imalopolska

najnowsze wiadomości

admin

admin

Polska

Szlęzak: Paranoja polityki historycznej

Strona główna &gt Polska &gt Szlęzak: Paranoja polityki historycznej Szlęzak: Paranoja polityki historycznej Ogarek Polska 4

Kolejne rocznice wybuchu powstania warszawskiego dostarczają coraz większych absurdów z tym związanych. Aż się nie chce o tym pisać, bo ile faktów, ile logicznych wniosków pokazujących polityczny i militarny bezsens tego wydarzenia się wysunie, to w odpowiedzi pojawia się coraz większe zakłamywanie faktów i coraz bardziej absurdalne i pokręcone interpretacje.

Oczywiście w tym zakłamywaniu faktów i pokręconych interpretacjach nie do pobicia są dziennikarze, publicyści i politycy PiS-u. Ci ludzie dokonują zbrodni na świadomości historycznej i politycznej dużej części Polaków. Jest tak począwszy od najgłośniejszej propagandowej tuby PiS-u, czyli od Tomasza Sakiewicza, którego powiedzenie o tym, że powstanie warszawskie jest z roku na rok coraz bardziej zwycięskie jest mistrzowskim paradoksem i jednocześnie szczytem manipulacji bodaj nawet dziesięciolecia. Tuż za Sakiewiczem podąża konkurencyjna pisowska tuba, czyli Jacek Karnowski, który bredzi o porównaniu powstania warszawskiego z katastrofą smoleńską. Sakiewicz i Karnowski wychodzą na bezwstydnych propagandzistów, którzy w dość prymitywny sposób próbują manipulować i zakłamywać prawdę. W ich przypadku można to jakoś zrozumieć, choć ani trochę usprawiedliwić. Po prostu tyle na tym zarobią, co nakłamią.

Niestety, ten już chyba stan umysłu niczym afrykański pomór świń na polskiej wsi, opanowuje umysły na coraz niższych szczeblach pisowskiej władzy. W Przemyślu na uroczystości w rocznicę wybuchu powstania pani wicewojewoda podkarpacka Lucyna Podhalicz porównała powstanie warszawskie do bitwy warszawskiej 1920 roku i stwierdziła, że dzięki powstaniu Sowieci kilka miesięcy później zdobyli Berlin. Nie znam pani Podhaliczowej i nie wiem czy jest idiotką, ale na pewno jest nieukiem i opowiada bzdury jak idiotka. Być może jednak pani Podhalicz wyraża jakieś awangardowe trendy w polityce historycznej PiS-u. Wszak nie tylko w Przemyślu uważana jest za protegowaną marszałka Sejmu Marka Kuchcińskiego, a ten od czasu pogawędek z reprezentantem jednocześnie najbardziej zbrodniczego i antypolskiego skrzydła OUN – UPA może być uznawany za kreatora awangardowych trendów w polityce historycznej PiS-u.

Nie wiem w ilu miejscach pisowscy propagandyści i niedouczeni politycy opowiadają takie nomen omen historie. Oni już o parę wielkości przeskoczyli propagandę i kłamstwa dotyczące II wojny światowej głoszone w okresie PRL-u, a były to absolutne rarytasy jak choćby 17 września 1939, jako wyzwolenie przez armię sowiecką Ukraińców i Białorusinów czy Katyń jako zbrodnia niemiecka. Zresztą sam “Katyń” w polityce historycznej PiS-u jest już w cieniu “Smoleńska” i w tym kontekście – jakby powiedział Sakiewicz – z roku na rok coraz mniej tragiczny.

A Państwo słyszeliście jakieś “twórcze” oceny powstania warszawskiego?

Andrzej Szlęzak

Za: https://konserwatyzm.pl/szlezak-paranoja-polityki-historycznej/

Data publikacji: 6.08.2018

III RPkomedia patriotyzmuPartia interesów Syjonistycznychpranie mózgusyjonistyczna propaganda
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Świat jest inny odc. 80 – Radźcie sobie sami

asx

Strona główna &gt Zdrowie &gt Świat jest inny odc. 80 – Radźcie sobie sami Świat jest inny odc. 80 – Radźcie sobie sami Ogarek Zdrowie 5

Dr Jerzy Jaśkowski : Fałszerstwa w dziedzinach medycznych to w naszym kraju standard. Tylko dlaczego ludzie którym płacimy, nie odpowiadają prawnie za takie oszustwa ?

Opublikowano: 6.08.2018

Jaśkowskimasowe mordy szczepionkowemedyczne ludobójstwo
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Katolicki naród bez Boga w hymnie ? Czy to nie czas na zmiany ?

a5c

Strona główna &gt Polska &gt Katolicki naród bez Boga w hymnie ? Czy to nie czas na zmiany ? Katolicki naród bez Boga w hymnie ? Czy to nie czas na zmiany ? Jan Polska, Wyróżnione 9

My, Polacy byliśmy i w dalszym ciągu jesteśmy narodem katolickim, a mimo to nie mamy w hymnie odwołania do Boga. W naszym godle nie ma krzyża, a konstytucja jest pozbawiona „Invocatio Dei” – mówi w rozmowie z PCh24.pl prof. dr. hab. Marek Kornat (Historyk, prof. PAN i UKSW).

