych, wyborach na Kacpra Płażyńskiego z PiS (29,68 proc.), znaczna część elektoratu Jarosława Wałęsy z PO (27,77 proc.), znikoma ale jednak kilkuprocentowa część wyznawców P. Adamowicza (36,97 proc.), a przede wszystkim –licząca około 50 procent grupa obywateli dotychczas nie biorących udziału w głosowaniach.

Racjonalnie myślący ludzie nad sympatie polityczne zawsze bowiem przedłożą to, co ich dotyka najbardziej, czyli kwestie rzutujące na budżety swoich rodzin. Wizja dalszego finansowania pokazów fajerwerków na Wyspie Spichrzów, „tęczowych” przemarszów sodomitów po ulicach Głównego i Starego Miasta, czy seksualnego deprawowania dzieci w szkołach, ostatecznie w umysłach normalnych osób zawsze przegra z perspektywą ponoszenia coraz większych obciążeń na rzecz niemieckich lub francuskich firm zawiadujących znajdującą się w katastrofalnym stanie infrastrukturą miasta.

Trzeba to jednak było jasno wszystkim uzmysłowić, bez sięgania po zgrane, formelowe wątki w rodzaju siedmiu mieszkań „Budynia”, czy sprzedaży Gdańskiego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej niemieckiej firmy komunalnej z Lipska. Ponadto – ta ostatnia nie dość, że przeprowadzona została kilkanaście lat temu, to jeszcze przedstawiana jest wyłącznie w kontekście finansowym. Tymczasem jestem przekonany, że gdyby milionowe zyski GPEC-u trafiały nie do kasy Lipska lecz Gdańska, to i tak sami gdańszczanie skorzystaliby z nich w niewielkim stopniu albo wcale. Adamowicz i jego pretorianie szybko wymyśliliby jakieś przedsięwzięcia w rodzaju Teatru Szekspirowskiego, czy międzynarodowego festiwalu teatrów ulicznych z naciskiem na propagowanie dewiantów spod szyldu LGBT.

Przedsiębiorstwa o takim charakterze jak GPEC nigdy nie powinny być oddawane w obce ręce. Więcej, zyski generowane przez nie powinny iść przede wszystkim na utrzymanie, modernizację i rozbudowę infrastruktury z założeniem, że jej sprawność i technologiczna nowoczesność odbije się korzystnie na budżetach domowych mieszkańców, choćby w niższej cenie energii cieplnej. Dla mnie – a myślę, że także dla większości mieszkańców Gdańska, gdyby dowiedzieli się o tym w szczegółach – daleko groźniejszą od afery z GPEC-em jest afera z kontrolowaną przez Francuzów spółką Saur Neptun Gdańsk, zawiadującą siecią wodociągową i kanalizacyjną miasta. Zwłaszcza, że jest to afera nie sprzed lat piętnastu lecz sprzed niespełna roku.

Przypomnijmy; dokładnie 15 maja 2018 roku nastąpiła awaria przepompowni ścieków SNG na Ołowiance. W okresie 66 godzin do Motławy i dalej do Zatoki Gdańskiej wypłynęło 150 tys. m. sześć., czyli 150 mln litrów ścieków, włącznie z fekaliami. Bezpośrednią przyczyną tej katastrofy była – uwaga! – awaria zasilania awaryjnego pomp. Innymi słowy, zawiodło coś, co w swoim założeniu miało ratować przepompownię przed groźnym w skutkach przerwaniem pracy.

I jeszcze wymowna puenta do tego skandalicznego zdarzenia. Saur Nepun Gdańsk ukarany został stawką 2,15 zł za każdy metr sześcienny ścieków spuszczonych do systemu wodnego miasta i Zatoki Gdańskiej. Tymczasem mieszkańcy za każdy metr sześcienny ścieków odprowadzanych „jak Pan Bóg przykazał”, czyli do sieci kanalizacji sanitarnej płacą… 6,08 zł. Tylko naiwni mogą wierzyć, że kara w powyższej wysokości zmusi Francuzów do zrezygnowania z maksymalnych zysków na rzecz poprawy funkcjonowania infrastruktury wodno-kanalizacyjnej. A do niezwłocznego załatwienia są jeszcze kwestie nie mniej istotne, np. likwidacja na niektórych gdańskich osiedlach rur wodociągowych nafaszerowanych… azbestem. Mogę tylko dziękować swojej odporności na niegdysiejsze apele „Budynia” do mieszkańców, aby pili wodę z kranów bo i smaczniejsza, i tańsza od butelkowanej…

Takich przykładów niekompetencji, a czasami wręcz wrogiej wobec mieszkańców działalności Adamowicza oraz jego najbliższych współpracowników są dziesiątki. Część z nich przedstawiłem w rozmowie z dziennikarzem telewizji internetowej „wRealu24.pl”. Tyle, ze sztabowcy G. Brauna zorganizowali tę rozmowę w przedostatni dzień kampanii. Jej skuteczność można zatem porównać do kadzidła dla umarłego.

Zwłaszcza, że to nie ja, a sam kandydat miał przedstawiać swoim potencjalnym wyborcom fakty, o których mówiłem podczas naszego pierwszego i jedynego spotkania. Mnie akurat promowanie swojej osoby zupełnie nie interesowało. Najważniejszy był tu bowiem Gdańsk i wielka szansa na rozbicie, a przynajmniej wzruszenie skamienieliny zwanej układem gdańskim.

