June 2022

Zdrowie

1 milion euro na bony naprawcze dla wiedeńczyków

1_13.jpg


Ze względu na duże zainteresowanie wiedeńczyków ubiegłoroczną akcją bonów naprawczych, wiedeński magistrat zdecydował się kontynuować projekt. Od marca miasto przeznaczy łącznie 1 mln euro na drugi etap projektu „Wiedeń to naprawi”.

We wrześniu ubiegłego roku ratusz w Wiedniu wystąpił ze specjalną inicjatywą naprawy niedziałających lub zepsutych rzeczy. Dzięki specjalnym kuponom skutecznie motywował mieszkańców, aby nie wyrzucali wszystkiego, co wydawało się niepotrzebne. 

„Popyt na bony całkowicie przerósł nasze oczekiwania – w ciągu kilku tygodni wydano ponad 10.000 bonów, naprawiono 8.000 przedmiotów. Dlatego w tym roku zdecydowaliśmy się kontynuować projekt kwotą 1 miliona euro”, skomentował przyszłość projektu burmistrz Wiednia Michael Ludwig.

Zdaniem ratusza celem projektu jest nie tylko wsparcie wiedeńskich firm i zapewnienie zatrudnienia, ale także ochrona środowiska. Naprawianie zepsutych przedmiotów nie tylko zmniejsza ilość wyrzucanych rzeczy, ale także oszczędza zasoby i szkodliwe gazy CO2. Wszystko to następnie spowalnia zmiany klimatyczne. 

Wiedeńczycy mogą teraz naprawić swoje rzeczy w 109 firmach, w których można zrealizować bony miejskie. Bony można otrzymać bezpłatnie na stronie internetowej miasta od marca do końca czerwca. Miasto planuje też trzeci etap projektu i wydawanie bonów w okresie od 1 września do 12 grudnia 2021 r. 

Zainteresowani mogą bezpłatnie pobrać kupon na stronie internetowej miasta. Następnie mogą udać się z wadliwym przedmiotem do jednej z firm wiedeńskiej sieci naprawczej (Wiener Reparaturnetzwerk). Miasto dofinansowuje każdą naprawę w 50%, maksymalną kwotą do 100 euro. Po okazaniu bonu należna kwota jest automatycznie zmniejszana o połowę i nie ma potrzeby wypełniania dodatkowych formularzy. 

W ubiegłym roku aż 65% naprawionych przedmiotów stanowiła elektronika, głównie telefony komórkowe i tablety. Inne rzeczy, które wiedeńczycy naprawiali, to meble, buty, ubrania i rowery. Członek zarządu miasta ds. ochrony środowiska Jürgen Czernohorszky podkreśla: „Wiedeński bon naprawczy sprawia, że naprawa jest atrakcyjna dla każdego, a przede wszystkim stanowi wielką korzyść dla środowiska i klimatu…Naprawianie zamiast wyrzucania jest aktywnym wkładem w klimatyczny model miasta Wiednia i każdy może się do tego przyczynić!”

Źródło informacji: Eurocomm-PR
 


Source link

Kultura

Marszałek Podkarpacia: linie i porty lotnicze odnotowały straty w wysokości ponad 56 miliardów euro

03.jpg


Organizacje biznesowe, takie jak Eurocontrol, szacują, że w 2020 roku linie lotnicze i porty lotnicze odnotowały straty w wysokości ponad 56 miliardów euro na skutek zmniejszenia się liczby pasażerów – wskazuje marszałek województwa podkarpackiego Władysław Ortyl.

Marszałek jest sprawozdawcą opinii Europejskiego Komitetu Regionów dotyczącej przyszłości lotnisk regionalnych. Komitet jest unijnym ciałem doradczym, a przyjmowane przez niego opinie trafiają do unijnych instytucji, jako oficjalne stanowisko samorządów UE.

Podczas posiedzenia Komisji Polityki Spójności Terytorialnej i Budżetu UE (COTER) KR marszałek zauważył, że opinia stanie się podstawą do tworzenia lepszego prawodawstwa w dziedzinie lotnictwa, ale też będzie rozwiązaniem na wyjście z kryzysu w obliczu, którego stoją dzisiaj regionalne porty lotnicze.

„Każde takie spotkanie pokazuje, jak ważna i wyczekiwana jest ta opinia. Chcemy pokazać wyzwania, o których wcześniej nie mówiono, ale także instytucje, które pracują na rzecz rozwiązania tych problemów” – mówił Ortyl.