Dlaczego w polskim hymnie nie ma ani jednego odwołania do Pana Boga? „Mazurek Dąbrowskiego” wyrósł z dziedzictwa oświecenia, które charakteryzowało polski patriotyzm doby porozbiorowej. Wyróżniał się on zdystansowanym nastawieniem do dziedzictwa Polski katolickiej, czyli „córki Kościoła” i państwa szczycącego się ideą „Polonia Semper Fidelis”. Mówiąc wprost: ci, którzy podnieśli sztandar walki o niepodległość naszej ojczyzny bardziej ufali w ziemskie siły niż w pomoc z nieba. Ich zdaniem bardziej realne skutki dla Polski mogła przynieść pomoc Francji i dlatego odwoływali się w swej znacznej części do nauki jakobinów, a nie do nauki Jezusa Chrystusa. Jaką rolę w tworzeniu hymnu odegrała masoneria? Biorąc pod uwagę, że Józef Wybicki – autor polskiego hymnu – był wolnomularzem odpowiedź jest prosta: ogromną. Stworzył on bowiem tekst, który całkowicie abstrahuje od instancji wyższych niż ziemskie, co dla wielu polskich katolików jest problemem. Może więc najwyższy czas zmienić hymn? Niestety, ale w mojej ocenie dzisiaj nie możemy tego zrobić! Dlaczego? Z prostego powodu: to właśnie „Mazurek Dąbrowskiego” prowadził polskich żołnierzy na wszystkich frontach przez 220 lat. Z tymi słowami na ustach ginęli polscy patrioci. Nie możemy o tym zapomnieć i właśnie dlatego uważam, że nie możemy zmienić hymnu. To tak, jakbyśmy powiedzieli, że należy zmienić biało-czerwoną flagę na zielono-niebieską i zakomunikowali, że od teraz to są polskie barwy narodowe. Nie jestem w stanie sobie czegoś takiego wyobrazić. Jak „Mazurek Dąbrowskiego” stał się hymnem Polski? Stało się to na mocy rozporządzenia, jakie 26 lutego 1927 r. wydał ówczesny minister spraw wewnętrznych Felicjan Sławoj Składkowski. Podkreślam: wybór „Mazurka Dąbrowskiego” na hymn Polski nie odbył się na zasadzie głosowania w Sejmie. Nie było żadnej ustawy, ani żadnej debaty. To rozporządzeniem ministerialnym ustalono hymn Rzeczypospolitej. Warto podkreślić również, że w latach dwudziestych do miana hymnu Polski kandydowały przynajmniej cztery pieśni: „Bogurodzica”, „Rota”, „Boże, coś Polskę” i właśnie „Mazurek Dąbrowskiego”. Piłsudczycy nie mieli najmniejszych wątpliwości, że możliwa jest tylko i wyłącznie ta ostatnia opcja i stąd taka a nie inna decyzja. Skąd ta decyzja? Dlaczego kwestia hymnu została rozstrzygnięta rozporządzeniem? Dlaczego nie „postawiono” np. na „Boże, coś Polskę”? Jeśli chodzi o hymn „Boże, coś Polskę”, to powstał on w czasach, kiedy na mocy uchwał kongresu wiedeńskiego i jego aktu końcowego proklamowane zostało utworzenie Królestwa Polskiego pod berłem Aleksandra I. W rzeczywistości był to de facto reżim ustanawiający wieczystą, czyli nierozerwalną unię dynastyczną. Kluczowa fraza pierwotnej wersji hymnu „Boże, coś Polskę” nie brzmiała wówczas „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”, tylko „Naszego Króla pobłogosław Panie”, czyli Polacy śpiewali, żeby pobłogosławić Aleksandra I. Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć mało znaną w Polsce historię. Polscy patrioci na początku XIX wieku chcieli wznieść na cześć Aleksandra I łuk triumfalny w Warszawie. Car odpowiedział jednak, żeby nie budować dla niego żadnego pomnika, tylko nakazał wybudowanie kościoła katolickiego i nadanie mu imienia św. Aleksandra, i w ten sposób uczcić Chrystusa Pana, a nie jego – zwykłego człowieka. To bardzo piękna odpowiedź godna katolika, mimo że car po pierwsze był prawosławnym, a po drugie: doszedł do władzy poprzez spisek polegający na zabójstwie swojego ojca – Pawła I. Wracając jednak do Pańskiego pytania. Pierwsze próby uregulowania sprawy polskiego hymnu miały miejsce w 1919 roku, kiedy rozpoczęły się debaty wokół Konstytucji II Rzeczypospolitej. Wtedy to postanowiono śladem innych krajów rozwiązać tę kwestię. Wcześniej problem ten nie mógł być rozstrzygany , bo nie mieliśmy niepodległości. Poza tym, trzeba pamiętać, że dopiero po zakończeniu I Wojny Światowej kraje Europy zaczęły regulować ustawami sprawy związane z symbolami narodowymi: godło, flagę, hymn. Wtedy również na wzór Francji inne kraje zainicjowały urządzanie na swoim terytorium Grobów Nieznanego Żołnierza. Niestety w II RP nigdy nie udało się przeprowadzić sejmowego głosowania w sprawie hymnu i innych symboli narodowych. Jestem przekonany, że gdyby w latach 1919-1922 doszło do głosowania, to najpewniej „Boże coś Polskę” wybrano by na hymn, choćby dlatego że to stronnictwa narodowo-demokratyczne i centrowo-prawicowe miały przewagę. Dlaczego jednak nie doszło do takiego głosowania? Czy niechętny był mu Józef Piłsudski? Nawet jeśli tak było i Piłsudski blokowałby rozstrzygnięcie w sprawie hymnu, to pamiętajmy, że izba poselska niejednokrotnie stanowczo występowała przeciwko niemu i jestem przekonany, że w tym wypadku stałoby się tak samo. Niestety prowadzone w tej kwestii działania polskich parlamentarzystów zakończyły się bez jakiejkolwiek konkluzji i zaraz po zamachu majowym, jak wspominałem, zwykłym rozporządzeniem minister spraw wewnętrznych ustalił, że to „Mazurek Dąbrowskiego” jest hymnem Polski i tak pozostało do dziś. Trzeba również powiedzieć, że takie rozwiązanie – ustalenie hymnu na mocy rozporządzenia – stanowiło rozwiązanie problemów praktycznych. Podam przykład: proszę sobie wyobrazić sytuację, że do Polski przyjeżdża obcy mąż stanu i należy go powitać hymnem. Co wówczas ma zagrać orkiestra? Nie mogło być dowolności. Nie mogło być sytuacji, że jeden komendant orkiestry zarządza granie „Boże, coś Polskę”, a inny „Mazurka Dąbrowskiego”. W związku z tym, że decyzja Składkowskiego, mimo że kontrowersyjna, uregulowała ów problem. A jak wyglądała sprawa polskiego godła? Czy ona została załatwiona w podobny sposób – rozporządzeniem? W przypadku godła było nieco inaczej. I tu odpowiada za nią prezydent Ignacy Mościcki. Jego decyzja również z 1927 roku sprawiła, że zniknął z korony orła krzyż, ale po kolei… Na mocy dekretu prezydenta Mościckiego z 1927 roku z polskiego godła została usunięta zamknięta korona zwieńczona krzyżem – symbol suwerenności. Zastąpił ją otwarty diadem piastowski. Z kolei orzeł ze skrzydłami wzbijającymi się ku górze został zastąpiony orłem obecnym. Gdy nowe godło zostało opublikowane mówiono, mam tu na myśli czynniki rządowe, że jest to nawiązanie do Zjazdu Gnieźnieńskiego, a otwarta korona symbolizuje diadem, który został włożony na głowę Bolesława Chrobrego przez Ottona III. Jak tłumaczyli piłsudczycy „nowa korona” miała przypominać czasy świetności i wielkości Polski, a nie okres klęsk i rozczarowań, jakim miały być czasy królów elekcyjnych noszących koronę zamkniętą z krzyżem. Przypomnę jednak, że w rozumieniu heraldyki i treści ideowych sztuki jest zupełnie odwrotnie. Tylko korona zamknięta zwieńczona krzyżem jest wyrazicielką suwerenności państwa. Inne tłumaczenie jest raczej „pomieszaniem z poplątaniem”. Czy można zatem postawić tezę, że obóz piłsudczyków w II RP, który to jest, bardzo często słusznie, oskarżany o współpracę z masonerią kierował się dziedzictwem myśli oświeceniowej? Stosunki piłsudczyków z wolnomularstwem były co najmniej powikłane. Józef Piłsudski na pewno nie należał do żadnej z lóż masońskich, czego niestety nie można powiedzieć o innych osobach z jego obozu. Nie można jednak stawiać tezy, że piłsudczycy afirmowali masonerię. Wręcz przeciwnie! W 1938 roku, czyli 3 lata po śmierci marszałka prezydent Mościcki rozwiązał wszystkie działające w Polsce stowarzyszenia wolnomularskie i zabronił pod karą więzienia przynależności do nich. Niestety trwały one nadal jako „tajne” organizacje, o czym dzisiaj wiemy. Był to swego rodzaju fenomen – Polska pozostała jednym z bardzo, ale to bardzo niewielu krajów na świecie, gdzie głowa państwa dekretem, czyli aktem równym ustawie, zniosła wolnomularstwo, a w każdym razie zabroniła jego jawnej działalności. Wydaje mi się, że dużo ważniejsze niż masoneria było wówczas coś innego. Mam tu na myśli zjawisko licznych wśród piłsudczyków postaw indyferentyzmu religijnego. Tutaj doszukiwałbym się decyzji w sprawie wyboru „Mazurka Dąbrowskiego” na hymn Polski i usunięcia krzyża z naszego godła. Jestem przekonany, że gdyby nie dekret prezydenta Mościckiego z 1927 o zmianie godła, to krzyż wieńczący koronę przetrwałoby na nim co najmniej do roku 1939 i to komuniści musieliby go stamtąd usunąć, w związku z czym dzisiaj automatycznie dużo łatwiej byłoby go przywrócić. Niestety tak się nie stało. Przy sposobności debaty konstytucyjnej może trzeba zdobyć się na nową debatę w sprawie przywrócenia korony z krzyżem – symbolem wiary i katolickiej tożsamości naszego narodu. Czy nie jest to swego rodzaju groteska? Raczej paradoks. My, Polacy byliśmy i w dalszym ciągu jesteśmy narodem katolickim, a mimo to nie mamy w hymnie odwołania do Boga. W naszym godle nie ma krzyża, a konstytucja jest pozbawiona „Invocatio Dei”. Preambuła naszej obecnej ustawy zasadniczej została bowiem stworzona przez bardzo postępowego katolika Stefana Wilkanowicza związanego ze środowiskiem „Tygodnika Powszechnego”, który podsunął Tadeuszowi Mazowieckiemu pomysł stworzenia Preambuły. Mówi ona wprost, że jedni Polacy czerpią wartości z dziedzictwa chrześcijaństwa, a inni nie i w związku z tym wszystko jest OK. Tymczasem preambuła nie polega na tym, żeby stwierdzać takie banały. To, że ludzie niewierzący też mogą być uczciwi jest dla mnie czymś oczywistym. Nie o to chodzi, żeby o tym mówić i zapisywać to w ustawie zasadniczej. Chodzi o to, że preambuła Konstytucji powinna wyrażać odwołanie ustawodawcy do nadprzyrodzonego porządku i do Tego, który jest Panem historii. Niemiecka ustawa zasadnicza, która jest autorstwa Konrada Adenauera i jego doradców mówi krótko i prosto: „My, Niemcy, mając świadomość swojej odpowiedzialności przed Bogiem i ludźmi… itd.”. Ustawa zasadnicza w Niemczech mówi w pierwszych słowach, że ci, którzy będą ją zachowywać i stosować, stwierdzają z całą mocą, że odwołują się do Boga. W polskiej Konstytucji tego nie ma. Czy my – polscy katolicy – jesteśmy w stanie wygrać dzisiaj batalię o symbole narodowe? Batalia w tej sprawie trwa od lat. Ciekawym jest jednak to, że dopiero od kilkunastu ostatnich lat obserwujemy przedstawianie jej jako jakiegoś bardzo poważnego i niezwykle groźnego konfliktu światopoglądowego. Siły, które od lat atakują opcję katolicką bardzo często wykorzystują w tej walce kłamstwa, szyderstwa i zwykłe donosy do zagranicznych kolegów. Zarzucają nam tworzenie państwa wyznaniowego. Musimy jednak bronić naszej tożsamości! Nie możemy dać się zakrzyczeć ani zastraszyć. Nie możemy dopuścić do powtórki z grudnia 1989 roku, kiedy to w Polsce nowelizowano konstytucję. Przywrócono wówczas nazwę państwa „Rzeczpospolita Polska”, zniesiono PRL a także przegłosowano powrót „Orła w koronie” do polskiego godła. Wtedy to poseł Obywatelskiego Klubu Parlamentarnego Marek Jurek stanął na mównicy sejmowej i złożył wniosek o przywrócenie do godła również krzyża. Został za to gwałtownie skontrowany przez Bronisława Geremka i jego kolegów, przez co jego wniosek ostatecznie upadł. Co gorsza z całego OKP, który liczył wówczas 161 posłów jedynie kilku zagłosowało za krzyżem… Bóg zapłać za rozmowę. Tomasz D. Kolanek