Nie rozumiem też, dlaczego G. Braun nie odwołał się do wsparcia ze strony licznej i najlepiej zorganizowanej, a przy tym od wielu lat jednoznacznie „antybudyniowej” rzeszy członków „Solidarności”, zarówno stoczniowców, jak i pracowników innych przedsiębiorstw Gdańska. To byłby nie tylko cenny elektorat sam w sobie ale także cenny partner w docieraniu do innych mieszkańców miasta.

Niestety, wygrał wariant z Formelą. Oprócz wyświechtanych haseł o siedmiu mieszkaniach i sprzedanym GPEC-u (tych samych jakimi kilka miesięcy wcześniej posługiwał się przegrany kandydat PiS, Kacper Płażyński), najwymowniejszym śladem tego sojuszu okazała się specjalna gazeta przedwyborcza. Wypisz, wymaluj duplikat „Gazety Gdańskiej” , wydawanej przez Formelę. Ten sam format, ten sam papier, a i zawartość merytoryczna podobna, a czasami taka sama. I jeszcze ta wzmianka zamieszczona przez Komitet Wyborczy Wyborców Grzegorza Brauna w redakcyjnej stopce: „Podziękowania dla Gazety Gdańskiej oraz Pomorskiej Izby Przemysłowo-Handlowej za zgodę na udostępnienie materiałów i wytrwałą walkę z >>układem gdańskim<<”.

Efekty znamy. Ale jeszcze gorsze mogą być ich konsekwencje dla tych spośród gdańszczan, który tak aktywnie i z takim zaangażowaniem włączyli się w pomoc G. Braunowi. Ponad 82-procentowe poparcie dla A. Dulkiewicz daje jej wyjątkowo mocne argumenty w deklarowanym kontynuowaniu budyniowej strategii dalszego niszczenia substancji grodu nad Motławą i oddawania go w pacht różnej maści hochsztaplerom oraz dewiantom. Mówiąc krótko – należy spodziewać się wszystkiego najgorszego.

Nie bardzo potrafię wytłumaczyć sobie tak egzotyczny związek, jak G. Braun i M. Formela. Co o nim zadecydowało? Pójście tego pierwszego na łatwiznę i sięgnięcie po już gotowy – choć z gruntu nieskuteczny (vide: K. Płażyński) – szablon propagandowy, przygotowany przez lewaka i aferzystę w jednym? Założenie, że cały start w gdańskich wyborach ma służyć tylko dalszemu promowaniu swojej osoby z użyciem coraz bardziej irytującego słowotoku,? A może jakiś układ z partnerem daleko mocniejszym niż Formela, zainteresowanym, aby dotychczasowego układu gdańskiego nie naruszyć?

Nie lekceważyłbym ostatniej z wymienionych tez. M. Formela od prawie trzech lat robi za „cyngiel” Prawa i Sprawiedliwości. Jego gazeta utrzymuje się dzięki solidnemu wsparciu finansowemu ze strony kilku spółek Skarbu Państwa pozostających, jak wiadomo, pod pełną kontrolą ekipy J. Kaczyńskiego. Działacz SLD i redaktor w jednym odwdzięcza się, jak może, atakując PiS-owskich przeciwników nie tylko na łamach swojego tytułu, ale przede wszystkim w telewizji publicznej z nazwy. Widzowie spoza Wybrzeża często mogą oglądać go w telewizji ogólnopolskiej, głównie TVP Info. Ale to drobiazg wobec częstotliwości eksponowania M. Formeli i jego łatwych do przewidzenia poglądów w lokalnej TVP3 Gdańsk. Czasami aż boję się otwierać lodówkę…

G. Braun widocznie takich obaw nie ma. Jego prawo. Ja skorzystam ze swojego, nie zachowując nawet cienia wiary w prawdziwość intencji, jakie – publicznie i oratorsko atrakcyjnie – przedstawia.

Tekst i zdjęcia:
Henryk Jezierski
(06.03.2019)

Henryk Jezierski

inż. Henryk Jezierski
Wydawca, Redaktor Naczelny
MOTO.media.pl (http://moto.media.pl/)


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Modlitwa przeciw satanistce Abramowicz, która nawiedzi Polskę

ad

Strona główna &gt Polska &gt Modlitwa przeciw satanistce Abramowicz, która nawiedzi Polskę Modlitwa przeciw satanistce Abramowicz, która nawiedzi Polskę Jan Polska, Wyróżnione 2

O Abramowicz pisałem przy okazji tzw duchowego gotowania. Przypominam! To są niebezpieczne, duchowe i satanistyczne sprawy: To jest … artyzm Abramovic, czyli tzw duchowe gotowanie.

Czy wiecie jak się to nazywa? To nie tylko forma “artyzmu”. To jest także rytuał okultystyczny nazywany “spiritual cooking”, czyli inaczej duchowe gotowanie.

