imalopolska

najnowsze wiadomości

admin

admin

Polska

11 ton polskiego złota zatrzymała Wielka Brytania, ale gdzie się podziała reszta? Lista podejrzanych jest długa…

a-5-1200x630

Strona główna &gt Polska &gt 11 ton polskiego złota zatrzymała Wielka Brytania, ale gdzie się podziała reszta? Lista podejrzanych jest długa… 11 ton polskiego złota zatrzymała Wielka Brytania, ale gdzie się podziała reszta? Lista podejrzanych jest długa… a303 Polska 4

W 1939 r. majątek Banku Polskiego został wywieziony z okupowanego kraju. Na zawsze. Do dziś nie wiadomo, w czyje ręce trafiło 1208 drewnianych skrzynek wypełnionych po brzegi sztabkami i workami monet ze złota.

Mały tankowiec „Eocene”, należący do amerykańskiej kompanii naftowej Socony Vacuum, zawinął do portu w Konstancy 14 września 1939 roku. Kapitan statku, 33-letni Brytyjczyk Robert Brett, został wciągnięty w wir dziwnych wydarzeń, które niespełna rok później opisał w londyńskim „Sunday Dispatch”. Niezwykłą przygodę kapitana gazeta opatrzyła sensacyjnym tytułem: „Porwałem Hitlerowi 21 mln funtów szterlingów”.

Oto jak swoje przeżycia opisywał młody kapitan:

Nigdy nie mogłoby mi nawet przyjść na myśl, że pewnego dnia będę miał w lukach mego statku »Eocene«, tankowca o 4216 tonach wyporności, więcej złota niż jakikolwiek inny statek przedtem i prawdopodobnie – potem.

Na tankowiec załadowano dorobek II Rzeczypospolitej: 1208 niedużych drewnianych skrzynek. Opasywały je żelazne taśmy. Nie wszystkie miały uchwyty, co utrudniało noszenie. Każda ważyła 60 kilogramów. W środku znajdowały się albo sztaby złota wielkości wydłużonej cegły, albo worki ze złotymi monetami.

– W Banku Polskim były sztaby rozmaitego pochodzenia i rozmaitych prób. Wśród nich także sztaby ze skarbca dawnych Austro-Węgier. Posiadały próbę 1000, a więc złoto zupełnie czyste, bez domieszki – relacjonował w 1966 r. na antenie Radia Wolna Europa (RWE) Władysław Bojarski z eskorty złotego transportu.

Zygmunt Karpiński, który zakładał w 1924 r. Bank Polski, a potem zasiadał w jego zarządzie aż do jego likwidacji, w książce „Losy złota polskiego podczas II wojny światowej” bardzo szczegółowo opisał bankowe zasoby w dniu wybuchu wojny. Polskie złoto było wtedy ogółem warte 463,6 mln zł (ok. 95 ton), czyli około 87 mln ówczesnych dolarów amerykańskich. Złoto wartości nieco ponad 100 mln zł (ok. 20 ton) było zdeponowane za granicą, głównie we Francji, Anglii, Szwajcarii i USA. Większość znajdowała się jednak w Polsce. Złoto wartości 193 mln zł (ok. 38 ton) przechowywano w skarbcu w Warszawie, zaś sztaby warte 170 mln złotych (37 ton) spoczywały w oddziałach w Brześciu, Lublinie, Siedlcach i Zamościu.

Ignacy Matuszewski

Pierwszy transport złota z Warszawy wysłano do Brześcia 4 września 1939 r. autobusami Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. Z publikacji „Wojenne losy polskiego złota” dr. hab. Janusza Wróbla z łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej wynika, że tego dnia u premiera Felicjana Sławoja-Składkowskiego zjawiło się trzech pułkowników: Ignacy Matuszewski i Adam Koc oraz były minister handlu Henryk Floyar-Rajchman. Oficerowie odpowiedzialni za nadzór i koordynowanie akcji otrzymali zgodę na wywiezienie z Polski całego bankowego złota.

13 września w Śniatyniu przy granicy z Rumunią zebrano całość złota „w sumie ok. 75 ton kruszcu” – pisze dr Janusz Wróbel. „Z wyjątkiem 3,8 ton złota wartości ponad 22 milionów złotych, które pozostawiono w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego” – wylicza historyk IPN.

W nocy z 13 na 14 września złoto załadowano do 9 wagonów towarowych, pociąg przekroczył granicę i ruszył w kierunku Konstancy. Wtedy doszło do pierwszej sytuacji kryzysowej. Na miejscu okazało się, że Niemcy wpadli na trop polskiego złota i chcą je natychmiast przejąć.

Niemiecki ambasador w Bukareszcie Wilhelm Fabricius na spotkaniu z Grigore’em Gafencu, ministrem spraw zagranicznych Rumunii, złożył protest przeciwko łamaniu przez ten kraj neutralności. Niemiec zażądał, by Rumuni potraktowali polskie złoto jak materiał wojenny. Rumuński minister uratował skarb Rzeczypospolitej, udając, że nie ma pojęcia o transporcie, ale obiecał przeprowadzić śledztwo w tej sprawie. W ten sposób dał Polakom czas na zorganizowanie transportu z Konstancy.

Wtedy na horyzoncie pojawił się właśnie kpt. Robert Brett. Był przekonany, że czeka go rutynowy załadunek paliwa, tymczasem odwiedził go konsul brytyjski, który poprosił o zabranie kilkudziesięciu ton polskiego złota.

Płynąc do Stambułu i dalej koleją przez Bejrut, a potem znowu drogą morską, złoto dotarło do Tulonu, tym razem na pokładach dwóch szybkich niszczycieli.

Na początku października 1939 r. skarb Rzeczypospolitej znalazł się pod kontrolą rządu polskiego. Złoto przewieziono do Nevers nad Loarą w środkowej Francji. Spoczęło w podziemnym skarbcu tamtejszego oddziału Banku Francji.

Sytuacja zaczęła się wymykać spod kontroli, gdy okazało się, że Francuzi przegrywają wojnę. 22 maja 1940 roku polski rząd poprosił Anglików o wyznaczenie statków polskich, które podejmą się misji przewiezienia skarbu banku do Ameryki. Skrzynie wydobyto ze skarbca w Nevers i znowu załadowano do wagonów towarowych.

Władysław Sikorski

Złoto dotarło do portu Lorient na krążownik „Victor Schölcher” 16 czerwca 1940 roku. Tego dnia rząd francuski zdecydował się na kapitulację. Polskie złoto konwojował już wtedy tylko jeden Polak, dyrektor warszawskiego oddziału Banku Polskiego Stefan Michalski. Był święcie przekonany, że statek płynie do Stanów Zjednoczonych. Szybko okazało się jednak, że okręt przybił do portu w Casablance, a po kilku dniach złoto wyruszyło w dalszą podróż – do Dakaru.