Marszałek zwrócił uwagę na globalny kryzys branży lotniczej. „Organizacje biznesowe, takie jak Eurocontrol, szacują, że w 2020 roku linie lotnicze i porty lotnicze odnotowały straty w wysokości ponad 56 miliardów euro na skutek zmniejszenia się liczby pasażerów, których było mniej o 1,7 miliarda. Tylko w Europie zwolnienia dotknęły aż 191 tysięcy osób bezpośrednio związanych z branżą lotniczą” – mówił marszałek, który podkreślał znaczenie portów lotniczych dla rozwoju gospodarki.

„Lotniska regionalne stanowią główny łącznik, wokół nich zlokalizowane są kluczowe branżowe marki z całego świata. Gdyby nie lotnisko, to zapewne nie byłoby ich w naszych regionach” – ocenił Ortyl.

Posłużył się przykładem portu lotniczego „Rzeszów-Jasionka” w woj. podkarpackim, który – według marszałka – jest liderem wśród lotnisk regionalnych w Polsce, obsługujących do jednego miliona pasażerów rocznie. Podkreślał, że rozwój lotniska w Jasionce nie tylko przyciągnął firmy handlowe i usługowe, ale także spowodował znaczący wzrost zainteresowania inwestorów terenami położonymi wokół samego lotniska.

Marszałek poruszył też kwestię lotnictwa w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej na lata 2021-2027. Zdaniem Ortyla, konieczne jest zapewnienie w ramach polityki spójności środków europejskich na współfinansowanie w regionalnych portach lotniczych inwestycji wspierających bezpośrednio procesy dekarbonizacyjne oraz wpisujące się w model niskoemisyjnej gospodarki obiegu zamkniętego.

W ocenie marszałka, kluczowe jest również alokowanie odpowiednich środków europejskich na rozwój infrastruktury służącej bezpieczeństwu operacji i ochronie, a także zastosowania innowacyjnych technologii oraz cyfryzacji wspierających lotniska w ich wkładzie w realizację celów Europejskiego Zielonego Ładu – zaznaczył.

Ekspertem pomagającym w tworzeniu opinii jest prezes spółki Port Lotniczy „Rzeszów-Jasionka” Adam Hamryszczak, który mówił o potrzebach regionalnych portów lotniczych w okresie trwania pandemii, a tym samym zmniejszenia ich aktywności.

„Dla lotnisk regionalnych najważniejsze jest bieżące wsparcie, które może być udzielane przez poszczególne kraje w ramach pomocy publicznej i o to zabiegamy, żeby ta elastyczność dotycząca przyznawania pomocy publicznej była jak największa w tym czasie pandemii, ale też w okresie popandemicznym” – zaznaczył Hamryszczak.

„Myślę, że musimy bardzo mocno zabiegać o to, aby lotniska regionalne otrzymały możliwość finansowania niezbędnych inwestycji w zakresie bezpieczeństwa, ale też w kwestii ochrony środowiska. O przyszłości lotnisk, o ich rozwoju powinny decydować również kwestie związane z nowymi technologiami i zastosowaniem cyfryzacji, która powinna znaleźć możliwość finansowania w ramach nowej perspektywy unijnej” – dodał.

Pierwsza dyskusja i przyjęcie opinii „Przyszłość regionalnych portów lotniczych – wyzwania i możliwości” na posiedzeniu COTER ma nastąpić w drugiej połowie kwietnia, a przyjęcie jej na posiedzeniu plenarnym KR może odbyć się na przełomie czerwca i lipca.

Głównymi założeniami opinii są: podkreślenie znaczenia lotnisk regionalnych dla spójności terytorialnej UE, wyzwania w kontekście Zielonego Ładu oraz zapewnienie wsparcia finansowego lotnisk regionalnych w perspektywie na lata 2021-2027.

Źródło informacji: Serwis Samorządowy PAP


Source link

Świat

Włochy staną się znowu czerwoną strefą? Sytuacja się pogarsza

000BBJZ7MUDBINRU-C411.jpg


W związku z pogarszającą się sytuacją epidemiczną w kraju prawie całe Włochy mogą znaleźć się w czerwonej strefie, oznaczającej ostre restrykcje sanitarne – ostrzegł w środę doradca władz regionu Lombardia do spraw pandemii Guido Bertolaso.

Wiele regionów przyznaje, że sytuacja jest coraz poważniejsza. O znacznym pogorszeniu informują m.in. władze Piemontu i Emilii-Romanii.

– Całe Włochy z wyjątkiem Sardynii zbliżają się długimi krokami ku czerwonej strefie. Lombardia po tym, co przeszła w minionych miesiącach, jest bardziej narażona niż inne regiony, ale ja nie martwię się o nią bardziej niż o inne – zaznacza Bertolaso, który jest byłym szefem Obrony Cywilnej.