Nie wiem czy pamiętacie, ale przewodniczący kampanii pani Hilarowej Clinton John Podesta został właśnie zaproszony na “kolację do gotowania potraw” autorstwa Mariny Abramovic, by wziąć udział w okultystycznym rytuale założonym przez satanistę Aleistera Crowleya.. W e-mailu z dnia 28 czerwca 2015 r. Abramovic napisała: “Nie mogę się doczekać kolacji Spirit Cooking u mnie. Tony Podesta przekazał następnie e-mail do swojego brata Johna Podesta (przewodniczącego kampanii Hillary Clinton), pytając go: “Czy jesteś w Nowym Jorku w czwartek 9 lipca Marina chce, żebyś przyszedł na obiad”.

Czym jest “gotowanie duchowe”?

Gotowanie duchowe odnosi się do “sakramentu w religii Thelemy, który został założony przez Aleistera Crowleya” i obejmuje okultystyczne wykonanie, podczas którego krew menstruacyjna, mleko kobiece, mocz i plemniki są używane do stworzenia “obrazu”…..

Artyzm czy satanizm? Chyba tylko człowiek opętany może uwierzyć w artyzm.

Według Mariny Abramovic, jeśli rytuał odbywa się w galerii sztuki, jest to po prostu sztuka, ale jeśli rytuał jest wykonywany prywatnie, wówczas reprezentuje intymną ceremonię duchową.

Umieszczony powyżej film przedstawia dziwaczny charakter ceremonii. Abramovic miesza razem gęsto zakrzepłą krew jako “przepis” na “malowanie”, który składa się ze słów: “Z ostrym nożem wyciętym głęboko w środkowym palcu lewej ręki zjadaj ból”.

Ceremonia “ma symbolizować związek między mikrokosmosem, człowiekiem i makrokosmosem, Boskością, która jest reprezentacją jednej z głównych maksym w hermetyzmie” jak wyżej, tak poniżej “.

“Abramovic jest znana ze swojej często krwawej sztuki, która konfrontuje się z bólem i rytuałem. Jej pierwszy występ był wielokrotnie powtarzany. Kolejne przedstawienie pokazało, jak rzuciła paznokcie, paznokcie u rąk i włosy w płonącą pięciopunktową gwiazdę – która ostatecznie wskoczyła do środka, powodując utratę przytomności “, pisze Cassandra Fairbanks.

Gotowanie duchowe jest także “okultystyczną praktyką stosowaną podczas rytuałów kultu seksu”, jak wyjaśniono w książce “Gotowanie w duchu z niezbędnymi recepturami afrodyzjaków” – zauważa Mike Cernovich.

Objawienie, że John Podesta, przewodniczący kampanii Hillary Clinton, jest prawdopodobnie zainteresowany dziwnymi, krwawymi ceremoniami okultystycznymi, było zbyt soczyste, by nawet Wikileaks mogli zignorować.

Kolacja “The Podestas” “Spirit Cooking”? To nie to co myślisz. To krew, sperma i mleko matki. Ale głównie krew “, organizacja napisała na Twitterze.

Gaga zafascynowana… sztuką:

Po kolacji i aukcji, której gospodarzem był Alan Cumming (znany aktor, reżyser i biseksualista), goście tańczyli z kilkoma kobietami nago.

https://www.dailymail.co.uk/tvshowbiz/article-2380831/Lady-Gaga-nonchalant-as-eats-fake-blood-womans-naked-body-art-show.html

Modlitwa zaproponowana przez czytelniczkę w komentarzach.

Będzie potrzebna PILNA modlitwa w piątek o 18.00 (8 marca 2019).
„Pt 8.03.2019 w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu godz. 18 00 odbędzie się zamknięte spotkanie miejscowych elit na satanistycznym wernisażu Mariny Abramowicz (USA), mające na celu poddanie Polski kultowi szatana.

PROŚBA:

Modlimy się by w ciszy modlić do Boga w imię Jezusa o udaremnienie tej wizyty w piątek o godzinie 18.00

Zatrzymajmy Abramowicz modlitwą!

Modlitwa przeciw satanistce Abramowicz, która nawiedzi Polskę.

6.03.2019

Apel o przybycie na miejsce oraz modlitwę różańcową – w Toruniu (za pieniądze także z budżetu ministra Glińskiego) odbędzie się wystawa satanistyczna a 8 marca ma dojść do aktu poddania Polski Szatanowi.

W najbliższy piątek 8 marca w Centrum Sztuki Współczesnej Toruń odbędzie się wernisaż wystawy Mariny Abramovic: https://marina.csw.torun.pl/

Zarówno to „centrum” jak i sama wystawa jest współfinansowana przez ministra Glińskiego o czym świadczą oficjalne informacje o wystawie umieszczone publicznie.

W internecie można znaleźć takie informacje o tej artystce:

Marina Abramovic na tle zdjęcia młodego Aleistera Crowleya

https://mindcontrolblackassassins.files.wordpress.com/2017/01/aaaabramoviccrowley_thumb.gif?w=373&h=473

Aleister Crowley: https://en.wikipedia.org/wiki/Aleister_Crowley

https://www.pch24.pl/nie-dla-promocji-satanizmu–nie-dla-wspierania-przez-ministerstwo-okultystycznej-sztuki-,66617,i.html

Wielki Post to okres zadumy nad dotychczasowym życiem. To dni skruchy, przyznania się przed Miłosiernym Chrystusem do swoich grzechów. Niestety, nie wszyscy dobrze wykorzystują ten czas. Są tacy, którzy zamiast ukorzyć się przed Synem Bożym, propagują mroczne kulty sił ciemności. Co więcej, ich „występy” finansowo wspiera Ministerstwo Kultury państwa tworzonego w większości przez katolików.

