imalopolska

najnowsze wiadomości

admin

admin

Polska

Ludobójstwo Polaków cz. I. Janusz Kowalczyk

a-15-1200x630

Strona główna &gt Polska &gt Ludobójstwo Polaków cz. I. Janusz Kowalczyk Ludobójstwo Polaków cz. I. Janusz Kowalczyk a303 Polska 1

„…Polacy znają holocaust Żydów, „akcję Wisła”, a nie znają „akcji Syberia”. Polacy znają „mord kielecki”, a nie znają liczby ofiar naszych dzieci, które zginęły na Syberii z głodu i zimna oraz hekatomby ofiar zsyłek, więzień i łagrów sowieckich….” – Maria Antonowicz, świadek mordów na Polakach.

Janusz Kowalczyk

Nie łatwo jest pisać prawdę o II w.św. gdyż w stałym jej przeinaczaniu i fałszowaniu są zainteresowane potężne siły finansowo-militarne.

Z jednej strony mamy militarną potęgę pirackiej republiki oceanicznej, USA. – naszego „najlepszego sojusznika”.

Z drugiej – mamy światową Chazarię odpowiedzialną (do spółki z USA) za sfinansowanie zbrojeń Niemiec, podżeganie ich do wojny i za śmierć setek milinów poległych i pomordowanych ludzi..

Ze zrozumiałych więc względów obie te złowrogie siły, będące tylko pozornie „odrębnymi państwowościami” ( Chazaria z Izraela mówi o USA jako o …„wielkim Izraelu) są zainteresowanie w starannym ukrywaniu prawdy.

Ponieważ „najlepszą obroną jest atak” siły te , zauważywszy niebezpieczeństwo, zawsze pierwsze atakują przeciwników.

Oczywiście nie zawsze w sposób pokojowy : gdy trzeba , to – jak w przypadku Libii, Iranu, Iraku , Libanu czy ostatnio Syrii – obaj zaprawieni w bojach kombatanci używają bez żadnych skrupułów broni i posuwają się do mordów ludności cywilnej. Zawsze o tym pamiętajmy.

Zwłaszcza dziś gdy Izrael, mieszając się bezczelnie w wewnętrzną politykę Polski, chce ją puścić z torbami. Jak niepokorną Grecję. Ale o co chodzi?

Chodzi o chazarskie eksponowanie Polski na arenie międzynarodowej jako ” kraju- mordercy” Chazarów.

Chodzi o „brak reakcji ze strony rządu polskiego” wobec „żądań faszystów”. Chodzi o zapis o „IPN” , dozwalający „ściganie” potwarców, szerzących kalumnie o Polsce : stawianie ich przed sądem i karanie.

Ale przede wszystkim – chociaż się o tym nie mówi – chodzi o forsę – tzw. „odszkodowanie za utracone w II w.św. mienie żydowskie”.

To wszystko wzbudziło ostrą, wściekłą reakcję „starszego brata” Polaków ( i wszystkich chrześcijan) : „starsi bracia” obawiają się, że w przypadku istnienia takiego „zapisu” byłoby (oczywiście czysto teoretycznie) możliwe karanie Chazarów, „szerzących kalumnie o Polsce” – np. piszących „ o zaangażowaniu się Polaków w holokaust”. Oczywiście te ich obawy są całkowicie bezpodstawne : nie tylko, że nikomu nie udało się do tej pory postawienie zbiegłych do Izraela chazarskich przestępców ( tak samo, jak przestępczych Chazarów poza jego granicami: „IPN” jakoś nie mógł postawić przed sądem w Polsce krwawego sędziego komunistycznego, Stefana Michnika zbiegłego w 1968 r. do Szwecji ) ale i nie było chętnych państw do wszczęcia procedury ekstradycji.

Jeśli więc Chazaria zadbała juź wcześniej o swą całkowitą bezkarność, to skąd się wzięła ta wściekła reakcja?

To proste : jak zawsze Chazarzy reagują tradycyjnie . Uważają , że „to dobrze, że się mówi o Izraelu i Żydach. Rzecz tylko w tym, żeby mówiono o nich zawsze dobrze”.

A „PiS”, dopuszczając nawet ustawę w tej ułomnej postaci, dopuścił do złamania tego cichego porozumienia- Nad Chazarami zawisło całkiem realne zniszczenie wypracowanego wizerunku „bezbronnych, miłosiernych, empatycznych Żydów, rozmyślających li tylko o Jahwe i wertujących „Pięcioksiąg”…”

„Piłsudczyk”, J. Kaczyński nie specjalnie miał jednak wyjście : gdy, pilnując by w Polsce nie doszło do żadnych „ekscesów faszystowskich” i ujawnienia faktycznej roli jego rządu jednocześnie dopuścił do publicznej dyskusji nad „ niemieckimi reparacjami wojennymi” i zasadnością chazarskich roszczeń wobec Polski, musiał tym samym wprowadzić odpowiedni zapis w „konstytucji” „IPN”u.

W dalszej perspektywie, rosnąca fala społecznego oburzenia oznaczała utratą poparcia chazaro -amerykańskiego i tym samym sprawowanej władzy. Może wszystko skończyłoby się żądaniami opuszczenia „unii” przez coraz bardziej świadomych Polaków?

Prezes zdecydował więc , że nadszedł czas na „nowe” twarze w rządzie i „zmianę wizerunku” : w miejsce premier, Beaty Szydło, wprowadził potomka Chazarów , Morawieckiego, a kilku ministrów zamienił na,,, masonów. Jednocześnie przemeblowano najbliższe otoczenie Prezydenta, Andrzeja Dudy, Wśród tych „nowych” na dworze Prezydenta coraz bardziej znaczącą rolę zaczyna odgrywać Litwak, Łapiński, a w „rządzie IV RP” – J. Czaputowicz, stawiający pierwsze kroki w lewackim…”KOR pod nadzorem wybitnych trockistów ,A,Michnika, J. Kuronia i masonów z „Klubu Krzywego Koła” i loży „Kopernik”…. Jak sam, Prezes, J.Kaczyński. jak Jan Olszewski, Macierewicz, jak Zofia i Zbigniew Romaszewscy i plejada innych lewicowych „demokratów – niepodległościowców”…

Jak wyjaśnił głupim, polskim gojom sam Prezes „…pan Jacek Czaputowiczjest pewnym eksperymentem, ale wierzę, że udanym…”

”swoją nadzieję” obwieścił Polakom J.Kaczyński, Może to nawet i dobrze, bowiem nowy minister już… zaliczył ….dwie „wpadki”.

W pierwszej wpadce , ten „eksperymentator” i „nadzieja Polaków”(sic!) wyraziła nadzieję, że „ Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej…uruchomi proces wdrażania wobec Polski „art. 7”-go”…

W drugiej,w mediach niemieckich , stwierdził że „kwestia reparacji wojennychNiemców wobec Polski…” nie istnieje” (politycznie –podkr.JK), tylko jest „przedmiotem debaty wewnętrznej w Polsce.

Głębokie, poważne wypowiedzi ale … najwidoczniej całkowicie zgodne z poglądami profesora – sam A.Michnik nie sformułował by tego lepiej…

Ostatni kryzys związany z „ ustawą o IPNie” doprowadził w końcu do ujawnienia rzeczywistego celu polityki polskiej kierowanej przez zagraniczną ekspozyturę Izraela.

Gdy USA wyraziły „zaniepokojenie” , a Izrael, ingerując w pracę polskiego sejmu zgłosił swoje veto, , J. Czaputowicz , stwierdził, że „wątpliwości USA oraz Izraela w sprawie polskiej ustawy o IPN powinny się niedługo rozwiać.”

Zapewnił Polaków, że „ jest dobrej myśli”, dodał, że „Polska nie zmieniła swojego podejścia do państwa Izrael” i wiernopoddańczo złożył deklarację wierności: „Polska uznaje go ( Izrael – podkr. JK) za ważnego, strategicznego partnera. Wspieramy Izrael w jego aspiracjach międzynarodowych”. Słowa godne polskiej racji stanu!

Nie będziemy tego komentować , bowiem ”międzynarodowe aspiracje Izraela „ najlepiej potwierdzi 300.000 zabitych „w wojnie domowej” Syryjczyków.

Tym samym, J.Czaputowicz , także podpisuje się pod starą zasadą Chazarów, że „To dobrze, że się mówi o Żydach ale idzie o to, by zawsze mówiono o nich dobrze” , a „ PiS” nie tylko, że zapewnił sobie w wyborach głosy „faszystów” z „ONR” ( główny ideolog tej „faszystowskiej” organizacji, „biskup” Chojecki. zaleca by „Polacy…orientowali się w swojej polityce na Izrael”)ale i bezproblemową, kolejną kadencję rządzenia tzw. „IV RP”.

Ale jaki jest prawdziwy kontekst wypowiedzi? Co ich słowa oznaczają dla Polaków?

Były ambasador Izraela, Szewach Weiss , kilkakrotnie, delikatnie przypominał Polakom o konieczności spłaty odszkodowań ale miało to miejsce…parę dziesiątków lat po ich spłaceniu co do grosza przez kontrolowany przez Chazarów władze rząd Peerelu. Sprawa jakby przedawniona, a więc należy polskim durniom ją przypominać. I stary Szewach to robi.

My to rozumiemy : Szewach Weiss spełnia tylko wytyczne władz światowej Chazarii, nakazujące mu ściągnięcie z polskiej prowincji jakby nowego „świętopietrza” dla Tel-Avivu.

Chazarstwo w tym zamierzeniu było bezczelne ale nawet na swój sposób pokrętnie uczciwe: wskazało Polakom źródło forsy- Niemcy. To od nich należało ściągnąć forsę za „reparacje wojenne” i podzielić się nią z Izraelem. Takie rozwiązanie miało też i ten duży plus, że Chazarzy, którzy już raz wzięli „odszkodowanie za utracone mienie” od Niemców, mogli teraz spróbować wycisnąć znów trochę grosza za to samo od Polaków. Busines we dwie strony i na dodatek fajna premia extra : to nie Izrael popsuje sobie stosunki polityczno-gospodarcze z Niemcami ale znów, jak zawsze, Polska.

Ponieważ Polska się ociągała, chazarskim obyczajem …doliczono lichwiarski procent…”za zwłokę”.

W „nowej rzeczywistości” „nędzne”, stare 65 miliardów dolarów „ za utracone mienie żydowskie” urosło do ponad 300 mld. dolców.

Obie strony, „niepodległościowcy” z PiSu i Chazarzy, rozgrywają z chazarską, jarmarczną hucpą farsę dla polskich tubylców.

Chazarstwo chce znowu wycisnąć z Polaków forsę za coś, co już zostało dawno im zapłacone przez kontrolowany przez Chazarów komunistyczny rząd Peerelu..

Zaś „niepodległościowcy”, ględząc o „wartościach”, zapalając chanukowe świece, nakrywając głowy myckami, przemeblowując rząd i zapewniając Rodaków , że „nie oddadzą nawet guzika” cichutko się szykuje do stania się „strategicznym partnerem Izraela”.

Partnerstwo broni to poważna sprawa : oznacza gotowość użycia polskich sił zbrojnych dla obrony „starszych braci”. Obliguje do umierania za Tel-Aviv. Czyż nie o tym mówi Talmud?

Żeby wycisnąć tę ekstra sumę 65 mld dolarów, Izrael, wspomagany przez naszego „największego i najlepszego sojusznika”, USA, żąda więcej – 300 mld dolarów. Wtedy zaoferowany Polakom „rabat” 240 mld bez trudu stworzy wrażenie „uczciwej” wyceny „strat” i chazarskiego miłosierdzia.

Sprawa trudna ale nie niemożliwa: trzeba tylko , odwracając uwagę od meritum sprawy (czyli od forsy), tradycyjnie skierować cały biznes na tor „holokaustu”.

Tę obrzydliwą metodę handelku zwłokami i popiołami pomordowanych zauważył i opisał chazarski historyk z USA, prof.Norman Finkelsztajn – vide jego książka „The Holocaust Industry: Reflections on the Exploitation of Jewish Suffering”( pol. „Przedsiębiorstwo Holokaust”; więcej czyt. https://pl.wikipedia.org/wiki/Przedsi%C4%99biorstwo_Holocaust. Proszę koniecznie zwrócić uwagę w podanym linku na konkluzję St. Michałkiewicza.). Gdyby się to udało wtedy po chłodnych „negocjacjach” Prezesa, Morawieckiego i „Eksperymentatora”, można by ogłosić „wspaniały kompromis” – obniżenie spłaty „zadośćuczynienia” tylko do sumy 65 mld.

Oficjalnie ulubioną dziś i nader chętnie opowiadaną dziś Polakom przez kolejną ekipę Litwaków historyjką , jest taka oto jej wersja:

„ Dnia 1września 1939 r. Niemcy najechały zbrojnie Polskę,

Walczyliśmy dzielnie ale kiedy 17 września od wschodu zaatakowali nas Sowieci, musieliśmy ulec napastnikom.

Jednak się nie poddaliśmy i odtworzony na emigracji rząd RP prowadził dalej wojnę. Ale już tylko z Niemcami bowiem w międzyczasie, będące dotychczas wiernym sojusznikiem Niemców Sowiety zmieniły front i stały się za sprawą USA… „aliantem Zachodu”. Tym samym Sowiety zostały i naszym „aliantem” .

Sowiety były wyjątkowo podłe i zdradzieckie : napadając nas jednocześnie z Niemcami zadały nam cios w plecy. Wymordowały 15 tys. Polskich oficerów wziętych do niewoli , a wielu Polaków wywiozły na Sybir (tu Litwacy usłużnie podają liczbę wywiezionych, zawyżając ją bezczelnie o rzekomo masowo wywożonych Chazarów ) w rezultacie czego kilkaset tys. z nich poniosło śmierć. Nie bardzo wiadomo :Polaków czy Chazarów ale chyba tych ostatnich bowiem dużo Polaków wyjechało na Wschód „za praca”….

Poprawną wersją „genezy i skutków II w. św.” , akceptowaną przez wszystkie chazarskie rządy powojennej Polski ( także przez kolejną, „niepodległościową” ekipę „PiS”; obowiązująca w komunistycznej Polsce poprzednia wersja litwackiej historii Polski różniła się od dzisiejszej tylko powodami , dla których Sowiety dokonały „obronnego przesunięcia granic” oraz tzw. „kłamstwem katyńskim”),a także przez „demokracje zachodnie” została więc chazarska wersja wydarzeń narzucona światu za pośrednictwem USA.- „największej – jak unisono pieją Chazarzy- potęgi świata”.

Z jej rozszerzonej wersji ,nie podlegającej „anty-semickiemu rewizjonizmowi”, obowiązującej pod karą więzienia wszystkich ludzi na świecie dowiadujemy się, że najważniejszym wydarzeniem w II w. św. oprócz pokonania zbrojnego Niemiec był tzw. „holokaust”.

Co to takiego?