W Brescii w Lombardii zanotowano bardzo wysoką liczbę nowych zakażeń: 1325. Ponad 1000 przypadków wykrytych zostało w Mediolanie.

Na Sardynii, która jako jedyny region została ogłoszona białą strefą minimalnego ryzyka zakażeń, od poniedziałku wszystkie przybywające tam osoby będą poddawane błyskawicznemu testowi na obecność koronawirusa – zapowiedział szef miejscowych władz Christian Solinas.

Ministerstwo Zdrowia poinformowało w środę, że zarejestrowano kolejnych 347 zgonów z powodu COVID-19 i 20884 nowych przypadków zakażenia SARS-CoV-2. Dzień wcześniej wykryto około 17 tys. nowych infekcji. Bilans zmarłych w ciągu roku wzrósł do 98635. W ciągu doby wykonano 358 tys. testów na obecność koronawirusa.

Liczba wykrytych dotąd przypadków zakażeń zbliża się do trzech mln; wyleczonych jest około 2,4 mln osób. Liczba przypadków aktywnych wynosi 437 tys. Rośnie liczba chorych na covid, którzy wymahagą hospitalizacji, w tym także na intensywnej terapii.

Zaszczepiono dotychczas około 4,6 mln osób, w tym blisko 1,5 mln dwiema dawkami.

Przekaż 1 proc. na pomoc dzieciom – darmowy program TUTAJ


Source link

Polska

Piesi odskoczyli w ostatniej chwili. Kierowca pojechał dalej [WIDEO]

fb32b2p4xvwjd2otqizcekcy28s1m42i.jpg


Prawie potrącił pieszych, po wszystkim… pojechał dalej

Na jednym z gostynińskich przejść dla pieszych (Mazowieckie), kierowca citroena omal nie potrącił pieszych. W ostatniej chwili trzy młode osoby odskoczyły przed nadjeżdżającym pojazdem. Prowadzący pojazd… pojechał dalej. Całe zdarzenie zarejestrowała kamera monitoringu.

“Kierujący citroenem jadąc ulicą Rynek, dojeżdżając do jednego z przejść dla pieszych niemal wjechał w trzy młode osoby znajdujące się na pasach. Piesi w ostatniej chwili zdążyli odskoczyć. Kierujący citroenem w ostatnim momencie »odbił« swoim pojazdem na lewy pas” – opisuje asp. Żaneta Kołodziejska, oficer prasowa KPP w Gostyninie.

 

ZOBACZ: Policjant potrącił mężczyznę na pasach. Wszczęto postępowanie dyscyplinarne

 

Po wykonaniu niebezpiecznego manewru kierowca nie zatrzymał się – “niewzruszony” pojechał dalej w kierunku ulicy 3-ego maja. Na jego nieszczęście, całą sytuację zarejestrowała kamera miejskiego monitoringu. Policjanci postanowili upublicznić nagranie “ku przestrodze”.

 

WIDEO: kierowca wjechał na pasy, prawie potrącił pieszych

  

Wkrótce policjanci ustalili, że za kierownicą siedział 22-latek. “Wobec takiej postawy i popełnionego wykroczenia spowodowania zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym, policjanci odstąpili od ukarania kierującego mandatem i skierowali wniosek o ukaranie do sądu, zatrzymując jednocześnie mężczyźnie prawo jazdy” – przekazała asp. Kołodziejska. O dalszym losie kierowcy zadecyduje sąd.

bas/sgo/ polsatnews.pl

Czytaj więcej

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!


Source link

Zdrowie

Skutecznie inwestujemy fundusze na budowę dróg i wykorzystujemy unijne dofinansowanie

DOC.20210303.38630778.Wydatki-2019-2020.jpg


Ponad 18,3 mld zł wydała w 2020 roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad na działalność statutową (budowę i utrzymanie sieci drogowej). W każdym miesiącu zasilaliśmy branżę budowlaną kwotą wyższą niż w danym miesiącu poprzedniego roku i w sumie wydaliśmy 4,6 mld złotych więcej niż w 2019 roku. Te dane jednoznacznie pokazują, że miniony rok był wyjątkowy dla branży drogowej z wielu względów. Pandemia nie zahamowała inwestycji drogowych. Rok zakończyliśmy, realizując 96 zadań o łącznej długości ponad 1225,2 km.