W tym czasie władze polskie przeniosły się do Londynu. W sprawie złota generał Władysław Sikorski interweniował u premiera Winstona Churchilla, który obiecał, że brytyjska marynarka wojenna zatrzyma francuski transport z polskim skarbem. Problem polegał na tym, że nikt nie wiedział, gdzie złoto zaginęło. Dopiero 30 czerwca dotarła do Londynu depesza dyrektora Michalskiego nadana w konsulacie angielskim w Dakarze z informacją, że w porcie tym rozładowano skarb Banku Polskiego.

Francuzi, obawiając się ewentualnej próby odzyskania złota przez marynarkę brytyjską, wysłali je w głąb kraju. Skrzynie wywieziono 800 km w głąb afrykańskiego lądu i złożono w budynku administracyjnym przy dworcu kolejowym miasteczka Kayes (obecnie Republika Mali).

Złota nie przejęli Niemcy, znalazło się jednak w rękach rządu Vichy, który współpracował z III Rzeszą i nie chciał się narażać. Polskie państwo de facto straciło skarb.

Hilary Minc

– Nie widzę możliwości odzyskania złota – irytował się gen. Sikorski podczas rozmowy z płk. Adamem Kocem, odpowiedzialnym za los polskiego skarbu, który osobiście relacjonował to spotkanie we wspomnianej audycji RWE.

Wtedy oficer wpadł na pomysł, żeby w Stanach Zjednoczonych złożyć pozew przeciwko rządowi francuskiemu i doprowadzić do zatrzymania francuskiego złota zdeponowanego w amerykańskich bankach w ramach zabezpieczenia polskich interesów.

Stronę polską reprezentowała kancelaria Sullivan & Cromwell. Doprowadziła do tego, że Amerykanie zgodzili się, by dostęp do francuskiego złota został zablokowany w banku federalnym w Nowym Jorku.

Rząd marszałka Pétaina na pozór nie ulegał sądowej presji, ale nie wydał Niemcom polskiego skarbu. Dopiero Francuski Komitet Narodowy gen. Charles’a de Gaulle’a w październiku 1941 roku zawarł z rządem gen. Sikorskiego układ, w którym Francuzi zobowiązywali się do zwrotu kruszcu.

W styczniu 1944 r. polscy urzędnicy bankowi dotarli do Dakaru, a wkrótce do położonej w głębi kraju miejscowości Kayes, gdzie w pilnie strzeżonym budynku administracji kolei przechowywano skarb Banku Polskiego. Wkrótce skrzynie złota przewieziono do fortu w Dakarze, komisyjnie przejęli je Polacy. Po czterech latach złoto wróciło do prawowitych właścicieli. Rząd na uchodźstwie zdecydował, żeby skarb Banku Polskiego podzielić na trzy części i rozlokować w Nowym Jorku, Ottawie i Londynie.

Wydawać by się mogło, że w tym miejscu burzliwe losy złota II RP się kończą, ale tak nie jest. Nie wiadomo bowiem, jak skarb Banku Polskiego został podzielony i co się z nim tak naprawdę stało. Lektor Radia Wolna Europa, które w 1966 roku nadało trzyczęściowe słuchowisko dokumentalne o losach polskiego złota w czasie II wojny światowej „Epopea polskich argonautów”, lakonicznie stwierdził, że ok. 80 ton w sztabach i monetach nie powróciło nigdy do Polski. Według RWE pozostało ono w bankach zachodnich, aby jego równowartość w różnych formach służyła odbudowie zrujnowanego wojną kraju. Natomiast 11 ton złota zatrzymała Wielka Brytania jako pokrycie wydatków łożonych przez nią podczas wojny na cywilne potrzeby polskie.

Janusz Wróbel

Według dr. Janusza Wróbla z IPN złotem Banku Polskiego „zaopiekowali się” polscy komuniści. Za pomocą różnych operacji przejęli majątek II RP na rzecz Skarbu Państwa, co w końcu doprowadziło do całkowitej likwidacji w 1952 r. Banku Polskiego. Jego funkcję przejął utworzony przez komunistów Narodowy Bank Polski. Rolę głównego dysponenta złotego skarbu odgrywał Hilary Minc, jeden z najbliższych współpracowników Bolesława Bieruta i główny spec od gospodarki. Ale ile wydał i na co dokładnie? Nie wiadomo.

Część dokumentacji przekazania tego skarbu do komunistycznej Polski znajduje się w Archiwum Akt Nowych w Warszawie. Ale jak twierdzi Krzysztof Kopeć, prowadzący portal poświęcony gospodarczej historii Polski, nie jest to „inwentarz kartkowy bez ewidencji’’. Jego zdaniem z tej dokumentacji wynika, że przywłaszczone przez komunistów złoto stanowiło zaledwie ułamek skarbu (ok. 10 proc.) zdeponowanego w Dakarze. Co z resztą? Nie wiadomo.

Nie wiadomo też, co się stało z 20 tonami złota Banku Polskiego, które znajdowało się w depozytach zagranicznych przed wybuchem II wojny światowej. Na co zostały wydane 3,8 ton złota, które pozostawiono w 1939 roku w Dubnie do dyspozycji rządu polskiego? Historia złota Banku Polskiego wciąż pozostaje niedokończona i czeka na gruntowne badania naukowe, oparte na pracach archiwalnych. Nie tylko w Polsce.

Wojciech Surmacz, tekst ukazał się w miesięczniku „Forbes”

Za: http://niezlomni.com


Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

CZĄSTECZKI EMOCJI – wywiad z dr n.med. Marzanna Radziszewska – Konopka

tb

Strona główna &gt Zdrowie &gt CZĄSTECZKI EMOCJI – wywiad z dr n.med. Marzanna Radziszewska – Konopka CZĄSTECZKI EMOCJI – wywiad z dr n.med. Marzanna Radziszewska – Konopka polonuska Zdrowie 1

W ciele znajdują się cząsteczki chemiczne, które są odpowiedzialne za emocje. Silny wstrząs emocjonalny uznawany jest jako przyczyna każdej choroby. Emocje zalicza się do czynników zewnętrznych. Sposób reagowania jednak na różne sytuacje i pojawiające się za tym emocje, zależą od tego jakie mamy przekonania.

Dr Radziszewska – Konopka opowiada o tym na czym polega praca metoda Totalnej Biologii. Jaka jest rola konsultanta Totalnej Biologii. Opowiada o tym jak to się dzieje, że uwolnienie emocji i zmiana przekonań sprawiają, że symptomy chorobowe ustępują.

emocjestrestotalnabiologia
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Brytyjski rząd proponuje zakaz napojów energetyzujących dla dzieci

a-78

Strona główna &gt Zdrowie &gt Brytyjski rząd proponuje zakaz napojów energetyzujących dla dzieci Brytyjski rząd proponuje zakaz napojów energetyzujących dla dzieci a303 Zdrowie 1

Drinki te zawierają duże ilości cukru i kofeiny, i wiąże się je z otyłością i innymi problemami zdrowotnymi.