Za: https://www.m.pch24.pl/katolicki-narod-bez-boga-w-hymnie–czy-to-nie-czas-na-zmiany-,61819,i.html

Data publikacji: 26.07.2018

godło polskihymn PolskiIII RPpolskojęzyczna syjono-żydomasoneria
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Podłe kłamstwa ratusza – Szczerbiec symbolem totalitarnym!?

Strona główna &gt Polska &gt Podłe kłamstwa ratusza – Szczerbiec symbolem totalitarnym!? Podłe kłamstwa ratusza – Szczerbiec symbolem totalitarnym!? AdRo203 Polska 7

Pozostawiamy bez komentarza wypowiedzi towarzyszki ratuszówki w kwestii zawieszenia patriotycznego marszu Polaków ku czci bohaterów Powstania Warszawskiego. Oceńcie państwo sami z kim patrioci polscy mają do czynienia.

Media Narodowe

Opublikowany 2 sie 2018

SUBSKRYBUJ 33 TYS. ► Podpisz petycję dotyczącą ukarania Hanny Gronkiewicz-Waltz oraz urzędników stołecznego Ratusza http://podpiszapel.pl/petycje/koniechgw/ ► WALCZ Z POPRAWNOŚCIĄ POLITYCZNĄ I CENZURĄ! Chcesz otrzymywać powiadomienia na temat prowadzonej przez nas działalności? Zapisz się do newslettera. https://medianarodowe.com/newsletter WSPIERAJ MEDIA NARODOWE: ►Stowarzyszenie Marsz Niepodległości nr rach. 34 1020 1013 0000 0602 0352 8726 W tytule koniecznie proszę wpisać: Darowizna na cele statutowe stowarzyszenia Kod SWIFT (dla wpłat z zagranicy): BPKOPLPW ► Wesprzyj poprzez PayPal: http://goo.gl/xP4LAQ

III RPneo-komunizmPolska neokolonią syjonizmureżim demonokratyczny
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Bilans zysków i strat wolnorynkowej demokracji

Strona główna &gt Polska &gt Bilans zysków i strat wolnorynkowej demokracji Bilans zysków i strat wolnorynkowej demokracji AdRo203 Polska 2

W miarę narastającego fermentu w rozpadających się zachodnich strukturach imperialnych, coraz częściej niezależne grupy opiniotwórcze, zadają pytania o koszty społeczne realizowania sztandarowych wartości jakimi są „wolny rynek” i „demokracja”. Mało tego, drążą coraz głębiej zagadnienie roli i odpowiedzialności żydów za główne problemy ludzkości, dziś i w historycznej przeszłości .

W ostatnio opublikowanym przez Alexa Krainera artykule zawarte są dane zachodnich agend, takich jak MFW, Bank Światowy, Ernst&Young, etc., dotyczące między innymi kosztów rosyjskiej „transformacji ustrojowej”. Według demografów kosztowała ona życie 5 do 6 milionów Rosjan.

Dla przykładu liczba ludzi żyjących w skrajnej nędzy wzrosła z dwu milionów w 1989 roku do 74 milionów w połowie lat 90-tych (dane Banku Światowego); a PKB spadł w tym okresie o 50%. Gwałtownie wzrosła przestępczość z 170 tysiącami morderstw w pierwszej połowie lat 90-tych. Średnia życia spadła do 57 lat, a aborcja rozszalała się. Aleksander Ruckoj nie przesadzał nazywając tą sytuację „ekonomicznym ludobójstwem”.

W Polsce, gdzie „transformacja ustrojowa” zaczęła się parę lat wcześniej, populacja nie głodowała tak jak w Rosji, a to ze względu na fakt, że w przeciwieństwie do Rosjan, Polacy mieli szeroko otwarte drzwi na zachodnie zmywaki i burdele. Ale za to wliczając w to emigrację stracili około 20 milionów swych obywateli.

O ile Rosjanie, oprócz nędzy skarżyli się na obezwładniające ich poczucie poniżenia, o tyle Polacy łagodzili takowe dumą z błyskotliwego awansu na „europejczyków”.

Dziś po 30 latach tej sytuacji, uznają ją za zupełnie normalną, emigrując z dumnie podniesionym czołem i w poczuciu swej niewątpliwej wyższości w stosunku do Rosjan. Ich miejsca zajmują natomiast Ukraińcy, a teraz również Hindusi, Murzyni, Arabowie, itd.

O ile Rosjanie i inne obdarzone honorem nacje, upomną się o swe krzywdy i zapewne będą próbowały pozbyć się swych żydowskich gnębicieli, o tle w III RP szans na to nie ma. Któż mógłby bowiem zabiegać o interesy obywateli III RP? Żydo-banderowski reżim w Warszawie, czy czekająca już w kolejce na swą zmianę, stara „nocna zmiana” żydo-germańskiego PO?

Zresztą, o jakich krzywdach tu mowa? Wszystko jest fine and dandy !

Ignacy Nowopolski

Za: https://www.salon24.pl/u/ignacynowopolskiblog/885344,bilans-zyskow-i-strat-wolnorynkowej-demokracji

Data publikacji: 31.07.2018

III RPNowopolskiPolska neokolonią syjonizmu
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Jonny Daniels nakazał rozwiązanie marszu ONR 1 sierpnia 2018

affa

Strona główna &gt Polska &gt Jonny Daniels nakazał rozwiązanie marszu ONR 1 sierpnia 2018 Jonny Daniels nakazał rozwiązanie marszu ONR 1 sierpnia 2018 Sobrius Polska 23

Dzień po rozwiązaniu marszu ONR (Marsz Powstania Warszawskiego) przez policję „patrioci” gorączkowo debatują – usprawiedliwiają się faktycznie (auto cenzura!) – na temat okoliczności rozpędzenia tego marszu przez policję: A to winna idiotka Waltz, a to idiotka Gawor, a może opóźniany Brudziński?

Wszyscy jednak zapomnieli już o tym, co powiedział naczelnik Daniels o Marszu Niepodległości 2017.

Stwierdził on, że w pochodzie zobaczył elementy i hasła niewłaściwe, i trzeba to zlikwidować!

„Zawiadomienie o przestępstwie propagowania rasizmu oraz dyskryminacji w czasie Marszu Niepodległości złożył w prokuraturze Jonny Daniels, prezes Fundacji From the Depths.

„Jako dumny Żyd polskiego pochodzenia jestem oburzony i wstydzę się, że obywatele tego kraju mogą dokonywać tak haniebnych czynów. Oczekuję, że prokurator podejmie działania przeciwko tym pojedynczym osobom, które złamały prawo” – powiedział Daniels, cytowany w komunikacie Fundacji.””

„Narodowcy” debatują, widzą i wiedzą nawet, że marsz Powstania był od początku zaplanowany jako taki, który ma być zablokowany. Policja była od samego początku przygotowana na blokadę tego marszu. Na trasie przemarszu, na Nowym Świecie, zaraz za plecami pierwszego kordonu policji – na ziemi – porozsiadali się terroryści, powiedzieli, że się nie ruszą i policja nie reagowała. A przecież było to zachowanie nielegalne! Ale głównym przestępcą była tu policja a nie terroryści, bo to policja tolerowała (prowokowała) tych bandytów blokujących przemarsz.

Organizatorzy tych marszów swymi ustępstwami demoralizują Ducha całego Narodu, który w ten sposób jest tresowany do poniżających ustępstw na rzecz żydowskich okupantów. Tak tu, tak w listopadzie, tak w Jedwabnem czy Kielcach. Ci organizatorzy marszu są dla Polskiej Sprawy bardziej szkodliwi niż sami żydzi.

