Kultura

Atomowy strach. Wojna atomowa w kulturze masowej

000F09BBADYUAXVM-C429.png


Temat nuklearnej zagłady oraz świat zniszczony wojną jądrową jest, tak jak sama katastrofa w Czarnobylu, stałym już motywem kultury masowej. Strzelamy do mutantów w grach komputerowych, jako stalkerzy przemierzamy zonę w grze Stalker, a fani papierowego RPG mogą pograć w polską grę fabularną Neuroshima.

Jednym z oryginalniejszych sposobów spędzania wolnego czasu przed wybuchem wojny na Ukrainie była wycieczka do zony, czyli strefy wykluczenia i eksploracja terenów wokół Czarnobyla z przewodnikami. Jedną z takich ekip organizujących wyprawy na Ukrainę jest grupa napromieniowani.pl, którzy oprócz wycieczek pomagają na miejscu samosiołom, czyli mieszkańcom okolicznych wiosek pozostającym w domach. Trwające kilka dni wyprawy do Czarnobyla oraz Kijowa, czy Białoruskiej Strefy Zamkniętej nieprędko zapewne zostaną przywrócone, niemniej obecnie jest to jedno z ciekawszych miejsc w sieci, dzięki któremu można zobaczyć jak wygląda sytuacja na froncie wokół elektrowni jądrowych.

Oprócz Czarnobyla, który stał się symbolem strachu przed atomem po katastrofie z 1986 roku, i jest co jakiś czas bohaterem tekstów kultury (swego czasu pojawił się nawet w jednym z odcinków animowanej kreskówki o Spidermanie z 1994 roku, jako siedziba jednego ze złoczyńców!), Ukraina posiada cztery elektrownie jądrowe – zaporoską elektrownię atomową, chmielnicką elektrownię atomową, rówieńską, a także południowoukraińską atomową elektrownię. Organem, który z ramienia świata nadzoruje, żeby nic złego się nie stało, jest Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej.

O ile w kraju toczą się ciężkie walki, a sam Czarnobyl znalazł się chwilowo pod kontrolą sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej raczej nie grozi nam skażenie na masową skalę. Nawet przy uderzeniu taktycznym łądunkiem na któreś z ukraińskich miast nie powinniśmy od razu szykować kombinezonów. Przykład Hiroszimy czy Nagasaki pokazuje, że miasta zniszczone bronią atomową można odbudować – będą kwitły, jak inne.

Sami Ukraińcy zresztą też od lat, oswojeni z katastrofą czarnobylską, zdają się być gorącymi zwolennikami energii jądrowej. 

– Bardzo ciekawe zdanie na ten temat ma Wiktor Petrowicz Łukianenko, który jest ostatnim mieszkańcem miasta Poliske znajdującego się w zachodniej części Czarnobylskiej Strefy Zamkniętej. Uważa on, że powinno się budować kolejne elektrownie jądrowe. Mówi otwarcie, że przyszłością jest atom, choć sam jest jedynym człowiekiem w miejscowości, która przecież przestała istnieć przez atom właśnie – mówi Krystian Machnik z ekipy napromieniowani.pl – Ukraińcy bardzo dziwią się, że ludzie potrafią przybyć z odległych rejonów świata tylko po to, by zobaczyć coś, co w ich odczuciu jest ruinami. Oni mają zupełnie inne podejście niż chociażby my, co może wynikać z tego, że podobne miejsca widują wszędzie w Ukrainie. Wielkie opuszczone zakłady czy nawet osiedla to nie jest nic specjalnego, bo po upadku Związku Radzieckiego została tego masa.

To właśnie spod ręki ukraińskiego studia wyszła gra “Stalker: Cień Czarnobyla” z 2007 roku, gdzie można przeżyć przygodę w zonie jako stalker, który poszukuje człowieka imieniem Striełok po drugiej, tajemniczej katastrofie. Zresztą także Rosjanie potrafią tworzyć ciekawe rzeczy. Jeden z pisarzy, Dmitrij Głuchowski napisał serię Metro 2033, w której bohaterowie mieszkają w moskiewskim metrze po nuklearnej zagładzie. Bestesellerowy autor, w którego uniwersum tworzyli też polscy pisarze Robert Szmidt czy Paweł Majka, niedawno odważnie sprzeciwił się rosyjskiej napaści na Ukrainę.

W samej Rosji wychodzą także inne rzeczy, jak znakomita powieść “Wyspa Sachalin” z 2018 roku Eduarda Wierkina, w której nuklearna zagłada dotknęła cały kraj, a mieszkańcy Rosji przetrwali jedynie na maleńkim Sachalinie dotkniętym tajemniczą epidemią. Ta udana, bardzo dobrze napisana powieść o zombie, jest przykładem bogactwa wyobraźni. 