Już 8 marca, a więc w pierwszy w tegorocznym Wielkim Poście piątek, w Toruniu odbędzie wernisaż Mariny Abramović. „Artystka” zaprezentuje mieszkańcom miasta, które ma w herbie Anioła, swoje dotychczasowe „osiągnięcia”.

Oscylują one wobec jednej, mrocznej i przerażającej tematyki, a „twórczość” Serbki w sposób jawny i ostentacyjny nawiązuje do satanizmu, okultyzmu, magii i szamanizmu. „Artystka” występuje z głową kozła, pozuje do zdjęć z rogami, nie unika pokazywania się z pentagramem, a nawet przygotowuje torty w kształcie ludzkiego ciała. Abramović jest znana także ze zdjęcia, na którym widzimy ją obok wizerunku Aleistera Crowleya – twórcy „filozofii”, która dała podstawy powstałemu w USA „Kościołowi Szatana”.

Nie dość, że tak obrzydliwa „sztuka” i jej autorka zawitają na polską ziemię – i to w czasie Wielkiego Postu! – to jeszcze wernisaż w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu jest współfinansowany przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Resort jest też oficjalnym partnerem „wystawy” razem z władzami Torunia i województwa kujawsko-pomorskiego.

Czy takich „imprez” oczekiwali Polacy głosujący na partię wicepremiera Piotra Glińskiego? Z całą pewnością nie! Dlatego też mamy prawo domagać się od rządzących ochrony naszego państwa i narodu przed „sztuką” epatującą osobowym złem oraz nawiązującą do mrocznych kultów!

Read more: http://www.pch24.pl/nie-dla-promocji-satanizmu–nie-dla-wspierania-przez-ministerstwo-okultystycznej-sztuki-,66617,i.html#ixzz5hR9ok3D8

Od poniedziałku 4 marca wielu z nas otrzymało sms z apelem o modlitwę w związku z tym wernisażem Mariny Abramovic

Oto fragment tego smsa:

———————————————-

UWAGA
Będzie potrzebna PILNA modlitwa w piątek o 18.00 (8 marca 2019).
„Pt 8.03.2019 w Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu godz. 18 00 odbędzie się zamknięte spotkanie miejscowych elit na satanistycznym wernisażu Mariny Abramowicz (USA), mające na celu poddanie Polski kultowi szatana. PROŚBA: spontanicznie zbieramy się w tym czasie wokół budynku CSW, by w ciszy modlić się różańcem. Kto nie może – niech łączy się na Mszy Św. lub w domu. Panie, przebacz Polakom … /…/
Proszę roześlijcie dalej wiadomość.”

Za: http://krucjatarozancowazaojczyzne.pl/?p=7251

5.03.2019

Jan


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Bartosz Poznański: Żołnierze Wyklęci nie walczyli o bazy USA

asun

Strona główna &gt Polska &gt Bartosz Poznański: Żołnierze Wyklęci nie walczyli o bazy USA Bartosz Poznański: Żołnierze Wyklęci nie walczyli o bazy USA AdRo203 Polska 2

Minęły już czasy, gdy Żołnierze Wyklęci znani byli wyłącznie garstce zapaleńców – głównie historyków i działaczy społecznych. Kilka lat temu – dzięki staraniom nacjonalistów — rozpoczęła się moda na poznawanie ich historii, promowanie jej i utożsamienie z podejmowanymi działaniami.

Doprowadziło to do sytuacji, gdy wuchta dzieciaków ubierała się w bluzy, koszulki i inne elementy garderoby z krzyżem NSZ lub symbolami Zrzeszenia WiN itp. Jako że akcja rodzi reakcję, bardzo szybko Żołnierze Wyklęci dorobili się grona hejterów. Skupionych obecnie głównie wokół KOD, Obywateli RP i podobnych im grup będących beneficjentami systemu wprowadzonego na terytorium Polski przez stalinowskie bagnety. Ostatecznie dzisiaj niemal każdy obywatel Polski zna losy najważniejszych członków i oddziałów antykomunistycznego podziemia – nie zależnie od tego, jak je interpretuje.

Społeczny fenomen – za jaki należy uznać kult żołnierzy wyklętych – prędzej czy później musiał zmierzyć się z wyzwaniem zawłaszczenia go przez polityków. SLD od początku atakowało Łupaszkę, Burego, Ognia i innych. Zarzucało im zbrodnie porównywalne z oddziałami SS lub NKWD. Wrodzony krytycyzm wobec mainstreamu – wśród młodego pokolenia – pozwolił jednak spacyfikować działania polityków Sojuszu. Umożliwiło to bagatelizującą postawę wobec Wyklętych przez członków rządzącej wówczas koalicji PO- PSL. Większym zagrożeniem dla dbania o pamięć o bohaterach okazało się przejęcia władzy w państwie przez atlantycko- syjonistyczną partię, czyli Prawo i Sprawiedliwość.