Jeżeli już planuje się marsz to trzeba maszerować i dojść do celu – nawet po trupach.

A najbardziej beznadziejne jest to, że żydowskie problemy w Polsce są postrzegane osobno, a nie całościowo. Lansowana jest atmosfera „zrozumienia”, „dialogu i tolerancji” – „bez nienawiści”.

A żydzi rozumieją przecież jedynie język przemocy i bezwzględności.

„O społeczną exhumację i obalenie okupacji żydowskiej w Jedwabnem oraz Polsce„

http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1562-o-spoleczna-exhumacje-obalenie-okupacji-zydowskiej

Żydzi przygotowują wielką prowokację na 11 listopada 2018.

Trzeba to zrozumieć i działać, a nie dyskutować czy usprawiedliwiać się.

Red. Gazeta Warszawska.

Bezczelność żydowska, żyd będzie prowadził Marsz.

Syndrom sztokholmski zafajdańców z „ONR”.

Syndrom sztokholmski Zarządu Głównego ONR.

Karol Wołek: w Narodowych Siłach Zbrojnych byli także Żydzi

=============

Jonny Daniels zawiadomił prokuraturę ws. ekscesów podczas Marszu Niepodległości

Animator pajaca Dudy uruchamia prokuraturę przeciwko Polakom.

Red. Gazeta Warszawska.

=====================

Jonny Daniels, prezes Fundacji From the Depths, złożył w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie propagowania rasizmu oraz dyskryminacji w czasie Marszu Niepodległości.

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/polska/news-jonny-daniels-zawiadomil-prokurature-ws-ekscesow-podczas-mar,nId,2464513#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

„Jako dumny Żyd polskiego pochodzenia jestem oburzony i wstydzę się, że obywatele tego kraju mogą dokonywać tak haniebnych czynów. Oczekuję, że prokurator podejmie działania przeciwko tym pojedynczym osobom, które złamały prawo” – powiedział Daniels, cytowany w komunikacie Fundacji, przekazanym PAP.

„Każda z tych łamiących prawo osób została sfilmowana przez media i monitoring miasta, nie ma więc żadnego usprawiedliwienia dla osób, które powinny ich ścigać i ukarać. Wiemy z przeszłości, że akty i słowa, o których mowa, mogą łatwo doprowadzić do przemocy, zamieszek i już wzbudziły niepokój wśród mniejszości narodowych w Polsce i wszystkich przyzwoitych, pokojowo nastawionych Polaków” – dodał Daniels. Zawiadomienie złożył on w Prokuraturze Rejonowej Warszawa-Żoliborz.

W komunikacie Fundacji przypomniano, że uczestnicy marszu trzymali transparenty wzywające do „Białej Europy”, „Czystej krwi”; pojawiły się także doniesienia o wykrzykiwaniu haseł takich, jak „Seig Heil”, „Biała siła”, „Żydzi won z Polski” i „Usunąć żydostwo z władzy”. Podkreślono, że wykrzykiwane hasła oraz transparenty prezentowane w czasie marszu dotyczyły nawoływania do nienawiści na tle różnic etnicznych oraz rasowych – co określają artykuły Kodeksu karnego 256, 257 i 119).

Art. 256. par. 1 Kk stanowi: Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechnienia produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w par. 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.

Art. 257 głosi: Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3. Art. 119. par. 1 stanowi: Kto stosując przemoc lub groźbę bezprawną wobec grupy osób lub poszczególnej osoby z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, politycznej, wyznaniowej lub z powodu jej bezwyznaniowości, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

_________________________

2017-11-13,

Czytaj więcej na http://fakty.interia.pl/polska/news-jonny-daniels-zawiadomil-prokurature-ws-ekscesow-podczas-mar,nId,2464513#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=firefox

http://www.gazetawarszawska.net/judaizm-islam/6570-jonny-daniels-zawiadomil-prokurature-ws-ekscesow-podczas-marszu-niepodleglosci

https://gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1630-jonny-daniels-nakazal-rozwiazanie-marszu-onr-1-sierpnia-2018

Za: https://forumemjot.wordpress.com/2018/08/03/jonny-daniels-nakazal-rozwiazanie-marszu-onr-1-sierpnia-2018/

Data publikacji: 3.08.2018

Jonny DanielsPolska
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

1 sierpnia 2018 r. – początek wojny o Suwerenną Polskę

aooa

Strona główna &gt Polska &gt 1 sierpnia 2018 r. – początek wojny o Suwerenną Polskę 1 sierpnia 2018 r. – początek wojny o Suwerenną Polskę AdRo203 Polska 0

30 lat temu wypowiedziano Polsce wojnę hybrydową, ale większość Polaków tego nie zauważyła i ciągle nie zauważa.

Trwa hipnoza Polaków okłamywanych przez cynicznych polityków Okrągłego Stołu, którzy wbijają do młodych głów – podobnie jak 74 lata temu, że najświętszym obowiązkiem Polaków jest ginąć za żydowskie interesy. Celebrowanie klęsk było wpisane w kanon PiSowskiej polityki od zawsze, ale obecnie urosło do rangi sztandaru i programu na przyszłość.

Przychodzi ostatecznie czas na pokazanie prawdziwego, prosyjonistycznego oblicza PiS oraz udawanego sporu politycznego z ich sztucznie wykreowaną opozycja – również jak PiS o rodowodzie okragłostołowym.

Żydowsko- anglosaski projekt niszczenia Polski rozpoczął się od powołania przez żydowsko- anglosaskie służby KOR, następnie wykreowania i sfinansowania Solidarności jako destrukcyjnej siły antypolskiej, ostatecznie przybrał postać tzw. liberalno- demokratycznej transformacji ustrojowej.

Obecnie rozpoczęto proces bezpośredniego przejmowania państwa polskiego – jego zasobów naturalnych, majątku państwowego i prywatnego przez żydowsko-anglosaskie mafie polityczne.

Wypowiedziano 30 lat temu wojnę hybrydową Polsce, ale wiekszość Polaków tego nie zauważyła i ciągle nie zauważa. Dlatego przyszedł czas na wzmożone uświadamianie i na adekwatną reakcję Polaków.

W dniu 1 sierpnia 2018 r. oświadczamy, że przyjmujemy warunki i wzywamy polskich patriotów do wojny z żydowsko-anglosakimi okupantami Polski aż do zwycięstwa oraz ostatecznego i całkowitego odzyskania Polski przez Polaków.

Zarząd Partii

Polska Patriotyczna

Za: http://wps.neon24.pl.neon24.pl/post/144904,1-sierpnia-2018-r-poczatek-wojny-o-suwerenna-polske

Data publikacji: 2.08.2018

III RPPartia interesów SyjonistycznychPolska neokolonią syjonizmu
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Reżim atakuje patriotów !

aga

Strona główna &gt Polska &gt Reżim atakuje patriotów ! Reżim atakuje patriotów ! AdRo203 Polska 3

Czy prawica ma szansę na przetrwanie? Marsz niepodległości zostanie zakazany? Bąkiewicz u Roli!

Data publikacji: 2.07.2018

farsa demokracjiIII RPkomedia suwerennościprześladowanie narodowców polskichrepresje patriotów polskich
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Powstanie Warszawskie. Henryk Pająk

Strona główna &gt Polska &gt Powstanie Warszawskie. Henryk Pająk Powstanie Warszawskie. Henryk Pająk a303 Polska 1

Fragment książki Henryka Pająka pt: „Dwa wieki polskiej Golgoty”. Dla powstańców szacunek za podjęcie nierównej i heroicznej walki, za niewyobrażalne bohaterstwo. Jednak absurdalne szaleństwo dowództwa musi być nazwane po imieniu i historycznie rozliczone. Przypisy w oryginale.

Obydwa XIX-wieczne polskie zrywy przebiegały pod znakiem internacjonalizmu z innymi “ludami”, którym jakoś nie było spieszno do powtarzania polskiej donkiszoterii. Bombardowano owe ludy odezwami i manifestami. Zaczął Kościuszko Manifestem połanieckim w 1794 roku. Potem była odezwa Ludu Polskiego i Gromady Grudziądz (1835) – obydwu socjalistycznych i jawnie już czerwonych. W następnym – 1836 roku, mieliśmy manifest Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Dziesięć lat później Manifest Rządu Narodowego Rzeczypospolitej Polskiej Do Narodu Polskiego. Dwa lata później Europa otrzymała Manifest Komunistyczny Marksa. W 1863 roku powstał Manifest Rządu Narodowego, tudzież cała seria “odezw”: do braci Polaków, do braci wyznania mojżeszowego i innych.