Najprawdopodobniej chazarski ( lub kogoś , pozostającego na ich usługach) wpis na „Wikipedii” ( (https://pl.wikipedia.org/wiki/Zag%C5%82ada_%C5%BByd%C3%B3w ) z talmudyczną uczonnością objaśnia nam, że „zagłada” to „….zagłada Żydów” zwana „również Holocaustem z gr. ὁλόκαυστος holokaustos – „całopalenie, ofiara całopalnaChazarów „ Shoah, Szoa”

Było to ludobójstwo około 6 milionów europejskich Żydów, dokonane w czasie II wojny światowej przez III Rzeszę i wspierane w różnym stopniu przez uzależnione od Niemców wojska sojusznicze.”

Skąd pomysł na nazwę , „Shoah” („ofiary całopalnej”? Czy, w spływającej krwią Świątyni” palono Żydów czy jagnięta? A może tylko ich porąbane części jagniąt ? Po za tym znaczną część „całopalnych ofiar” spożywano na miejscu – sporo co bardziej smakowitszych partii jagnięciny zabierano do domów. – ówczesne czasy nie pozwalały na tak monstrualne zabijanie zwierząt. Trzeba było czekać czasów dzisiejszych by wyprodukować znaczną nadwyżkę żywności…

Nazwa jest więc niezwykle sugestywna i wg. mnie nawiązuje do czasów „przerażającej inkwizycji hiszpańskiej”, a więc tego europejskiego okresu dziejów , w którym, tylko w Hiszpanii dymiły stosy z palonymi żywcem ludźmi – przede wszystkim z chazarskimi marranos (pozornie nawróconymi).

Ale trzeba z mocą podkreślić, że i wcześniej tu i ówdzie palono ludzi w Średniowiecznej Europie : byli to z kolei chrześcijańscy heretycy,,, Ba słynną „Dziewicę Orleańską” spalono na stosie we Francji w czasach „Wojny stuletniej”- nikt w niej nie palił Chazarów…

Zresztą w całej Hiszpanii,Izabeli i Ferdynanda , spalono zaledwie 40 „najbardziej zatwardziałych” marranos – reszta otrzymała 1 miesiąc czasu na zlikwidowanie interesów i opuszczenie Hiszpanii…

W uważanym za szczególnie „gorący” hiszpańskim okręgu Bajadoz –zauważa Rafał Ziemkiewicz – w ciągu 106 lat (1493-1599) skazano na stos… 20 osób. Podobne liczby zawierają dokumenty z innych archiwów.

Według dzisiejszych szacunków, sporządzanych na podstawie źródeł z epoki, na ok. 50 tys. procesów, jakie odbyły się przed trybunałami inkwizycyjnymi w całym kraju w latach 1560-1700 wydano mniej niż 500 wyroków śmierci – około jeden na sto.

A w tym samym czasie, w „nowocześniejącej” bo protestantyzującej się coraz bardziej Europie spalono …80.000 tys.ludzi.

A teraz uwaga : ponieważ przy kaźni byli zazwyczaj dominikanie, udzielający ostatniej pociechy , to „wynalazcami” „ofiary całopalnej” czyli nowoczesnego sposobu „pozbywania się” Chazarów byli de facto… katolicy – najgorsze ludzkie zbiry… Właśnie tak zaczynał się „shoah”…

Za co palono Chazarów?

Oni sami mówią, że tylko za to, że… „byli Chazarami” , semitami – „potomkami Sema”. Sprawa przynależności etnicznej. Rasy.

Nieco dalej ta sama „Wikipedia” oznajmia nam, że „…Równocześnie z Zagładą Żydów, Niemcy dokonali też ludobójstwa Romów oraz masowych mordów na etnicznych Polakach i radzieckich jeńcach wojennych. Morderstw i prześladowań dokonywano też na fizycznie i intelektualnie, homoseksualistach, duchownych katolickich, protestanckich, świadkach Jehowy, działaczach lewicy, komunistach oraz na członkach wolnomularstwa. Łącznie w wyniku nazistowskich ludobójstw śmierć poniosło około 11 milionów osób…”

„Wikipedia” podkreśla także , że „…Zagłada Żydów …łącznie z „ludobójstwem Romów…(była) bezprecedensową próbę wymordowania całych narodów przy użyciu metod przemysłowych, która nigdy wcześniej i później nie była przeprowadzona w takiej skali„

Można więc wyciągnąć nieodparcie, narzucający się logiczny wniosek, że „zagłada” i „ludobójstwo” to rzeczy zupełnie od siebie różne – kluczową rzeczą jest liczba i pochodzenie „ mordowanych przemysłowo ludzi”.

Chazarów (tj. dzisiejszych „Żydów”- JK ) Niemcy „wymordowali 6 milionów” ; liczby pomordowanych „Romów” nie podano – widać, że tak dokładnie ich wyłapano, że nie pozostał nikt, kto by ich zliczył po „wyzwoleniu”.

Było jasne jak słońce, że ponieważ brakło wśród nich Freudów, Marksów, Jeżowów, Mannów, Piccasów, Sorosów, Rothschildów , to nikt za nimi specjalnie nie płakał …

Czy można płakać za jaką Cyganką, Azą, można? Czy to Rebeka, co?

Dla czytelników najważniejszą, przytłaczającą cyfrą jest jednak te „sześć milionów żydów” – cyfra na tyle duża, że budząca przerażenie, wywołująca powszechny szacunek , a niekiedy płacz … Zmuszająca „polskich” polityków do założenia mycek i zapalenia chanukowych świeczników…

„Wikipedia” wspomina także o „ masowych mordach” . To już trzecie określenie brzydkich rzeczy wyprawianych z ludźmi przez Niemców – „etniczni Polacy” wraz z homoseksualistami, świadkami Jehowy i duchownymi podpadają pod tę właśnie kategorię. „ Generalplan Ost” wyniszczenia Polaków zakładał „redukcję „ ludności z 29 mln do zaledwie 5mln „najbardziej wartościowego materiału ludzkiego” w „Generalnym Gubernatorstwie”.

Wynika z tego, że z 24 mln. ludzi miano fizycznie unicestwić tylu, ilu się da, a resztę wygnać na „terytoria syberyjskie” za Ural.

Przed wybuchem wojny Polska dzieliła się na dwie części: „Polskę właściwą” („koronną” ) i „Kresy”. Obie rozdzielała od siebie rzeka Bug.

We wrześniu Niemcy zajęli polskie terytoria „koronne” (od zachodu do Bugu), a w 17 września 1939 r „Kresy” zajęły Sowiety . Obaj napastnicy z miejsca rozpoczęli „masowe mordy” etnicznych Polaków”

Zauważmy przy tym rzecz dziś bezczelnie pomijaną przez rządzących Litwaków: – w „Koronie” Niemcy, zostawiając w spokoju Chazarów (konferencja w Wansee odnośnie „Shoah” odbyła się dopiero w 20 stycznia 1942r. Jeszcze w 1940 r. placówki niemieckie na terytoriach zagarniętych przez Sowiety przyjmowały wnioski o… repatriację Chazarów ze „strefy wschodniej” do zony niemieckiej…) , zagnali Chazarów do ghett i sami mordowali od pierwszych dni Polaków. na „Kresach” wyniszczanie polskiej elity przez Sowiety odbyło się przy przeważającej pomocy…Chazarów.

Dlaczego Chazaria, obserwując wyniszczanie Polaków, siedziała cicho w niemieckiej strefie? Ilu Polaków uratowała przed Niemcami? A może jej wcale nie zależało na ratowaniu znienawidzonych, polskich współobywateli? Może mieli inne plany?

Dlaczego nikt z niej nie usiłował pomóc w 1939r, 1940, 1941 r. prześladowanym współobywatelom? Ta sama-pomimo tysięcy jesziw, synagog, setek drukarni, nieskrępowanego rozwoju religii – nienawiść?

Odpowiemy pokrótce na te pytania.

(cdn)

Janusz Kowalczyk


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Ukraina – Antypolski marsz „Azowa” we Lwowie

a3

Strona główna &gt Polska &gt Ukraina – Antypolski marsz „Azowa” we Lwowie Ukraina – Antypolski marsz „Azowa” we Lwowie Jan Polska 3

Ulicami Lwowa przeszedł marsz, którego celami, jak twierdzą organizatorzy, jest pokazanie że to miasto banderowskie oraz protest przeciw polskiej ustawie o IPN.

W niedzielę ulicami Lwowa przeszedł marsz ukraińskich organizacji banderowskich. Pochód zorganizowano w przeddzień rocznicy śmierci szefa UPA Romana Szuchewycza. Organizatorzy szacują, że w marszu wziął udział ponad tysiąc osób. Odbył się on m. in. pod antypolskimi hasłami.

Pochód wyruszył o 18:20 czasu lokalnego, z lwowskiego rynku. Jego uczestnicy skandowali m. in. „Lwów nie dla polskich panów”, „Pamiętajcie obcy tu rządzą Ukraińcy”, „Kim jesteśmy? Ukraińcami! Czego chcemy? Siły!”, „Nasz ziemia – nasi bohaterowie”.

ZOBACZ TAKŻE: Deszczyca: ustawa o IPN powoduje antypolskie nastroje na Ukrainie

Portal zaxid.net, cytuje jednego z uczestników marszu, który podkreślał, że antypolskie slogany pojawiły celowo, alby pokazać, że Lwów jest banderowski.

Hasła są związane z niedawno przyjętą w Polsce skandaliczną ustawą, a także zagłosowaniem przeciw wywieszaniu czerwono czarnych flag przez niektórych przedstawicieli lwowskiej rady miejskiej. Prawo przyjęte w Polsce jest dla nas nie do przyjęcia. Nie jesteśmy przeciw Polakom, ale przeciw populistycznemu polskiemu rządowi, który przyjął to skandaliczne prawo – twierdzi rozmówca portalu, Światosław Szary

Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ukraina-antypolski-marsz-azowa-we-lwowie/

Data publikacji: 4.03.2018

psychopaci banderowscyukraińska nienawiść do Polakówukraiński neo-nazizmżydobanderowska Ukraina
Read the full article – wolna-polska.pl

Świat

Bezzębny zachodni szatan ciągle groźny!

aaa-1

Strona główna &gt Świat &gt Bezzębny zachodni szatan ciągle groźny! Bezzębny zachodni szatan ciągle groźny! Jan Świat 1

Na kanale Infowar zaprezentowano niedawno anonimowy wywiad z jednym z pracowników amerykańskich służb specjalnych, w którym stwierdza on wyraźnie , że de facto rządzący USA tzw. „deep state” tak głęboko uwikłał się w kryminalną działalność, że jedyną ucieczkę od odpowiedzialności upatruje w rozpętaniu jak największej ilości wojen i niepokojów w samych Stanach. Przytoczył on przykłady najnowszych prowokacji (tzw. false flag incidents), takich jak strzelanina w szkole na Florydzie i odkrycie broni chemicznej w Syrii, którą rzekomo dostarczyła Assadowi Korea Północna, co da pretekst do agresji przeciw tym dwóm państwom. Wojna „proxy” Zachodu z Syrią toczy się zresztą od wielu lat, ale dopiero kilka dni temu Iran przedstawił twarde dowody współpracy USA z terrorystami islamskimi.

W naszym regionie posuwa się intensywna militaryzacja oraz nasycanie amerykańskim sprzętem i personelem tamtejszych państw członków NATO. Żurnal Strategic Culture tak konkluduje tą sytuację w swym najnowszym artykule[iv] (cytuję):

„Zobaczymy jak długo działania NATO będą kontynuowane zanim militaryzacja Europy wschodniej całkowicie wymknie się spod kontroli; a być może już minęliśmy punkt z którego nie ma powrotu i obserwujemy jedynie iluzoryczny spokój przed burzą.”

W okresie zimnej wojny bezpieczeństwa strzegł tzw. „szalony”, czyli MAD[v] (mutual assured destruction), dziś żydowscy neokonserwatyści koncept ten całkowicie odrzucili. Tak przynajmniej było do 1 marca tego roku, kiedy to Putin w swym dorocznym orędziu przedstawił[vi] najnowszą strategiczną broń, którą Rosja natychmiast użyje w przypadku napaści na nią lub jej sojuszników.

Wśród zachodnich „polityków” i koszernych mediów korporacyjnych zawrzało. Z jednej strony oskarżają Putina o „agresję” z długiej wyją o tym, że jest to tylko blef i żadnej broni nie ma.

Kłam temu zadaje wypowiedź amerykańskiego generała odpowiedzialnego za obronę strategiczną, stwierdzająca że Stany przygotowane były do przechwytywania balistycznych rakiet, podczas gdy teraz mają do czynienia z nową generacją hipersonicznych pocisków, których zniszczyć nie ma czym. Ze smutna miną dodał, że „teraz trzeba zaczynać wszystko od początku”. Do ogłupionego totalną propagandą medialną zachodniego społeczeństwa[vii] informacje te nie docierają, a oznaczają one ni mniej ni więcej to, że Rosja w każdym momencie może dotrzeć do każdego miejsca w USA i zniszczyć je konwencjonalnymi lub nuklearnymi ładunkami i „jedyne supermocarstwo” nie jest w stanie temu się przeciwstawić.

Wśród rozumnej mniejszości zachodnich obserwatorów politycznych rozgorzała dyskusja, czy żydowscy psychopaci rządzący w Waszyngtonie są w stanie pojąć tą nową rzeczywistość? Na dzień dzisiejszy przeważają opinie, że nie[viii] co nie wróży dobrze ludzkości.

W odniesieniu do III RP jest w tym wszystkim pewien pozytyw. Amerykańskie instalacje obrony przeciwrakietowej w Polsce, które po zmianie oprogramowania, dają się użyć do ataku rakietowego na Rosję, może ona zneutralizować jednym pociskiem nowego pokolenia z ładunkiem konwencjonalnym. Użycie broni nuklearnej na własnym przedpolu nie jest wskazane, a całkowite zniszczenie wyludnionej z Polaków, nędznej zachodniej kolonii pt. III RP byłoby bezsensowną zbrodnią, na którą pragmatyczny Putin na pewno nie pójdzie, tym bardziej że obszar ten szybko zaludnia się Ukraińcami w większości rosyjskojęzycznymi.

Ignacy Nowopolski

[i] https://youtu.be/vAUZIur0i6Y

[ii] https://en.wikipedia.org/wiki/False_flag

[iii] https://sputniknews.com/middleeast/201803041062208032-soleimani-documents-reportedly-prooving-us-daesh-collusion/

[iv] https://www.strategic-culture.org/news/2018/02/26/endgame-russia-nato-sprawl-invades-eastern-europe-no-more-illusions.html

[v] https://en.wikipedia.org/wiki/Mutual_assured_destruction

[vi] https://russia-insider.com/en/putins-remarkable-historic-march-1-speech-moscow-full-transcript/ri22667

[vii] https://www.counterpunch.org/2018/03/02/colonizing-the-western-mind/

[viii] https://russia-insider.com/en/will-russias-stunning-response-us-aggression-have-any-effect-dc-madhouse/ri22687

Za: https://www.salon24.pl/u/ignacynowopolskiblog/849581,bezzebny-zachodni-szatan-ciagle-grozny

Data publikacji: 5.03.2018

III Wojna ŚwiatowaNWO żydowska Synagoga Szatanaplan judeosatanistówUSA-UE imperium zła
Read the full article – wolna-polska.pl

Uncategorized

O Stanisławie Szukalskim

z9Bk9kqTURBXy83NzViYmUyMjA3M2JjODU0MzQxYzRkYzA4ZWRjMTUyYi5qcGVnkpUDETfNA4bNAfyTBc0DFM0BvIGhMAE

Autor, rzeźbiarz, heretyk

Stanislav Szukalski urodził się w Warcie 13 grudnia 1893 roku. Kiedy miał sześć lat, nauczyciel wysłał go do gabinetu dyrektora, by wytłuc ołówek. Dyrektor przyjrzał się uważniej ołówkowi i odkrył, że młody Stanisław wyrzeźbił małą, niemal idealną figurę. Zamiast go ukarać, zadzwonił do lokalnej gazety, która napisała film o cudownym dziele sztuki.