Partia Kaczyńskiego postanowiła wykorzystać los ŻW oraz narastający sprzeciw do działań rządy Platformy Obywatelskiej, aby przypodobać się młodzieży wśród której nie miała wówczas najwyższych notowań. Początkowo politycy PiS starali się angażować w istniejące od lat wydarzenia mające na celu promowanie i celebrowanie pamięci o bohaterach podziemia. Z czasem jednak część z tych inicjatyw upaństwowiono (np. w Poznaniu czy Gorzowie Wielkopolskim). W innych miastach rządząca partia tworzyła własne obchody. Często jako konkurencja do tych organizowanych przez oddolne, społeczne inicjatywy. Po przejęciu kontroli nad TVP rządzący mogli zacząć tworzyć propagandowy wizerunek, że wyłącznie oni organizowali, dbali i rozwijali pamięć o herosach podziemia. Pozwoliło to na bardzo groźny zabieg manipulowania faktami. Narracja polityków PiS oraz ich medialnych funkcjonariuszy kreowała działania rządu jako spełnienie marzeń żołnierzy WiN, NZW itd. O ile antykomunistyczne wzorce są całkowicie zrozumiałe o tyle inne postawy są nie tylko niezrozumiałe, ale całkowicie sprzeczne z ideami Żołnierzy Niezłomnych. Najbardziej sztandarowym przykładem takiego myślenia jest oczywiście stosunek PiS do USA. III RP ponosi szereg upokorzeń wizerunkowych ze strony USA oraz Izraela, podczas gdy rząd Polski finansuje szereg inicjatyw służących interesom obu państw. Dodatkowo deklaruje także sfinansowanie tzw. „Fortu Trump”, czyli amerykańskiej bazie na terytorium Polski. Od momentu przejęcia władzy przez partię Kaczyńskiego co roku w okolicach 1 marca, ale także 1 sierpnia, czołowi przedstawiciele partii wygłaszają propagandowe slogany o tym, że amerykańskie bazy wojskowe byłby spełnieniem marzeń żołnierzy AK, BCh, NSZ, NZW itp. Jest to oczywiste kłamstwo. Żołnierze Wyklęci walczyli przeciwko sowieckiemu najeźdźcy oraz jego krajowym pachołkom właśnie z powodu obecności obcej armii na terenie kraju. Armii, która dbała o to, aby Polacy nie obalili siła narzuconego reżimu. PPR, a później PZPR miała wobec ZSRS, Armii Czerwonej i NKWD tak samo wiernopoddańczy stosunek, jak PiS do Stanów Zjednoczonych oraz US Army. Obecnie Amerykanie pacyfikują nieodpowiadające im działania rządu polskiego wyłącznie za pomocą nawet nie dyplomacji, ale zwykłego zwrócenia uwagi, że konkretne ustawa im nie odpowiada. To zupełnie wystarczy, aby PiS wycofał się ze sprzecznych z amerykańskim interesem działań, nawet jeżeli służą one polskiemu interesowi narodowemu. Wobec tego USA nie musi odwoływać się do bardziej bezpośrednich działań. Nietrudno – zważywszy na istniejące obecnie ustawy – wyobrazić sobie jak Amerykanie (zwłaszcza ich służby) zaczynają używać metod, jakie po 1944 używali komuniści. Owszem Żołnierze Wyklęci walczyli ze wschodnim najeźdźcą za potomka, którego uznać należy Federację Rosyjską. Owszem pokładali nadzieję w zachodnich sojusznikach, którym tak jak i obecnie przewodziło USA. Na tym, jednak podobieństwa się kończą. Z całą pewnością marzeniem żołnierzy Narodowego Zjednoczenia Wojskowego nie było zastąpienia sowieckiej armii przez jankeską. Walczyli bowiem oni – jak wskazuje nawet część szyldów – o wolność, niepodległość i niezawisłość Państwa Polskiego. Okupacja jest okupacją. Niezależnie od tego, kto jej dokonuje. Żołnierze Wyklęci nie walczyli także o obecność Polski w Pakcie Północnoatlantycki. W 1944, kiedy podziemie walczyło z komunistami po pierwsze NATO jeszcze nie istniało, a po drugie II RP wciąż miała ważne – przynajmniej w teorii – sojusze z Wielką Brytanią, Francją itp. Czy pragnęliby zastąpienia tamtych porozumień przez obecne? Śmiem wątpić. Przykład antykomunistycznego podziemia pokazuje także – po raz kolejny w historii Polski – czym się kończy oczekiwanie na pomoc „sojuszników”. Tak samo w 1939, 1945 a z pewnością także i w 2019 roku zachodni sojusznicy nie kiwnęliby palcem, aby ratować Polskę przed zbrojną agresją sąsiadów. Ich przykład pokazuje, że bezpieczeństwo Polakom zapewnić może wyłącznie silna, polska armia. Na tym polu najbardziej antyrosyjsko – i to nie tylko w sferze retoryki – nastawiony rząd polski po ’89 nie może się pochwalić żadnymi realnymi osiągnięciami. Jest to jednak temat na oddzielny artykuł. Innym zagrożeniem dla młodego pokolenia Polaków jest bezkrytyczne podejście do walki Wyklętych z najeźdźcą. W większości partyzanci walczyli, ponieważ wiedzieli, że jeśli nie będą tego robić i się ujawnią to czeka ich kara śmierci, a wcześniej tortury w ubeckich katowniach. PiS robi z nich ideał Polaków oddających życie za Ojczyznę nawet za przegraną sprawę – za taką należy uznać niepodległość Polski po ponownym wejściu do niej Armii Czerwonej. Ideał ten stoi w sprzeczności ze wzorcem proponowanym przez narodowych radykałów, czyli Polaka umiejącego poświęcić swoje życie i pracę dla dobra Narodu i Ojczyzny. Wzorzec ten tuż po wojnie propagował także kardynał Stefan Wyszyński, który powiedział m.in. „Sztuką jest umierać dla Ojczyzny, ale największą sztuką jest dobrze dla niej żyć”. Podsumowując należy pamiętać o prawdziwym dziedzictwie Żołnierzy Wyklętych i nie dać manipulować swoją opinią na ten temat przez polityków i będących na ich usługach medialnych klakierów. Niezależnie od tego, jaką stronę politycznego sporu w Polsce oni reprezentują. Pamięć o ich czynach jest ważna, lecz nie może ona przesłaniać współczesnych zagrożeń oraz wyzwań, przed jakimi stoi naród polski. Za: https://kierunki.info.pl/bartosz-poznanski-zolnierze-wykleci-nie-walczyli-o-bazy-usa/ Data publikacji: 4.03.2019 AdRo203