Osiemdziesiąt lat później – w sierpniu 1944 roku, ten zupełny rozbrat z rzeczywistością, czyli rachunkiem szans, powtórzyliśmy co do joty, ale jeszcze bardziej karygodnie, tym razem już zbrodniczo. W powstaniu warszawskim poległo “tylko” około 18 tysięcy powstańców, ale wraz z nimi ponad 200 tysięcy ludności cywilnej w Warszawie: rozpiętość tych dwóch liczb jest wykładnią skali zbrodni popełnionej przez decydentów powstania nad ludnością stolicy. Gdy cytowany T. Chamski nazywał Mierosławskiego “półgłówkiem”, to generałów decydujących się na wybuch wiązki granatów w pomieszczeniu zamkniętym, czyli w Warszawie – należy nazwać szaleńcami.

Takiej oceny w najmniejszym stopniu nie podważa “zdradziecka” polityka Stalina wobec powstania warszawskiego. Wróg nie zdradza tylko niszczy z premedytacją, bo taka jest rola wroga, we wspólnej napaści na Polskę w 1939 roku, z terrorem wobec 1,5 miliona Polaków kresowych, mordem katyńskim, a następnie terrorem wobec formacji AK na Wołyniu i Wileńszczyźnie. Było tych bolesnych nauczek dostatecznie dużo i dostatecznie makabrycznych, aby nie liczyć na “pomoc” tak przewrotnego wroga u bram Warszawy.

Niezależnie jednak od tego, że wróg pozostał tylko wrogiem i nie pośpieszył z pomocą swoim wrogom czyli Polakom – to w każdej konfiguracji militarnej i politycznej, powstanie oznaczało rzeź mieszkańców stolicy Polski.

Gdyby nawet sowieci z marszu, szturmem sforsowali Wisłę (co było zadaniem łatwym), to by natychmiast spadła na Warszawę zmasowana kontrofensywa lotnictwa niemieckiego oraz formacji lądowych. Wolna Warszawa byłaby bowiem dla nich śmiertelnie niebezpiecznym przyczółkiem sowieckim. Niemcy wcześniej dali dowód swej zaciekłej determinacji wobec “Festung Warshau” przy obronie lewobrzeżnej Wisły, czego przykładem przyczółek magnuszewski, a także wcześniejsze umacnianie, kontynuowane już po upadku powstania, pozycji wzdłuż lewobrzeżnej Wisły. W każdym wariancie reakcji sowieckiej na powstanie, oznaczało ono skutki podobne do tych, jakie powoduje zdetonowanie wiązki granatów w zamkniętym pomieszczeniu wypełnionym ludźmi. I tego faktu nie obali pokrętna sofistyka “strategów” politycznych i wojskowych, broniących przez następne dziesięciolecia przestępczej decyzji o powstaniu w Warszawie. Decyzję podjęto zresztą wbrew wcześniejszym ustaleniom w ramach akcji “Burza”. Powstanie narodowe miało omijać większe miasta, a tym bardziej stolicę.

Historyk Pobóg-Malinowski w swej Najnowszej historii politycznej Polski, odtwarza dramaturgię dni poprzedzających decyzję o powstaniu warszawskim. Oto główne etapy tych przetargów: Wódz Naczelny generał Kazimierz Sosnkowski, w dniu 7 lipca 1944r. w instrukcji dla dowódcy AK gen. T. Bór- Komorowskiego, stwierdza zdecydowanie: powstanie zbrojne narodu nie byłoby usprawiedliwione — i następnie uzasadnia swoją negatywną ocenę pomysłu powstania tym, że Niemcy przygotowują się do zaciekłego oporu na linii Wisły, a nastawienie Moskwy wobec strony polskiej uległo zaostrzeniu.

Pobóg-Malinowski cytuje następnie gen, Okulickiego, prącego do powstania. Długo po wojnie, płk Radwan- Pfeiffer, w liście do Pobóg-Malinowskiego z 5 I 1959 roku, a więc z wystarczającego dystansu czasu i emocji stwierdzał, że Okulicki niepotrzebnie zaplątal się w politykę Mikolajczyka. To samo stwierdza gen. Chruściel w liście do Malinowskiego z grudnia 1958 roku: Okulicki chciał walki, bo była postanowiona przez rząd w Londynie i przez Jankowskiego w kraju.

Tak więc, decyzje o powstaniu płynęły do kraju ponad głowami Naczelnego Wodza, gen. Sosnkowskiego i jego sztabu. Były to decyzje rządu, całkowicie omotanego przez wpływy Churchilla i jego kamaryli, w której do dziś niewyjaśnioną rolę spełniał polski Żyd Józef Hieronim Retinger – w tym m. in. celu został zrzucony do kraju, aby wybadać sytuację i przedłożyć zalecenia brytyjskie.

Bór-Komorowski w wywiadzie radiowym z 15 IX 1957 roku stwierdzał: Dnia 21 lipca odbyłem naradę z szefem sztabu gen. Pełczyńskim i szefem operacji gen. Okulickim. Po szczegółowym przedyskutowaniu powyższego projektu (projektu czy dyrektywy powstania? – H.P), doszliśmy do zgodnego wniosku, że walkę o opanowanie stolicy należy podjąć.

Kto zatem odpowiada za wybuch?

Pobóg- Malinowski wyjaśnia: Na całą Radę Ministrów z Kwapiszewskim na czele, poza rządem zaś na szefa sztabu gen. Kopańskiego i generała Tatara, Mikołaj czyka i prezydenta Raczkiewicza.

W komentarzu P. Malinowski przypomina, że gen. Tatar i pułkownik Kirch-mayer w kraju, a Banaczyk, Stańczyk, Popiel, Grosfeld z rządu londyńskiego, udadzą się w 1945 roku do Warszawy i przez swój popierający stosunek do powstania, zaskarbią sobie przychylność reżimu sowieckiego.

Zbliżał się l sierpnia: Wódz Naczelny gen. K. Sosnkowski, depeszował do prezydenta Raczkiewicza z Włoch 28 lipca, zdecydowanie odcinając się od tej tragicznej awantury:

w sytuacji tworzonej przez rozwój wydarzeń, przez sowieckie gwałty i fakty dokonane, wszelka myśl o powstaniu zbrojnym jest nieuzasadnionym odruchem, pozbawionym sensu politycznego, mogącym spowodować tragiczne niepotrzebne ofiary.

Decyzję podjęto na odprawie z udziałem: Bora, Polczyńskiego, Okulickiego, Rzepeckiego, Szostaka, Sanojcy, Chruściela, Skroczyńskiego, Bokszczanina, Pluta-Czachowskiego, Muzyczki, Iranek-Osmeckiego i delegata rządu – Jankowskiego.

Borkiewicz w swoim “Powstaniu warszawskim” (s. 23) stwierdził, że gen. Bór w cytowanym już wywiadzie radiowym powiedział, iż Okulicki i Rzepecki już 25 lipca wystąpili z projektem walki o Warszawę w dniu 28 względnie 29 lipca (s. 233).

Przedstawiona tu chronologia i dramaturgia wydarzeń poprzedzających i rozstrzygających o powstaniu, jest tylko suchym zapisem posiedzeń, wypowiedzi, etc. Nie ustala winnych, bo tu o winnych trzeba mówić, jeżeli nie krzyczeć poprzez czas, zasłony dymne rozsnuwane nad dramatem stolicy. Poległo od 18 do 25 tysięcy młodzieży, od 200 do 230 tysięcy mieszkańców, reszta poszła z tobołkami “w Polskę”, stolica legła w gruzach. Kto winien tej prowokacji, zakończonej śmiercią prawie 250 tysięcy mieszkańców stolicy?

Centralną postacią tego dramatu jest gen. Okulicki.

Na początku lipca 1944 roku istniały trzy ogniwa konspiracyjnej władzy. Pierwszą była namiastka sejmu – konfederacja stronnictw politycznych posiadająca liczne ogniwa terenowe. Drugą – Delegatura Rządu emigracyjnego, trzecią – Armia Krajowa.

Powołano tzw. Centralny Ośrodek Kierowniczy (COK) jako doraźną władzę całości. Stanowiła ją trójka: Kazimierz Pużak delegat Rządu na Kraj – Jan Jankowski oraz generał Tadeusz Bór- Komorowski. Wszystkich przewyższał realizmem, wolą i konsekwencją K. Pużak. Charakterystyczne, że gen. Bór świadomie zataił istnienie tego dyrektoriatu w swoich wspomnieniach. Ujawnił to Zygmunt Zaremba w: Wojna i konspiracja (1957), “dostrzegł” istnienie dyrektoriatu także Aleksander Skarżyński w swej pracy doktorskiej obronionej na Uniwersytecie Warszawskim. Ujawnia to w swych publikacjach Jan Matłachowski, który w kilku swoich pracach dokonuje krytycznej wiwisekcji decyzji o powstaniu, w kontekście sytuacji militarnej oraz personalnej w polskim podziemiu Ujawnił to również Jan Ciechanowski w swej pracy doktorskiej, nieomal nieznanej w kraju. Wydobył on z archiwum Instytutu im gen. W. Sikorskiego w Londynie tekst depeszy o powołaniu COK.