Szukalski przybył do Stanów Zjednoczonych i mieszkał w Chicago, gdy był nastolatkiem. Został członkiem renesansowych luminarzy z Chicago wraz z Benem Hechtem, Carlem Sandburgiem i Clarence’em Darrowem. W tym czasie ukazały się dwie duże monografie: Praca Szukalskiego (Covici-McGee, 1923) i Projekty w projektowaniu (University of Chicago Press, 1929).

W latach trzydziestych, jako znany syn marnotrawny, który otrzymał od polskiego rządu własne muzeum, Szukalski wrócił ze wszystkimi dobrami do Polski, ale jego dzieło zostało przerwane przez oblężenie Warszawy w 1939 r. Udało mu się uciec do Ameryki mieszkać w Kalifornii z żoną Joan Donovan, ale cała jego praca życiowa została utracona, zbombardowana lub skradziona podczas wojny. Teraz żyjąc w całkowitej ciemności, spędził resztę życia obsesyjnie pisząc i tworząc sztukę, która miała udowodnić teorię, że cała ludzka kultura pochodzi z jednego pochodzenia na Wyspie Wielkanocnej po biblijnym Potopie Noego.

W 1971 roku jego dzieło i egzystencja zostały ponownie odkryte przez Glenna Braya, który został jego patronem, a później wydał dwie inne publikacje, Troughful of Pearls (Bray / Zwalve, 1980) i Inner Portraits (Bray / Zwalve, 1982). Szukalski zmarł w Burbank w Kalifornii 19 maja 1987 roku. Rok później prochy jego i jego żony zostały rozrzucone na kamieniołomach Rano Raraku, rzeźbiarzy na Wyspie Wielkanocnej przez jego bliskich przyjaciół, niektórych z nich artystów, Glenna Braya i Lenę Zwalve, Robert i Suzanne Williams oraz Rick Griffin i Camille Houston. Cała praca Szukalskiego jest obecnie chroniona przez Archives Szukalski.

Zaniedbany geniusz Stanisława Szukalskiego

Podobnie jak wielu innych bezbronnych dzieci amerykańskiego asfaltu, po raz pierwszy zobaczyłem pracę Stanisława Szukalskiego w numerze 1 magazynu Weirdo R. Crumba. Byłem zaintrygowany, ale nie do końca zachwycony, a kiedy znalazłem dobrze wyselekcjonowaną kopię próbalskiego Szukalskiego Tuskful of Pearls leżącego perused i porzuconego na tyłach stojaka na czasopisma Santa Monica, kupiłem go na kaprys bez żadnego zainteresowania nim lub jego praca. Dwa dni później lodowato płynąca substancja jego geniuszu wśliznęła się w mój konwencjonalny umysł i napełniła go, przekształcając w oszalałego cheerleaderkę Szukalskiego, który pokazał swoją pracę każdemu, kogo spotkałem, łącznie z nieznajomymi w miejscach publicznych.

Kiedy dowiedziałem się dzięki czystej szansie, że żyje i mieszka w Burbank w Kalifornii, niewiele mil od mojego domu, byłem agog. Sprawdziłem jego numer w książce telefonicznej i zadzwoniłem do niego. Kiedy odebrał telefon swoim głębokim, melodyjnym głosem, byłam tak sparaliżowana z podniecenia, że ​​ledwo mogłam mówić, ale był bardzo łaskawy i kiedy uświadomił sobie, że przez moje chrapliwe chrapanie pytałam, czy mogę go odwiedzić, przyznał się ciepło.

Wyobrażałem sobie, że mieszka w wygodnym domu z ogrodem rzeźb, opiekowanym przez żałosną żonę i niewielką grupę sługusów i uczniów, radzących sobie zręcznie z ciągłym strumieniem wykonawców świata sztuki. Zamiast tego znalazłem go w przygnębiająco pozbawionym charakteru budynku mieszkalnym, mieszkającym w dwóch dusznych pokojach wypełnionych posągami, rzeczami osobistymi i bałaganem rozmaitych prac w toku. Jego żona zmarła kilka lat wcześniej i nie miał sługusów, żadnych uczniów, nie podziwiał publiczności. Jego głównym filarem i jedynym głównym patronem był kolekcjoner i wydawca komiksów Glenn Bray, który w 1980 roku wydrukował Troughful of Pearls, próbując sprowadzić pracę Szukalskiego na świat. W miarę jak nasze spotkanie trwało, stało się dla mnie przerażająco oczywiste, że Szukalski żyje w ubóstwie i prawie całkowicie zapomniany.

A przecież był jednym z największych artystów tego lub innego wieku, stanowczą siłą twórczą, która przyniosła niesamowitą liczbę zadziwiających prac w trakcie kariery, która trwała siedemdziesiąt pięć lat. Historia jego życia jest tak interesująca, a jego lista osiągnięć jest tak obszerna, że ​​aby właściwie je opisać, zajęłyby się tomy. Urodził się w 1893 roku, osiągnął uznanie jako artysta wielkiej obietnicy, będąc nastolatkiem, przeżył dwie dekady choroby, głodu i zaniedbania, aw wieku czterdziestu lat miał muzeum poświęcone wyłącznie jego twórczości. Wyprodukował setki wyszukanych i głęboko ekspresyjnych rzeźb oraz dziesiątki tysięcy rysunków; odkrył, co uważał za prototypowy język starożytnej ludzkości; sformułował oryginalną naukę antropologiczną i uzasadnił ją czterdziestoma dwoma dużymi tomami rysunków i pism; zaprojektował pomniki i budynki – a wszystko to zrobił z mistrzostwem kunsztu i oryginalnością projektu, który nigdy nie zawodzi, kto go widzi.

Ben Hecht w autobiografii z 1954 r. „Dziecko stulecia” opisuje dwudziestoletniego Szukalskiego, którego poznał w 1914 r. Jako głodującego, umięśnionego, arystokratycznego i tlącego się z pogardą dla pomniejszych istot niż on sam. Kiedy wpływowy krytyk sztuki faworyzował swoją pracownię Pracalskiego Szukalskiego i doceniał statuetkę czubkiem laski, Szukalski chwycił kij, złamał go i brutalnie wyrzucił go i jego potencjalnego dobroczyńcę na ulicę. W rzeczywistości kategorycznie nienawidził wszystkich krytyków sztuki i niezmiennie odpłacał ich podziwom z głęboką pogardą; Rezultatem był przewidywalny brak kariery.

Szukalski nie miał nic przeciwko. Kontynuował trudy jak szaleniec, tworząc jedną niesamowitą pracę za drugą, przekonany, że jego artystyczna i intelektualna wyższość zatriumfuje nad narzuconym mu porządkiem kulturowym.

W 1934 roku został potwierdzony. Rząd jego rodzinnej Polski ogłosił go „Najwspanialszym Żywym Artystą” i przywiózł go i wszystkie jego dzieła do Katowic, gdzie budowano Muzeum Narodowe Szukalski jako pomnik jego chwały. Szukalski nie mógł być większym zaszczytem, ​​który uważał się za Polskę w miniaturze i którego serce nieustannie tęskniło za ojczyzną i ludźmi cały czas będąc w Ameryce.

Podczas II wojny światowej Luftwaffe zburzyło muzeum podczas pierwszego nalotu bombowego na Polskę. Szukalski wrócił do Stanów Zjednoczonych, aby spędzić resztę życia w różnym stopniu komfortu aż do śmierci. Jego panowanie jako „największego żywego artysty” trwało zaledwie kilka lat.

Pracował z zaciętym i jednomyślnym oddaniem, obojętny na sprawy osobistego komfortu i odżywiania. Kiedy 19 maja 1987 r. Uderzył go udar mózgu, w wieku dziewięćdziesięciu trzech lat Szukalski był nadal niezwykle ważny. W epoce, w której przytłaczająca większość Amerykanów jest martwa lub zrujnowana, Szukalski był prawdziwym duszkiem. Miał niezwykłą jasność umysłu, której wiek nic nie przesłaniał. Żył żywiołowo sam, codziennie chodził na znaczne odległości, aby ćwiczyć i zarządzał swoimi sprawami. Mógł przetrwać na diecie składającej się z płatków kukurydzianych i wody, a mimo to zachować taką siłę mięśni, że jego ramię było jak kawałek stalowej rynny.

Szukalski posiadał urzekającą postawę Starego Świata i mówił ze zorganizowaną elegancją, która pozwoliła mu przedstawić swoje skomplikowane pomysły z dużą zwięzłością. Poruszył się wzdłuż nieuprawnionych obór Burbanku niczym szlachcic wśród dzikusów, anachronicznie dworski i uprzejmy. Zasalutował i ukłonił się mężczyznom; pocałował ręce kobiet. Ogień płonął mu w oku przez cały czas, choć jego nastrój stale się zmieniał.

Uważał się za pozbawionego uprzedzeń lub wpływów. Jakakolwiek sugestia, że ​​jego praca zawierała na przykład elementy sztuki Majów, została mocno stłumiona. Prawdą jest, że spojrzał na (i skrupulatnie skopiował) fantastycznie ogromną ilość prekolumbijskiej sztuki i innych starożytnych obrazów etnicznych w trakcie opracowywania swojej pracy nad swoją nauką o „Zermatyzmie” (w której prześledził rozwój ludzkości wyłonienie się z dewastacji Wielkiej Powodzi), ale gwałtownie zaprzeczył, że jego dzieło zawierało jakiekolwiek otrzymane pomysły lub motywy. Poważnie myślał o utrzymaniu swojego roszczenia do nieskazitelnego artystycznego bękarta; zamierzał nazwać swoją autobiografię Self-Born.

Podczas mojego pierwszego spotkania z nim nieustannie tracił równowagę. Jaka jest Twoja narodowość? zapytał mnie chwilę po tym, jak usiedliśmy na krzesłach w wilgotnym akwarium w jego salonie.

„Przeważnie holenderski” – powiedziałem.

„Holendrzy są czołowymi zwolennikami i producentami pornografii dziecięcej na świecie”, odpowiedział.

Leniwie próbowałem wyjaśnić, że nie jestem takim zboczeńcem, ale nudzi się głębiej i głębiej w ramy mojej historii osobistej i rodowej, zdeterminowany, by uświadomić sobie, że należałem do skazanego na zagładę społeczeństwa ne’er-do- studnie. A jednak rozstaliśmy się przyjaźnie i pozostaliśmy przyjaźni aż do jego śmierci, ponieważ chociaż jego przekonanie, że jestem gorszą istotą, było szczere, nie powstrzymał tego przeciwko mnie. Ze swojej strony uważałem go za geniusza i niezwykłego człowieka, który zasłużył sobie na szacunek, nawet najbardziej dziwaczny.

W ciągu ostatnich dziesięcioleci swojego życia Szukalski pragnął uznania i ujawnienia, podziwu i poparcia, które znał tak krótko i tak późno, a które teraz całkowicie mu odmówiono. Widział artystów graffiti, którzy osiągnęli status wzniosłych mistrzów, podczas gdy on pozostawał odizolowany od sławy, jak gdyby przez żelazną ścianę.

Inni przyjaciele Glenna Braya i Szukalskiego zabrali Troughful z Pereł do muzeów w Los Angeles i okolicach Los Angeles, oczekując dla niego ekspozycji, na którą tak wyraźnie zasłużył. Urzędnicy muzealni nigdy nie byli zaskoczeni ilością i jakością prac. Kuratorzy, którzy z protekcjonalnością udzielali pięć minut swoim książkom, skończyliby spędzając godzinę lub więcej, przesypując materiał, z niedowierzaniem i próbując zrozumieć, że Szukalski był prawie zupełnie nieznany.

Ale nic nie wyszło z tych prób! Kuratorzy ostatecznie przekazali książki z uprzejmym podziękowaniem i powiedzieli, że nie dbają o to, by wnieść dzieła Szukalskiego do swoich galerii. Czemu? Ponieważ był zbyt polityczny, zbyt uparty, zbyt nagi, zbyt szalony.

To słowo „szalony” pojawiło się często podczas tych negocjacji i nie miało to być komplement. Gmach Szukalskiego był niedorzeczny. Wśród jego najsilniej utrzymanych (i obszernie udokumentowanych) teorii było przekonanie, że rasa wrogich Yeti krzyżuje się z ludźmi od niepamiętnych czasów i że hybrydowe potomstwo doprowadza do końca cywilizacji. Na dowód tego wskazał na Rosjan. Wierzył również, że ciepło powoduje grawitację i że wszystkie współczesne języki wywodzą się z języka polskiego. Zachował uczucia, które wydają się faszystowskie i rasistowskie, i które opierały się na jego najbardziej absurdalnych teoriach. Prawie na pewno mylił się co do wielu rzeczy; ale jak każdy, kto spędził z nim jakiś czas, może ci powiedzieć, nie był szalony.

Szukalski powiedział, że jego praca została odrzucona, ponieważ była tak mocno poinformowana przez ogromną pasję, jaką czuł wobec swoich poddanych. Powiedział, że przeciętni Amerykanie nie kochali ani nie nienawidzili niczego silnie, tak jak on, i że oni (to znaczy my) nie mogliby docenić wielkich tematów uchwyconych w wijących się ścięgnach jego rzeźb i obrazów. Myślę, że w pewnym stopniu miał rację; jest jednak oczywiste, że głównym powodem jego dalszego braku akceptacji był fakt, że Szukalski po prostu odmówił uczynienia siebie smacznym. Miał wiele niepopularnych opinii i nie widział powodu, by trzymać je dla siebie. Właściwie to właśnie w tych chwilach mała taktyczna powściągliwość mogła być bardzo korzystna dla jego kariery, ponieważ był najbardziej wolny. Pewnego razu umówiłem się na spotkanie z kuratorem dużego muzeum w Los Angeles. Biuro mężczyzny zostało powieszone dziełami Picassa, Matisse’a i Kandinsky’ego; Szukalski natychmiast rozpoczął szyderczą tyradę przeciwko tym mistrzom. Kurator po prostu opuścił pokój, a sekretarka nam pokazała.

Kilka lat temu zorganizowano mu publiczne wystąpienie i pokaz slajdów w wynajętej sali. Pojawiło się około siedemdziesięciu osób. Szukalski był zachwycony. Uwielbiał trzymać się z daleka i czuł się przywiązany do wszystkich swoich odbiorców. Wjechał na podium iw ciągu czterech minut zraził lub obraził wszystkich w tym miejscu. W swoich uwagach wstępnych pochwalił Reagana do nieba i rzucił się na Picassa (wymówił to „Pick-ass-oh”; oczerniał kolekcjonerów sztuki, Rosjan, FDR, Kalifornię, Amerykę i sport zawodowy, i zakończył się surowym potępieniem) „Homos”. Członkowie publiczności spoglądali na siebie z uśmiechem i mruczeli ostre odpowiedzi, ale kiedy wykład się skończył, dostał gromkie i długotrwałe owacje, zdając sobie sprawę, że Szukalski nie jest człowiekiem, który powinien być oceniany według konwencjonalnych kryteriów; jako wybitny członek ich gatunku.