żołnierze niezłomni
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Rząd przyznaje, że 5G to technologia eksperymentalna

a-21-1200x630

Strona główna &gt Zdrowie &gt Rząd przyznaje, że 5G to technologia eksperymentalna Rząd przyznaje, że 5G to technologia eksperymentalna a303 Zdrowie 0

Brytyjskie Ministerstwo ds. Cyfryzacji, Kultury, Mediów i Sportu przekazało zaskakującą informację: resort przyznał, że „5G jest technologią eksperymentalną” oraz że nie przeprowadził dla niej żadnych ocen ryzyka i oddziaływania na zdrowie człowieka, w tym osób szczególnie wrażliwych. Ministerstwo potwierdziło, że technologia 5G nie jest objęta żadnym ubezpieczeniem komercyjnym w zakresie ewentualnych roszczeń, jakie mogłyby z tego powodu wyniknąć.

Różnice techniczne sieci bezprzewodowych

Na stronie internetowej ministerstwa można przeczytać, że jest ono odpowiedzialne za „przeprowadzenie cyfrowej rewolucji” oraz „realizację ambitnego programu wdrożenia komunikacji cyfrowej” na terenie całego Zjednoczonego Królestwa. Resort dodaje, że: „podstawową rolą rządu będzie prowadzenie polityki i tworzenie legislacji, które zapewnią odpowiednie warunki do uruchomienia i rozwoju sieci 5G.” Jak dotąd na projekty w tym temacie brytyjskie władze zdążyły wydać już ponad 1 miliard funtów.

Prawo do informacji

Ministerstwo przekazało przedmiotową informację na wniosek o dostęp do informacji publicznej. Pytanie zadane we wniosku brzmiało: „Jakie oceny oddziaływania przeprowadzono dotychczas, a jakie ministerstwo ma zamiar przeprowadzić w związku z planowaną i istniejącą infrastrukturą 5G w Północnej Irlandii?”

W odpowiedzi resort napisał: „Ministerstwo nie posiada informacji w pytanym zakresie. Informujemy, że 5G jest technologią eksperymentalną, która ma zapewnić szybszą i pewniejszą łączność oraz umożliwić przesył większej ilości danych, zmniejszenie opóźnień i obsługę większej ilości połączeń. Nie przewiduje się, by miała ona szkodzić bardziej osobom szczególnie wrażliwym, niż pozostałym.”

Odpowiedź ministerstwa na wcześniejsze podobne pytanie, tyle że dotyczące ocen ryzyka brzmi: „Departament nie posiada informacji w pytanym zakresie. Należy zwrócić uwagę, że realizowany przez nas program testowy nie jest prowadzony w Północnej Irlandii.”

Okazuje się zatem, że brytyjski rząd wydał ponad miliard funtów, by „sprawdzić wyzwania, jakie stoją przed, oraz korzyści, jakie można uzyskać z” technologii eksperymentalnej (!) nie przeznaczając ani jednego pensa na zbadanie jej bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę brak ocen ryzyka i ocen oddziaływania, prawdopodobnie nie przyszło im to nawet do głowy!

Być może nie powinno to dziwić, skoro podstawową rolą rządu ma być „prowadzenie polityki i tworzenie legislacji, które zapewnią odpowiednie warunki do uruchomienia i rozwoju sieci 5G”… Dla tych, co pozostawali pod wpływem iluzji, że głównym zadaniem władz jest zapewnienie obywatelom bezpieczeństwa, w tym ochrona osób szczególnie wrażliwych, oraz działania na rzecz interesu publicznego, może być to spore zaskoczenie.

Brak reakcji na obawy opinii publicznej

Działająca przy brytyjskim Ministerstwie Zdrowia agencja Public Health England wielokrotnie odprawiała z kwitkiem obywateli, niezależnych lekarzy i ekspertów, którzy zgłaszali swoje obawy związane z siecią 5G. Tymczasem ich niepokój nie był bezzasadny. W 2017r. ponad 180 naukowców z 35 krajów podpisało się pod apelem o wprowadzenie natychmiastowego moratorium na rozwój tej technologii, dopóki jej bezpieczeństwo nie zostanie w pełni udowodnione.