  • Supermakety zakazują je dla dzieci poniżej 16 lat / Supermarkets ban energy drinks for under-16s
  • Dlaczego szkoły zakazują ich sprzedaży / Why our school bans energy drinks

‚Niepokojące powiązania’

Nadmierne ich spożywanie wiąże się z szeregiem problemów zdrowotnych, od otyłości, próchnicy zębów, bólu głowy i problemów ze spaniem, do bólu brzucha i nadaktywności.

Zakaz ten dotyczy napojów zawierających ponad 150 mg kofeiny.

Czym są te napoje?

Zawierają duże ilości kofeiny, zwykle około 80 mg w 250 ml puszce, w porównaniu z Coca -Cola – puszka 330 ml = 32 mg, a puszka Diet Cola = 42 mg.

Alex Therrien – 30.08.2018

Tłum. Ola Gordon/http://chomikuj.pl/OlaGordon

https://www.bbc.com/news/health-45342682


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Pierścień się zaciska. Stanisław Michalkiewicz

a-73

Strona główna &gt Polska &gt Pierścień się zaciska. Stanisław Michalkiewicz Pierścień się zaciska. Stanisław Michalkiewicz a303 Polska 7

Jaka szkoda, że generał Franco nie był Żydem! Gdyby bowiem nim był, żaden hiszpański premier nie ośmieliłby się wystąpić z pomysłem ekshumowania go z Valle de los Caidos, gdzie jest pochowany w katedrze wykutej rękami komunistów we wnętrzu góry, by wrzucić jego szczątki do jakiegoś „kryjomego dołu”. Nawet polityk tak nieustraszony, jak Lech Kaczyński, co to osobiście wstrzymał i odpędził od Gruzji rosyjskie czołgi, zadrżał na myśl, że wbrew opinii jakiegoś rabina, który mu powiedział, że Żydów ekshumować nie wolno, ekshumowałby ich z mogiły w Jedwabnem. Tedy – choć nieustraszony – ekshumację wstrzymał, dzięki czemu pan dr Jan Tomasz Gross, awansowany na tę okazję na „historyka” i to od razu „światowej sławy”, może bez najmniejszych przeszkód opowiadać swoje androny. Niestety generał Franco żadnym Żydem nie był, toteż hiszpańska żydokomuna, reprezentowana przez Pedra Sancheza, który wprawdzie boi się chronić granic własnego państwa i sprzeciwiać bisurmańskim „uchodźcom”, chciałaby go w ten sposób upokorzyć, bo wiadomo – jak ktoś umarł, to nie żyje, więc w stosunku do nieboszczyka premier Sanchez jest odważny, jak Achilles.

Podczas gdy w Hiszpanii żydokomuna nieustraszenie walczy z generałem Franco, Polska dopuściła się straszliwego świętokradztwa, wobec którego bledną nawet zamachy nie niezawisłość sądów i demokrację. Z inicjatywy polskich władz deportowana została na Ukrainę nie tylko z Polski, ale z całej strefy Schengen pani Ludmiła Kozłowska, do niedawna, wraz ze swoim małżonkiem, Bartoszem Kramkiem, kierująca w Warszawie Fundacją Otwarty Dialog, co to stawia sobie za cel poprawienie świata od Atlantyku po Władywostok. Dalej już nie, bo dalej jest Pacyfik, a jego zmeliorować się nie da, no i Japonia, która na żadne „otwarte dialogi” nie jest podatna. Klangor podnieśli wszyscy płomienni ukraińscy szermierze demokracji i jestem pewien, że gdyby Stefan Bandera w jakiś sposób zmartwychwstał, to też przyłączyłby się do protestów, a może nawet urządziłby Polsce kolejną „wołynkę”, zwłaszcza na „ukraińskim terytorium etnicznym” – jak Światowy Związek Ukraińców z siedzibą w Toronto nazywa województwo podkarpackie, część województwa małopolskiego i część województwa lubelskiego. Oburzenie wyraził też amerykański „The Washington Post”, więc polscy zuchwalcy już nie odważyli się podnieść świętokradczej ręki na pana Bartosza Kramka, który nawet nie wypiera się autorstwa apelu o „wyłączenie” rządu polskiego. Pan Kramek nie zamierzał polskiego rządu wymordować, a w każdym razie – nie od razu, ale kto wie, do czego by doszło, gdyby zwyczajna perswazja nie pomogła? Najwyraźniej parasol ochronny nad nim trzyma czyjaś Mocna Ręka. Czyja? Tego dokładnie nie wiadomo, chociaż pewne światło na tę sprawę rzucają żarliwe zaprzeczenia kierownictwa Fundacji Otwarty Dialog, jakoby miała ona jakieś związki ze starym żydowskim finansowych grandziarzem, któremu też strzelił do głowy pomysł melioracji świata. Warto przypomnieć, że takie pomysły mieli wcześniej również inni Żydzi, na przykład – Karol Marks – a w następstwie tego eksperymentu co najmniej 100 milionów ludzi straciło życie. Skoro tedy pan Kramek energicznie dementuje fałszywe pogłoski o powiązaniach ze starym żydowskim grandziarzem, to przynajmniej dla księcia Gorczakowa, co to nie wierzył informacjom nie zdementowanym, byłaby to dość wyraźna wskazówka. Inną poszlaką jest deklaracja, że Fundacja miała styczność z jurgieltnikami starego grandziarza, ale trudno nie mieć z nimi styczności, zwłaszcza w Polsce, gdzie tradycja jurgieltu jest nadal bardzo żywa, jurgieltnicy dochodzą do wysokich godności i zażywają reputacji moralnych autorytetów. Po prostu nie można splunąć, żeby w takiego nie trafić, więc nic dziwnego, że i pani Ludmiła i pan Bartosz też się z nimi zetknęli. Na jurgieltnikach musiało to zetknięcie pozostawić wyraźny ślad, skoro po ochłonięciu z pierwszego zaskoczenia zuchwałością władz tubylczego bantustanu, wystąpili oni z apelem do Unii Europejskiej, by pani Ludmile Kozłowskiej ofiarowała unijne obywatelstwo, dzięki czemu będzie mogła ulepszać świat już bez najmniejszych impedimentów. Zresztą nawet gdyby nie pozostawiło takiego śladu, to ta sama Mocna Ręka, która trzyma nad panem Kramkiem parasol ochronny, mogłaby ich popchnąć do działania. Nasza Złota Pani ma bowiem swoje projekty również co do banderowców, więc mogłaby i parasol i popchnięcie. Toteż pod apelem podpisał się Kukuniek, który musi pamiętać ściśle tajną „Informację o zasobach archiwalnych MSW”, którą 4 czerwca 1992 roku przekazał posłom i senatorom złowrogi minister Macierewicz – że mianowicie przez rozpoczęciem niszczenia dokumentów MSW, zostały one zmikrofilmowane co najmniej w trzech kompletach z których dwa są za granicą, a jeden – „w kraju”. Znaczy to, że zarówno Putin, jak i Nasza Złota Pani mogą w każdej chwili zrobić Kukuńkowi straszliwe kręcenie wora. Nic zatem dziwnego, że na odgłos trąbki nasz Kukuniek od razu podrywa się na równe nogi, podobnie jak pan red. Tomasz Lis, czy pan Michał Boni. Ciekawe, czy pani hrabina Róża Thun und Handehoch też odbiera na tej samej fali, czy raczej na folksdojczowskiej, podobnie jak w przypadku słynnego zięcia, czyli pana Krzysztofa Króla, czy pana Seweryna Blumsztajna. W tej sytuacji tylko patrzeć, jak pani Ludmiła zostanie wynagrodzona unijnym obywatelstwem, a konfidenci i folksdojcze utworzą komitet powitalny, który powita ją chlebem i solą na Okęciu. Esperons, że unijni biurokraci nie będą się ociągali i pani Ludmiła zdąży na rozpoczęcie operacji „wyłączania rządu”. Bo wszystko do tego właśnie zmierza, a zwłaszcza – postępująca anarchizacja naszego nieszczęśliwego kraju, która w końcu musi doprowadzić do przesilenia.