W ostatnich latach głównym projektem Szukalskiego była gigantyczna i złożona struktura, którą chciał, aby Stany Zjednoczone przekazały Francji, by odwzajemnić Statuę Wolności. Nazwał to Kogutem Galii, a on opracował najdrobniejsze szczegóły, w tym genialny plan za to zapłacić. Pamiętam, kiedy po raz pierwszy pokazał mi modelową rzeźbę, którą zrobił dla centralnego przedmiotu. – Słuchaj – powiedział, wskazując na zmęczoną i udręczoną kobietę, która została spustoszona przez masę stylizowanych i wpisanych macek. „To jest kobieta, która symbolizuje Francję. Zostaje zmiażdżona i usidlona przez wszystkie „-izmy” współczesnej Europy. Jest faszyzm, a jest komunizm… i jest brzuchomówstwo. ”

Niezależnie od idiosynkratycznych szczegółów jego twórczości, wiadomość Szukalskiego jest wiarą w siebie. Jego życie spędził na służbie swojej wizji szlacheckiej. Był człowiekiem, który nie godziłby się na zasadnicze sprawy. Był gotów raczej umrzeć z głodu niż przyjąć kawałek chleba pod fałszywym pretekstem. Jego sztuka jest ożywiona przez namacalne siły skrupułów i opinii, które rzadko są widoczne w dziełach serca, a przekazy są tak potężnie przedstawione, że pomniejsze umysły niż jego muszą często odmawiać, by próbować sobie z nimi poradzić. Mógł przestrzegać wszelkich opinii sprzecznych z jego własnymi, gdyby tylko były silnie trzymane; rzeczą, której nienawidził przede wszystkim była słabość. I słusznie, jak to się dzieje, ponieważ okazało się, że słabość była tym, co go pokonało – słabością arbitrów kulturowych, którzy nie odważyliby się powstrzymać fali i być odpowiedzialni za jego poznanie.

Polska

Parę prostych pytań o przyszłość Polski

b

Strona główna &gt Polska &gt Parę prostych pytań o przyszłość Polski Parę prostych pytań o przyszłość Polski Work Buy Consume Die Polska 2

Kilka prostych pytań powinien zadać sobie każdy Polak, a mianowicie: dlaczego 28 lat po upadku socjalizmu, Polacy żyją biednie?

Dlaczego polskie społeczeństwo powoli lecz nieuchronnie wymiera? Statystyki są tu nieubłagane. Każdy młody Polak powinien zapytać siebie, czy jego jedyną szansą na życie jest wyjazd na zachód i praca tam?

Dlaczego już teraz poprzez media „rząd polski” daje do zrozumienia że za 20 lat emeryci będą otrzymywać głodową jałmużnę tak zwaną emeryturę w wysokości 300-700 złotych miesięcznie. Warto też zastanowić się czy za te pieniądze w ogóle można będzie przeżyć w kraju w którym prąd, woda i gaz są relatywnie najdroższe w Unii Europejskiej.

Dlaczego podatki w Polsce są tak niesłychanie duże a założenie własnej działalności gospodarczej graniczy z samobójstwem?

Dlaczego każdy pracujący mieszkaniec naszego kraju oddaje państwu w postaci podatków ponad 60% swoich zarobków? Dlaczego resztki polskiej młodzieży uciekają za granicę a do kraju sprowadza się Ukraińców?

Aby odpowiedzieć na te pytania należy spojrzeć wstecz na lata 80 te i początek lat 90 w Polsce, i zastanowić się, skąd się wzięli ci ludzie, którzy obecnie wraz ze swymi dziećmi a niekiedy całymi rodzinami rządzą Polską

Odpowiedź będzie prosta – byli oni wyniesieni do władzy przez zachodnie organizacje, rządy a niekiedy służby. Cała operacja wymiany elit politycznych na początku lat 90-tych była przeprowadzona nader skutecznie i trudno się dziwić że dziś tzw ” elity polityczne” Polski są raczej zarządzającymi niż rządzącymi.

Tylko jak najszybsze odsunięcie tych agentów zachodu od władzy, w najbliższych wyborach mogło by dać jakiekolwiek nadzieje na przyszłość dla Polski. Pod ich rządami Polacy skazani są na unicestwienie bądź w sposób naturalny (wymieranie) bądź w rezultacie wojny która obecnie rządzących tak podnieca.

Tomasz Omański

Za: http://polska-kaliningrad.neon24.pl/post/142694,pare-prostych-pytan-o-przyszlosc-polski

Data publikacji: 2.03.2018

NWO żydowska Synagoga SzatanaPolska neokolonią syjonizmuPolska pod żydowską okupacjąpolska syjono-żydomasoneria
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Żydowscy kaci NKWD i SB w powojennej Polsce

b22

Strona główna &gt Polska &gt Żydowscy kaci NKWD i SB w powojennej Polsce Żydowscy kaci NKWD i SB w powojennej Polsce Jan Polska 2

Negowanie znaczenia roli Żydów w służbie NKWD jest sprzeczne z podstawowymi faktami ustalonymi przez historyków. Prof. Andrzej Paczkowski sformułował tę tezę jako „nadreprezentacją Żydów w UB”.

Jednoznacznie pisze o „nadreprezentatywności Żydów w UB” inny czołowy historyk IPN-owski dr hab. Jan Żaryn w swym opracowaniu „Wokół pogromu kieleckiego” (Warszawa 2006, s. 86).

O bardzo niefortunnych dysproporcjach, wynikających z nadmiernej liczebności Żydów w UB, pisali również niejednokrotnie dużo rzetelniejsi od Grossa autorzy żydowscy, np. Michael Chęciński, były funkcjonariusz informacji wojskowej LWP, w wydanej w 1982 r. w Nowym Jorku książce „Poland. Communism, Nationalism, Anti-semitism” (s. 63-64).

Żydowski autor wydanej w Paryżu w 1984 r. książki „Les Juifs en Pologne et Solidarność” („Żydzi w Polsce i Solidarność”) Michel Wiewiórka pisał na s. 122: „Ministerstwo spraw wewnętrznych, zwłaszcza za wyjątkiem samego ministra, było kierowane w różnych departamentach przez Żydów, podczas gdy doradcy sowieccy zapewniali kontrolę jego działalności”.

Na szeregu stronach „Strachu” Gross stara się całkowicie zanegować wobec amerykańskich czytelników jakiekolwiek znaczenie roli Żydów w UB. Równocześnie jednak ten sam Gross całkowicie przemilcza istotne wpływy, wręcz dominację żydowskich komunistów w innych sferach władzy, takich jak sądownictwo, propaganda czy gospodarka. W ponad 50-stronicowej części książki poświęconej „żydokomunie” nawet jednym zdaniem nie wspomina o tym amerykańskim czytelnikom, cynicznie utrzymując ich w totalnej nieświadomości na ten temat.

Rola Żydów w bezpiece, jej wyjątkowość polegała nie tylko na nadmiernej liczebności, lecz także na splamieniu się przez bardzo wielu żydowskich funkcjonariuszy UB przykładami ogromnego okrucieństwa, brakiem jakichkolwiek skrupułów i brutalnym łamaniem prawa wobec polskich więźniów politycznych.

Rzecz znamienna – złowieszcza rola żydowskich funkcjonariuszy jest widoczna w każdej bardziej znaczącej zbrodni UB, od ludobójczych mordów w obozie w Świętochłowicach począwszy, poprzez sądowe mordy na generale Fieldorfie „Nilu” i rotmistrzu Pileckim, po proces gen. Tatara i współoskarżonych wyższych wojskowych.

Główni winowajcy zabójstwa tego polskiego bohatera to w przeważającej części żydowscy komuniści. Była wśród nich czerwona prokurator Helena Wolińska (Fajga Mindla-Danielak), która zadecydowała o bezprawnym aresztowaniu gen. Fieldorfa, a później równie bezprawnie przedłużała czas jego aresztowania. Wyrok śmierci na generała w sfabrykowanym procesie wydała sędzia komunistka żydowskiego pochodzenia Maria Gurowska z domu Sand, córka Moryca i Frajdy z domu Einseman.

Dodajmy do tego żydowskie pochodzenie trzech z czterech osób wchodzących w skład kolegium Sądu Najwyższego, które zatwierdziły wyrok śmierci na polskiego bohatera (sędziego dr. Emila Merza, sędziego Gustawa Auscalera i prokurator Pauliny Kern). Cała trójka później dożywała ostatnich lat swego życia w Izraelu.

Przypomnijmy również, że wcześniej w rozprawie pierwszej instancji oskarżał gen. „Nila” jeden z najbezwzględniejszych prokuratorów żydowskiego pochodzenia Benjamin Wajsblech. Dodajmy, że prawdopodobnie sam Józef Różański (Goldberg) wręczał przesłuchującemu gen. Fieldorfa porucznikowi Kazimierzowi Górskiemu tzw. pytajniki, tj. odpowiednio spisane zestawy pytań, które miał zadawać więźniowi (wg P. Lipiński, Temat życia: wina, Magazyn „Gazety Wyborczej”, 18 listopada 1994 r.).

Warto przypomnieć w tym kontekście fragment rozmowy Sławomira Bilaka z Marią Fieldorf-Czarską, córką zamordowanego generała.

Powiedziała ona m.in.: „Pytam się dlaczego nikt nie mówi, że w sprawie mojego ojca występowali wyłącznie sami Żydzi? Nie wiem, dlaczego w Polsce wobec obywatela polskiego oskarżali i sądzili Żydzi” (cyt. za: Temida oczy ma zamknięte. Nikt nie odpowie za śmierć mojego ojca, „Nasza Polska”, 24 lutego 1999 r.).

Przypomnijmy teraz jakże haniebną sprawę wydania wyroku śmierci na jednego z największych polskich bohaterów rotmistrza Witolda Pileckiego i stracenia go w 1948 roku. Człowieka, który dobrowolnie dał się aresztować, aby trafić do Oświęcimia i zbadać prawdę o sytuacji w obozie, a później stał się tam twórcą pierwszej obozowej konspiracji. Oficera, którego wybitny angielski historyk Michael Foot nazwał „sumieniem walczącej przeciw hitlerowcom Europy” i jedną z kilku najwybitniejszych i najodważniejszych postaci europejskiego Ruchu Oporu. Otóż – jak pisał na temat sprawy rotmistrza Pileckiego i współoskarżonych z nim w procesie Tadeusz M. Płużański:

„Wyroki zapadły już wcześniej – wydał je dyrektor departamentu śledczego MBP Józef Goldberg Różański. Podczas jednego z przesłuchań powiedział Płużańskiemu: „Ciebie nic nie uratuje. Masz u mnie dwa wyroki śmierci. Przyjdą, wyprowadzą, pieprzną ci w łeb, i to będzie taka zwykła ludzka śmierć” (por. T.M. Płużański, Prokurator zadań specjalnych, „Najwyższy Czas”, 5 października 2002 r.).

Warto przy okazji stwierdzić, że jednym z członków kolegium Najwyższego Sądu Wojskowego, który 3 maja 1948 r. zatwierdził wyrok śmierci na Pileckim, wykonany 25 maja 1948 r., był sędzia Leo Hochberg, syn Saula Szoela (wg T.M. Płużański, Prawnicy II RP, komunistyczni zbrodniarze, „Najwyższy Czas”, 27 października 2001 r.).

Pominę tu szersze relacjonowanie jednej z najczęściej przypominanych zbrodni – ludobójczego wymordowania około 1650 niewinnych więźniów w ciągu niecałego roku przez Salomona Morela i podległych mu żydowskich oprawców z UB (zob. na ten temat szerzej książkę autora jakże rzetelnego żydowskiego samo-rozrachunku Johna Sacka „Oko za oko”, Gliwice 1995).

Przypomnę tu tylko jedną z ulubionych „zabaw” ludobójczego „kata ze Świętochłowic” S. Morela, polegającą na ustawianiu piramid z ludzi, którym kazał się kłaść czwórkami jedni na drugich. Gdy stos ciał był już dostatecznie duży, wskakiwał na nich, by jeszcze zwiększyć ciężar. Po takich „zabawach” ludzie z górnych części stosu wychodzili w najlepszym wypadku z połamanymi żebrami, natomiast dolna czwórka lądowała w kostnicy.

Dużo mniej znane są późniejsze zbrodnie, popełnione przez Morela na młodocianych polskich więźniach politycznych „reedukowanych” w obozie w Jaworznie. Morel zastąpił tam na stanowisku komendanta kapitana NKWD Iwana Mordasowa. W książce Marka J. Chodakiewicza, „Żydzi i Polacy 1918-1945” (Warszawa 2000, s. 410), czytamy:

„Między 1945 a 1949 rokiem w obozie w Jaworznie zmarło około 10 tysięcy więźniów”. Te aż tak przerażające dane liczbowe brzmią wprost niewiarygodnie i wymagają gruntownego sprawdzenia, choć Chodakiewicz przytacza je za źródłową pracą M. Wyrwicha, („Łagier Jaworzno”, Warszawa 1995).

Różne relacje potwierdzają w każdym razie wyjątkowe okrucieństwo okazywane wobec młodocianych polskich więźniów przez komendanta Morela. Począwszy od witania przez niego kolejnych transportów młodocianych więźniów typowym dlań powitaniem:

„Popatrzcie na słońce, bo niektórzy widzą je po raz ostatni!”. Czy słowami: „Jesteście bandytami, pokażemy wam tutaj, co znaczy wojowanie przeciwko władzy ludowej”.

(Oba cytaty za tekstem napisanego przez Mieczysława Wiełę „Listu otwartego do premiera rządu RP” („Jaworzniacy” nr 2/29 z lutego 1999 r.).

Poza katuszami fizycznymi Morel lubił zadawać swoim ofiarom różne udręki psychiczne. Na przykład kazał pisać po tysiąc razy: „Nienawidzę Piłsudskiego” (wg M. Wyrwich, „Łagier Jaworzno”, Warszawa 1995, s. 90).

Ludobójczy zbrodniarz S. Morel otrzymywał polską rentę – mniej więcej 5 tys. zł.

Czołowy historyk IPN dr hab. Jan Żaryn pisał niedawno:

”Doświadczenia z lat 1944-1945 jedynie utrwalały stereotyp żydokomuny”. „NKWD przy pomocy pozostałych Żydów urządza krwawe orgie’ – meldował Władysław Liniarski „Mścisław”, komendant Okręgu AK w Białymstoku w styczniu 1945 r. do „polskiego Londynu” (…).

Polacy po wojnie, używając hasła „żydokomuna”, posługiwali się zatem stereotypem wytworzonym przez samych Żydów komunistów. Żydzi stawali się zatem współodpowiedzialnymi za cierpienia Polaków, w tym za utratę – po raz kolejny – niepodległości państwowej.