GDDKiA Przypomnijmy, że w 2020 roku udostępniliśmy do ruchu niemal 140 km nowych dróg. Obecnie kierowcy mają do dyspozycji 4269 km dróg szybkiego ruchu, w tym 1712 km autostrad i 2557 km dróg ekspresowych. Od początku 2021 roku podpisaliśmy już sześć umów na realizację blisko 88 km dróg. Tym samym w realizacji są 102 zadania z Programu Budowy Dróg Krajowych na lata 2014-2023 (PBDK) o łącznej długości 1313 km i wartości 48,1 mld zł. Zawarliśmy też umowy na realizację trzech obwodnic z rządowego Programu budowy 100 obwodnic (PB100) o łącznej długości blisko 20 km i wartości ok. 420 mln zł.

Realizacja inwestycji drogowych zapewnia branży wykonawczej stały dopływ środków. W 2021 roku planujemy wydatkować ok. 19,3 mld zł. Będziemy ogłaszać również kolejne przetargi, zarówno na realizację inwestycji drogowych jak i opracowanie dokumentacji. Plan na rok 2021 to ogłoszenie przetargów na realizację łącznie około 680 km dróg krajowych, w tym ok. 350 km dróg ekspresowych i obwodnic o szacowanej wartości ok. 17,6 mld zł oraz ok. 335 km na zadania na istniejącej sieci dróg o szacowanej wartości ok. 2,5 mld zł.

Skuteczny beneficjent

GDDKiA jest największym beneficjentem funduszy unijnych w Polsce. W 2020 roku podpisaliśmy kolejnych dziewięć umów o dofinansowanie i tym samym mamy łącznie 70 projektów z dofinansowaniem unijnym w ramach Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko 2014-2020. Łączna wartości całkowita tych inwestycji wynosi ponad 79 mld zł, w tym koszty kwalifikowalne to 44,4 mld zł oraz wkład UE to około 37,7 mld zł. Uwzględniając ww. dziewięć umów o dofinansowanie, kontraktacja środków UE dla GDDKiA wynosi około 88 proc.

Do końca lutego 2021 roku złożyliśmy w sumie 828 wniosków na kwotę 40,11 mld zł wydatków kwalifikowalnych. Certyfikacji poddano 786 wniosków na kwotę 37,72 mld zł. Do Krajowego Funduszu Drogowego z tytułu refundacji wpłynęło już 32,01 mld zł. Przypomnijmy, że alokacja dostępnych dla GDDKiA środków unijnych to 9,871 mld euro, co po przeliczeniu przy obowiązującym kursie walut jest równowartością niemal 43,31 mld zł. Obecnie rozpatrywane są wnioski o dofinansowanie dla trzech projektów, a kilka kolejnych złożymy w tym roku. Planujemy, że po podpisaniu nowych umów poziom kontraktacji osiągnie poziom ok. 94 proc.

Przypomnijmy, że w obecnej perspektywie przewidywane jest przyznanie unijnego dofinansowania dla 92 projektów przygotowywanych i wdrażanych przez GDDKiA. Podkreślić należy, że pełen potencjał finansowy tych 92 projektów wynosi ponad 45 mld zł i przekracza dostępną alokację środków dla GDDKiA. Nie ma więc obaw, że nie wykorzystamy całej dostępnej puli środków.

Źródło informacji: GDDKiA

 


Source link

Sport

Radomir Obruśniak: Spryt i koncentracja kluczem do zwycięstwa

jiav4n5jumb6w2g5ntkhto85pz2xzmb5.jpg


Reprezentował Polskę m.in. na Igrzyskach Europejskich w Mińsku (2019 rok) i Mistrzostwach Unii Europejskiej w hiszpańskim Valladolid (2018 rok), gdzie wywalczył brąz

 

– To już moja trzecia zawodowa walka, a pierwsza sześciorundowa. Jednak długi dystans nie jest żadną nowością, tym bardziej problemem, gdyż nie raz toczyłem nawet 15-rundowe sparingi na zgrupowaniach kadry narodowej – powiedział utytułowany pięściarz.

Radomir Obruśniak, promowany przez Kamila Jęcza i Marka Matelę, profesjonalną karierę rozpoczął latem 2020 roku od zwycięstwa z innym debiutantem Łukaszem Rudnikiem na gali “Hussars Boxing Night 2. Młode Wilki” w Złotowie (Wielkopolska). Natomiast w grudniu na „Rocky Boxing Night 7 im. Jana Biangi” w Wielkim Klinczu wygrał z Tomaszem Piotrowskim.