Jest to prawdopodobne tym bardziej, że Nasz Najważniejszy Sojusznik właśnie pogrąża się w chaosie spowodowanym puszczeniem farby przez kolaboranta prezydenta Trumpa, pana Cohena, co to jeszcze niedawno odgrażał się, że gotów jest dla swego szefa nawet się zastrzelić. Wygląda jednak na to, że ci wszyscy twardziele mocni są raczej w gębie, bo jak przyszło co do czego, to pan Cohen podkulił ogon i zeznał, że Donald Trump dał mu pieniądze, żeby zatkał nimi gęby jakimś kurewkom. Prawdopodobnie nawet wzięły szmalec, ale zaraz rozpuściły japę, w nadziei, że teraz już na pewno zostaną celebrytkami, jak sama Angelina Jolie. Z tego powodu prezydent Trump coraz więcej uwagi musi poświęcać ratowaniu własnej skóry tym bardziej, że specjalny prokurator Mueller prowadzi energiczne śledztwo mające wykazać, że prezydent Trump zawdzięcza swój wybór knowaniom zimnego ruskiego czekisty Putina. W takiej sytuacji nie będzie miał głowy do zajmowania się resztą świata, a zwłaszcza takimi jego zakątkami, jak nasz nieszczęśliwy kraj – a z tego niewątpliwie skorzystają strategiczni partnerzy, którzy mogą na własną rękę zacząć układać się z Żydami co do przyszłości Europy Środkowej – gdzie utworzyć Judeopolonię i jakie nakreślić jej granice, żeby wszyscy byli zadowoleni. Judeopolonia bowiem, niezależnie od innych zalet, miałaby również i tę, że dostarczałaby strategicznym partnerom znakomitego pretekstu do dyscyplinowania zarówno banderowców, jak i naszego, mniej wartościowego narodu tubylczego w postaci walki z antysemityzmem.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Źródło: http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=4291


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Świat jest inny odc.83 – Słuchajcie tych co pamiętają

an0-1

Strona główna &gt Polska &gt Świat jest inny odc.83 – Słuchajcie tych co pamiętają Świat jest inny odc.83 – Słuchajcie tych co pamiętają Ogarek Polska 1

Dr Jerzy Jaśkowski w nowej audycji przedstawia sprawę oszustw i kłamstw propagandowych mających znamiona operacji „prania mózgu” Polakom. Pod pozorem 100 lecia odzyskania niepodległości zarządcy okupacyjni świętują 100 lecie zniewolenia gospodarczego. To oddanie w obce ręce NBP jest kluczem braku wolności w Polsce. Wszystko jest odwrotnie przedstawiane.

Opublikowano 27.08.2018

Dr Jerzy Jaśkowski
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

„Rozwój zrównoważony” – czas na polski samochód elektryczny. Janusz Kowalczyk

a-67

Strona główna &gt Polska &gt Informacje oraz publicystyka z Polski &gt „Rozwój zrównoważony” – czas na polski samochód elektryczny. Janusz Kowalczyk „Rozwój zrównoważony” – czas na polski samochód elektryczny. Janusz Kowalczyk a303 Informacje oraz publicystyka z Polski, Polska, Wyróżnione 10

W „mowie tronowej” w 2016 r., nowy premier Polski i następca p. Beaty Szydło, Mateusz Morawiecki, najprawdopodobniej nie zdając sobie z tego sprawy, że uderza w tony komunistycznego genseka, Edwarda Gierka („Polak potrafi”), przedstawił malowniczy projekt Polski przyszłości. Najwidoczniej nie zdaje sobie prawy z tego, że posuwa się szlakiem, na którym bieleją kości jego komunistycznych poprzedników. Ta nowa Polska otrzymała kryptonim Polski „o gospodarce zrównoważonej”.

Nie panując nad sobą, wyraźnie podochocony nowy premier zauważył, że „czas skończyć robienie śrubek i muterek, a zająć się projektami poważnego rozwoju gospodarczego.” W tym konkretnym przypadku rzucił hasło…opracowania projektu i budowy samochodu elektrycznego …Projekt polskiego „elektryka” miałby być gotowy na…. No właśnie: tej daty nie zna nikt. Pokazano za to śmiałe rysunki miejskiego samochodu.

Już sam projekt przedstawiony opinii społecznej nie świadczy najlepiej o sprawności mózgu premiera. Ale być może. jego rozwój osiągnął szczyt swojego rozwoju i pasował on doskonale do kolejnych stanowisk w szlachetnym gremium bankowców bowiem jaki poważny człowiek, obywatel Polski, wyrwał by się „Filip z konopi” z czymś takim. Jak kraj, który nie ma tradycji motoryzacyjnych, może snuć taką wizję?

Trzeba na fakty spojrzeć realnie: Polska nie ma tradycji motoryzacyjnych i rzucanie się „głęboką wodę” wzorem ,np. Korei Płd. (która też ich nie miała) jest pomysłem z Wariatkowa- nawet Rumunia jest lepsza „te klocki”.

Ale Koreańczycy wytrwale rozwijali swój przemysł samochodowy ponad 20 lat. My też nie byliśmy gorsi : zaczęliśmy od „Syrenki” , a skończyliśmy na mającym…”status” …„Polonezie”… Bądźmy uczciwi: był też, wzbudzający niekłamany podziw całej Europy licencyjny …„Fiat 126p”. Ooo!- i „Fiat 125

Dla p. M.Morawieckiego brak tradycji najwidoczniej o niczym nie przesądza- grunt to bardzo chcieć.