Do rodzin docierały szczegóły tortur, jakim byli poddawani w ubeckich kazamatach ich najbliżsi – często żołnierze podziemia niepodległościowego. „Gdy wyszedłem z karceru, zaraz wzięli mnie na górę i enkawudzista Faber [Samuel Faber – przypis J. Żaryna], (kto on był, nie wiem, czy to Polak, czy Rosjanin, na pewno Żyd) (…) kazał mnie związać. Zawiązali mi usta szmatą i między ręce i nogi wsadzili mi kij, na którym mnie zawiesili, po czym do nosa zaczęli mi wlewać chyba ropę. Po jakimś czasie przestali. Przytomności nie straciłem, więc wszystko do końca czułem. Dostałem od tego krwotoku (…)’ – wspominał Jakub Górski „Jurand”, żołnierz AK” (…).

Inny działacz podziemia niepodległościowego, Mieczysław Grygorcewicz, tak zapamiętał pierwsze dni pobytu w areszcie NKWD i UB w Warszawie:

„(…) Na pytania zadawane przez Józefa Światłę – szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa początkowo nie odpowiadałem, byłem obojętny na wszystkie groźby i krzyki, opanowała mnie apatia, przede mną stanęła wizja śmierci. Przecież jestem w rękach wroga, i to w rękach żydowskich, których w UB nie brakowało. Poczułem do nich ogromny wstręt, przecież miałem do czynienia z szumowiną społeczną, przeważnie wychowaną w rynsztoku nalewkowskim”.

„Józef Światło – Żyd z pochodzenia, mając pistolet w ręku, oświadczył mi, że jeżeli nie podam swego miejsca zamieszkania, strzeli mi w łeb (…)”.

Światło przyprowadził Halickiego, kierownika sekcji śledczej, który również był Żydem, i ten rozpoczął śledztwo wstępne (…). Oficerowie ubowscy zmieniali się często (…). Szczególnie jeden z nich brutalnie i ordynarnie do mnie się odzywał, groził karą śmierci bez sądu. Jak się później dowiedziałem od śledczego porucznika Łojki – był to sam Józef Różański (Józef Goldberg), zastępca Radkiewicza, ministra bezpieczeństwa.

W takiej sytuacji i wśród tej zgrai ubeckiej byłem przygotowany na najgorsze, nawet na rozstrzelanie (…)”. (cyt. za J. Żaryn, Hierarchia Kościoła katolickiego wobec relacji polsko-żydowskich w latach 1945-1947, we: „Wokół pogromu kieleckiego”, Warszawa 2006, s. 86-88)”.

Przypomnijmy, że wymieniony tu Józef Różański (Goldberg), dyrektor Departamentu Śledczego w MBP zyskał sobie zasłużoną sławę najokrutniejszego kata bezpieki. Od byłego oficera AK Kazimierza Moczarskiego, który był jedną z ofiar „piekielnego śledztwa” prowadzonego pod nadzorem Różańskiego, wiemy, jakie były metody katowania więźniów przesłuchiwanych w MBP. Spośród 49 rodzajów maltretowania i tortur, którym go poddawano, Moczarski wymienił m.in.:

1. bicie pałką gumową specjalnie uczulonych miejsc ciała (np. nasady nosa, podbródka i gruczołów śluzowych, wystających części łopatek itp.);

2. bicie batem, obciągniętym w tzw. lepką gumę, wierzchniej części nagich stóp – szczególnie bolesna operacja torturowa;

3. bicie pałką gumową w pięty (seria po 10 uderzeń na piętę – kilka razy dziennie);

4. wyrywanie włosów ze skroni i karku (tzw. podskubywanie gęsi), z brody, z piersi oraz z krocza i narządów płciowych;

5. miażdżenie palców między trzema ołówkami (…);

6. przypalanie rozżarzonym papierosem okolicy ust i oczu; (…)

8. zmuszanie do niespania przez okres 7-9 dni (…)” (cyt. za K. Moczarski, Piekielne śledztwo, „Odrodzenie”, 21 stycznia 1989 r.).

Dygnitarz MBP – Józef Światło nadzorował tajne więzienie w Miedzeszynie, gdzie do metod wydobywania zeznań należało m.in. skazywanie na klęczenie na podłodze z cegieł z podniesionymi do góry rękami przez 5 godzin, przepędzanie nago korytarzami z jednoczesnym chłostaniem stalowymi prętami, bicie pałką splecioną ze stalowych drutów (wg T. Grotowicz, Józef Światło, „Nasza Polska”, 22 lipca 1998 r.).

O tych wszystkich okrucieństwach i zbrodniach żydowskich katów z UB nie znajdziemy nawet jednego zdania informacji w książkach J. T. Grossa, tak chętnie i obszernie rozpisującego się o zbrodniach popełnionych przez Polaków na Żydach.

Warto przypomnieć, że Różański (Goldberg) był odpowiedzialny za działanie tajnej grupy ubeckich morderców, którzy na jego polecenie potajemnie mordowali w lesie wybranych żołnierzy AK i porywanych z ulicy ludzi. Tak zamordowano m.in. formalnie zwolnionego z aresztu ks. Antoniego Dąbrowskiego, byłego kapelana 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej (27 DP AK) – wielkiej jednostki piechoty Armii Krajowej utworzonej z sił Okręgu Wołyń w ramach akcji „Burza”. W marcu 1944 27 DP AK liczyła około 6000 żołnierzy.

Wśród skrytobójczo zamordowanych po wywiezieniu z więzienia do lasu był m.in. pułkownik AK Aleksander Bielecki, na którym bezpiece nie udało się wymusić oczekiwanych zeznań, oraz jego żona.

Warto przypomnieć, że żydowski komunista Leon Kasman, przez wiele lat redaktor naczelny organu KC PZPR „Trybuny Ludu”, był tym działaczem, który najgwałtowniej nawoływał do zaostrzenia represji wobec przeciwników politycznych podczas obrad Biura Politycznego KC PPR w październiku 1944 roku.

„Wsławił się” wówczas powiedzeniem: „Przerażenie ogarnia, że w tej Polsce, w której partia jest hegemonem, nie spadła nawet jedna głowa” (cyt. za P. Lipiński, Bolesław Niejasny, Magazyn „Gazety Wyborczej”, 3 maja 2000 r.).

I głowy polskich patriotów, głównie AK-owców, zaczęły spadać w przyspieszonym tempie na skutek rozpętanej wówczas pierwszej wielkiej fali terroru przeciw Narodowi.

I tak np. w grudniu 1944 r. doszło do rozstrzelania pięciu AK-owców w piwnicy domu przed Zamkiem Lubelskim. Ich sprawę prowadził prokurator wojskowy narodowości żydowskiej (wg. mgr Marek Kolasiński, sędzia Sądu Apelacyjnego w Lublinie, „Raport o sądowych morderstwach”, Warszawa 1994, s. 108).

Jaskrawe przykłady okrucieństwa żydowskich śledczych wobec przesłuchiwanych polskich oficerów znajdujemy w tzw. sprawie bydgoskiej.

Jerzy Poksiński opisał np., jak to „kpt. Mateusz Frydman chwytał przesłuchiwanych oficerów za gardło i tłukł ich głową o ściany, powiedział do majora Krzysika:

„Zastrzelę cię, a grób zaorzę, aby ci Anders nie mógł pomnika wystawić” (por. J. Poksiński, „TUN. Tatar – Utnik – Nowicki”, Warszawa 1992, s. 38).

W sprawie bydgoskiej zmarł zamęczony płk Józef de Meksz. W toku innej sfabrykowanej sprawy niewinnych oficerów, tzw. sprawy zamojsko-bydgoskiej, zmarł zamęczony w więzieniu płk Julian Załęski. Stracił on życie jako ofiara okrutnych tortur nakazanych przez jednego z najbezwzględniejszych żydowskich oprawców – szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego płk. Stefana Kuhla, zwanego „krwawym Kuhlem” (por. A.K. Kunert – J. Poksiński, Płk Stefan Kuhl, „Życie Warszawy”, 24 lutego 1993 r.).

Dyrektor departamentu V MBP żydowską komunistkę Lunę Brystygierową, wyspecjalizowaną w prześladowaniu Kościoła katolickiego i inteligencji patriotycznej, nazywano „Krwawą Luną” z powodu wyjątkowej bezwzględności, z jaką przesłuchiwała więźniów. Żołnierz AK i były więzień polityczny Anna Rószkiewicz-Litwinowiczowa pisała w swych wspomnieniach, iż:

„Julia Brystygierowa słynęła z sadystycznych tortur zadawanych młodym więźniom. W czasie przesłuchań we Lwowie wsadzała więźniom genitalia do szuflady, gwałtownie ją zatrzaskując. Była zboczona na punkcie seksualnym, i tu miała pole do popisu” (por. A. Rószkiewicz – Litwinowiczowa, Trudne decyzje. Kontrwywiad Okręgu Warszawa AK 1943-1944. Więzienie 1949-1954, Warszawa 1991, s. 106).

Do najhaniebniejszych spraw należało aresztowanie w 1947 r. na podstawie sfabrykowanych oskarżeń majora Mieczysława Słabego, byłego lekarza westerplatczyków, najsłynniejszej bohaterskiej formacji polskiej wojny obronnej 1939 roku.

Major Słaby już po kilku miesiącach przesłuchań zmarł w wieku zaledwie 42 lat na skutek ran odniesionych podczas śledztwa. Jego sprawę prowadził wiceprokurator mjr S.D. Mojsezon (Mojżeszowicz), Żyd z pochodzenia.

On to napisał własnoręczne rzekome „zeznania” mjr. Słabego, przyznającego się w nich do tego, jakoby „działał na szkodę państwa polskiego”. Majora Słabego nakłoniono zaś odpowiednimi metodami do podpisania sformułowanych przez prokuratora Mojsezona zeznań. Skatowany major umarł przed skazaniem i wyrokiem.

Na wyjaśnienie ciągle czeka po dwukrotnych umorzeniach śledztwa (w 1993 i 1995 r.) sprawa kulisów śmierci w gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego jednego z bohaterów książki Aleksandra Kamińskiego z batalionu „Zośka” – Jana Rodowicza ps. „Anoda”.

Był jedną z postaci słynnych z niewiarygodnej wręcz odwagi, poświęcenia i zdolności do ryzyka. Za swe wojenne zasługi był odznaczony Krzyżem Walecznych (dwukrotnie) i Krzyżem Virtuti Militari.

Wszechstronnie uzdolniony, studiował na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, gdy padł ofiarą represji. Aresztowano go w wigilię Bożego Narodzenia 1948 r. i zabrano do ubeckiej katowni. Jego przesłuchiwaniami kierował naczelnik V Departamentu MBP major żydowskiego pochodzenia Wiktor Herer (później profesor ekonomii).

Zaledwie w dwa tygodnie po aresztowaniu legendarny „Anoda” zginął w gmachu MBP. Z informacji złożonych w prokuraturze przez innego członka batalionu „Zośka”, uwięzionego w tym samym czasie, co „Anoda”, Rodowicz został zastrzelony przez Bronisława K. z MBP.

Były naczelnik w MBP Wiktor Herer zaprzeczył wersji o zamordowaniu „Anody”. Podtrzymał starą oficjalną wersję, jakoby „Anoda” popełnił samobójstwo, skacząc na parapet otwartego okna i wyskakując z czwartego piętra.

Wersja ta wydaje się dość nieprawdopodobna, choćby ze względu na to, że był wówczas środek zimy – 7 stycznia 1949 r. Jak więc wytłumaczyć twierdzenie, że w takim czasie w budynku MBP na czwartym piętrze było otwarte okno?

Generalnie ciągle za mało znane są liczne zbrodnie popełnione w różnych województwach na polecenie i pod dowództwem miejscowych żydowskich ubeków. Typowym przykładem pod tym względem jest sprawa zbrodni na 16 Polakach – zdemobilizowanych żołnierzach AK i NSZ dokonanej w Siedlcach 12 i 13 kwietnia 1945 roku.

W toku postępowania prokuratorskiego w latach 90. bezspornie udowodniono, że mordu dokonali pracownicy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Siedlcach. W czasie zbrodni szefem ówczesnego UB w Siedlcach był por. Edward Słowik, oficer narodowości żydowskiej, mający za „doradcę” oficera NKWD – majora Timoszenkę.

W momencie zbrodni w całym ówczesnym siedleckim UB na około 50 pracowników, około 20 było narodowości żydowskiej. Według historyka Marka J. Chodakiewicza, większość uczestników porwań i zabójstw 16 byłych żołnierzy podziemia niepodległościowego w Siedlcach, a wśród nich Braun (Bronek) Blumsztajn i Hersz Blumsztajn, została przeniesiona służbowo do innych miejscowości (por. M.J. Chodakiewicz, op. cit., s. 466).

Spośród zbrodniczych oficerów śledczych żydowskiego pochodzenia warto osobno wymienić majora (Izaaka) Ignacego Maciechowskiego, zastępcę szefa Wydziału IV GZI w latach 1949-1951. Według raportu komisji Mazura prowadził on śledztwo wymierzone przeciw gen. Tatarowi, płk. Uziębło, płk. Sidorskiemu, płk. Barbasiewiczowi, płk. Jurkowskiemu i mjr. Wackowi przy użyciu bardzo brutalnych metod przesłuchań. Kilku z torturowanych przez Maciechowskiego oficerów po przyznaniu się do „win” zostało skazanych przez stalinowskie sądy na karę śmierci, płk Ścibor, płk Barbasiewicz i płk Sidorski (por. T. Grotowicz, Ignacy Maciechowski, „Nasza Polska” z 10 lutego 1999).

Osobny obszerny temat, który tu przedstawiam bardzo skrótowo, to sprawa rozlicznych odpowiedzialnych sędziów żydowskiego pochodzenia typu wspomnianej już prokurator Heleny Wolińskiej (Fajgi Mindla-Danielak) czy sędzi Marii Gurowskiej.

Wymieńmy tu m.in. takie osoby, jak zastępcę prokuratora generalnego PRL Henryka Podlaskiego, zastępcę szefa Najwyższego Sądu Wojskowego i szefa Zarządu Wojskowego Oskara Szyję Karlinera (doprowadził on do takiego opanowania stanowisk w tym zarządzie przez oficerów żydowskiego pochodzenia, że instytucję tę złośliwie nazywano „Naczelnym Rabinatem Wojska Polskiego”), szefa Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego płk. Stefana Kuhla, prokuratora Benjamina Wajsblecha, sędziego Stefana Michnika, ppłk. Filipa Barskiego (Badnera), kpt. Franciszka Kapczuka (Nataniela Trau), prokuratora Henryka Holdera, sędziego Najwyższego Sądu Wojskowego Marcina Danziga, sędziego płk. Zygmunta Wizelberga, sędziego Aleksandra Wareckiego (Weishaupta), prokuratora płk. Kazimierza Graffa, sędziego Emila Merza, płk. Józefa Feldmana, płk. Maksymiliana Lityńskiego, płk. Mariana Frenkla, płk. Nauma Lewandowskiego, prokuratorów w Prokuraturze Generalnej: Benedykta Jodelisa, Paulinę Kern, płk. Feliksa Aspisa, płk. Eugeniusza Landsberga.