Dlaczego zatajono fakt powołania COK? Jakie były decyzje, które zdetonowały powstanie, czyli wyrok na prawie ćwierć miliona mieszkańców stolicy i na nią samą?

Dociekania o przyczynach i sprawcach decyzji muszą skupić się na analizie sytuacji na froncie, układzie sił decyzyjnych w podziemiu. Wnioski muszą być przygnębiające: układ sił decyzyjnych w polskich władzach konspiracyjnych potwierdza niekompetencje decydentów, grę ambicji, zaś sytuacja militarna – ich ślepotę graniczącą ze zbiorowym samobójstwem.

Już w czerwcu 1944 roku gen. W. Sosnkowski w komunikacie dla Komendanta Głównego Sił Zbrojnych w Kraju, jasno nakreślił sytuację polityczną i militarną : Nasza rola w tej fazie wojny jest skończona, następnie polecał wstrzymać się od wszelkich krwawiących działań i ograniczyć się do planu “Burza”. Dodajmy, że plan “Burza” przewidywał jedynie atakowanie linii komunikacyjnych oraz tylnych straży wycofujących się Niemców. Na razie żadnego wycofywania nie było, ani na początku, ani pod koniec lipca. Przeciwnie, w dniach 30 i 31 lipca Niemcy nieprzerwanie przerzucali przez mosty Warszawy doborowe jednostki do koncentracji na wschód od Warszawy, a o tym szef wywiadu płk Iranek-Osmecki był dobrze poinformowany. Nie było więc żadnych oznak “wycofywania się” Niemców.

Równie realistycznie oceniał sytuację łącznik Kraju z Rządem – kpt. Jan Nowak (Jeziorański). Raportował do Londynu: (…) czeka nas okupacja sowiecka, a więc faktyczna utrata niepodległości. Nawet przy obecności Mikołajczyka w Warszawie, Rosjanie będą się tu rządzili, jak zechcą. W dalszych fragmentach depeszy J. Nowak stwierdzał, że przygotowane powstanie nasi zachodni sprzymierzeńcy potraktują jak “burzę w szklance wody”. Z taką oceną geosytuacji sztab AK był zapoznany w dniu 30 lipca. Tak więc Naczelny Wódz, baczni obserwatorzy frontu oraz sceny politycznej wystawiali jak najgorsze oceny planom i szansom powstania.

Ponadto, nie trzeba było być wytrawnym znawcą walk ulicznych, aby bez trudu stwierdzić, że powstanie w osaczonym mieście będzie dokładnie tym, czym zdetonowanie wiązki granatów w zamkniętym pomieszczeniu. Głównymi aktorami wydarzeń w kraju byli: gen. Bór-Komorowski, gen. Pełczyński, gen. Tatar, gen. Okulicki, Jankowski, Pużak, a także Iranek-Osmecki i płk. Bokszczanin.

Nieszczęściem było aresztowanie przez Niemców, w wyniku dywersji polskich komunistów i AL., generała Grota-Roweckiego w czerwcu 1943 roku. Gen. Bór wzbraniał się przejąć po nim stanowisko dowódcy AK. Ta rola go przerastała i sam to rozumiał.

Na czele szefostwa Operacji powstańczej stał generał Tatar. W istocie, po aresztowaniu Grota, władza dyspozycyjna w KG AK należała do Tatara oraz do gen. Pełczyńskiego.

Obaj od dawna zgadzali się z tym, że należy podjąć walkę dopiero po wejściu Niemców na tereny Polski, z tym, że Tatar warunkował “Burzę” od operacyjnego podporządkowania się siłom sowieckim. Pełczyński natomiast nie widział możliwości współpracy z sowietami nawet na polu walki. Na tym tle doszło do konfliktów między Tatarem a Pełczyńskim. Bór, za namową Pełczyńskiego, usunął gen. Tatara w ten sposób, że pierwszym “mostem” powietrznym wysłał go na Zachód. I choć Tatar po wojnie powrócił do kraju z prezentem dla reżimu w postaci złota FON, to jednak jego “deportacja” na Zachód była wielką stratą dla walczącego podziemia. Miał on kwalifikacje operacyjne, a Pełczyński tylko dywersyjno-wywiadowcze. Co gorsze, Pełczyński nie znał zakresu swoich kompetencji, w rezultacie niemal ignorował konsultacje z fachowcami – oficerami operacyjnymi. Rowecki poznał Tatara przed wojną na kursie dla wyższych dowódców, jako wykładowcę. Docenił go po klęsce wrześniowej, powołaniem na stanowisko Szefa Oddziału Operacyjnego KG, a wkrótce Szefa Operacji. Szefostwo, wespół z płk. Drobikiem opracowało całą strategię Armii Podziemnej.

Gen. Pełczyński albo lekkomyślnie, albo celowo doprowadził do pozbycia się gen. Tatara, a także, podejrzewając zdradę, znacznie zdezorganizował Szefostwo Operacji – aparat wyższego dowodzenia i planowania. Skutek był taki, że kompetencje decyzyjne przejęli ludzie jakby “drugiego rzutu”, z administracji, propagandyści, specjaliści dywersyjni. Oficerowie walki czynnej zostali odsunięci. Jan Ciechanowski w rozmowie z płk. Dypl. J. Bokszczaninem nazywa ich “romantykami” którzy wzięli górę nad “realistami”.

Po odlocie Tatara władza dyspozycyjna w Komendzie Głównej skupiła się w rękach gen. Pełczyńskiego. Demonstruje on samowolę wręcz karygodną – ignoruje wytyczne Naczelnego Wodza, premiera i gen. Tatara. Wtedy właśnie na scenie pojawia się generał Leopold Okulicki i staje się motorem decyzji o powstaniu. Gen. Bór określił go jako “chojraka” zdolnego do wybitki i wypitki. Niestety, to chojrak Okulicki narzucił Borowi i Pelczyńskiemu straceńczą walkę, wbrew decyzjom triumwiratu COK, bez wiedzy i zgody K. Pużaka.

Okulicki jeszcze jako pułkownik, zgłosił się w 1943 r. na przerzut do Kraju. Miał wypełnić lukę w KG po gen. Tatarze. Naczelny Wódz – gen. Sosnkowski wyraził zgodę i z ryzykiem niewielkiego błędu można stwierdzić, że była to najgorsza decyzja personalna NW. Płk. Bąkiewicz stwierdził krótko o Okulickim w rozmowie z Z. Siemaszko: Dać mu grupę operacyjną i konkretne zadanie na froncie, a jednocześnie stać i patrzeć, jak on to zadanie wykonuje, to on byłby świetny, ale do myślenia, do zapamiętania, Poldek nie nadawał się, to nie była jego specjalność.

Na skok do Kraju Okulicki czekał całe pół roku. Lądował nocą 21 maja 1944r.2.

Wraz ze skokiem, nabrała mocy jego nominacja na generała. Podbudowała jego “chojrackość” do tego stopnia, że nabrał ambicji panowania nad całą Polską Podziemną. Był wychowany na romantyce polskich powstań i one inspirowały jego straceńcze intrygi ku kolejnej tragedii narodowej.

Z pomysłem walki w Warszawie Okulicki zapoznał Bora dopiero 21 lipca – dwa miesiące po tym, jak rozpoczął swoje intrygi. Wciągał do spisku gen. Sawickiego i płk. Pluta-Czachowskiego. Z ich relacji wynika, że Okulicki roił o uczynieniu z Warszawy jakiejś drugiej reduty Ordona. Gruzami stolicy i tysiącami ofiar miał wstrząsnąć opinią Zachodu do tego stopnia, że zmusi ona swe rządy do przekreślenia decyzji Teheranu.

Czy był on inspirowany przez obcych? Jeżeli tak, to przez kogo? Wszystko musiał jednak na razie uzgadniać z generałem Pełczyńskim – specem od wywiadu i sceptykiem, a także z płk. Rzepeckim, szarą eminencją w KG3, który po wojnie i aresztowaniu wsławił się pamiętnym rozkazem do wyjścia z konspiracji żołnierzom organizacji WiN.

W końcu jednak Pełczyński uległ i w gronie trójki: Okulicki, Pełczyński, Rzepecki, jak pisze J. Matłachowski, (…) musiała zapaść decyzja, że Bora i Jankowskiego pozostawi się na zajmowanych stanowiskach, bo będą oni nieszkodliwi, czy dadzą się unieszkodliwić. (…) Pewne jest, że pod koniec lipca 1944 r. działali oni wedle założeń Okulickiego a nie innych.