Wojna atomowa staje się tematem także u pisarzy polskich. Piszą o zagładzie Robert Szmidt, którego węgierski przekład książki “Wieża” osadzonej w uniwersum Metro 2033 miał niedawno premierę, a wcześniej napisał udaną “Apokalipsę wg Pana Jana” czy laureat nagrody imienia Janusza A. Zajdla Andrzej Ziemiański. W opowiadaniu “Autobahn nach Poznan” tego ostatniego wojnę jądrową wywołują Polacy, chcąc zdobyć władzę nad światem.

Także w “Xavrasie Wyżrynie” Jacka Dukaja, gdzie mamy opowieść o alternatywnej historii Polski, która przegrała wojnę polsko-bolszewicką w 1920 roku, partyzanci pod wodzą Xavrasa Wyżryna próbują wysadzić w powietrze Moskwę za pomocą atomówki w szaleńczym rajdzie pod czujnym okiem kamer CNN.

Powieści Szmidta tak jak Głuchowskiego sprzedają się na pniu. Skąd taka popularność tematyki?

– Myślę, że odpowiedź może być zaskakująca: lubimy się bać – uważa Robert Szmidt. – Czyż nie dlatego horror jest od wielu lat jednym z najpopularniejszych gatunków filmowych i literackich? Postapokalipsa oferuje nam niemal dokładnie taki sam zestaw bodźców: mamy potwory/mutanty, nieustanne zagrożenie, wrogie otoczenie.

Ze Szmidtem zgadza się Machnik.

– Wydaje mi się, że ludzi przyciąga pewna enigmatyczność, która zawsze towarzyszy klimatom postapokalipsy. Na jakąkolwiek produkcję byśmy nie spojrzeli, czy to będzie książka, gra czy film – zawsze przedstawiany jest w nich świat równie groźny, co ciekawy. A jak wiemy, nic tak nie pobudza ludzkiej wyobraźni, jak odkrywanie tajemnic. W oczywisty sposób przenosi się to na Czarnobyl, gdzie nie tylko można samodzielnie tę tajemnicę odkrywać, lecz także wejść na chwilę w ten świat postapokalipsy. Zobaczyć, jak może wyglądać nasze otoczenie, kiedy zabraknie człowieka – dodaje eksplorator.

Atomowa apokalipsa jest stałym elementem kultury masowej także w Ameryce. O atomie pisze się zarówno nagradzane reportaże (“Plutopia” Kate Brown o budowie tajnych miast, gdzie pracowano nad bronią atomową w Stanach Zjednoczonych oraz Związku Radzieckim) po komercyjne blockbustery w rodzaju “Mad Maxa”. Film George’a Millera zdobył status kultowy tak jak dzieło Stanleya Kubricka “Dr Strangelove. Jak przestałem się martwić i pokochałem bombę”. Czarna komedia o amerykańskim generale wydającym rozkaz ataku jądrowego na Związek Radziecki być może przydałaby się i teraz.

Tak jak z Ukraińcami możemy zwiedzać zonę czarnobylską, inspirowaną trochę twórczością braci Strugackich (“Piknik na skraju drogi”) w Stalkerze, tak z Amerykanami możemy postrzelać do mutantów w serii “Fallout” albo zobaczyć zniszczony w wojnie ze sztuczną inteligencją świat w “Wasteland”.

Wydaje się zresztą ciekawe, bo wraz z rozwojem komputerów przeciwnik zdolny do zniszczenia świata w atomowej zagładzie zmienia charakter. Już nie jest to tylko szaleniec zbudowany z komórek, czy wróg ideologiczny, ale krzemowy nieprzyjaciel rasy ludzkiej.

Jeszcze inaczej na nuklearną zagładę patrzą Japończycy. Choć pojawiają się także właściwe dla zachodniej kultury rozrywkowe rzeczy, jak cała seria filmów o potworach niszczących Tokio z Godzillą na czele, tak wydaje się, że spora część japońskich tekstów kultury ma wyraźnie antywojenny charakter. Wydawane są antywojenne mangi oparte na wspomnieniach osób, które przeżyły wybuch w Hiroszimie (“Hiroszima 1945. Bosonogi gen”), tworzone anime osadzone w świecie po III wojnie światowej (“Akira”).

Wydaje się, że po wojnie na Ukrainie tematyka apokalipsy atomowej w kulturze masowej nie tylko nie zniknie, lecz pojawi się z siłą wybuchu taktycznego ładunku jądrowego. 

Jan Żerański*

*Z wykształcenia prawnik, z zamiłowania publicysta-wolny strzelec. Pisze na tematy azjatyckie, prawnicze, kulturowe, technologiczne i cywilizacyjne. Publikował w “Dzienniku Gazecie Prawnej”, “Rzeczpospolitej”, “Magazynie Pocisk” czy “Nowej Konfederacji”.


Source link

Leave a Comment