Dość przypomnieć, że tylko w 1968 r. wyjechało około 1000 osób z dawnego aparatu władzy, skompromitowanych udziałem w służbach specjalnych UB, etc. (według informacji podanej 12 marca 1993 r. w audycji telewizyjnej przez wybitnego badacza najnowszej historii płk. J. Poksińskiego).

A przypomnijmy, że część żydowskich ubeków i morderców sądowych, najbardziej skompromitowanych działaniami w aparacie terroru, opuściła Polskę już wcześniej, w pierwszych latach po 1956 r. Porównajmy te dane ze skrajnie próbującym pomniejszyć rolę Żydów w aparacie represji J.T. Grossem, wypisującym uwagi o „paru tuzinach Żydów” , „działających jako pachołki Stalina”.

Wspomnę tu tylko bardzo skrótowo o kilku mało świetlanych postaciach z kręgu sądownictwa. Do najbardziej bezwzględnych prokuratorów żydowskiego pochodzenia należał Kazimierz Graff, syn kupca Maurycego Graffa i nauczycielki Gustawy Simoberg, były przewodniczący Warszawskiego Akademickiego Komitetu Antygettowego w latach 1937-1938.

26 lutego 1946 r. jako wiceprokurator Wydziału do Spraw Doraźnych Sądu Okręgowego w Siedlcach podczas sesji wyjazdowej w Sokołowie Podlaskim doprowadził do skazania na karę śmierci 10 żołnierzy AK.

Już następnego dnia Graff wydał rozkaz rozstrzelania skazanych AK-owców, „aby nie zdążyli złożyć przysługującej im z mocy prawa prośby o ułaskawienie” (wg: T.M. Płużański, „Przypadek prokuratora Graffa”, „Najwyższy Czas”, 6 lipca 2002 r.).

Dzięki swej bezwzględności po serii mordów sądowych Graff szybko awansował do rangi zastępcy Naczelnego Prokuratora Wojskowego w randze pułkownika. Był głównym oskarżycielem w sprawie Konspiracyjnego Wojska Polskiego dowodzonego przez kpt. Stanisława Sojczyńskiego „Warszyca”, doprowadzając do wydania wyroków śmierci na „Warszyca” i szereg innych współoskarżonych.

Główna Komisja Badania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu ustaliła, że w sprawie tej „miało miejsce morderstwo sądowe” (por. tamże). Graff „zasłynął” m.in. jako współautor aktu oskarżenia w sfabrykowanym procesie gen. S. Tatara i innych wyższych wojskowych, mającym wykryć „spisek w wojsku” (por. tamże).

Opracowany przezeń akt oskarżenia uznany został jednak za zawierający wiele oskarżeń „zbyt naiwnych i musieli go przerabiać dwaj dużo bardziej doświadczeni od Graffa spece od stalinowskich śledztw – A. Fejgin i J. Różański.

Morderca sądowy Stefan Michnik, brat obecnego redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej” Adama Michnika, błyskawicznie awansował w wieku zaledwie 27 lat do rangi kapitana, mimo że nie posiadał matury.

„Zasłużył się” tak swą gorliwością w sfabrykowanych procesach politycznych. Już jako podporucznik był sędzią wydającym wyroki w sfabrykowanych procesach mjr. Zefiryna Machalli, płk. Maksymiliana Chojeckiego, mjr. Jerzego Lewandowskiego, płk. Stanisława Weckiego, mjr. Zenona Tarasiewicza, ppłk. Romualda Sidorskiego, ppłk. Aleksandra Kowalskiego.

10 stycznia 1952 r. stracono w wieku 37 lat skazanego na śmierć przez Stefana. Michnika mjr. Z. Machallę (został zrehabilitowany pośmiertnie 4 maja 1956 r.).

8 grudnia 1954 r. zmarł w niecały miesiąc po udzieleniu mu przerwy w wykonaniu kary więzienia skazany przez Michnika na karę 13 lat więzienia płk Stanisław Wecki. Na szczęście nie wykonano wyroków śmierci na skazanych przez S. Michnika na śmierć płk. M. Chojeckim i mjr. J. Lewandowskim.

W 1951 r. został stracony z wyroku S. Michnika mjr Karol Sęk (w procesie podlaskiego NSZ – zbrodnia całkowicie nieznana.

Tak Stefan Michnik skazywał żołnierzy NSZ na śmierć.

Karol Sęk to jedna z piękniejszych kart patriotycznych. W wieku 16 lat zerwał godło niemieckie, później uczestniczył w wojnie polsko-bolszewickiej. W czasie II wojny światowej więzień Majdanka, żołnierz NOW i NSZ. Życie dla Polski zostało przerwane 7 czerwca 1952 r. decyzją Stefana Michnika, brata Adama Michnika. Karol Sęk zginął zamordowany w więzieniu.

W tym samym procesie podlaskiego NSZ Stefan Michnik wydał jeszcze dwa wyroki śmierci: jeden wykonano (na Stanisławie Okunińskim), inny (na Tadeuszu Moniuszce) złagodzono na dożywocie. W „Życiu” z 11 lutego 1999 r. podano, że według informacji redakcji S. Michnik wydał około 20 wyroków śmierci w procesach politycznych.

Prof. Witold Kulesza, ówczesny szef pionu śledczego IPN, szumnie zapowiadał, że Instytut Pamięci Narodowej będzie się domagał ekstradycji Stefana Michnika.

Ciekawe, jakie to względy (czyżby troska o to, żeby nie osłabiać „autorytetu” Adama Michnika?) zdecydowały o wycofaniu się z tej zapowiedzi? Warto przy tym zapytać, dlaczego kieresowskim władzom IPN zabrakło elementarnej uczciwości i odwagi do publicznego poinformowania o motywach wycofania się z zapowiedzianych żądań ekstradycji S. Michnika?

Wśród innych morderców sądowych warto wspomnieć m.in. o przypadku szefa Prokuratury Wojskowej w Warszawie płk. Eugeniusza Landsberga. Został on uratowany przez Polaków w czasie wojny dzięki schronieniu danym mu przy kościele katolickim. Odpłacił się za nie licznymi wyrokami śmierci na polskich patriotów w sfabrykowanych procesach politycznych.

Obsadzenie bardzo wielu wpływowych stanowisk w UB, prokuraturze i sądach osobami żydowskiego pochodzenia, niezwiązanymi z polskością, z polskimi tradycjami narodowymi i patriotyzmem, stawało się dla sterujących sprawami w Polsce stalinowskich dygnitarzy sowieckich najlepszą gwarancją zdecydowania w walce z polskimi patriotami z podziemia niepodległościowego. I pod tym względem się nie zawiedziono.

Spośród ubeków, sędziów i prokuratorów żydowskiego pochodzenia wywodziła się szczególnie duża liczba najbardziej nieubłaganych „pogromców” polskiego AK-owskiego podziemia gotowych do konstruowania przeciw niemu najbardziej absurdalnych oskarżeń.

Typowy pod tym względem był sędzia Dawid Rozenfeld, który uzasadniał wyrok skazujący tylko na dożywocie agentkę gestapo winną zadenuncjowania i śmierci wielu żołnierzy i oficerów AK, współwinną wydania gestapo gen. Stefana Roweckiego „Grota”. Jako okoliczność łagodzącą sędzia Rozenfeld uznał w przypadku tej agentki to, iż:

„Zdaniem Sądu Wojewódzkiego oskarżona jest ofiarą zbrodniczej działalności kierownictwa AK, które jak wiemy obecnie, współpracowało z Gestapo, było na usługach Gestapo i wraz z Gestapo walczyło przeciw większej części Narodu Polskiego w jego walce o narodowe i społeczne wyzwolenie” (cyt. za: J. Piłek, Stalinowcy są wśród nas, w: „Gazeta Polska”, 4 sierpnia 1994).

ADWO – KACI

Dodajmy do powyższych opisów jeszcze rolę niektórych adwokatów pochodzenia żydowskiego. Szczególny typ „obrońcy” w procesach politycznych reprezentował np. adwokat żydowskiego pochodzenia Mieczysław (Mojżesz) Maślanko. Tak „bronił” swych podopiecznych, że porównał grupę Moczarskiego do Gestapo i Abwehry, twierdząc, że „wszystkie te instytucje zostały powołane przez klasy posiadające, które chcą zatrzymać koło historii” (wg: T.M. Płużański, Adwo-kaci, w: „Najwyższy Czas”, 26 stycznia 2003 r.).

W podobny sposób Maślanko „bronił” – oskarżając szefa II Zarządu Głównego WiN płk. Franciszka Niepokólczyckiego, słynnego „Łupaszkę”, czyli mjr. Zygmunta Szendzielarza, dowódcę V Wileńskiej Brygady AK, narodowca Adama Doboszyńskeigo, rotmistrza Witolda Pileckiego i współoskarżonych, gen. Augusta Emila Fieldorfa „Nila” (Maślanko zgodził się z większością rzekomych dowodów „winy” gen. „Nila”).

Według ostatniego delegata Rządu w Londynie na Kraj Stefana Korbońskiego, w sprawie Pileckiego i współoskarżonych „Różański postawił sprawę jasno: obowiązkiem rady obrońców (której przewodniczył Maślanko – przypis T.M. Płużańskiego) jest gromadzenie dowodów przeciw oskarżonym” (por. tamże).

Niegodne zachowanie M. Maślanki, robiącego wszystko, by pogrążyć oskarżonych, których miał bronić, było tym bardziej oburzające, że on sam został uratowany od śmierci w Oświęcimiu przez słynnego narodowca Jana Mosdorfa.

Podobnym do Maślanki „obrońcą”, a raczej „adwo-katem” w sprawach politycznych był inny adwokat żydowskiego pochodzenia, pracujący we wspólnej kancelarii z Maślanką – Edward Rettinger.

„Bronił” on Moczarskiego i jego kolegów słowami: „(…) to było bajoro zbrodni, którego miazmaty dziś nam trują jeszcze duszę. To było bajoro zbrodni, gdzie zastygła krew lepi się jeszcze do rąk” (por. tamże).

Innym tego typu pseudoobrońcą był Marian Rozenblitt, który działał już w sądownictwie polskiej armii w ZSRS.

W Krakowie działali konfidenci Gestapo i SB, jak żydowscy adwokaci Maurycy Wiener i Karol Buczyński. Prokuratorem wojewódzkim w Krakowie był Rek, a jego zastępcami Gołda, Józef Skwierawski, Krystyna Pałkówna. Działali wspólnie i w porozumieniu z adwokatami Wienerem i Buczyńskim, za grube pieniądze umarzając śledztwa pospolitych bandytów.

Bogatych bandziorów „rekomendował” Bruno Miecugow, tatuś Grzegorza Miecugowa dziennikarza TVN. Bruno Miecugow jako sygnatariusz haniebnej listy 53 literatów w sprawie wyroków śmierci w procesie „Kurii krakowskiej” wysłał przy pomocy lekarki Żydówki M. Orwid (psychiatria) do krakowskiego Kobierzyna (szpital psychiatryczny) wielkiego polskiego architekta i patriotę Wiesława Zgrzebnickiego („Zgrzesia”) za publiczne potępienie w krakowskim Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” podpisu Brunona Miecugowa w owej hańbie 53 krakowskich literatów. Hańbę „53” podpisali jeszcze m.in. Wisława Szymborska i Sławomir Mrożek, z decyzji kard. Stanisława Dziwisza pochowany w Panteonie Narodowym w krypcie pod kościołem św. Piotra i Pawła w Krakowie.

Wiesław Zgrzebnicki zadręczony przez krakowską ubecką kobierzyńską psychuszkę zmarł w wieku 40 lat.

Do pomocy Brunonowi Miecugowowi wyznaczono krakowską lekarkę Ewę Hołowiecką sekretarza POP PZPR w krakowskiej Akademii Medycznej.

Należy przypomnieć zbrodnie wojenne:

Zbrodnia w Nalibokach – masakra polskich mieszkańców wsi Naliboki dokonana przez oddziały sowieckich i żydowskich partyzantów 8 maja 1943 roku pod dowództwem Pawła Gulewicza z Brygady im. Stalina, w tym grupa składająca się z osób narodowości żydowskiej (trwa ustalanie czy była to część oddziału pod dowództwem Tewje Bielskiego czy Szolema Zorina). http://www.bibula.com/?p=2061

Tewje Bielski lub Tuwia Bielski i Anatol Bielski (ur. 8 maja 1906 w Stankiewiczach koło Nowogródka, zm. 1987 w Nowym Jorku) – polscy Żydzi, twórcy (wraz z trójką braci) i dowódcy żydowskiego oddziału partyzanckiego w lasach Puszczy Nalibockiej podczas II wojny światowej.

Spalono kościół, szkołę, pocztę, remizę i część domów mieszkalnych, resztę osady ograbiono. Zginęło także kilku napastników. W sowieckich źródłach szacowano liczbę zabitych Polaków na 250 osób, 6 sierpnia 1943 roku wieś została ponownie spacyfikowana, tym razem przez oddziały niemieckie, w ramach tzw. „Akcji Hermann”, a jej mieszkańców wywieziono w głąb Rzeszy na roboty przymusowe.

Zbrodnia w Koniuchach – zbiorowe morderstwo co najmniej 38 polskich mieszkańców (mężczyzn, kobiety i dzieci; najmłodsze miało 2 lata) wsi Koniuchy (dziś na terenie państwa litewskiego, dawniej w II Rzeczypospolitej w województwie nowogródzkim w powiecie lidzkim) dokonane 29 stycznia 1944 przez partyzantów sowieckich (Rosjan i Litwinów) i żydowskich.

W czasie pogromu we wsi spalono większość domów, oprócz zamordowanych co najmniej kilkunastu mieszkańców zostało rannych, a przynajmniej jedna osoba z nich zmarła następnie z ran. Przed atakiem wieś zamieszkana była przez około 300 polskich mieszkańców, istniało w niej około 60 zabudowań. Partyzanci sowieccy wcześniej często rekwirowali mieszkańcom wsi żywność, ubrania i bydło, dlatego też tutejsi mieszkańcy powołali niewielki ochotniczy oddział samoobrony.

W sprawie masakry w Koniuchach prowadzone jest śledztwo IPN. Dotychczas ustalono, że napadu dokonały sowieckie oddziały partyzanckie stacjonujące w Puszczy Rudnickiej: „Śmierć faszystom” i „Margirio”, wchodzące w skład Brygady Wileńskiej Litewskiego Sztabu Ruchu Partyzanckiego, oraz „Śmierć okupantowi”, wchodzący w skład Brygady Kowieńskiej.

Do oddziałów tych należeli Rosjanie i Litwini, większość oddziału „Śmierć okupantowi” tworzyli Żydzi i żołnierze Armii Czerwonej zbiegli z obozów jenieckich. Oddział żydowski liczył 50 ludzi, a oddziały rosyjsko-litewskie około 70 osób. Dowódcami byli Jakub Penner i Samuel Kaplinsky.

Według jednego z napastników, Chaima Lazara, celem operacji była zagłada całej ludności łącznie z dziećmi jako przykład służący zastraszeniu reszty wiosek. Według ustaleń Kongresu Polonii Kanadyjskiej, będących podstawą wszczęcia śledztwa, liczba zabitych była większa (ok. 130).