Zobacz także: Zapowiedź gali Queensberry Polska „Bitwa o Gniew II”

– W najbliższy piątek rywalem Radomira będzie Islam Mayrasultanov. Mając oczywiście szacunek do przeciwnika, uważam, że Radek Obruśniak jest zdecydowanym faworytem. Jeśli chcemy mierzyć wysoko, a to jest nasz wspólny cel, to Radomir musi w Gniewie wygrać i pokazać dobry boks – przyznał Kamil Jęcz (Hussars Promotion).

W Wielkim Klinczu boksował nie tylko Radomir Obruśniak, ale też właśnie Islam Mayrasultanov, który przegrał wtedy w 1. rundzie z Kubańczykiem Evanderem Riverą, ostatnim pogromcą Daniela Rutkowskiego.

– Pojedynek z pochodzącym z Rosji Mayrasultanovem będzie wymagał sprytu i koncentracji. To jest klucz do sukcesu. Nie miałem podczas grudniowej gali okazji specjalnie przyjrzeć się mojemu rywalowi, zresztą z przyzwyczajeń z boksu amatorskiego nie analizuję przeciwników przed walką. Ale też nigdy nie lekceważę rywali. Wszystko, co robię, wykonuję z pasją i zaangażowaniem – przyznał Radomir Obruśniak. Z bliska pojedynek Mayrasultanov vs Rivera obserwował promotor Kamil Jęcz. – Kubańczyk na pewno był większy i silniejszy fizycznie. To kawał zawodnika, ale o tym było wiadomo już po jego przyjeździe do Polski. Potwierdził to w walce z Danielem Rutkowskim, a co do Islama – nie miał zbyt dużo do powiedzenia w rywalizacji z Evanderem. Zdajemy sobie też sprawę, że Czeczen jest wojownikiem i ma 12 zawodowych pojedynków w MMA. Poza tym coraz więcej przedstawicieli mieszanych sztuk próbuje swoich sił w boksie.

 

Zobacz także: Gala Queensberry Polska w Gniewie: Augustynik w walce wieczoru zmierzy się z Miszczenko

Trenujący pod okiem Hakoba Karapetyana Obruśniak do piątkowej walki przygotowywał się w Klubie Bokserskim w rodzinnym Karlinie. – Trenujemy ciężko i mądrze, a determinacja i wytrwałość jest tym, co mnie charakteryzuje. Treningi muszę godzić z życiem codziennym, pracą i rodziną. Sparingi toczyłem głównie z Marcinem Latocha oraz Mateuszem Polskim, moimi kolegami z KB Karlino – dodał pięściarz.

 

Promotorzy Radomira Obruśniaka nie ukrywają, że rozpoczynają ścisłą współpracę z kierownictwem Queensbery Polska i bokser będzie współpromowany przez dwie grupy. – Jestem zadowolony, że doszliśmy bardzo szybko do porozumienia z Mariuszem Krawczyńskim – dodał.

 

 

Projekt Quennsbery Poland to bardzo ambitny plan, a współpromowanie Radomira z całą pewnością będzie z korzyścią dla obydwu stron. Mariusz ma w swojej grupie wielu dobrych zawodników, a Radomir doskonale wpisuje się w strategię rozwijania karier młodych pięściarzy z dużymi umiejętnościami i potencjałem. Chcielibyśmy, aby w tym roku Obruśniak stoczył 4-6 walk i w przyszłym sezonie mocno zaistniał w europejskich rankingach. Mamy oczywiście świadomość, że rzeczywistość i nieszczęsna sytuacja pandemiczna może nasze plany zweryfikować, ale zrobimy wszystko, żeby cele zrealizować. Przy okazji dziękuję zarówno Mariuszowi, jak i wszystkim partnerom Hussars Promotion, bo bez ich wsparcia przetrwanie tego trudnego czasu byłoby trudne. Zapraszam wszystkich do oglądania w piątkowy wieczór Bitwy o Gniew II na antenie Polsatu Sport – zapowiedział Kamil Jęcz.

 

W głównej walce gali 5 marca, broniący pasa WBC Silver International Paweł Augustynik w 10-rundowej walce zmierzy się z Maxem Miszczenko.

Artur Łukaszewski, Polsat Sport


Source link

Polska

Obajtek zastąpi Morawieckiego? Wicerzecznik PiS odpowiada

qg2y5y3mwbzn4wabcmqhfe2oerimjsiw.jpg


W ubiegłym tygodniu “Gazeta Wyborcza” napisała, że Daniel Obajtek, w czasach, gdy był wójtem Pcimia, chciał “wykończyć” firmę swojego wuja. Choć jako samorządowiec nie mógł tego zrobić, kierował z tylnego siedzenia konkurencyjną spółką. Potem skłamał w tej sprawie przed sądem – podała “GW”. Według dziennika, dowodem na to są nagrania rozmów Obajtka, którymi dysponuje; padają na nich wulgaryzmy, także pod adresem wuja.