Nie jest w takim rozumowaniu osamotniony.

Np. znany ewolucjonista z Oxfordu, prof., Richard Dawkins w unikalny, prosty sposób tłumaczył studentom i dziennikarzom dlaczego osobliwy „chrząszcz-kanonier” produkuje i magazynuje w swoim ciele 2 związki chemiczne, które zmieszane razem stają się wybuchową mieszaniną, porażającą ofiarę.. Ale tylko w chwili „strzału”.

Otóż ten uczony profesor zakonkludował, ze to „najpewniej przodkowie chrząszcza zmusili związki chemiczne do takiego ciekawego rozwiązania”. A więc baśniowa abiogeneza zaszła samorzutnie….Ale to spory ewolucjonistów z kreacjonistami. Co to ma do projektu „elektryka”?

Otóż ma!

Ludy o poważnych tradycjach technicznych wolą jednak nie wierzyć w samorzutną abiogenezę (ożywienie materii martwej – „ewolucja”) i, eksperymentując latami, dochodzą do najlepszych rozwiązań. Wiedzą, że trzeba mieć projekt, miejsce, czas i pieniądze..

Z uwagi na bardzo tanią energię elektryczną, umożliwiającą tanią elektrolizę wody na tlen i wodór już 20 lat temu ściągnęły na Islandię najpoważniejsze światowe firmy () samochodowe. Zbudowano trzy stacje tankowania wodoru w Reykjaviku. Po co”? Po to by zbudować….”elektryki”, w których paliwem zamiast gazu, diesla czy benzyny, jest wodór. Zamiast, zatruwających środowisko węglowodorów końcowym produktem sapania wodoru w motorze , jest czysta woda…

Oczywiście wymaga to specjalnych motorów (południowo- koreański .„Samsung” jest jednym z wiodących producentów ogniw paliwowych, produkujących wodór), bezpiecznych zbiorników wodoru i całej masy innych rzeczy .. Od 2000 e. testował swoje projekty „Mercedes”, „BMW”, „MAN”, „Volkswagen”, „Fiat”. „Toyota” „Ford”, itp. Teraz i my dołączymy do czołowych producentów.

Rzecz jasna tylko na papierze – to jeszcze jeden poroniony polski projekt…Nie mając taniej energii elektrycznej, kapitału, infrastruktury rzucamy się na głęboką wodę.. Jeśli Polacy posłuchają premiera , jeśli dadzą mu zielone światło na realizację fantasmagorycznego projekt., zdziadziejemy jeszcze bardziej. – od razu wiadomo,, że guzik z tego wyjdzie . Dlaczego się tak o tym rozpisuję?

Ano dlatego, że do roku 2020 pojawi się aż 10 modularnie zaprojektowanych modeli „Mercedesa”. A i „BMW” też wystawi cztery…

A tymczasem po staremu czas bezproduktywnie płynie. Tak jak nasza „królowa polskich rzek” –Wisła.

Wystarczy jak popada 2 tygodnie na płd, .Polski to tradycyjnie polskie rzeki wylewają. Jak będzie miesiąc suszy, to Polsce grozi …brak wody.

Jest gorzej jak w Hiszpanii, w której zbiorniki retencyjne zbudowane w górach przez „faszystę” gen. Franco zaraz po wojnie domowej zapewniają normalny rozwój rolnictwa.

Zamiast snuć baśń „o żelaznym wilku” lepiej byłoby się zabrać za porządną, perspektywiczną regulację Odry, Warty, Wisły., Sprawić by się stały one rzeczywiście żeglowne, by powstały porty rzeczne, a wokół nich terminale towarów.

Do połowy lat 60-tych (głęboki komunizm)można było z Warszawy statkiem pasażerskim (piękne, bocznokołowe parowce. w starym stylu) odbyć przepiękną podróż aż do Gdańska , do Kazimierza Dolnego…Jakaż frajda , przygoda, obcowanie z naturą dla dzieci i dorosłych. Pływało się z Warszawy na Bielany i do Młocin.

Na trudniejszych odcinkach pracowały pogłębiarki, tor wodny był oznaczony,,, Pływały nawet w dół Wisły do Płocka, Torunia , Gdańska barki towarowe. Od tego należało zacząć , a nie od super drogich autostrad -budowanych po to, by zadowolić „unię europejską” i sprawić bezproblemowy dowóz towarów dla chazarskich, zagranicznych sieci handlowych …wywożących w zamian wagonami forsę z naszego kraju.

Nadbrzeże w Toruniu

W miarę się komunizmu w Polsce nakłady inwestycyjne w żegludze systematycznie malały w komunistycznej gospodarce i w 1974 r. ( 388,5 mln zł,) pozostały prawie bez zmian na poziomie z 1970 r. -387,9 mln zł, Mimo wszystko nie były one tak złe, jak obecnie. Oto garść cyfr:

W 1960 roku posiadaliśmy:

– holowniki – 150 jednostek
– pchacze – 2 jednostki
– barki z własnym napędem – 58 jednostek
– barki bez własnego napędu – 525 jednostek
– statki pasażerskie – 74 jednostki

W 1970 roku:

– holowniki – 101 jednostek
– pchacze – 180 jednostek
– barki z własnym napędem – 345 jednostek
– barki bez własnego napędu – 918 jednostek
– statki pasażerskie – 93 jednostki

W 1974 roku:

– holowniki – 68 jednostek
– pchacze – 224 jednostki
– barki z własnym napędem – 336 jednostek
– barki bez własnego napędu – 965 jednostek
– statki pasażerskie – 88 jednostek

Trudności, jakie wystąpiły w ostatnich trzech latach „rządów demokratycznych” w realizacji zadań przewozowych przez PKP zwróciły większą uwagę na problem śródlądowego transportu wodnego.

A jednak główne drogi wodne – Wisła i Odra, łączące Śląsk z Bałtykiem nie są wykorzystywane we właściwym stopniu, a mogłyby przecież odciążyć przewóz koleją ładunków masowych, jak: węgla, cementu, materiałów budowlanych, nawozów sztucznych i innych.

I znów symptomatyczne: w żeglugę na Odrze inwestują …Niemcy, dla których sprawa zaopatrzenia Berlina w węgiel jest sprawą niezwykle istotną.