Atak na Koniuchy i wymordowanie tutejszej ludności cywilnej był największą z szeregu podobnych akcji prowadzonych w 1943 i 1944 przez oddziały partyzantki sowieckiej i żydowskiej w Puszczy Rudnickiej i Nalibockiej (np. masakra ludności w miasteczku Naliboki).

W maju 2004 w Koniuchach odsłonięto pomnik pamięci ofiar, zawierający 34 ustalone nazwiska ofiar.

W powojennych opracowaniach, na podstawie m.in. relacji żydowskich uczestników ataku na wieś (np. Izaaka Chaima i Chaima Lazara) często podawano informacje o zamordowaniu wszystkich 300 mieszkańców, a także o walkach z oddziałem niemieckich żołnierzy (w innych źródłach litewskiej policji).

Jednak późniejsze opracowania nie potwierdziły obecności Niemców czy policjantów w wiosce, a także zakwestionowały tezę, że zginęli wszyscy mieszkańcy wsi (część z mieszkańców uciekła z masakry i przeżyła wojnę). Informacja stwierdzająca, że wymordowani zostali wszyscy polscy mieszkańcy wsi Koniuchy pojawiała się także w ówczesnych meldunkach struktur Polskiego Państwa Podziemnego.

Dokumenty, źródła, cytaty:
prof. Jerzy Robert Nowak, („Nasz Dziennik”, 18 sierpnia 2006)
http://pantarhei.type.pl/1712/zydowscy-kaci-w-powojennej-polsce/
http://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=10450&Itemid=53
http://www.wicipolskie.org/index.php?option=com_content&task=view&id=9400&Itemid=56

Aleksander Szumański, 08.07.2014

Za: http://aleksanderszumanski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=1103

Data publikacji: 8.07.2014

ludobójstwo żydokomunistyczneNKWDpolskojęzyczna żydokomunażydowscy psychopaci i zbrodniarze
Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Amerykanie zabili trzech Polaków, bo spieszyli się na lunch

Strona główna &gt Polska &gt Amerykanie zabili trzech Polaków, bo spieszyli się na lunch Amerykanie zabili trzech Polaków, bo spieszyli się na lunch a303 Polska 7

Przez amerykańskich żołnierzy doszło do wypadku samochodowego, w którym zginęło trzech Polaków – informuje portal orzysz.wm.pl.

– Według świadków wypadek został sprowokowany z udziałem sprzętu US Army. Zestaw ciężkich pojazdów zjeżdżał na autostradę i zmienił pas – powiedziała p. Łucja Laufer z Prokuratury Regionalnej w Drawsku Pomorskim.

Kierowca wojskowej ciężarówki nie zwrócił uwagi na fakt, że zajeżdża drogę samochodowi z ludźmi i wypchnął auto na przeciwległy pas ruchu. W efekcie bus zjechał na lewy pas jezdni i zderzył się czołowo z nadjeżdżającym z naprzeciwka tirem. Sprawcy kolizji odjechali z miejsca zdarzenia. Całą sytuację nagrała kamera zamontowana w jednym z aut.

– Jak wyjaśniono podczas śledztwa, pojazdy US Army jechały po terenie poligonu zbyt szybko, bo Amerykanie spieszyli się na lunch! – dodał p. Artur Karpienko, rzecznik prasowy komendanta głównego Żandarmerii.

W przypadku kolizji z innym samochodem na ogół wiemy co robić – wzywamy policję lub w porozumieniu z winowajcą sporządzamy odpowiednie oświadczenie. Sprawa komplikuje się jednak, gdy sprawcy wypadku to żołnierze armii USA, którzy w Polsce nie muszą przestrzegać polskiego prawa, zasad ruchu drogowego, czy obowiązujących przepisów prawa wykroczeń i kodeksu karnego.

Źródło: http://orzysz.wm.pl/profil/adamkomarczyk/23336,Pplk-Karpienko-Amerykanie-zabili-trzech-polakow-bo-spieszyli-sie-na-lunch-Szokujace-szczegoly-wypadku-na-poligonie.html

Za: http://www.wicipolskie.org/?p=30702


Read the full article – wolna-polska.pl

Świat

Antysemityzm i negowanie holokaustu wzrost o 30%

a-7

Strona główna &gt Świat &gt Antysemityzm i negowanie holokaustu wzrost o 30% Antysemityzm i negowanie holokaustu wzrost o 30% a303 Świat 8

Świat jest naszym dłużnikiem!

ISRAEL NATIONAL NEWS – Używanie antysemickich symboli i wpisów w mediach społecznościowych negujących holokaust wzrosły o 30%, poinformował raport Światowego Kongresu Żydów (WJC).

Zamówione przez WJC i przy współpracy Vigo Social Intelligence badanie zatytułowane „Antysemickie symbole i negowanie holokaustu we wpisach w mediach społecznościowych: styczeń 2018”, wykazało dramatyczny wzrost liczby incydentów w 2018 w porównaniu z tym samym okresem w 2016.

Badanie to / study jest kontynuacją wcześniejszego badania z 2016. Miało obejmować okres 1-24 stycznia, „mający istotne znaczenie prowadzące do Międzynarodowego Dnia Pamięci Holokaustu 27 stycznia, i zbiegający się z kampanią ‚Pamiętamy’ Światowego Kongresu Żydów 2018” – powiedziała organizacja.

Kluczowe wyniki raportu pokazują, że w tym przedziale czasowym odnotowano 30% więcej wpisów używających antysemickie symbole i 2 x większą liczbę rozmów negujących holokaust.

W okresie 1-24 stycznia, 550 wpisów w mediach społecznościowych każdego dnia, i 23 na godzinę, zawierały antynazistowskie i antysemickie symbole. Średnio 108 wpisów codziennie, albo 4.5 na godzinę, negowały holokaust, i 13.200 wpisów w tym okresie to były symbole czy znaki odnoszące się do holokaustu albo nazistowskiego reżimu Hitlera.

Pojawiło się 2.600 wpisów negujących holokaust, lub twierdzących iż Żydzi przesadzali o zasięgu i liczbie ofiar holokaustu.

Używanie neonazistowskich symboli zmniejszyło się w Niemczech, a zwiększyło w Polsce, Szwajcarii i Serbii, czyniąc te kraje w badaniu 10 najgorszymi złoczyńcami.

Wice przewodniczący WJC Robert Singer powiedział: „Łatwo uważać, że antysemityzm w internecie występuje na marginesie, ale prawdziwa skala problemu jest przerażająca”.

„Dziś nikt nie musi szukać takiej nienawiści – widać ją na najczęściej używanych portalach: Facebook, Twitter i YouTube. Obowiązkiem tych firm jest moralna odpowiedzialność korporacyjna i przestrzeganie własnych wytycznych ograniczających mowę nienawiści. Wzywamy rządy do ścisłego regulowania tej kwestii, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się i uczynić świat cyfrowy bezpieczniejszą przestrzenią dla wszystkich.

” WJC odkrył, że kiedy zwracamy uwagę na mowę nienawiści głównym firmom w mediach społecznościowych, ich reakcja jest szybka i skuteczna. Nie możemy jednak zaakceptować argumentu, że to do użytkownika należy kontrolowanie takich treści.

„Obowiązkiem firm jest regularne monitorowanie mowy nienawiści, edukowanie użytkowników i upewnianie się, że rozumieją konsekwencje naruszeń, i otwarcie nazywają antysemityzm z nazwy, bez obawy krytyki czy nagany”.

Tłum. Ola Gordon

Źródło: https://theuglytruth.wordpress.com


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

W komunistycznej bezpiece Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk – Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk

a-6

Strona główna &gt Polska &gt W komunistycznej bezpiece Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk – Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk W komunistycznej bezpiece Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk – Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk a303 Polska 1

W kierownictwie Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego Żydzi zajmowali niemal połowę stanowisk.

Przez lata w historiografii polskiej obowiązywał powszechny pogląd, zgodnie z którym teza o nadreprezentacji Żydów w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa jest mitem. Gdy jednak podjęto badania nad narodowością kadr “bezpieki” w oparciu o przechowywane w Instytucie Pamięci Narodowej akta osobowe funkcjonariuszy, i opublikowano dane statystyczne, okazało się, że blisko 40 proc. kierowniczych stanowisk Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego zajmowali oficerowie pochodzenia żydowskiego.

Wynik naukowych ustaleń nie spotkał się jednak z uznaniem środowisk opiniotwórczych, dla których uzyskany efekt badań świadczył jedynie o… antysemityzmie ich uczestników.

Równolegle z analizą kadr aparatu bezpieczeństwa prowadzono studia nad obsadą personalną innych struktur tworzących stalinowski aparat represji: wojskowego i powszechnego wymiaru sprawiedliwości, Informacji Wojskowej, Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, Milicji Obywatelskiej czy wchodzącego w skład MBP więziennictwa. W każdym przypadku liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w sprawowaniu funkcji kierowniczych wynosiła od kilku do kilkudziesięciu procent, a badań dokonano w odniesieniu do czasu, gdy Żydzi stanowili niespełna 1 proc. ludności Polski.

Od początku budowy systemu komunistycznego tworzący go napotkali ogromne problemy związane z koniecznością sformowania obsady personalnej powstających stanowisk aparatu władzy. Bazą kadrową dla rządzących stały się środowiska partyzantów Gwardii i Armii Ludowej oraz przedwojennych działaczy komunistycznych, wśród których znaczny odsetek stanowili Żydzi. Część z nich okres wojny przeżyła w Związku Sowieckim i po 1944 r. z silnym zaangażowaniem usiłowała przeszczepić nad Wisłą tamtejszą ideologię. Ich liczbę zwiększyli ci spośród ocalałych z holokaustu, którzy w nowym ustroju politycznym widzieli szanse na realizację własnych – prywatnych i narodowych – interesów. Nagrodą za akces znacznej części społeczności żydowskiej do procesu budowy systemu komunistycznego były eksponowane etaty w aparacie władzy i systemie represji oraz związane z nimi profity. W powszechnej opinii symbolem udziału Żydów w tworzeniu stalinizmu w Polsce stała się służba wielu z nich w komunistycznym aparacie bezpieczeństwa.

Wbrew intencjom przypisywanym historykom zgłębiającym to zagadnienie, badania nad narodowością kadr “bezpieki” nie obejmują jedynie jednej nacji. Stanowią element szeroko zakrojonych studiów nad całością budowy i funkcjonowania tajnej policji politycznej komunistycznego państwa polskiego, w tym nad jej obsadą personalną, gdzie pochodzenie narodowościowe funkcjonariuszy jest tak samo ważne, jak ich pochodzenie społeczne czy wykształcenie. Dająca się już dziś zdefiniować teza o “internacjonalistycznych kadrach bezpieki” w Polsce powstała w oparciu o analizę głównie ich akt osobowych, z których wynika, że w latach 1944-1956 obok oficerów sowieckich pracowali przedstawiciele narodowości: polskiej, żydowskiej, białoruskiej, ukraińskiej, litewskiej, a nawet niemieckiej i greckiej.

Polityczna poprawność a statystyka

Wstępujący do UB Żydzi nie ukrywali swego pochodzenia. We własnoręcznie wypełnianych ankietach personalnych w rubryce “narodowość” wpisywali zazwyczaj “żydowska”. Dane takie ujawniali nawet ci, którzy już w okresie międzywojennym zerwali związki ze środowiskiem żydowskim i stali się gorącymi zwolennikami idei komunistycznej. Deklarację światopoglądową ujawniano natomiast w rubryce “wyznanie”, gdzie obok powszechnie używanego terminu “niewierzący” nie brakowało określenia “mojżeszowe”.

O pozycji funkcjonariuszy pochodzenia żydowskiego w ministerstwie, ale też o ich postrzeganiu w społeczeństwie decydowały dwa zasadnicze czynniki. Pierwszy dotyczył ich liczby w “bezpiece”; drugi zaś zajmowania przez nich eksponowanych stanowisk. Jesienią 1945 r. doskonale zorientowany w sprawach “bezpieki” w Polsce sowiecki doradca przy Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego płk Nikołaj Seliwanowski w raporcie do Moskwy informował, że połowę stanowisk kierowniczych w MBP zajmują Żydzi, a w całym ministerstwie ich odsetek sięga 18,7 procent. Zapewne nawet on się nie spodziewał, że tak duża liczba oficerów pochodzenia żydowskiego w centrali aparatu bezpieczeństwa będzie się nadal zwiększać. W kolejnych latach udział Żydów polskich w kierowniczych strukturach MBP stale rósł, ostatecznie przekroczył 37 procent. Wśród 450 osób pełniących najwyższe funkcje w MBP (dyrektorów i zastępców dyrektorów departamentów, kierowników samodzielnych wydziałów) pochodzeniem żydowskim legitymowało się 167 oficerów.

Na czele ministerstwa stał gen. Stanisław Radkiewicz, wspomagany m.in. przez wiceministrów: Romana Romkowskiego (Menasze Grynszpana) i Mieczysława Mietkowskiego (Mojżesza Bobrowickiego). W okrytej ponurą sławą centrali “bezpieki” wyżsi oficerowie o żydowskich korzeniach kierowali: kadrami – Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), śledztwami – Józef Różański (Goldberg), finansami – Edward Kalecki (Ela Szymon Tenenbaum), ochroną zdrowia – Kamil Warman, Leon (Lew) Gangel, Ludwik (Salomon) Przysuski, cenzurą – Michał Rosner, Hanna Wierbłowska, Michał (Mojżesz) Taboryski, Biurem Prawnym – Zygmunt Braude, Witold Gotman, konsumami – Feliks (Fiszel) Goldsztajn, Centralnym Archiwum MBP – Jadwiga Piasecka, Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Biurem Wojskowym – Roman Garbowski (Rachamiel Garber) oraz Departamentami: I – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Julian Konar (Jakub Julian Kohn), II – Leon (Lejba) Rubinstein, Michał (Mojżesz) Taboryski, III – Józef Czaplicki (Izydor Kurc), Leon Andrzejewski (Ajzen Lajb Wolf), IV – Aleksander Wolski (Salomon Aleksander Dyszko), Józef Kratko, Bernard Konieczny (Bernstein), V – Julia Brystiger, VI (więziennictwem) – Jerzy Dagobert Łańcut, VII – Wacław Komar (Mendel Kossoj), Zygmunt (Nechemiasz) Okręt, Marek Fink (Mark Finkienberg), X – Józef Światło (Izaak Fleischfarb), Henryk Piasecki (Chaim Izrael Pesses).