 

Wiceprzewodniczący PO Tomasz Siemoniak powiedział w rozmowie z Onetem, że w PiS “toczy się dyskusja na temat wymiany premiera Morawieckiego”.

 

 

– Miałem okazję podczas ostatniego posiedzenia Sejmu być chwilę fizycznie w Sejmie. Byłem w klubie (PiS – red.) i pana Siemoniaka tam nie widziałem, więc myślę, że to jednak jego fantazja – odpowiedział Radosław Fogiel w “Gościu Wydarzeń”.

 

– Kompletnie takich planów nie ma. One występują wyłącznie w publicystyce – podkreślił zastępca rzecznika PiS.

 

“Ciężko pracuje, by Orlen był silnym graczem w Europie”

 

Przed publikacją “taśm Obajtka” prezes PiS Jarosław Kaczyński ocenił w wywiadzie dla “Super Expressu”, że prezes PKN Orlen “jest niezwykłym człowiekiem, jeżeli chodzi o talent organizacyjny, dynamikę, łatwość podejmowania decyzji i to celnych decyzji, słusznych decyzji”. – Jest nadzieją nie naszego obozu politycznego, nie jakiejś grupy partykularnej, tylko po prostu Polski. Wszystkich Polaków, którzy chcą po prostu dobra naszego narodu – mówił o Obajtku Kaczyński.

 

Bogdan Rymanowski zapytał Radosława Fogla o to, czy prezes PiS powtórzyłby peany na część szefa Orlenu.

 

– Pan prezes, oceniając działalność prezesa Orlenu, mówił o jego wynikach finansowych, zarządczych, jak rozwija się PKN Orlen i tutaj ataki ze strony “GW” w żaden sposób na to nie wpływają – odpowiedział Fogiel.

 

WIDEO: zobacz rozmowę z wicerzecznikiem PiS

  

 

Jak dodał, każdy może sprawdzić jakie są dane. – Daniel Obajtek ciężko pracuje nad tym, żeby Orlen stał się nie tylko bardzo silnym graczem w Polsce, ale również w skali europejskiej – powiedział.

 

Fogiel stwierdził również, że “Gazeta Wyborcza” “w tym ataku posługuje się opiniami i przekazami osób, które są skrajnie niewiarygodne”. – Były skazywane za składanie fałszywych zeznań i inne przestępstwa – dodał.

 

Wcześniejsze odcinki “Gościa Wydarzeń” można obejrzeć TUTAJ.


Source link

Zdrowie

Co mogą ugrać frankowicze? | PAP MediaRoom portal.


Oszczędzali dziesiątki tysięcy złotych na kredytach względem hipotek złotówkowych, by po zmianie kursu często dopłacać do interesu. Teraz dla frankowiczów, bo o nich mowa, pojawiają się nowe możliwości. Temat ten dość niespodziewanie wrócił na pierwsze strony gazet. Powodem jest kolejna próba zorganizowania ugód pomiędzy bankami a kredytobiorcami. Tym razem zamieszanie spowodowane jest przez Komisję Nadzoru Finansowego, ale nie brakuje innych aktorów w tej historii. Co chcą osiągnąć frankowicze, a co banki?

Kredyt we frankach tańszy o kilkadziesiąt tysięcy

Historia hipotecznych kredytów frankowych sięga początku tego milenium kiedy to w wielu krajach, nie tylko w Polsce, zauważono, że udzielanie kredytu w walucie o niskich stopach procentowych powoduje, że ignorując zmienność kursów walut, jest to tańszy kredyt. W Europie walutą tą okazał się frank szwajcarski, który był wówczas oprocentowany około 5% poniżej polskiego złotego. Co to oznaczało?

Osoby biorące kredyt we frankach, płaciły o 5% niższe odsetki, pomijając koszt konwersji waluty. W rezultacie co roku na każde 100000 złotych kredytu nie płacono 5000 zł odsetek, to oznaczało przeszło 400 zł niższą ratę i to na każde 100000 złotych.