Niepokój społeczny wynika przede wszystkim z przewidywanego wzrostu ekspozycji na promieniowanie pochodzące od wielu nowych anten, które są potrzebne do prawidłowego działania technologii 5G. Tym bardziej, że coraz trudniej będzie się przed tym promieniowaniem schować, także osobom najbardziej wrażliwym tj. kobietom ciężarnym i dzieciom.

Kryzys zdrowia publicznego na ogromną skalę

Inne obawy dotyczą częstotliwości mikrofalowej, używanej przez 5G, które oddziałują na gruczoły potowe skóry, a także mogą powodować szereg takich zaburzeń jak: arytmia, zmienność rytmu serca, choroby bakteryjne, spadek odporności czy nieprawidłowości w rozwoju płodu.

Oczywistym jest, że nie uwzględniając na tym etapie wdrażania nowej technologii tak poważnych zagrożeń, brytyjski rząd szykuje swoim obywatelom kryzys zdrowia publicznego na niespotykaną dotąd skalę. I ponosi za to pełną odpowiedzialność.

Tłumaczenie: Xebola

Źródło oryginalne: DigitalSurvivor.uk

Źródła polskie: Xebola.wordpress.com

a303

„Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa” – Jezus Chrystus do żydowskich faryzeuszy w Ewangelii św. Jana 8:44


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Niszczenie górnictwa to zdrada Polski

a-2

Strona główna &gt Polska &gt Niszczenie górnictwa to zdrada Polski Niszczenie górnictwa to zdrada Polski Jerzy Ulicki-Rek Polska 0

Prawo i Sprawiedliwość walczyło o upamiętnienie ofiar katastrofy smoleńskiej przez osiem lat, w końcu udało się…powstał pomnik. Obywatelski Komitet Obrony Polskich Zasobów Naturalnych o polskie górnictwo walczy już trzy lata, ale ciągle są likwidowane kolejne kopalnie, być może zostanie zlikwidowanych jeszcze 5 kopalń. Która będzie następna – górnicy?

Czas nam się kończy, już niedługo, może za kilka miesięcy będzie za późno. Dlatego apeluję do wszystkich Polaków, którzy mogą się przyczynić do odwrócenia tej sytuacji aby przestali się bać. Czekamy na Wasze wsparcie, aby zatrzymać szaleństwo które wszystkich nas Polaków pogrąży na pokolenia. Bez taniej energii nie będziemy mieli możliwości szybkiego rozwoju i bogacenia się narodu polskiego. Mamy jechać za kilka dni do Ministerstwa Energii na rozmowy z min. Grzegorzem Tobiszowskim, dlatego ten apel, aby ujawniła się grupa ekspertów, naukowców, znawców tematu polskiego górnictwa, aby wsparli nas swoim autorytetem, bo sami możemy nie dać rady. Plan likwidacji polskiego górnictwa jest z konsekwencją realizowany. Już bardzo dużo ludzi z całej Polski, Polonia Amerykańska walczy o kopalnię Krupiński. Powiadomimy wszystkich parlamentarzystów o sytuacji polskiego górnictwa. Nie będą mogli powiedzieć, że nie wiedzieli.

Przypominam art.231 kk – Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Mija rok od tamtego momentu. Nic się nie zmienia, polskie górnictwo jest dalej likwidowane! Już sprowadzamy z zagranicy 19,6 mln ton węgla. Minister znalazł wymówkę, nie spotkał się z OKOPZN. Kolejna dyspozycja premiera aby ministrowie ME spotkali się z nami została zignorowana przez ministra! Ot taki kraj, robią co chcą bo naród śpi!

Niesłychany tupet ministra Tobiszowskiego! Co innego mówią rządzący, a co innego robią! Tworzą nam matrix, ale my nie chcemy w tym żyć! Czas na ludzi kompetentnych, polskich patriotów! Bajki ministra pod linkiem:

  • Za węglem stoi człowiek, jego życie i wysiłek , NetTG.pl, 2 marca 2019.

Niezależni eksperci z Ogólnopolskiego Komitetu Obrony Polskich Zasobów Naturalnych z Krzysztofem Tytko mają konkretny projekt.

Projekt OKOPZN bez cienia wątpliwości ma wielokrotnie wyższą stopę zwrotu od projektu dotyczącego repolonizacji 30% akcji Banku PKO SA za ok. 10 mld zł, repolonizacji aktywów EDF za około 4,25 mld zł i od inwestycji PFR około 800 mln zł w blok energetyczny w Jaworznie, będący pod kontrolą spółki „Tauron” SA, w której Skarb Państwa utracił już kontrolę. Nakłady inwestycyjne na realizację przedstawionego przedsięwzięcia są niewspółmiernie niskie w stosunku do ww. projektów, które już zrealizowano.

Przeczytaj więcej:

Spotkanie z premierem Morawieckim ws. omówienia projektu budowy instalacji pilotażowych podziemnego zgazowania węgla – WNET.FM, 24 stycznia 2018.

I jeszcze najnowsze. Tekst pana Wojciecha Błasiaka z OKOPZN:

Wszystkie kolejne rządy realizują plan niszczenia polskiego górnictwa, łącznie z rządem PiS! To zdrada interesu polskiego społeczeństwa, zdrada Polski! Nie potrafimy tego powstrzymać, bo górnicy nie chcą walczyć o polskie kopalnie i złoża węgla.