Niższymi strukturami MBP – wydziałami, kierowali wówczas m.in.: Anatol (Natan) Akerman, Marian Baszt, Mieczysław (Mojżesz) Baumac, Jan Bernstein, Adam Bień (Bajn), Ignacy Bronecki, Izrael Cwejman, Tadeusz (Dawid) Diatłowicki, Michał Holzer, Maurycy (Aron) Drzewiecki, Michał (Mojżesz) Fajgman, Leon Fojer (Feuer), Tadeusz Fuks, Edward (Eliasz) Futerał, Artur Galewicz (Glasman), Henryk Gałecki (Natan Monderer-Lamensdorf), Łazarz Gejler, Jakub Glidman, Leon Goryń, Karol Grabski (Hertz), Helena (Gitla) Gruda, Borys (Boruch) Grynblat, Józef Gutenbaum, Herman Halpern, Henryk Jabłoński (Chaim Grinsztajn), Michał Jachimowicz, Zbigniew Józefowicz, Bronisława Juckier, Leon Kesten, Abram Klinberg, Leon Klitenik, Ignacy Krakus, Michał-Emil Krassowski, Mieczysław Krzemiński (Mojżesz Flamenblaum), Icek Lewenberg, Mieczysław Lidert (Erlich), Juliusz Litoczewski, Kazimierz Łaski (Cygier), Samuel Majzels, Ignacy Makowski, Aleksander Marek (Markus) Malec, Walenty Małachowski, Ignacy Marecki, Marian (Mojżesz) Minkendorf, Bronisław Nechamkis, Artur Nowak (Abraham Lerner), Jerzy Nowicki (Lipszyc), Dawid Oliwa, Róża (Gina) Poznańska, Stanisław Rothman, Mieczysław (Moralich) Rubiłłowicz, Irena Siedlecka (Regina Reiss), Michał (Mowsza) Siemion, Wolf Sindel, Zygmunt Skrzeszewski (Salomon Halpern), Marceli Stauber, Józef Stępiński, Ernest Szancer (Schanzer), Ignacy Szemberg, Antonina Taube-Knebel, Juliusz Teitel, Adam (Abram) Wein, Salomon Widerszpil, Józef Winkler (Szaja Kinderman), Stanisław Witkowski (Samuel Eimerl), Roman Wysocki (Altajn), Edward Zając, Marek Zajdensznir, Maria Zorska, Emanuel Żerański.

W tym samym czasie, w rozbudowanym systemie więzień i obozów liczącym 179 więzień i 39 obozów pracy, stanowiska naczelników i komendantów zajmowali: Salomon Morel – komendant obozów w Świętochłowicach-Zgodzie (1945) i Jaworznie (1948-1951), naczelnik więzień m.in. w Opolu (1945-1946), Katowicach (1946-1948) i Jaworznie (1951); oraz Mieczysław (Moszek) Flaum – komendant obozu we Włocławku (1945-1946) i Mielęcinie (1946); Beniamin Glatter – naczelnik więzienia w Goleniowie (1949); Franciszek (Efroim) Klitenik – naczelnik więzienia we Wrocławiu (1946-1947), Dzierżoniowie (1947-1951) i Łodzi (1951-1958), Henryk Markowicz – naczelnik więzienia przy ul. Kleczkowskiej we Wrocławiu (1945-1946), Sewer Rosen – naczelnik więzienia w Barczewie (1947-1951), Oskar Rozenberg – naczelnik więzienia w Potulicach (1951-1954), Kazimierz Szymanowicz – naczelnik więzienia w Rawiczu (1945-1947) i Saul Wajntraub – naczelnik więzienia w Kłodzku (1948-1951) i więzienia nr III w Warszawie (1951-1954).

Znaczący procent (13,7) oficerów pochodzenia żydowskiego znalazł się także wśród szefów i zastępców szefów Wojewódzkich Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego/ Wojewódzkiego Urzędu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego. Najwięcej z nich znalazło zatrudnienie w wojewódzkim UB we Wrocławiu, gdzie wśród osiemnastu zastępców szefów WUBP/ WUdsBP sześciu (33 proc.) było Żydami: Władysław Wątorek (Adolf Eichenbaum), Jan Stesłowicz (Lemil Katz), Adam Nowak (Adaś Najman), Adam Kornecki (Dawid Kornhendler), Eliasz Koton i Karol Grad, a w niektórych wydziałach i sekcjach urzędu przedstawiciele tej narodowości stanowili niekiedy 1/3 ich całego stanu osobowego. Zjawisko takie występowało np. w Wydziale ds. Funkcjonariuszy, Wydziale V, VIII i Gospodarczym.

W latach 1945-1956 poszczególnymi wydziałami kierowali: personalnym – Leonarda Opałko (Lorka Nadler) (1945-1946); I – Roman Wysocki (Altajn) (1950-1951); V – Józef (Jefim) Gildiner (1951-1952); X – Józef (Jefim) Gildiner (1952-1954); “A” – Edward Last (1946); śledczym – Antoni Marczewski (1946-1947), Feliks Różycki (Rosenbaum) (1950-1952); Wydziałem ds. Funkcjonariuszy – Bronisław Romkowicz (Maks Bernkopf) (1946-1947); Sekcją Finansową – Stanisław Ligoń (Lemberger) (1949-1954); Służbą Mundurową – Arnold Mendel (1949-1950). Stanowili oni także trzon istniejącej przy WUBP komórki partyjnej PPR/PZPR (Jefim Gildiner, Karol Grad, Zygmunt Kopel, Henryk Lubiński, Grzegorz Rajman, Felicja Rubin) – 26 proc. w 1954 roku.

Podobną, wynoszącą 30 proc. statystykę, można dostrzec w gronie kadry kierowniczej powiatowego UB w Dzierżoniowie. Na jej wielkość wpływ miało piastowanie urzędu szefa przez: Artura Górnego (1946-1947); Michała (Mojżesza) Wajsmana (1947-1948) i Adama Kulberga (1951-1954). Jeszcze wyższy odsetek wystąpił na stanowiskach ich zastępców, wśród których trzy z ośmiu etatów zajmowali oficerowie żydowscy: Edward Last (1945-1946), Adam Kulberg (1950-1951) i Izaak Winnykamień (1952).

Od sprawcy do ofiary

Łącznie w latach 1945-1956 we wszystkich komórkach tylko wojewódzkiego UB na Dolnym Śląsku pracowało ponad 500 osób pochodzenia żydowskiego. Pytanie o pełną liczbę zatrudnionych w aparacie bezpieczeństwa Polski Ludowej/ PRL pozostaje nadal otwarte, podobnie jak problem związany z próbą określenia świadomości narodowej oficerów “bezpieki”, wśród których część już przed wojną manifestacyjnie odcinała się od swych żydowskich korzeni. Oderwani od rodzimego środowiska deklarowali swą polskość i światopogląd materialistyczny, w których wiarę głęboko zachwiały dopiero wydarzenia 1968 r., gdy w wyniku antysemickiej nagonki 1968 r. kilkanaście tysięcy polskich Żydów zostało zmuszonych do opuszczenia kraju. Ich wyjazd upowszechnił na świecie pogląd o ksenofobicznej Polsce i rzekomym antysemityzmie jej mieszkańców. Milczeniem pomija się przy tym fakt, że całą operację przeciwko Żydom zorganizowali ich niedawni towarzysze z “bezpieczeństwa”, a pośród wyjeżdżających do Izraela znalazło się kilkuset niedawnych sekretarzy partii, stalinowskich sędziów i prokuratorów, oficerów Informacji Wojskowej, Urzędu Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa.

Żaden z nich nigdy nie poniósł odpowiedzialności za dokonane czyny, a nieliczne próby doprowadzenia do ekstradycji osób oskarżonych o zbrodnie stalinowskie każdorazowo kończyły się niepowodzeniem. Wymownym komentarzem do tej sytuacji może być fragment uzasadnienia sporządzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości Izraela z 5 czerwca 2005 r., odmawiającego zgody na ekstradycję do Polski Salomona Morela: “…uważamy, iż nie ma żadnych podstaw do przedstawienia Morelowi zarzutów popełnienia poważnych przestępstw, nie mówiąc już o ‘ludobójstwie’ czy ‘zbrodniach przeciwko narodowi polskiemu’. Jeżeli już, to wydaje się nam, że Morel i jego rodzina byli ewidentnie ofiarami zbrodni ludobójstwa popełnionych przez hitlerowców i Polaków z nimi współpracujących”.

Dr hab. Krzysztof Szwagrzyk

Autor jest historykiem, naczelnikiem Oddziałowego Biura Edukacji Publicznej IPN we Wrocławiu.

Za: https://naszdziennik.pl/index.php?dat=20110128&typ=my&id=my03.txt


Read the full article – wolna-polska.pl

Polska

Nie Obwiniajmy Żydów ani Izraela!

abc81e9f9279f90c5a3dfdab92d055fe140

Strona główna &gt Polska &gt Nie Obwiniajmy Żydów ani Izraela! Nie Obwiniajmy Żydów ani Izraela! bezmetki Polska 4

MacGregor – Właśnie doświadczamy próby wrogiego przejęcia Polski przez Żydów

Równie dobrze możnaby obwiniać lisa, że wpuszczony do kurnika pozagryzał kury.

Podobnie nie jest winą krokodyla, że jak wyciągniemy do niego dłoń na powitanie, to ją nam odgryzie przy samej doopie. Rzecz bowiem w tym, że ludzie i krokodyle kierują się innymi zasadami i niewiele tu może pomóc organizowanie wspólnych komisji, okrągłych stołów czy sesji wyjazdowych całego rządu, bo jak się podejdzie do krokodyla choćby z sercem na dłoni, to będzie i po dłoni i po sercu.

Zauważyłem zarówno u siebie, jak i u innych blogerów, iż powodowani uzasadnionym skądinąd poczuciem jawnej niesprawiedliwości, czasami zbyt wiele uwagi poświęcamy niegodziwościom a to plemienia żmijowego, a to będącym igraszką w ich i w niemieckim ręku banderopitekami (nie mylić z normalnym Ukraińcami, przyjaznymi Łemkami czy innymi Bogu ducha winnymi Rusinami). Wszystko to może być prawdą, tysiącletnie współżycie ze strasznymi braćmi, o którym coś bredził ostatnio pan prezydent, zaczęło się od wizyty handlarza niewolników, po wiekach naiwność skutkowała państwem w państwie, wykolejeniem historii Polski związanym przede wszystkim z niedorozwojem własnego mieszczaństwa, potem była nielojalnośc, zabory, jawna zdrada, żydokomuna i tak do dnia dzisiejszego. Słowem, nie tylko wyszliśmy na tym interesie jak Zabłocki na mydle tudzież jak poczciwy chłop z bajki o żmii, to jeszcze za swoją głupotę mamy płacić, płacić oraz płacić, a także płacić, o płaceniu nie wspominając, a nasze dzieci i wnuki również. Dlatego też zawsze popierałem istnienie własnego państwa Izraelitow, byle jak najdalej od nas.

I tyle. I choćby przyszło tysiąc atletów i każdy zjadłby tysiąc koszernych kotletów, wszystko powinno grać i kolidować, jest nas co najmniej 60 milionów na tym Bożym świecie, jesteśmy narodem dzielnym, wykształconym, o wspaniałej historii, ziemia żyzna, woda zdrowa, pod ziemią bogactwa naturalne … no więc o co kaman?

Żydzi jacy są, każdy widzi, jeśli mają do wyboru wyrwać na rympał 65 mrd albo 300 mrd, to wiadomo, że wyrwą 300, a i tak nie będzie to ich ostatnie słowo, ale zupełnie czym innym są ich chęci, a czym innym nagradzanie tych chęci oklaskami, jak to zrobiła pani Gawin po przemówieniu litwaczki Azari.

Przykłady: skandalem było wywalenie już w tej chwili co najmniej 400 mln PLN na de facto eksterytorialną Świątynię Holokaustu scil. MHŻP-Polin w Warszawie (w tej chwili pracujące na trzy zmiany nad produkcją antypolskich pomyj na rocznicę marca 1968 czyli jak widać lepiej byłoby dla nas te pieniądze przepić), ale o ile pamiętam nikt nie przystawiał do głowy pistoletu ś.p. Lechowi Kaczyńskiemu, kiedy wmurowywał kamień węgielny pod ten szemrany ośrodek.

To bynajmniej nie Żydzi udzielili sobie sami zgody na powołanie loży B’naj Brit w Warszawie ani nie wysyłali w imieniu prezydenta RP gratulacji, to nie oni pełnili funkcję prokuratora generalnego, który wstrzymał ekshumację w Jedwabnem.

To bynajmniej nie Żydzi wyrwali sobie kolejne 100 mln PLN na renowację cmentarza w Warszawie, mimo, iż leży ona w obowiązkach bogatej jak nabab żydowskiej gminy w Warszawie – głosowała za tym większość posłów polskiego Sejmu, za był nawet rozsądny skadinąd poseł Andruszkiewicz. Tak więc do kogo pretensje?

A kto finansuje ŻIH, te wszystkie centra kulturowe, nieustanne festiwale, kto odznaczył kalumniatora Grossa, kto będzie teraz finansował kolejne muzea (Muzeum Getta w Warszawie teraz i Muzeum Chasydów w przyszłości), kto obchodzi chanuke w Sejmie, w Belwederze?

Kto najpierw oddelegował Ryszarda Schnepfa na stanowisko ambasadora RP, potem przez pół roku nie miał czasu go odwołac, a kto teraz podpisał jego nominację na członka rady muzeum przy Swiątni Holokaustu? No chyba nie sam siebie, więc przestańmy w końcu winić Żydów za własną kurwa mać głupotę, tchórzostwo i nieuctwo!

Kto nie ma czasu spotkac się z Kresowianami, z Waldemarem Tomaszewskim, a nie może odpuścić sobie kolacji z jakimś żydowskim trepem o nazwisku jak lichy alkohol, w dodatku z chamem i prostakiem? Czy to Dyzma winien, że ma w sobie zwierzęcy magnetyzm, na który lecą wszystkie pisiaki jak muchy do gówna? Przecież nie.

Kto odsunął na świętego Dygdy procedowanie ustawy dot. Polaków ratujących Żydów „by nie urazić wrażliwości” etc? No przecież ani stary kręciarz Netanjahu (który prędzej powinien się nazywać Netanszejtan), ani Michnik, ani pani z TVN, ani Tusk, ani Schetyna, tylko nasz pisowski marszałek Kuchciński. Więc do kogo pretensje?

Podobnie z banderopitekami – kto najpierw udawał, że kult bandery jest marginalny? Dziś, gdy tego zbrodniarza jako oficjalnego bohatera Ukrainy broni oficjalnie szef ichniego MSZ-u oraz wszyscy prezydenci, może wypadałoby się choć przyznać do błędu i przeprosić?

Łatwo jest zwalać winę na Żydów, na Jankesów, na Niemców, na Rosjan, na banderopiteków, bo wówczas stanowią oni alibi dla naszej własnej pierdołowatości i głupoty graniczącej ze zdradą, jeśli to nie jest jeszcze zdrada w całym tego słowa znaczeniu.

Bolkowe „nie chcem, ale muszem” programem PiS-u?

Nie, nie, nie, nie, nie i jeszcze raz nie, naprawdę nie macie do czynienia z głupszymi od siebie. Nie macie jaj, nie macie odwagi, śmiałości, żeby reprezentować interesów swojego państwa i narodu, to wypierdalać, jest cała masa kur, które możecie szczać prowadzać, a zajmowane dziś przez was miejsca zajmą tacy, którzy na widok zmarszczonego czoła Netanjahu czy innego krętacza nie będą popuszczać w gacie.

—————-
źródło:
NEON24.Pl
Autor: MacGregor
Nie obwiniajmy Żydów ani Izraela!
<MacGregor – Właśnie doświadczamy próby wrogiego przejęcia Polski przez Żydów >
02.03.2018

Polskażydzi
Read the full article – wolna-polska.pl