Kredyty finalnie nie były aż tak opłacalne, gdyż banki dołożyły trochę opłat, głównie wynikających z konwersji walut, ale różnica wciąż była olbrzymia. Popularność kredytów rosła wraz ze spadkiem kursu franka, który od 2004 roku ze szczytów ponad 3 zł spadł w 2008 roku nawet poniżej 2 zł na krótki moment. W rezultacie na rynku pojawił się pogląd, że to nie tylko tani, ale również samospłacający się kredyt. Skoro bowiem frank taniał, kapitał pozostały do spłaty malał, pomimo płacenia istotnie niższych rat niż w kredycie złotowym. Wszystko jednak rozsypało się w 2008 roku kiedy frank ponownie skoczył w górę, by na początku 2009 roku przekroczyć 3 zł. Nagle pozostały do spłaty kapitał gwałtownie wzrósł.

Pomogła zarówno ustawa antyspredowa w 2011 r. i powstanie niedługo przed nią kantorów internetowych (pierwszym był Walutomat w 2009 roku, a kolejnym InternetowyKantor.pl w kwietniu 2010 roku), w których franki można było kupić z o wiele niższą marżą i tym samym obniżyć ratę kredytu o kilkadziesiąt złotych. Kryzys jednak ruszył pełną parą w styczniu 2015 roku, kiedy kurs franka niespodziewanie wzrósł o niemal 50 gr.

Gdzie jest wina banków?

W całej tej historii niektóre praktyki stosowane przez banki były na tyle nieetyczne lub wręcz niezgodne z prawem, że sprawy kredytów frankowych trafiły do sądów. Dotyczyło to przede wszystkim dwóch elementów. Z jednej strony były to abuzywne zapisy w umowach, pozwalające bankom dowolnie kształtować kurs franka i stopę oprocentowania. Druga grupa zarzutów to nie poinformowanie klientów w należyty sposób o ryzyku związanym ze zmianą kursów walut i jego wpływie na koszt kredytu. Nie bez znaczenia był też fakt, że kredyty te były często udzielane chętniej niż złotowe i pozwoliły sfinansować powyżej 100% wartości nieruchomości. Te niedociągnięcia pozwalają teraz kredytobiorcom dochodzić zadośćuczynienia przed sądem, a pierwsze sprawy już miały swoje rozstrzygnięcie.

Jak wygląda problem?

Obecnie problematyczny jest fakt, że klienci pozostają stratni z powodu wzrostu kursu CHF do poziomu 4 zł. Należy oczywiście przypomnieć, że niższe stopy procentowe powodują, że strata ta wcale nie jest tak duża, jakby to wynikało z samego przeliczenia kursów walut, bo na korzyść kredytobiorców przez lata działały wyraźnie niższe stopy procentowe. W obecnej sytuacji stopy procentowe w Polsce są na tyle niskie, że argument ten ma coraz mniejsze znaczenie. Z drugiej strony to nie jest tak, że bank jest podmiotem, który zyskuje na różnicy kursów. Zysk banku to marża ponad stopę procentową. W rezultacie nie jest tak, że banki mogą oddać różnicę, którą są stratni klienci i wyjść na przysłowiowe zero. Doszło do spekulacji walutowej na olbrzymią skalę a jej wynik, pomimo początkowych sukcesów, jest mocno negatywny. Z tego też powodu tak trudno wynegocjować rozwiązanie, bo ktoś musi tą stratę opłacić.

Porównanie kredytu frankowego i złotówkowego

Jako przykład pokażmy dwa 30-letnie kredyty, wzięte w tym samym momencie w 2004 roku na 250000 zł z marżą 2%, jeden z frankiem po 2,60, drugi złotowy. Po 4 latach, w 2008 roku, mieliśmy optymalny moment dla kredytów frankowych. Ze 100000 CHF pozostało do spłaty niecałe 92 tysiące, przez spadek kursu franka, pozostało do spłaty kapitału (po przeliczeniu) 184 tysiące PLN. W tym samym czasie z kredytu złotowego pozostało do spłaty 248 tysięcy PLN. W tym czasie warto wspomnieć, że przez większe odsetki kredyt PLN był w samych ratach o 27 tysięcy złotych droższy. Nie może zatem dziwić rosnąca popularność hipotek frankowych. W 2008 roku mieliśmy jednak istotną zmianę zasad gry. Przez kolejne lata frank zdrożał wyraźnie. Kredyt złotowy do 2015 roku spadł z kapitałem do 211 tysięcy PLN. Z kolei przez zmianę kursów w przypadku kredytu w CHF do spłaty pozostało 280000 złotych, czyli niemal 10% więcej niż na początku. Co ciekawe, dopiero w tym momencie doszło do zrównania wysokości rat kredytu. Na korzyść kredytów frankowych w dalszym ciągu przemawiała suma około 60 tysięcy złotych mniejszych rat, które dotychczas zapłacono. Suma ta jednak mniej więcej pokrywa różnicę kapitału. W 2015 roku zatem obie sytuacje były na równi.