Dobra skądinąd uchwała VII Zjazdu PZPR, stwierdzająca, że: „Niezbędny jest przyspieszony rozwój żeglugi śródlądowej, przede wszystkim na Odrze i Wiśle. Powinna ona w większym stopniu niż dotychczas uzupełniać transport kolejowy w przewozach ładunków masowych, zwłaszcza węgla i materiałów budowlanych” pozostała jednak na papierze, a ten, widomo, jest „cierpliwy”…

Premier Morawiecki też mówił o reaktywacji żeglugi śródlądowej- co gorsze: mówił dokładnie w tym samym stylu co bolszewicy. Można więc odrzucić nadzieję, że coś się zmieni na lepsze i , że wkroczymy w końcu w etap nadrabiania w żegludze śródlądowej zaległości, dzielących nasz kraj od najbardziej rozwiniętych pod tym względem państw w Europie: Francji: Niemiec, Belgii i innych, które podstawową sieć swych dróg wodnych zbudowały jeszcze w XIX wieku.

Jak widzimy”rozwój zrównoważony” to „wybór” priorytetów. A tych -pomimo pozostawaniem latami w opozycji – się nie dopracowano.

Może więc jednak „elektryk” zdziała cuda?

Janusz Kowalczyk


Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Szczepienna batalia trwa. Prof. Maria Majewska

a-63-1200x630

Strona główna &gt Zdrowie &gt Szczepienna batalia trwa. Prof. Maria Majewska Szczepienna batalia trwa. Prof. Maria Majewska a303 Zdrowie 2

Po imponującej mobilizacji polskich rodziców przez STOPNOP udało się zebrać ponad 120 000 podpisów pod propozycją obywatelskiej ustawy o dobrowolności szczepień. Po tym sukcesie, tracące wielkie zyski kartele farmaceutyczne, działając poprzez medialnych i urzędniczych agentów rozpętały kampanię ataków oszczerstw i inwektyw skierowaną przeciw rodzicom chroniącym dzieci przed szczepienną śmiercią lub kalectwem, a także przeciw broniącym praw pacjenta lekarzom.

Wg raportu Justyny Sochy w „Warszawskiej Gazecie” (27 VII) prezes Naczelnej Izby Lekarskiej (NIL), Andrzej Matyja, posunął się nawet do ataku na polską demokrację, żądając od MZ pogwałcenia konstytucyjnych praw obywateli i odrzucenia społecznie zaproponowanej ustawy. NIL pozbawiła też pracy doświadczonego pediatrę, dra Andrzeja Majkowskiego, który miał odwagę publicznie zaapelować do lekarzy o honorowanie Deklaracji genewskiej oraz poszanowanie woli rodziców i dzieci w kwestii szczepień http://stopnop.com.pl/andrzej-majkowski/. Podobne ataki na niezależnych lekarzy i naukowców, którzy badają bezpieczeństwo szczepień i dyskutują na ten temat, mają miejsce innych skorumpowanych przez kartele farmaceutyczne krajach.

Mimo prób storpedowania obywatelskiej propozycji legislacyjnej, została ona zatwierdzona przez Sejm do czytania, dyskusji i głosowania, które odbędą się jesienią b.r. http://stopnop.com.pl/sejm/. Teraz nastał kolejny etap walki o wolność wyboru w zakresie szczepień. Pora na masowe kontakty rodziców ze swymi posłami (listowne, osobiste, telefoniczne). Trzeba ich uświadamiać o zagrożeniach dla zdrowia i życia ze strony przymusowych toksycznych szczepień, jaki i dawać do zrozumienia, że stracą głosy obywateli, jeśli zignorują ich wolę.

Wcześniej włoscy badacze (Gatti & Montanari) zbadali ponad 40 szczepionek stosowanych w Europie i znaleźli w nich zanieczyszczenia wieloma toksycznymi metalami (http://medcraveonline.com/IJVV/IJVV-04-00072.pdf ). Te analizy zostały potwierdzane przez innych niezależnych badaczy. Kolejno włoskie towarzystwo wspierające wolność szczepień zamówiło w instytucie wyspecjalizowanym w sekwencjonowaniu materiału genetycznego analizę biologicznych zanieczyszczeń kilku szczepionek. Wyniki były alarmujące i wykazały, że spośród 7 zbadanych szczepionek aż 5 nie odpowiadało wymaganym standardom bezpieczeństwa: zawierało zmutowany materiał antygenowy i było zanieczyszczonych obcym lub patologicznym materiałem genetycznym ludzkim i zwierzęcym. (https://www.corvelva.it/blog/lettere-e-comunicati/330-vaccinegate-5-of-7-vaccines-analyzed-are-not-compliant.html). I takie toksyczne, bezwartościowe szczepionki są podstawą współczesnego rozdmuchanego programu rzekomej ochrony przed chorobami.

Setki niezależnych badań dowodzą szkodliwości masowych szczepień, które powoduje epidemie ciężkich chronicznych i zagrażających życiu chorób takich jak: uszkodzenia neurologiczne zwane eufemicznie autyzmem, upośledzenie umysłowe, astma, alergie pokarmowe, cukrzyca, choroby autoimmunologiczne, kardiologiczne, reumatyczne, nowotworowe, uszkodzenie nerek, wątroby, i wiele innych. Wielką szkodliwość szczepień potwierdzają wyroki sądowe, które w USA przyznały okaleczonym przez szczepienia osobom ok. 4 miliardów dolarów odszkodowań (https://www.nvic.org/injury-compensation.aspx).

Urzędnicy medyczni przekonują, że szczepienia są bezpieczne, choć wiadomo, że badania dotyczące „bezpieczeństwa” szczepionek są prowadzone przez producentów z pogwałceniem wszelkich norm wymaganych przy testowaniu leków. Nigdy nie stosuje się w nich neutralnego placebo, którym powinna być sól fizjologiczna. Jako pseudoplacebo używa się różnych toksycznych koktajli, które wchodzą w skład

szczepionek (np. mieszanki związków aluminium, rtęci/tiomersalu, formaldehydu, detergentów etc.), lub innych szczepionek obecnych na rynku. W ten sposób firmy wykazują, że ich szczepionki nie są bardziej szkodliwe niż równie toksyczne pseudo placebo. Wiele szczepionek, które w niewielkich badaniach klinicznych spowodowały śmierć dziesiątków ludzi, jest dopuszczanych do obiegu. Potem zabijają lub okaleczają tysiące w skali krajów, a miliony w skali światowej (czego dowodzą m.in. raporty w amerykańskiej bazie danych VAERS).

Dotąd nie przeprowadzono dużego kontrolowanego badania porównującego długofalowo zdrowie i umieralność dzieci szczepionych i nieszczepionych, gdyż koncerny farmaceutyczne systematycznie je blokują. Jednak niezależne badania sondażowe przeprowadzone w USA i Europie jednoznacznie wykazały, że dzieci nieszczepione są znacznie zdrowsze pod każdym względem od szczepionych. Inne badania pokazują, że umieralność niemowląt i małych dzieci w różnych krajach jest proporcjonalna do liczby stosowanych szczepień – im ich więcej, tym większa umieralność.