Bank Światowy: plan zniszczenia polskiego węgla?

Rzeczywistym bowiem, a ukrywanym jej celem, było wyeliminowanie Polski jako wielkiego eksportera węgla kamiennego z rynków światowych w interesie głównych konkurentów polskiego węgla czyli przede wszystkim USA, Australii, Kanady i RPA. Tezę tę, już w 1990 roku jako jedyny głosił doc. Kraus.

Był to program restrukturyzacji opracowany przez Bank Światowy, a de facto departament handlu rządu USA, a realizowany w latach 1989 – 2003 przez kolejne polskie rządy, zarówno postsolidarnościowe, jak i postkomunistyczne. Chodziło o przejęcie tradycyjnych polskich rynków zbytu, w tym nade wszystko w Europie, gdzie polski węgiel był konkurencyjny ze względu na rentę transportową.

Gra szła o 1 do 1,5 mld USD rocznie uzyskiwanych przez Polskę z eksportu węgla.

Polska, w zamierzeniach Banku Światowego, miała zostać na trwale wyeliminowana jako wielki eksporter ze światowych, a szczególnie europejskich rynków węgla kamiennego i przekształcić się w importera węgla netto.

W rezultacie tej niszczącej restrukturyzacji Polska z wielkiego eksportera światowego węgla kamiennego na poziomie ponad 30 mln ton w 1990 roku, stała się ostatecznie od 2008 roku jego importerem netto w wysokości ponad 10 mln ton. Bezpośrednie i pośrednie straty ekonomiczne, w długookresowym horyzoncie czasu, szacuję na rząd kilkuset miliardów złotych.

Punktem wyjścia niszczenia ekonomicznego i fizycznego polskiego górnictwa węgla kamiennego był również plan Balcerowicza, w którym założono, że urzędowe ceny węgla będą kotwicą inflacji. Tak jak i w przypadku stałego kursu dolara, rzeczywisty cel był inny i ukryty. Narzucone ceny urzędowe poniżej kosztów wydobycia uczyniły wydobycie węgla kamiennego nierentownym finansowo już na starcie, mimo obiektywnej wysokiej rentowności ekonomicznej.

I w następnych latach stale w sposób celowy utrzymywano ceny zbytu węgla dla energetyki poniżej kosztów jego wydobycia.

Polskie rządy jawnie niszczyły kopalnie

To celowo tworzone zadłużenie kopalń, było następnie argumentem na rzecz ich fizycznej likwidacji. Kopalnie niszczono fizycznie zasypując szyby wydobywcze czy zamulając przygotowane do wydobycia pokłady węgla. Kopalń nie zatapiano tak jak w Wielkiej Brytanii, czy w II Rzeczypospolitej. Kopalnię zatopioną można bowiem szybko przywrócić do życia.

Kopalnie z zasypanymi szybami wydobywczymi i zamulonymi i zasypywanymi pokładami wydobywczymi – już nie.

Szczególnie wielkiej dewastacji dokonał rząd Jerzego Buzka i Leszka Balcerowicza w latach 1998 – 2001.

W ramach programu autorstwa Andrzeja Karbownika i Janusza Steinhoffa zlikwidowano 24 kopalnie, ograniczając wydobycie o 32 mln ton i zwalniając z pracy blisko 100 tys. górników. Opinia publiczna była poddana stałej dezinformacji o nierentowności wydobycia węgla w Polsce, konieczności zamykania kopalń i zwalniania górników.

Nieformalna cenzura była tak szczelna, że przez kilkanaście lat z rzędu nie istniała jakakolwiek możliwość dotarcia do opinii publicznej z prawdą o tym, jaki był rzeczywisty cel tej niszczycielskiej restrukturyzacji.

Proces niszczenia górnictwa był realizowany przez wszystkie rządy postsolidarnościowe i postkomunistyczne, aż do 2004 roku. Wtedy to eksplozja światowych cen węgla rzędu stu kilkudziesięciu procent w okresie półrocznym, czyniła absurdalnymi wszelką argumentację o nierentowności wydobycia węgla w Polsce.

Proces ten był realizowany mimo protestów społecznych w kopalniach, organizowanych głównie przez Wolny Związek Zawodowy „Sierpień 80’”. Skuteczna zaś kontrola polityczna i medialna programu restrukturyzacji przez kilkanaście lat, mimo zmieniających się również personalnie rządów postsolidarnościowych i postkomunistycznych, pozwala sformułować tezę o istnieniu jednego i tego samego ośrodka sterującego restrukturyzacją.

Ośrodka wykorzystującego na skalę państwa ukrytą sieć wewnętrznej agentury wpływu, działającej pod przykryciem w systemie gospodarczym, politycznym i medialnym. I to za jej pośrednictwem można było sprawować tak skuteczną długofalową kontrolę nie tylko restrukturyzacji górnictwa, lecz i całości przekształceń gospodarczych, w tym szczególnie własnościowych, w warunkach formalnej demokracji politycznej i wolności słowa.

Wojciech Błasiak

Źródło: Bogdan Gizdoń – FB, 4 marzec 2019.

Jerzy Ulicki-Rek

https://www.polskawalczaca.com/


Read the full article – wolna-polska.pl