Od tego czasu minęło jednak jeszcze 5 lat. Spadły jednak również stopy procentowe, zarówno w Polsce, jak i w Szwajcarii. W rezultacie po 5 latach w kredycie frankowym pozostało do spłaty 223 tysiące złotych, a w kredycie złotowym 170 tysięcy. W rezultacie oba kredyty są nadal bardzo blisko siebie należy jednak pamiętać, że kredyt złotowy posiada już 20% niższą ratę co powoduje, że przy utrzymywaniu się sytuacji będzie wychodził na swoje. W rezultacie osoby biorące kredyt w CHF przy poziomie 2,6 zł nie powinny być szczególnie zainteresowane jego przewalutowaniem, bo nadal są na zbliżonym poziomie. Osoby, które brały jednak kredyt później, szczególnie bliżej poziomu 2,2 czy nawet niżej, mają jednak wyraźną stratę względem kredytu złotowego.

Jak rozstrzygają sądy?

Przede wszystkim procedura sądowa jest bardzo długa. Pojawiają się jednak już pierwsze wyroki od czasu korzystnego dla kredytobiorców orzeczenia unijnego sądu. Problem polega na tym, że wyroki te są niespójne, a zdarza się, że klienci otrzymują po zmianach zdecydowanie korzystniejszy kredyt do spłacenia niż jego ekwiwalent złotowy. Wykreślenie nielegalnych zapisów o walutach nie pociąga bowiem za sobą odniesienia do odpowiedniej stopy procentowej, a ta dla franka jest niższa. Zdarzają się również przypadki prób anulowania kredytu w całości. Patrząc na skutki ekonomiczne tych skrajnych rozwiązań, wątpliwe jest by były one masowo stosowane. Warto też zwrócić uwagę, że przez brak jasnych wytycznych sądy mogą często zwlekać z wyrokami, by móc wpasować się w szerszy trend. Wydaje się, że liczą też , że zacznie dochodzić do ugód pomiędzy stronami.

Na czym polega obecne rozwiązanie?

Komisja Nadzoru Finansowego ma plan wprowadzić masowe ugody pomiędzy bankami a kredytobiorcami. Pomysłem jest rozwiązanie mocno korzystne dla kredytobiorców, gdyż daje im się możliwość przekonwertowania kredytu do stanu w jakim byłby on gdyby był wzięty w złotówkach na typowych dla tamtego czasu warunkach dla kredytów złotowych. Nie jest jeszcze znane zainteresowanie tym rozwiązaniem, gdyż wielu kredytobiorców, patrząc na dotychczasowe wyroki w sądach, wierzy, że otrzyma tam lepsze warunki po długotrwałym procesie. Z drugiej strony banki same w sobie też nie są zainteresowane konwersją tych kredytów, gdyż oznacza to wielomiliardowe straty. W zależności od popularności ugód mówi się o 40 mld złotych, o niemal 5-krotność zysków całego sektora za 2020 rok, a to i tak nie jest najgorsze rozwiązanie dla banków. Z tego powodu do gry włączył się NBP, ale nie do końca wiadomo jaka ma być jego rola. Tego typu obciążenie dla sektora bankowego z pewnością wygeneruje problemy dla wielu banków, obecne rezerwy nie są utworzone bowiem na wystarczających poziomach.

Czego można się spodziewać?

Patrząc na kalendarz wyborczy, szansa, że politycy mocno się zajmą tym tematem jest relatywnie niewielka. Z drugiej strony, kończąca się za rok kadencja prezesa NBP może powodować, że organ ten będzie mocniej zainteresowany wzięciem udziału w tych ustaleniach. Dużym hamulcowym są oczywiście banki. Nie można się dziwić, biorąc pod uwagę, że to one poniosą straty. Im korzystniejsza ugoda będzie dla banków tym mniej osób będzie chciało z niej skorzystać a więcej zdecyduje się na ścieżkę sądową. Patrząc zresztą na rok, który mamy, powoli zaczyna na to wyglądać, że gra na przeczekanie problemu wydaje się wyjątkowo skuteczna. Obecnie jest udzielonych około 428 tys. kredytów we frankach. Liczba ta z roku na rok spada, zatem problem staje się coraz mniej „atrakcyjny” do rozwiązania. Tym razem też nie zanosi się na ustalenie jaki zakres winy jest po stronie banków, a jaki po stronie klienta, gdyż obie strony grają często o pełną pulę.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisów InternetowyKantor.pl i Walutomat.

Źródło informacji: Currency One

 


Source link