Kontrolowane przez koncerny farmaceutyczne korporacyjne media stale epatują nas fałszywymi informacjami o „epidemiach strasznych chorób zakaźnych” takich jak odra, a ignorują prawdziwe epidemie, nawet pandemie, okaleczających i śmiertelnych chorób poszczepiennych. Dla przykładu, ostatnio straszy się nas, że w 2017 r. w Europie 37 osób zmarło na odrę (wg danych ECDC). Nie wiadomo, czy wszystkie te osoby zmarły w wyniku odry, czy miały też inne problemy zdrowotne, lecz przyjrzyjmy się bezpośrednio danym z ECDC. (https://ecdc.europa.eu/sites/portal/files/documents/Measles-and-Rubella-Surveillance-2017-final_0.pdf).

W 2017 r. w UE zarejestrowano 14 600 przypadków odry, z czego tylko 61% było potwierdzonych laboratoryjnie. Rycina 1 ilustruje skalę zachorowań w różnych krajach. Widać, że najbardziej obciążone są kraje południowe, przyjmujące najwięcej migrantów z Azji i Afryki.

Ryc. 1.

Rycina 2 ilustruje liczby zgonów w różnych krajach europejskich. W większości nie zanotowano żadnych zgonów na odrę, mimo dziesiątków, setek lub tysięcy zachorowań (niebieskie kropki), a w kilku krajach południowych zanotowano najwyżej po kilka zgonów. Wiadomo, że kraje te są wrotami na drodze masowych migracji Afrykanów i Azjatów, którzy przynoszą ze sobą rozmaite choroby. Najprawdopodobniej to migranci (lub w Rumunii także biedni Cyganie) są tymi śmiertelnymi ofiarami odry. W bardziej północnych krajach Europy od lat nikt nie umarł na odrę, choć tysiące nadal na nią chorują.

Ryc. 2.

I zestawmy te dane z liczbami zgonów poszczepiennych. W USA w 2017 do bazy VAERS zgłoszono 460 takich zgonów. Wiadomo, że zgłaszanych tylko 1–5% wszystkich przypadków, co znaczy było ich prawdopodobnie co najmniej 20 razy więcej, czyli od ok. 9000 do 50 000 na ok. 300 milionów mieszkańców. W UE żyje ok. 500 mln ludzi. Ekstrapolując liczby amerykańskie na Europę i zakładając podobny program szczepień, można oszacować, że w 2017 mogło być tu co najmniej 15 000 zgonów poszczepiennych (które zwykle nie są rejestrowane jako takie). Po samych szczepieniach odrowych (w różnych kombinacjach) zarejestrowano w USA w 2017 r. 15 zgonów, a w 2016 – 28, co znaczy mogło ich być prawdopodobnie 20 razy więcej, czyli 300 w 2017 r i 560 w 2016 r. W Europie byłoby ich ok. 1,6 razy więcej. Z tych zestawień jasno widać, że w naszych czasach szczepienia zabijają znacznie więcej osób niż choroby zakaźne, przy czym nawet nie chronią skutecznie przed chorobami.

Prof. Maria Dorota Majewska

http://chomikuj.pl/OlaGordon

szczepieniaszczepionki
Read the full article – wolna-polska.pl

Zdrowie

Prawdziwa historia wyleczenia astmy o podłożu psychicznym

dmuch

Strona główna &gt Zdrowie &gt Prawdziwa historia wyleczenia astmy o podłożu psychicznym Prawdziwa historia wyleczenia astmy o podłożu psychicznym polonuska Zdrowie 0

Jest to kolejna z historii o tym, dlaczego interesuję się medycyną alternatywną i naturalną.

Kilka lat temu zaczęłam bardzo kaszleć, w kulminacyjnym momencie niemal jak gruźlik, a ten kaszel utrzymywał mi się kilka miesięcy, cały czas był bez gorączki, bez kataru i innych objawów przeziębienia. Z czasem ten kaszel sam zniknął, a w zamian niego zaczęłam mieć duszności i trudności z oddychaniem.

Na pewnym etapie dostałam się do alergolog, która zdiagnozowała mi astmę. Przeszłam badania w szpitalu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, wykazujące zmniejszoną objętość płuc u mnie, dostałam receptę na tabletki i aerozole dla astmatyków. Poinformowała mnie, że to bardzo ważne, abym brała te leki, ponieważ bez nich moja choroba będzie się pogłębiać i coraz trudniej będzie ją wyleczyć. Dostałam również skierowanie na równoległe leczenie u pulmonologa, ponieważ astma – wg lekarzy – ma być chorobą z pogranicza alergologii i pulmonologii. Wystąpił pewien spór pomiędzy pulmonologiem a alergolog.

Pulmonolog twierdził, że wg badań nie mam żadnej wady wrodzonej płuc, zatem nie będzie mi wypisywał recept na leki i, że nie mam żadnej astmy a wg niego podłoże duszności jest w psychice, od stresu, jeśli w ogóle nie zmyśliłam całkiem sobie tych objawów. Alergolog na kontroli odpowiedziała „Ale przecież astma zawsze jest od stresu!!!” na co – jak twierdziła – wskazywało jej doświadczenie w leczeniu pacjentów na oddziale szpitala Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w którym równolegle pracowała i gdzie miałam już robione badania, przez kilka dni.

Interesuję się medycyną alternatywną od lat, zatem nakierowana na trop, iż nie mam żadnej wady wrodzonej struktury płuc, zmartwiona dodatkowo perspektywą duszenia się bez „leków” oraz skazaniem na łaskę i niełaskę specjalistów, zajrzałam do jednej z książek z dziedziny medycyny niekonwencjonalnej jaką czytałam.

Tu należy dodać, że filozofia psychicznego podłoża chorób jest bardzo bogata i bardzo różnorodna, występuje m. in. w medycynie chińskiej, ajurwedyjskiej (Starożytnej indyjskiej), neogermańskiej i w „biologii totalnej”. Oprócz tego „psychosomatyka”, zajmująca się powiązaniem między psychiką a chorobami ciała jest również jedną z dziedzin współczesnej konwencjonalnej psychologii, choć ta robi to w innym wydaniu, niż wspomniane już gałęzie medycyny alternatywnej.

Ja w tamtym czasie byłam mniej doświadczona i jedyne źródło jakie miałam na ten temat, to książka amerykańskich lekarzy Alexandra Loyda i Bena Johnsona „Kod uzdrawiania”, której fragment dotyczy powiązań między problemami emocjonalnymi, a objawami w postaci chorób ciała. Z niej właśnie wyczytałam, że problemy z układem oddechowym powiązane są z „poczuciem bycia niewystarczająco dobrym”. Ja za to w tamtym astmatycznym okresie byłam bardzo dobitnie krytykowana przez swoich domowników, w czasie około 10 miesięcy. Pracując sama nad swoimi uczuciami i myślami, moje objawy duszności zniknęły, najpierw cofnęły się do etapu kaszlu bez duszności, aż wszystkie mi całkiem zniknęły. Od tamtego czasu, przez około 2,5 roku, nie brałam żadnych leków na astmę, bo ich nawet nie potrzebowałam.