W dniu 20 lipca odbyła się narada w składzie: Okulicki, Pełczyński, płk. Szostak – nominalny szef Operacyjny KG. Obaj poinformowali go o potrzebie, konieczności podjęcia walki w Warszawie: gen. Bór jeszcze o tym nie wie, ale “zostanie poinformowany”. Walki w stolicy miały wybuchnąć w ramach powstania powszechnego. Ta na razie sugestia dyskwalifikowała obydwu generałów i demonstracją skrajnej niesubordynacji wobec dyrektyw Naczelnego Wodza. Powstanie powszechne brano pod uwagę dopiero w warunkach militarnego i moralnego załamania Niemców, a walka AK polegać miała jedynie na zaatakowaniu miejscowego garnizonu, nie mając już przeciwnika na liniach zewnętrznych. Żaden z tych warunków nie spełnił się, o czym obaj watażkowie dobrze wiedzieli.

O konieczności i potrzebie walki przekonali Bora 21 lipca. W kolejnych dniach, na naradach pomijano płk. Pluta-Czachowskiego, szefa Oddziału łączności i Dowodzenia KG. Pomijano go nie bez powodu. Kiedy gen. Pełczyński skutecznie dezorganizował prace Szefostwa Operacji, płk. Drobik, utalentowany oficer szefostwa już nie żył, ale nadal wchodzili w skład Szefostwa dobrze zorientowani oficerowie: płk. dypl. J. Bokszczanin, płk. dypl. Pluta-Czachowski, płk. dypl. Iranek-Osmecki. Grupa Okulickiego systematycznie odsuwała ich od wpływu na wydarzenia.

Jan Mitkiewicz odtworzył dramatyczne spotkanie u gen. Bora. Płk. Bokszczanin relacjonuje, że na początku ostatniej dekady lipca, gdy znajdował się z gen. Pełczyńskim i Okulickim u Bora w jego kwaterze, niespodziewanie przynajmniej dla niego – zjawił się wicepremier Jankowski.

Delegat Rządu przywitał się i stojąc “bardzo uroczyście”, powiedział do gen. Bora: Daję Panu Komendantowi zadanie dla Armii Krajowej: po pierwsze, rozpocząć walkę w odpowiednich ku temu warunkach i terminie, po drugie, dać przynajmniej 12 godzin czasu na zorganizowanie administracji cywilnej w uwolnionym poprzednio mieście.

Po wypowiedzeniu tych słów Delegat Rządu, który wydawał się bardzo przejęty swą misją, lokal opuścił, odprowadzony do drzwi przez gen. Bora. Pobyt jego w lokalu gen. Bora nie trwał dłużej niż 5 minut. W czasie bytności Delegata wszyscy zebrani stali.

Po wyjściu Delegata Rządu, gen Bór zapytał zebranych: Co panowie na to powiedzą?

Odparłem (płk. Bokszczanin – H.P.) – Zadanie jest niewykonalne! Gen. Okulicki powiedział: “Pesymista, defetysta, protestant!” Gen. Pełczyński stwierdził: “Panie pułkowniku, w wojsku każde zadanie jest wykonalne, jeśli chce się je wykonać”.

Wiele wskazuje na to, że cały ten teatr został wyreżyserowany i odegrany wyłącznie dla płk. Bokszczanina – niestety najniższego stopniem w tym gronie: że Okulicki już całkowicie spacyfikował realizm i sceptycyzm gen. Pełczyńskie-go. Następnie obaj przekonali gen. Bora, a ten – delegata Rządu – Jankowskiego. Dwa dni przed wybuchem zbiorowego samobójstwa – 30 lipca, odbyło się posiedzenie prezydium kierownictwa PPS. K. Pużak składał sprawozdanie z ustaleń COK, zwanego “wielką trójką”. Stwierdzał, że decyzja powstania jeszcze nie zapadła, ale może zapaść na jutrzejszym posiedzeniu (31 lipca) COK. Relacjonujący to spotkanie Zygmunt Zaremba podkreślał zastrzeżenia Pużaka do pomysłu walki w Warszawie, ale on sam, Zaremba, stwierdza: Wystąpiłem przeciw zwlekaniu z rozpoczęciem akcji.

Kiedy pomysł powstania poszedł “w dół”, oficerowie i żołnierze nie kryli oburzenia. Franciszek Herman – oficer operacyjny: to byłoby szaleństwem!

Kpt. J. Nowak: …kolega z akcji “N”, ps. “Wolf”, załamując ręce, wykrzykiwał. “Co oni robią! Przecież w obecnej sytuacji to jest szaleństwo!” Nowak pisze dalej: Oficerem akcji “N” był por. Gorzkowski. Dotarłem do niego i poprosiłem o wyjaśnienie, co go upoważnia do użycia słów: “to jest szaleństwo!”. Wyjaśnił, że “pogotowie do walki zarządzone Alarmem Montera wykazało dowodnie, jak mizerne jest uzbrojenie warszawskich oddziałów AK. ” Por. Gorzkowski wiedział co mówi. Niemcy tuż przed wybuchem powstania przejęli na Mokotowie magazyn z 60 tysiącami granatów, 600 miotaczami ognia i wielką ilością materiałów wybuchowych. Wcześniej, późną wiosną 1944r., Niemcy odkryli magazyn KG, zawierający 78 tysięcy granatów i 270 miotaczy ognia. Na skutek tego, w dniu wybuchu powstania, dysponowano tylko 43.971 granatami ręcznymi, 3.846 pistoletami, 657 pistoletami maszynowymi, 30 miotaczami ognia, 2 (!) pancerfaustami, 406 rusznicami ppanc, 12 tysiącami butelek z benzyną, 2.629 karabinami, 6 moździerzami, 10 haubicami i nikłą ilością materiałów wybuchowych. W warunkach ulicznych rozstrzygające znaczenie miały granaty, miotacze ognia i pistolety maszynowe. Tak więc Niemcy przechwycili 130 tysięcy partyzanckich granatów i zostało do walki 43.791, a z miotaczy ognia tylko 3 O2.

Generał Bór do ostatnich dni odpierał naciski generalskich szaleńców powstania, wreszcie uległ im w dwóch ostatnich dniach. Na krótko odżył też sceptycyzm Pełczyńskiego i Jankowskiego. W poniedziałek, 31 lipca, odbyły się dwie decydujące narady. Rano – odprawa KG. Upłynęła pod znakiem determinacji Okulickiego ku powstaniu, a wniosek o podjęcie natychmiastowej walki postawił Pełczyński. Jak stwierdza J. Matłachowski – gen. Pełczyński posłużył się bluffem: Rosjanie rzekomo zajęli Warkę, co miało oznaczać manewr okrążający, Obalił ten bluff płk. Pluta-Czachowski, powołując się na meldunki z ostatnich godzin. Bór przeciwstawił się stanowisku gen. Pełczyńskiego, co oznaczało, że wyżej od Pełczyńskiego stawiał opinię trójki z COK. Nie bez wpływu na opór Bora miały relacje kuriera – kpt. J. Nowaka.

Na tej rannej poniedziałkowej naradzie obecny był delegat Jankowski, Kończąc poranna naradę, gen. Bór oznajmił, że ani dziś ani jutro nie wyda rozkazu do walki. Następnie Bór i Jankowski udali się na naradę polityczną. Gen, Bór omówił tam sytuację na froncie wokół Warszawy. Zakończył konkluzją: Muszą minąć co najmniej dwa tygodnie, by można mówić o terminie powstania w stolicy!

Członkowie COK — naczelna władza całego krajowego Podziemia, jednomyślnie opowiedzieli się za zaostrzeniem kryteriów przy podejmowaniu walki w stolicy. Obowiązywało przecież ustalenie Szefostwa Operacji, iż walkę można podjąć dopiero po rozpoczęciu przez Sowietów manewru okrążającego wokół stolicy. Pużak dodawał, że wystarczą symboliczne strzały do niemieckich tylnych straży wycofujących się z Ochoty… I w tym momencie złamano opór Bora. Jak to się stało – dotychczas nie wiadomo.

O godzinie 18 Bór wydał rozkaz do powstania. K. Pużaka zawiadomiono o decyzji powstania dopiero nazajutrz, we wtorek, między godz. 10 a 11 rano. K. Pużak powiedział wtedy: Zapamiętajcie i powtórzcie: miałem decydować o chwili podjęcia walki, zadecydowano beze mnie.