BARDZO WAŻNE: NIE MIAŁAM ZDIAGNOZOWANEJ ŻADNEJ WADY PŁUC, ZATEM NIE SPRAWDZIŁAM JAK TEN SPOSÓB ZADZIAŁAŁBY W TAKIM PRZYPADKU. Jednak mój ojciec miał astmę, zatem można by podejrzewać genetyczne podłoże jako przyczynę wystąpienia tej choroby u mnie. Oprócz tego jako dziecko chorowałam na atopowe zapalenie skóry, co również sugerowałoby moją genetyczną skłonność do astmy, ponieważ zdaniem lekarzy, te dwie choroby są ze sobą powiązane. Problemem jest jednak to, że badaniami w zakresie leczenia, zajmują się i sponsorują je głównie koncerny farmaceutyczne, które zarabiają na uzależnieniu chorych ludzi od zażywania ich produktów. Wnioski z tych informacji zostawiam czytelnikom do samodzielnego przez nich wyciągnięcia.

Ponieważ jestem bardzo zadowolona jak to zadziałało u mnie, przedstawiam zestawienie emocjonalnych przyczyn fizycznych chorób ciała wg amerykańskich profesjonalnych lekarzy medycyny konwencjonalnej – dra Alexandra Loyda i dra Bena Johnsona (przy zaznaczeniu przez nich, że są to jedynie tendencje, nie absolutna reguła):

układ hormonalny: miłość* vs egoizm – autorom chodzi o miłość w znaczeniu skłonności do ofiarnego, altruistycznego dawania, nie zaś np. „kochanie czekolady”, „kochanie piłki nożnej”, bądź stosunki o charakterze damsko-męskim

problemy dermatologiczne: radość* vs smutek/depresja – ta radość ma być niezależna od okoliczności zewnętrznych, np. pojawiająca się automatycznie na jakiś entuzjastyczny dla nas widok

układ żołądkowo-jelitowy: spokój vs niepokój/lęk – przypis autorki tego artykułu: ten mechanizm jest absolutnie logiczny z punktu widzenia podstawowej wiedzy o fizjologii i wynika z mechanizmów reakcji ucieczki albo walki, które wywołują przepompowywanie odżywiającej narządy krwi m.in. z układu trawiennego do rąk i nóg w ciele, aby móc szybciej uciekać przed niebezpieczeństwem lub walczyć z nim w celu lepszego ratowania własnego życia

układ odpornościowy: cierpliwość vs gniew, frustracja, niecierpliwość – te negatywne emocje mają zdaniem autorów wywoływać wyłączanie się działania ludzkiego układu odpornościowego

centralny układ nerwowy: życzliwość vs odrzucenie/nieżyczliwość ze strony otoczenia – przy czym to proste gesty życzliwości okazywane choremu mogą już zdaniem autorów, poprawić jego stan zdrowia, w tym obszarze ciała

układ oddechowy: dobroć vs poczucie bycia niewystarczająco dobrym – w tym wypadku szczególnie narażeni są perfekcjoniści, których zwykle chwali się za ich ciężką pracę, nie zwracając uwagi, że na dłuższą metę jest to groźne dla ich zdrowia; inną narażoną grupą są osoby wychowane w bardzo restrykcyjnych i religijnych rodzinach, które ciągle mogą mieć poczucie bycia niegodnymi i zagrożenia skończeniem na zawsze w piekle, jeśli nie będą cały czas uważać czy są wystarczająco w porządku

układ rozrodczy: zaufanie vs potrzeba kontrolowania – jeden z autorów opisuje, jak jego żona długo bezskutecznie leczyła się z bezpłodności, jednak dopiero, gdy porzuciła swoją emocjonalną potrzebę kontrolowania i „powierzyła władzę nad swoim życiem Bogu”, w końcu i naturalnie zaszli w ciążę;

układ krążenia: pokora a kontrola nad wizerunkiem – chodzi tu o przesadne dbanie o to, co inni ludzie o nas myślą; poświęcanie przesadnej ilości energii na coś, co wiemy, że jest kłamstwem w celu uzyskania aprobaty społecznej; celem jest aby czuć się dobrze samemu ze sobą

układ mięśniowo-szkieletowy: kontrolowanie siebie w swoim środowisku życiowym vs brak kontroli nad swoim życiem – jak relacjonują: ich pacjenci zdrowieli z tego typu chorób, gdy ci zaczęli pracować nad swoimi problemami z lenistwem i/lub poczuciem bezradności i/lub poczuciem niesprawiedliwości i/lub poczuciem, że coś im się należy itp. [Aktualizacja: po opublikowaniu pokazałam ten artykuł dwóm osobom, mającym problemy z kośćmi lub stawami i także stwierdziły poprawę u siebie po otrzymaniu tej informacji].

Poza tym: u wszystkich pacjentów cierpiących na poważne choroby w ich praktyce lekarskiej, stwierdzono brak wybaczenia sobie lub innym określonych wydarzeń z ich życia. Przy czym nie chodzi tu o stawanie się idealną ofiarą, jednak o nieprzeżywanie głębokiego urazu z powodu wydarzeń, których nie jesteśmy w stanie już zmienić i nie dręczenie samych siebie swoimi emocjami, aby nie robić już sobie samym krzywdy nimi, gdy w niczym już to nie pomoże, a tylko szkodzi naszemu ciału.

Polecam sprawdzenie na sobie skuteczności pracy z emocjami w zakresie naprawy własnych problemów zdrowotnych. Przy czym jest to bardzo szeroki temat, a przedstawione tutaj przyczyny są tylko przykładami odpowiedzi w porównaniu do całego spektrum dziedzin medycyny alternatywnej. W miarę moich możliwości czasowych, postaram się oczywiście pogłębić ten temat na tej stronie, weryfikując wcześniej wiarygodność przedstawianych treści.

Dominika,

Polub mnie na Facebooku, :)

:)

aby m.in. uzyskać dostęp do darmowych ebooków (w całości i fragmentach) z dziedziny poprawy zdrowia i jakości życia

Za: http://sekrety-zdrowia.org/prawdziwa-historia-wyleczenia-astmy-podlozu-psychicznym/

GNMpsychosomatykatotalnabiologiazdrowie
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Cała prawda o tzw. „elitach” III RP…

a1a

Strona główna &gt Polska &gt Cała prawda o tzw. „elitach” III RP… Cała prawda o tzw. „elitach” III RP… Ogarek Polska 1

Cała prawda o tzw. „elitach III RP”? Leszek Żebrowski OSTRO o tym co komuniści zrobili Polakom !

Opublikowano: 25.08.2018

Leszek Żebrowskipolskojęzyczna żydokomunazbrodnie żydokomunistyczne
Read the full article – wolna-polska.pl