Nie sposób pominąć analogii z decyzją po powstaniu styczniowym. Przypomnijmy wspomnienia Henryka Wiercieńskiego. Wiec studentów Szkoły Głównej zadecydował przeciwko powstaniu. Kilka godzin później – wybuchło, ignorując opinię setek najbardziej światłych jednostek, studentów, którzy mieli stanowić kadrę powstania. Nie chcieli straceńczej walki, ale powstanie zadecydowano bez nich. Potem wyrywali kołki z płotów w Wąchocku, bo nawet kos zabrakło. Jaka szkoda, że Miguel Cervantes nie był Polakiem i nie urodził się w XX wieku. Mielibyśmy polskiego Don Kichota. Nie z La Manchy, tylko z Warszawy…

Ta zbrodnia zwana powstaniem warszawskim, kilka dni później zaczęła zbierać swe ludobójcze żniwo. Już 5 sierpnia oddziały Reinefartha, liczące 2300 żołdactwa zaatakowały dzielnicę Wolą. Broniło jej 1650 żołnierzy doborowego batalionu Kedywu. Na prawym skrzydle niemieckim, do walki weszło 1700 zbirów tzw. brygady Michała Kamińskiego. Wspierało ich około 500 esesmanów i policjantów. Ich zadaniem było atakowanie przedmieścia Ochota, bronionego zaledwie przez około 400 akowców. Plan Reinefartha był następujący – zdobyć Ochotę, przejść Śródmieście, dotrzeć do mostu Kierbedzia i przywrócić komunikację wschód-zachód. Ataki poprzedził atak lotniczy bombami zapalającymi. Zaraz potem ruszyły oddziały Oskara Dirlewangera i pułkownika W. Schmidta. Szybko wdarli się na ulicę Górecką i Wolską, a pozostałe oddziały szturmowały północne rejony dzielnicy Wola, gdzie akowcy blokowali drogi dojazdowe do Śródmieścia, broniąc się z miejscowych cmentarzy. Drugiego dnia szturmu, grupy Dirlewangera sforsowały Chłodną i Elektoralną i dotarły do pałacu Bruehla, uwalniając oblężonego generała Stahela i jego sztab. Przybyli w ostatniej chwili – żołnierze Stahela byli już mocno pijani, to znaczy przygotowani do poddania Polakom.

Wieczorem 7 sierpnia opanowali już główną arterię komunikacyjną zachód-ws-chód wiodącą ze Śródmieścia na Wolę i zbliżyli się do mostu Kierbedzia. Stałe naloty bombowe w przerwach między atakami, zamieniały teren walk w jedno rumowisko.

Największe żniwo śmierci, cierpień i gwałtów, Wola i Ochota zawdzięcza dwóm zwyrodnialcom – Oskarowi Dirlewangerowi i Michalowi Kamińskiemu. Ten pierwszy, urodzony w 1895 roku w Niemczech, był doktorem ekonomii. Ten seksualny zboczeniec za gwałty na nieletnich został skazany w 1935 roku i spędził dwa lata w więzieniu. Po wyjściu, ponownie został aresztowany za takie same czyny, ale dzięki protekcji generała Gotloba Bergera, został zwolniony i wysłany do Hiszpanii z Legionem “Condor”, do walki przeciwko rebelii bolszewickiej. W czasie wojny piął się w górę – takich zbirów było stale za mało. Kierowano do jego oddziału wyłącznie kryminalistów. Dirlewanger zwalczał partyzantów w Polsce. Mieli na swym “koncie” podobno 15 tyś. ofiar. Późniejszy kat Warszawy Bach-Żelewski zarekomendował Dirlewangera do odznaczenia Niemieckim Złotym Krzyżem.

Drugim potworem był Michał Kamiński. Dowodził brygadą S S swojego imienia. Nie jest prawdą, iż było to jednostka ukraińska. Kamiński był synem Polaka i Niemki, sam określał siebie jako Rosjanina, a swój oddział nazywał Rosyjską Armią Narodowo-Wyzwoleńczą, zaś mylne nazywanie jego brygady “ukraińską” wynikało z tego, że jego “żołnierze” posługiwali się językiem rosyjskim, w stolicy prawie nie odróżnianym od ukraińskiego. Kamiński wiele lat spędził w sowieckich łagrach, co ukształtowało jego nienawiść do Sowłagru. Był to jednak skończenie zwyrodniały sadysta. W latach 1943-44 jego brygada liczyła około 15 tysięcy ludzi. W odróżnieniu od generała Własowa i jego “własowców”, Kamiński nie posiadał żadnej ideologii. Generał Andriej Własow także nienawidził bolszewizmu, ale nadał temu silne podstawy ideologiczne.

Choć brygada Kamińskiego nie rekrutowała się z takich jak u Dirlewangera kryminalistów, prześcignęła tamtych okrucieństwem.

To, co w pierwszych dniach powstania przeżyli mieszkańcy Woli i Ochoty, stało się najbardziej odrażającym fragmentem drugiej wojny światowej i daleko przewyższyło zbrodnie i gwałty hord sowieckich po ich wkroczeniu na ziemie niemieckie. Tylko jednego dnia – 5 sierpnia, brygada Kamińskiego wymordowała 10 000 osób cywilnych. Tak ich zresztą pochłonęły gwałty i grabież, że tego dnia posunęli się zaledwie o 300 metrów. Rzeź Woli rozpoczęła się 4 sierpnia. Mordowali dosłownie wszystko “co się ruszało”. W Instytucie Radiologicznym, zwyrodnialcy Kamińskiego rankiem 5 sierpnia najpierw wypili wszystek szpitalny spirytus, potem eter, następnie zabrali się do gwałcenia pielęgniarek, nie oszczędzono nawet chorych na raka kobiet w starszym wieku. Kogo nie zdążyli wymordować na miejscu, pędzono na tzw. Zieleniak. Zgromadzono tam kilka tysięcy osób. Wielu konało w trakcie marszu lub na Zieleniaku z ran i braku wody. Tak zginęła słynna pianistka Jadwiga Zalewska-Mazurowa z mężem, oraz popularny aktor Mariusz Muszyński.

Apogeum rzezi przypadło na 7 sierpnia. Świadkowie byli przekonani, że nikt z mieszkańców Warszawy nie ujdzie z życiem. Zwłoki układano w gigantyczne sterty i rzędy: Odniosłem wrażenie, że w pierwszych dniach powstania wyginęła cała ludność miasta.

To wszystko działo się przy osobistym udziale i nadzorze esesmanów niemieckich. Hitlerowcy z premedytacją wysłali do Warszawy brygady tych dwóch sadystów – Dirlewangera i Kamińskiego. Dopiero Bach-Żelewski przerwał wyczyny zbirów Kamińskiego. Przejeżdżając ze swoją świtą koło kompleksu warszawskich cmentarzy, dostrzegł zwały zwłok – to niemiecka policja właśnie dokonywała masowych egzekucji ludności. Kazał zaprzestać rzezi – tym samym uchylił instrukcje samego Himmlera, co po wojnie pozwoliło mu uniknąć stryczka. Bach kazał aresztować Kamińskiego i skrycie go zlikwidować. Wyrok wykonało gestapo łódzkie. Zmarł nieświadom wyroku – zabity strzałem w plecy. Przy jego zwłokach znaleziono wielkie ilości złota, zegarków, biżuterii. Jego zbirom powiedziano, że zginął w zasadzce polskiego podziemia. Nawet pokazano ich przedstawicielom samochód podziurawiony kulami. Brygada Kamińskiego na Ochocie straciła 30 proc. stanu osobowego w walkach z powstańcami. Po likwidacji herszta przeniesiono ją na Stawki, potem do Puszczy Kampinoskiej, do ryglowania walczącej Warszawy od pomocy z zewnątrz. Nocą 2 września oddział AK pod dowództwem ppłk Adolfa Pilcha osaczył bunkier, w którym mieściły się sztaby dwóch batalionów, około 100 ludzi. Wszystkich wybito granatami.

Wyłuskano z ich ubrań i ekwipunku olbrzymie ilości złota, biżuterii, zegarków. Resztki oddziałów Kamińskiego wcielono do Drugiej Dywizji gen. Andrieja Własowa.

Dirlewanger okazał się nietykalny. Nawet feldmarszałek Guderian mimo starań, nie zdołał pozbyć się Dirlewangera. Nie pomogły też zapewnienia Fegeleina, brata kochanki Hitlera Ewy Braun z kancelarii Hitlera, kiedy powiedział do Hitlera: Uwierz mi, Wodzu, ci ludzie to prawdziwe kanalie!

W zbrodni ludobójstwa na ludności Warszawy, tym razem wzięli udział -pośrednio – polscy “szaleńcy” w szlifach generalskich.

Henryk Pająk

Powstanie Warszawskie
Read the full article – wolna-polska.pl